Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Janelle Monae - Dirty Computer

augustc

Janelle_Monae__Dirty_Computer

Janelle Monáe - Dirty Computer (2018) Bad Boy

 01. Dirty Computer (feat. Brian Wilson) – 1:59
    02. Crazy, Classic, Life – 4:46
    03. Take a Byte – 4:07
    04. Jane's Dream – 0:18
    05. Screwed (feat. Zoë Kravitz) – 5:02
    06. Django Jane – 3:10
    07. Pynk (feat. Grimes) – 4:00
    08. Make Me Feel – 3:14
    09. I Got the Juice (feat. Pharrell Williams) – 3:46
    10. I Like That – 3:20
    11. Don't Judge Me – 6:00
   12. Stevie's Dream – 0:46
    13. So Afraid – 4:04
    14. Americans – 4:06

JanelleMonaeGrammys

Janelle Monae, photo by JEWEL SAMAD/AFP/Getty Images


Czy to jest to? - zastanawiają się miłośnicy muzyki oczekujący wielkiego albumu, spoglądający na najnowszą płytę amerykańskiej diwy Janelle Monáe. "Dirty Computer" to najlepiej oceniony przez recenzentów tegoroczny krążek. O tym, że piosenkarka nagra teraz tak dobrze oceniony album dziennikarze największych światowych mediów byli przekonani od dawna. Artystka miała wszystko, aby tego dokonać. Janelle Monáe pojawiła się na rynku w 2003 roku. Nie zdobyła sympatii od razu. Amerykańska piosenkarka musiała długo przedzierać się na szczyt.

Debiutancka EP Janelle Monae zatytułowana "Metropolis: Suite I (The Chase)" z 2007 roku została dość ciepło przyjęta przez krytykę, ale nagrania błąkały się w drugiej setce najlepiej sprzedających się płyt w Stanach Zjednoczonych i szybko wypadły z zestawienia. Jednak artystce pomysłowo łączącej w twórczości pop, czarne brzmienia oraz muzykę psychodeliczną już wtedy zaczęto wróżyć wielką karierę. Ta  rozpoczęła się po wydaniu pierwszej studyjnej płyty The "ArchAndroid". Krytycy byli nią zachwyceni. Piosenkarka została za nią nominowana do nagrody Grammy w kategorii najlepszy album współczesnego R&B (Best Contemporary R&B Album).  Najważniejsze było jednak to, że Janelle Monáe zaczęła się sprzedawać. "The ArchAndroid" zanotował lepszy wynik od debiutanckiej EP-ki o blisko 100 pozycji. Nagrania zadebiutowały na 17. miejscu listy "Billbordu", co jak na tego typu muzykę zostało uznane za dobre osiągnięcie.

Od tego czasu Janelle Monáe nabrała sporego doświadczenia. Nagrywała z największymi: Prince'm, Nilem Rodgersem, Duran Duran, Solange oraz Miguelem. Ma też już na koncie mnóstwo nagród, na czele z nominacją do Grammy w kategorii nagranie roku za utwór "We Are Young" nagrany do spółki z zespołem fun .

Oczekiwania wobec trzeciego studyjnego albumu artystki "Dirty Computer" były ogromne. Krążek dla wielu słuchaczy musiał być petardą, świadectwem dojrzałości, najwyższej próby profesjonalizmem, albumem dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach. Czy tak jest w istocie? Czy rzeczywiście jest to tak dobre dzieło jak piszą niektórzy recenzenci i jak tego oczekiwali słuchacze?

Na pewno jest to bardzo mocna pozycja. Słychać to już po pierwszym przesłuchaniu, chociaż na pewno album trochę rozczarowuje, bo nie ma na nim hitu z prawdziwego zdarzenia, który by uczynił z Janelle Monáe jedną z najbardziej rozpoznawalnych gwiazd. Nie ma tu rzeczy na miarę hitów The Weeknd sprzed trzech lat ("Earned It", "The Hills" i "Can't Feel My Face"), które uczyniły z Abla Tesfaye światową gwiazdę. Piosenkarka nie postawiła tym samym kropki nad i. Nie zrobiła tego, bo być może nie chciała być dla wszystkich. Tak więc Janelle Monáe w najbliższym czasie dalej będzie artystką znaną wyłącznie fanom nowoczesnego popu oraz r&b.

Stylowa, energetyczna i zwiewna piosenka "Crazy, Classic, Life" idealnie wprowadza w klimat tego przyjemnego albumu, aczkolwiek nie jest to hit na miarę możliwości Monáe. Jak na numer znajdujący się na samym początku płyty "Crazy, Classic, Life" wręcz rozczarowuje, a rapowane outro tego utworu wręcz zabija komercyjny potencjał piosenki, który i tak jest niewielki. O wiele lepsze wrażenie robią za to zainspirowane funkiem "Take a Byte" oraz "Screwed". To właśnie już podczas odsłuchu tych kawałków słychać jak wielką inspiracją jest dla piosenkarki Prince. Wpływ tego artysty najbardziej widoczny jest w chyba najbardziej zapadającym w pamięć utworze z płyty "Make Me Feel", który jest przez niektórych dziennikarzy porównywany do legendarnego numeru "Kiss". Oprócz tej piosenki największe wrażenie z "Dirty Computer" robią utwory "I Got the Juice" powstały we współpracy z Midasem muzyki pop Pharellem Williamsem, elektroniczny "Pynk" nagrany wraz z Grimes oraz urocza, pościelowa ballada "Don't Judge Me".

Podsumowując "Dirty Computer" to bardzo dobra płyta dla miłośników czarnej nuty, pełna ciekawych smaczków (sampel z piosenki "Pink" Aerosmith wykorzystany w utworze "Pynk") oraz inspirujących tekstów poruszających między innymi tematykę feminizmu oraz wolności. Warto jej posłuchać. Fani tego typu dźwięków odnajdą w nowym dziele Janelle Monáe intrygujący materiał nie tylko do odsłuchu, ale również do różnego rodzaju analiz.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Literacka Grupa Ailes] *.play-internet.pl

    Pierwszy raz spotykam się z wymienioną wokalistką. Niestety nie słucham "czarnej muzyki", ale być może skuszę się na wspomniany utwór.

    Pozdrawiam ;)

  • Gość: [Hanna Bogoryja Zakrzewska] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Poszukałam w internecie i posłuchałam z ciekawości. Ale to nie moje klimaty raczej:)

  • Gość: [ZombyWoof] *.flintgrp.com

    Panie Auguscie,

    Chyba nie mozna winic atrysty, ze czerpie wzorce od geniusza, prawda?

    Co do nagrywania z "najwiekszymi", to moge sie zgodzic w jednym wypadku: Prince'a wlasnie. Rodgers i "Durnie" to raczej juz nie ta liga (acz popularnosci odmowic im nie mozna, w swoim czasie). Kto to zas jest Solange i Miguel pojecia nie mam, a skoro nie mam, to szanse, ze sa to jakies efemerydy, sa duze.
    "Najwieksi" to bylyby postacie w rodzaju Madonny, Beyonce (jesli mowimy o muzyce popularnej) , ale nie o to idzie.

    Janelle zdecydowanie ma potencjal, tak samo jak ma go panna La Havas i obie grywaly z Prince'm (och, raczej byl to taki endorsement, but still, it counts!)

    Wymienil Pan kilka tytulow z poprzednich plyt i o ile dobrze pamietam, jedynym, ktory zapadl mi "w uszy" na dluzej to byla piosenka "Tightrope" - pure funk and fun.

    Wrociwszy do recenzowanej tu plyty, to "Crazy Classic.." jest wybitnie niejakim popowym utworem, ktory (dam sobie paznokiec uciac) zostal wybrany przez Panstwo Producenctwo, zeby promowac album w mialkich stacjach radiowych, to jest wlasnie do tego celu kawalek (ciekawe czy Jenelle bardzo protestowala, czy tez przyjela wyrok z pokora).

    "You make me feel" - poczatkow brzmi raczej jak "forever in my life", dopiero pozniej robi sie z tego mala kalka Kiss - ale, moj Boze, nie mam jej tego za zle, bynajmniej!

    Americans - ewidentne wplywy "Gold" i "Let's go crazy"

    "No tears" - pffffffffft...sa miliony takich wypelniaczy.
    "Don't judge me" - balladka poscielowa.
    W "Pynk" to pierwsze wersy brzmia jak Yazzoo z poczatkow. Dalej ..moze byc, ta "metalowa" czesc moglabyc bardziej wyeksponowana, ale pewnei znow producenci celowali w nastolatki ogladajace baseball.

    Generalnie ta plyta brzmi jakby ktos na sile staral sie Janelle "wygladzic" - stepic jej poczatkowa agresywnosc...i to mi sie bardzo nie podoba...no ale coz..




© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci