Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Antena Krzyku

Gówno - Czarne rodeo

augustc

Gówno - Czarne rodeo

Trójmiejski zespół Gówno to nie jest grupa zbuntowanych małolatów, która chwyciła za instrumenty i zaczęła grać muzykę na wzór punkowych kapel. Gówno to zespół z „krwi i kości”, złożony w głównej mierze z absolwentów gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Artystów tworzących nie tylko muzykę, ale również grafikę, wizualizacje oraz art ziny.

Muzycy trójmiejskiej grupy grają oczywiście punk rocka, czego nietrudno się domyślić, gdyż tylko artyści punkowi mają do siebie taki dystans. Ciężko sobie wyobrazić zespół grający rocka progresywnego, który by zatytułował swoje płyty „To nie jest kurwa Pink Floyd” oraz „Gówno na żywo w teatrze w oknie”.

„Czarne rodeo”, płyta znakomita w swoim gatunku, spodoba się wszystkim słuchaczom, którym nie będą przeszkadzały wulgaryzmy zawarte w piosenkach. Wielkim atutem płyty są świetne, mocne, przenikliwe teksty opisujące rzeczywistość. Szczególnie dosadne są: utwory: „Kwiecień”, nawiązujący do katastrofy ekologicznej w Zatoce Meksykańskiej oraz smoleńskiej z kwietnia 2010 roku, „To nie ten” odnoszący się do pogrzebu Lecha Kaczyńskiego na Wawelu oraz „Myślenie z serialu”, krytykujący polską rzeczywistość ukształtowaną przez telenowele.

Muzycznie nie ma rewolucji. To brudna, chropowata muzyka, nawiązująca do najlepszych punkowych tradycji. Panowie z Trójmiasta dobrze jadą z koksem. Szczególnie warto zwrócić uwagę na westernowy motyw w utworze „Na zachodzie bez zmian”, oniryczną gitarową solówkę w kawałku „4 dolary” oraz niezwykle zapadający w pamięć riff w antywojennym „Nic nie ma nie”.

Odaibe - Sechua liaan

augustc

Odaibe - Sechua liaan

W przeciwieństwie do większości polskich wykonawców z kręgu muzyki alternatywnej, wrocławski artysta Bartek Szlachcic ukrywający się pod pseudonimem Odaibe, prezentuje muzykę przyjazną masowemu odbiorcy. Mimo, że twórczość Odaibe szybko wpada w ucho, jest jednocześnie niebanalna, pełna ekscytujących momentów, wymagająca koncentracji.

"Sechua liaan" brzmi jak trzymająca w napięciu ścieżka dźwiękowa. Skrzypienie, jęki, różnego rodzaju odgłosy tworzą mroczny, duszny klimat rodem z mrożących krew w żyłach thrillerów oraz gier akcji. Olbrzymie wrażenie robi otwierający album kawałek "fabryczna krzyki", w którym hipnotyczne dźwięki przenoszą słuchaczy do dużych, opuszczonych hal produkcyjnych, będących świadkami walki na śmierć i życie. Z każdym kolejnym utworem to wrażenie się pogłębia. "tonie w kawie", mimo że nawiązuje do parzenia kawy jest kolejnym utworem, mogącym służyć jako tło wędrówki Dantego po piekle.

"Sechua liaan" to rzecz niezwykle klimatyczna, znakomita w swoim gatunku, przywołująca ducha legendarnej gry komputerowej Quake. Bartek Szlachcic posiada ogromny talent, który przy dobrych wiatrach pozwoli mu nagrać rzecz na miarę najdoskonalszych osiągnięć Trenta Reznora.

Enchanted Hunters - Peoria

augustc

Enchanted Hunters - Peoria

"Peoria" to jedna z najlepiej ocenionych polskich płyt ostatnich miesięcy. Debiutancki album trójmiejskiego zespołu Enchanted Hunters wypełnia muzyka folk, przypominająca dokonania Joanny Newsom, Beach House oraz Björk. Piosenki Enchanted Hunters są mało przebojowe, chwytają dopiero po kilku przesłuchaniach, jednak w miarę upływu czasu nie sposób się od nich uwolnić.

"Peoria" to album wykonany profesjonalnie. Intryguje okładka z lisem autorstwa Marty Marszałek. Eteryczne, melancholijne utwory wypełniające krążek, to miód dla uszu miłośników indie folku. Muzycy Enchanted Hunters są nie tylko świetnymi instrumentalistami, czego dowodem są czarujące partie fletu Magdy Gajdzicy oraz skrzypiec Gosi Penkalli. Dziewczyny posiadają również talent wokalny, a pełniąca rolę głównej wokalistki Penkalla dobrze śpiewa w języku angielskim. "Peoria" to krążek nie dla wszystkich. Miłośnicy innych gatunków muzycznych, a również fani zespołu Clannad raczej nie mają tu czego szukać. Najbardziej wymagający słuchacze znajdą na płycie trójmiejskiego tria tylko parę godnych uwagi kawałków, przede wszystkim "Ladybug", "Go on Don" oraz "April Down".

Generalnie jednak Enchanted Hunters zaliczają udany debiut, a najlepszą rekomendacją są dla muzyków pełne uznania słowa dziennikarki radiowej Trójki Agnieszki Szydłowskiej, która stwierdziła, że jest uzależniona od nagrań formacji.

Hush Arbors/Arbouretum – Aureola

augustc

Hush Arbors i Arbouretum - Aureola

Lider folkowego projektu Hush Arbors Keith Wood oraz członkowie amerykańskiego zespołu Arbouretum pod kierownictwem Dave'a Heumanna postanowili połączyć siły i nagrali razem płytę "Aureola".

Pierwszą część krążka wypełniają melancholijne numery Wooda, przeznaczone głównie dla wielbicieli folku. Artysta zachwyca przede wszystkim umiejętnością łączenia folkowych brzmień z elementami muzyki psychodelicznej oraz fantastycznym, wysoko ustawionym głosem. Wood skocznym, rytmicznym "Prayer of Forgetfulness" oraz wybornymi gitarowymi solówkami w "Up yr Coast" i "People & Places" udowodnił, jak jest dobrym technicznie twórcą, jednak na "Aureola" czaruje tylko raz za pomocą łzawej, akustycznej ballady "The Sleeper", będącą jedną ze szczytowych punktów albumu.

Arbouretum nagrał natomiast trzy długie, przesiąknięte psychodelią rockowe utwory, przeznaczone zdecydowanie do większego grona odbiorców. Epickie kawałki Heumanna i spółki hipnotyzują, a także niezwykle łatwo wpadają w ucho, być może ze względu na podobieństwo do utworów bardzo rozpoznawalnej grupy Tool. Nie sposób też nie zwrócić uwagi na obłąkańcze, pełne pasji gitarowe solówki we wszystkich numerach Arbouretum.

"Aureola" to momentami krążek wybitny, chwilami niezwykle przeciętny, nudny, jednak generalnie, będący jednym z najsmakowitszych kąsków na rynku dla fanów muzyki alternatywnej.

Sidi Toure - Koima

augustc

Sidi Toure - Koima

Mali jest jednym z najbiedniejszych państw świata. Mieszkańcy kraju cierpią na chroniczny brak wody, wisi nad nimi widmo głodu. Ostatnio ich sytuację skomplikował konflikt zbrojny. Niesamowite jest to, że to właśnie z Mali pochodzą artyści, którzy uznawani są za kulturalne wizytówki Afryki: wirtuoz gry na korze (21-strunowej harfie zbudowanej z dużej, rozciętej w połowie tykwy) Toumani Diabaté, reprezentujacy afrykańskiego bluesa zespół Tinariwen oraz grający muzykę afrykańską w połączeniu z elektronicznymi oraz popowymi brzmieniami duet Amadou & Mariam.

Sidi Toure jest kolejnym malijskim muzykiem zdobywającym świat. Artysta jest obecny na scenie od wczesnych lat 80., jednak dopiero niedawno jego kariera zaczęła się rozkręcać. Muzyk do 2011 roku miał na koncie zaledwie jeden krążek "Hoga" wydany przez Stern's Records w 1996 roku. W barwach słynnej, niezależnej amerykańskiej wytwórni Thrill Jockey gitarzysta wydał w przeciągu dwóch lat dwa albumy: "Sahel Folk" w 2011 roku oraz "Koïma" w 2012 roku.

"Sahel Folk" to płyta nagrana w warunkach chałupniczych wraz z przyjaciółmi. "Koïma" jest innego rodzaju krążkiem, nagranym profesjonalnie wraz z zespołem akompaniującym. W studiu artyście oprócz basisty i drugiego gitarzysty towarzyszyli: Alex Baba, grający na korze, Zoumana Tereta, grający na tradycyjnym, jednostrunowym, afrykańskim instrumencie sokou oraz wokalistka Leila Ahimidi Gobbi.

"Koïma" nie jest krążkiem przyjaznym zachodnim słuchaczom. Dla odbiorcy żywiącego się głównie muzyką pop oraz jej pochodnymi, zetknięcie się z twórczością Sidi Toure będzie nie lada szokiem. Warto przypomnieć, że malijskiego gitarzystę nie obowiązuje zachodni model kariery – ona zaczęła się rozkręcać wyjątkowo późno, w momencie gdy muzyk skończył 52 lata. W przeciwieństwie do twórczości Amadou & Mariam, na płycie nie ma żadnych nawiązań do muzyki popularnej, a całość została zaśpiewana w języku tubylczym.

Hipnotyczne melodie, którymi wypełniony jest album ukazują, jak nieprawdopodobnym talentem obdarzeni są muzycy malijscy. Żwawe, pogodne, optymistycznie nastrajające numery Toure i spółki, pozwolą zrelaksować się oraz odkryć nowe muzyczne terytoria.

Klake/Krojc - Replica

augustc

Klake i Krojc - Replica

Bartek Ujazdowski ukrywający się pod pseudonimem Klake, powrócił z kosmicznej otchłani po kilku latach milczenia na polską scenę muzyczną minialbumem "Replica" nagranym do spółki z Jakubem Pokorskim znanym szerzej jako Krojc.

Pokorski nagrał większość partii instrumentalnych oraz wyprodukował krążek, z kolei Ujazdowski po raz pierwszy zaprezentował się słuchaczom jako autor tekstów oraz wokalista. "Replica" - to udane przedsięwzięcie, jednak piosenki z tego albumu nie przyniosą Krojcowi takiego uznania jak "Hydropiekłowstąpienie", "Robot analogowy" czy "Coś się święci". Na płycie jest jeden ekscytujący kawałek "To share" wywołujący podobne emocje, co najlepsze numery znane z poprzednich utworów artysty. Pulsujący, tajemniczy i bardzo melodyjny "To share" przypomina najbardziej elektroniczne numery TV on the Radio- jest on dowodem kunsztu oraz ogromnego osłuchania muzyka.

Reszta piosenek to ciepłe, spokojne, nostalgiczne numery oparte na brzmieniach akustyków oraz instrumentów elektronicznych. Takie utwory jak "Reflection", czy "Rooftop Summer" przypadną do gustu fanom takich wykonawców jak Jose Gonzales, Kings of Convenience czy Coldair, jednak pozostali odbiorcy pozostaną nieczuli na ciepły, przyjemny głos Ujazdowskiego oraz umiejętności Krojca.

White Hills - Frying on this Rock

augustc

White Hills - Frying on this Rock

Pochodząca z Nowego Jorku space rockowa formacja jest oczkiem w głowie krytyków, widzących w muzykach White Hills następców legendarnego Hawkwind. Poprzedni album grupy "Hp-1" został uznany przez recenzentów za jeden z najciekawszych gitarowych krążków 2011 roku, perełkę w bogatej dyskografii White Hills oraz idealny przykład space rockowego albumu.

"Frying on this Rock" słusznie przypadł jeszcze bardziej do gustu krytykom. Hałaśliwe "Pads of Light" - z początku wręcz rozczarowuje jednostajnością oraz mało absorbującą melodią, jednak wielu muzyków dałoby się pokroić za fenomenalną, gitarową solówkę z drugiej części utworu. Blisko dwunastominutowy utwór "Robot Stomp", to transowa podróż do najbardziej odległych fragmentów muzycznej galaktyki, otumaniający słuchaczy coraz bardziej, wraz z każdą kolejną sekundą. Pod koniec numeru, gdy gitarowy zgiełk miesza się wraz z kosmicznymi dźwiękami syntezatorów w bulgoczącym, kipiącym energią kotle, słuchacze doznają transcendentalnego doświadczenia i przenoszą się do miejsca, gdzie czas płynie w zupełnie inny, ciężki do zrozumienia sposób. Ciężki, gęsty riff, przypominający wczesne nagrania Black Sabbath jest podstawą potężnego numeru "You Dream You See". Zdecydowanie największe wrażenie robi hałaśliwy, psychodeliczny, czternastominutowy utwór "I Write a Thousand Letters (Pulp on Bone)", w którym gitarowe szaleństwo Dave'a W. osiąga apogeum.

"Frying on this Rock" to płyta doskonała w swoim gatunku, zachwycają prostotą, genialnymi pomysłami, perfekcyjnym wykonaniem oraz obłędnymi gitarowymi solówkami. To również jeden z najlepszych albumów na rynku, z którym koniecznie trzeba się zapoznać.

Jon Porras - Black Mesa

augustc

Jon Porras - Black Mesa

Jon Porras jest członkiem kalifornijskiego duetu Barn Owl, którego twórczość zaliczana jest przez amerykańskich krytyków do najważniejszych dzieł psychodelicznych i transowych początku XXI wieku.

Artysta jest twórcą niezwykle płodnym. Barn Owl mają na koncie osiem albumów oraz jeden singiel, mimo to Porras rozpoczął z niezwykłym impetem karierę solową. "Black Mesa" to drugi studyjny krążek Porrasa wydany w ciągu ostatnich miesięcy - debiutancki album Amerykanina "Undercurrent" ukazał się w 2011 roku.

Drugi album amerykańskiego gitarzysty i kompozytora nie obfituje w fajerwerki, jakimi raczą swoich fanów Eddie Van Halen czy Kirk Hammett, jednak ten monotonny, zawierający siedem flegmatycznie rozwijających się kompozycji krążek jest jedną z najciekawszych gitarowych płyt wydanych w ostatnich miesiącach.

Muzyk w trakcie nagrywania materiału inspirował się eksperymentalną twórczością ekscentrycznego amerykańskiego kompozytora La Monte Younga, nagraniami awangardowego jazzowego saksofonisty Johna Coltrane'a oraz dokonaniami niemieckich zespołów z kręgu rocka progresywnego. Długie, powoli rozwijające się utwory nie nudzą, lecz hipnotyzują słuchaczy, nakazując skupić się na ich wielowarstwowości oraz psychodelicznej aurze.

"Black Mesa" to koncept album opowiadający fantastyczną historię wyjętego spod prawa wędrowca, poszukującego na pustyni alternatywnych światów. Trzeba przyznać, że rozległe, instrumentalne pejzaże machinalnie przywodzą na myśl obrazy rodem z filmów science-fiction. Nie może więc dziwić, że Barn Owl zagrają na żywo muzykę do filmu Anki i Wilhelma Sasnalów - "Oprócz tego nie ma nic" podczas OFF Clubu 2012.

Windy & Carl - We Will Always Be

augustc

Windy & Carl - We Will Always Be

Jedenasty studyjny album pochodzącego z Dearborn w stanie Michigan duetu Windy & Carl "We Will Always Be", jest doskonałą propozycją dla wielbicieli space rocka oraz muzyki ambient, lubujących się w pozbawionych melodii, jednostajnych pejzażach Briana Eno, eterycznych, post-rockowych eksperymentach Talk Talk oraz surowych, nastrojowych konstrukcjach Tima Heckera.

Najnowsze dzieło Amerykanów wypełniają długie, powolne, monotonne utwory, składające się z szumów, szmerów oraz różnego rodzaju efektów dźwiękowych. Najbardziej wyróżniającym się fragmentem najnowszej płyty zespołu jest akustyczna ballada "For Rosa", jednak największe wrażenie robi rozciągnięty do granic nieskończoności, zabierający słuchaczy w kosmiczną podróż do odległych przestrzeni dźwiękowych, dziewiętnastominutowy "Fainting in the Presence of the Lord". "We Will Always Be" jest na pewno albumem ciekawym, ale na pewno nie przełomowym i skierowanym do wąskiego grona odbiorców.

Mirroring – Foreign Body

augustc

Mirroring - Foreign Body

Mirroring to artystyczny sojusz dwóch młodych, utalentowanych artystek amerykańskiej sceny niezależnej Jesy Fortino, znanej szerzej jako Tiny Vipers oraz Liz Harris, ukrywającej się pod pseudonimem Grouper.

"Foreign Body" powinien przypaść do gustu fanom dokonań obu pań. Na płycie artystki odważnie eksplorują stylistyki ambient, shoegaze oraz folk. Utwory Liz Harris oraz Jesy Fortino odchodzą od schematów zwykłej popowej piosenki, przybierając formy ascetycznego minimalizmu. Na tym tle zdecydowanie wyróżnia się kawałek "Silent From Above", będący jednocześnie leniwym pejzażem z wykorzystaniem akustycznych gitar oraz ambient-popowym majstersztykiem.

"Foreign Body" to wymagający dużego skupienia album. Krążek zaspokoi estetyczne potrzeby wąskiego grona odbiorców, ceniących w muzyce przede wszystkim klimat, jednak z czystym sumieniem można go również polecić osobom szukającym czegoś nowego, zainteresowanym tym, co się dzieje na rynku muzycznym i pragnącym oderwać się od standardowych rozwiązań stosowanych w nowoczesnej muzyce pop.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci