Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Alice in Chains - Rainier Fog

augustc

Alice_in_Chains__Rainier_Fog

AliceInChains920x584

Alice in Chains - Rainier Fog (2018) BMG

1. The One You Know - 4:49
2. Rainier Fog - 5:01
3. Red Giant - 5:25
4. Fly - 5:18
5. Drone - 6:30
6. Deaf Ears Blind Eyes - 4:44
7. Maybe - 5:36
8. So Far Under - 4:33
9. Never Fade - 4:40
10. All I Am - 7:15

 

"To jest skandal! Seksizm! Jak można tak nazwać zespół?" - biadoliły feministki, gdy w mediach pojawiła się grupa Alice in Chains (pl. Alicja w łańcuchach). Nazwa zespołu jednoznacznie kojarzyła się ze zniewoleniem kobiet i zaniepokojone nią były nawet matki muzyków. Jednak szum związany z nazwą zespołu szybko ucichł, bo wszyscy zainteresowali się jego muzyką. Młodzi rockmeni grali tak, że ludzie wyskakiwali z wrażenia z butów. Alice in Chains grają tak do dzisiaj. Właśnie ukazała się ich nowa płyta "Rainier Fog".

Dziennikarz opiniotwórczego magazynu "Rolling Stone" określił najnowszą płytę Alice in Chains jako monotonną i pozbawioną charakterystycznej dynamiki harmonii wokalnej Cantrella i Staleya z przeszłości. Wystawił przy tym niepochlebną ocenę nowemu wydawnictwu zespołu, co spotkało się z krytyczną reakcją fanów, na których nowe dzieło zespołu z Seattle zrobiło wielkie wrażenie. Na stronach internetowych słuchacze wystawiają albumowi "Rainier Fog" zazwyczaj ocenę maksymalną. I w tym przypadku to raczej fani są bliżej prawdy niż zajmujący się profesjonalną krytyką dziennikarze muzyczni, gdyż kapela znowu gra jak za najlepszych lat.

Alice in Chains w brytyjskiej prasie jest porównywane do AC/DC, aczkolwiek nie z powodu brzmienia zbliżonego bardziej do Black Sabbath, tylko z powodu historii. Po śmierci wokalisty Bona Scotta wydawało się, że AC/DC przestanie istnieć. Tak się jednak nie stało. Jego miejsce zajął Brian Johnson. Grupa się odrodziła i to właśnie z Johnsonem za mikrofonem osiągnęła największe sukcesy komercyjne i artystyczne. Gdy zmarł charakterystyczny wokalista Layne Staley wszyscy wróżyli Alice in Chains rychły koniec. Rzeczywiście w 2002 roku zespół został rozwiązany. Jednak nieoczekiwanie powrócił po latach z nowym wokalistą Williamem DuVallem w składzie i wydał znakomicie przyjętą płytę "Black Gives Way to Blue". Jakby tego było mało muzyka zespołu nie znacząco się nie zmieniła, gdyż DuVall śpiewa w bardzo podobnym stylu do Staleya.

To ostatnie przyczyniło się do tego, że niektórzy uważają, że nowe Alice in Chains to w pewnym sensie odgrzewany kotlet. Ludzie, którzy tak twierdzą mają trochę racji, gdyż Alice in Chains ma na swoim koncie album absolutnie genialny "Dirt". Uważany za opus magnum kultury grungowej i umieszczany na niemalże wszystkich listach najlepszych albumów w historii "Dirt" jest też dla swoich twórców pewnego rodzaju problemem. Wszystkie nagrania z DuVallem porównywane są do wielkich utworów zaśpiewanych przez Staleya, szczególnie z okresu "Dirt" i wypadają od nich gorzej.

Śpiew Layne'a Stayela był niezwykle ekspresyjny. Sprawiało to, że słuchanie dekadenckich tekstów poruszających najmroczniejsze problemy ludzkiej egzystencji wyśpiewywanych przez tego artystę było doświadczeniem dość mrocznym, a nawet nieprzyjemnym. To był niesamowicie wiarygodny artysta. Dlatego do grona jego fanów należą wszyscy muzycy rockowi z Jamesem Hetfieldem z Metalliki na czele oraz Elton John, a kukiełki z teledysku "I Stay Away" z 1994 roku umieszczone w specjalnej gablocie w Rockandrollowym Muzeum w Cleveland są traktowane jak relikwia. William DuVall to przy Staleyu niemal wyrobnik, rzemieślnik. Aczkolwiek to przecież też wybitny wokalista, wyróżniony nagrodami Fryderyka, Revolver Golden Gods Awards oraz kilkukrotnie nominowany do Grammy.

swimfinfan__Alice_in_Chains_dolls

photo credit: swimfinfan - Alice_in_Chains_dolls


"Rainier Fog" jest doskonałym prezentem dla wszystkich fanów mocnego rocka, a szczególnie Alice in Chans. Po raz kolejny powróciły ciężkie sabbathowe riffy, zharmonizowane partie wokalne, powolne tempo, psychodeliczny i niezwykle mroczny klimat oraz piękne melodie, czyli wszystko to co za pokochali ludzie ten zespół.

Podczas odsłuchu płyty warto zwrócić przede wszystkim uwagę na balladę "Maybe". Motywy akustyczne oraz hymniczne zaśpiewy w refrenie przypominają najlepsze kawałki Guns N' Roses. W latach gdy rock był popularniejszy to byłby murowany hit. Aczkolwiek na "Rainier Fog" prawie każdy numer jest godny uwagi. Powolny, dudniący  i bardzo ciężki "Drone" to Black Sabbath w najczystszej postaci. "Never Fade" brzmi jak szybki, klasyczny kawałek hard-rockowy z lat 80. Piosence "Deaf Ears Blind Eyes" najbliżej do ponurych, powolnych utworów z nutą psychodelii za które słuchacze  pokochali Alice in Chains we wczesnych latach 90. Natomiast wybrany do promowania całości agresywny kawałek "The One You Know” z melodyjnym refrenem został zainspirowany piosenką "Fame" Davida Bowiego. Lider kapeli Jerry Cantrell mówi, że chciał zagrać "Fame" w wersji metalowej i stąd taki numer.

Podsumowując "Rainier Fog" to naprawdę dobry album, którego warto posłuchać i świetny pretekst, aby kapela znowu odwiedziła Polskę. Jednocześnie nawet najlepsze kawałki z tej płyty nie mogą się równać z utworami z "Dirt". Ale przecież tamto dzieło to fenomen, kamień filozoficzny muzyki rockowej, arcydzieło. Nie ma chyba sensu niczego z tym porównywać. Ale zamiast katować po raz kolejny tą starą płytę można sięgnąć po nową, także bardzo ciekawą.

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Gusia] 46.227.110.*

    Uwielbiałam swego czasu! ;)
    Would do dziś krąży w mojej głowie :)

  • Gość: [Bookish Madeleine] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Nie słyszałam wcześniej o tej płycie, nie moje brzmienie ;)

  • Gość: [Emilia] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Nigdy nie byłam fanką Alice in Chains. Ale nie dlatego, że muzyka mi się nie podobała. Po prostu nic nie pchnęło mnie w ramiona zespołu. Być może Twój wpis o nowej płycie będzie takim katalizatorem. :)

  • Gość: [Ela] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Po Twojej recenzji aż ma się ochotę odpalić Spotify i posłuchać Alice in Chains :)

  • Gość: [Dominika D.] *.icpnet.pl

    Ciekawa recenzja. Pierwszy raz słyszałam o tym zespole. Trochę nie moje klimaty, ale zawsze warto poszerzyć horyzonty.

  • Gość: [AiC] *.play-internet.pl

    Nowe AiC (czyt. post-Staleyowska inkarnacja zespołu) cierpi na przypadłość, którą nazywam "wokalną monotonią". Brak ekspresji wokalnej, ciągliwe "aaaaaaa" bywa niestety nie do przeskoczenia. Po zawieszeniu działalności zespołu (po wydaniu krążka z psem) Jerry Cantrell wydał swoje 2 solowe albumy, jednak okazało się że bez głosu Staleya to już tak nie żarło.

    Mądrzejszy o to doświadczenie zapewne doszedł do wniosku, że w miarę sowicie na chleb zarobić może jedynie poprzez magie nazwy Alice in Chains. Wiadomo... Sentyment. Nostalgia fanów.

    Pierwszy album po powrocie z wyrachowaniem promowany jako hołd dla Layne'a odniósł względny sukces. Inna sprawa, że "Black..." Alice'owski robi się dopiero od When the Sun Rose Again i generalnie jest... przeciętny.

    "Devil..." z 2013 w USA przebił poprzednika i jest chyba największym sukcesem AiC w erze post-Staleyowskiej. Zresztą... To mój ulubiony album nowego wcielenia grupy.

    Najnowsze dzieło niestety pretenduje do miana najgorszego krążka w dorobku Alicji. Jest niestety jednostajnie, płasko, przewidywalnie. Album składa się z samych wypełniaczy niemalże. W rezultacie mamy coś na kształt Jerry Cantrell Solo with Friends, czyli... średniawo.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci