Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wszystko

U.S. Girls - In a Poem Unlimited

augustc

U.S.Girls__In_a_Poem_Unlimited1

U.S. Girls - In a Poem Unlimited (2018) 4AD

1. Velvet 4 Sale - 3:44
2. Rage of Plastics - 4:27
3. M.A.H. - 2:54
4. Why Do I Lose My Voice When I Have Something to Say - 0:25
5. Rosebud - 3:09
6. Incidental Boogie - 3:23
7. L-Over - 4:05
8. Pearly Gates - 4:02
9. Poem - 3:30
10. Traviata - 0:12
11. Time - 7:48

"In a Poem Unlimited" to nie tylko szósty studyjny album amerykańskiej piosenkarki Meghan Remy, ale też dzieło dla niej przełomowe. Artystka ukrywająca się pod pseudonimem U.S. Girls działa na rynku nieprzerwanie od ponad 10 lat. W ciągu tego czasu zaskarbiła sobie przychylność dziennikarzy takich mediów jak "Pitchfork" czy też" Allmusic", jednak dopiero o najnowszym krążku Amerykanki mówią absolutnie wszyscy w branży. "In a Poem Unlimited" to album niezwykle mocny, momentami wręcz powalający. Największe wrażenie robi zdecydowanie początek krążka, składający się hipnotycznego, jazzującego numeru "Velvet 4 Sale", rytmicznego z niezwykle chwytliwym refrenem kawałka "Rage of Plastic" oraz tanecznego "M.A.H", nawiązującego do dokonań Blondie oraz Davida Bowiego z czasów "Station to Station". Co wrażliwszych na muzykę słuchaczy ten zestaw powali na ziemię. "In a Poem Unlimited" warto jednak posłuchać do końca i to więcej niż raz. Dalej bowiem też jest dobrze. Elektroniczny, wolno toczący się numer "Rosebud" z ciekawą partią smyków przypomina trochę twórczość Yoko Ono, do której dziennikarze uwielbiają porównywać Meghan, hałaśliwy kawałek "Incidental Boogie" nawiązuje do industrialu, natomiast "Pearly Gates" to według wielu utwór, pod którym mógłby podpisać się Snoop Dogg, gdyby jeszcze nagrywał takie dobre piosenki jak "Gin And Juice". Podsumowując trzeba stwierdzić, że ten krążek jest niezwykle dobry, ponieważ jest niezwykle wyrafinowany, artystowski i łączy w sobie najlepsze elementy rocka, jazzu, funku czy też muzyki dyskotekowej. Najważniejsze z tego jest jednak to, że można go polecić zarówno osobom, które chcą posłuchać ładnych piosenek oraz ambitniejszym słuchaczom, lubującym się w analizowaniu tekstów (The Guardian napisał o krążku -radosny pop spotyka muzykę zaangażowaną) i rozbijaniu muzyki na czynniki pierwsze. "In a Poem Unlimited" to takie "wyjście z szafy" dla Meghan Remy, kolejny krążek (przy tym poziomie) powinien osiągnąć wielki sukces komercyjny.

Franz Ferdinand - Always Ascending

augustc

Franz_Ferdinand__Always_Ascending

Franz Ferdinand - Always Ascending (2018) Domino

01. Always Ascending – 5:21
   02. Lazy Boy – 2:59
   03. Paper Cages – 3:40
   04. Finally – 3:09
    05. The Academy Award – 4:14
    06. Lois Lane – 3:34
    07. Huck and Jim – 3:35
    08. Glimpse of Love – 3:12
   09. Feel the Love Go – 4:46
    10. Slow Don't Kill Me Slow – 5:18

Alex_Capranos

na zdjęciu: Alex Capranos z dumą prezentuje nową płytę swojego zespołu

Gdy tylko ten szkocki zespół pojawił się na scenie od razu wywołał zamieszanie. Franz Ferdinand co prawda wyraźnie nawiązywał do dokonań funk rockowych i art rockowych klasyków popularnych na przełomie lat 70. i 80. takich jak: Gang of Four, Roxy Music, Sparks oraz The Stranglers, jednak muzyka zespołu była jednocześnie tak świeża i melodyjna, że z muzycy z Glasgow z miejsca stali się ulubieńcami wszystkich Brytyjczyków oraz fanów rocka na całym świecie. 2004 rok zdecydowanie należał do Franz Ferdinand. Szkoci zdobyli wszystkie najważniejsze wyróżnienia w branży muzycznej: NME Award, Mercury Prize, Ivor Novello Award, MTV Award oraz Brit Award, a ich debiutancki album "Franz Ferdinand" sprzedał się w nakładzie miliona dwustu siedemdziesięciu tysięcy kopii w samej tylko Wielkiej Brytanii. Kolejne lata nie były już tak udane dla Szkotów. Co prawda grupa dalej była popularna, a ich płyty znajdowały uznanie krytyki, ale nikt już nie szalał przy nagraniach Franz Ferdinand tak jak na początku stulecia. Tak też będzie w tym roku. Piąty studyjny album Alexa Capranosa i spółki jest może i dobry, ale nie jest tak interesujący, melodyjny i nie wgniata słuchaczy w ziemię jak najlepsze nagrania Franz Ferdinand. "Always Ascending" niewiele się tak na dobrą sprawę różni od poprzednich osiągnięć kapeli. To w dalszym ciągu zabarwiony niewielką ilością elektroniki taneczny rock, zainspirowany nową falą oraz może trochę bardziej niż przy pamiętnym debiucie twórczością The Stranglers. Oczywiście nową płytę Franz Ferdinand można z czystym sumieniem polecić każdemu miłośnikowi dobrego rocka. To w dalszym ciągu świetny zespół, który znajduje się w dość dobrej dyspozycji, aczkolwiek żaden utwór z "Always Ascending" w żaden sposób nie dorównuje najciekawszym nagraniom ostatnich miesięcy.

Muzyka na Święto Zakochanych

augustc

Love_Songs
Święto Zakochanych jest znakomitą okazją, aby przypomnieć sobie największe miłosne hity muzyki popularnej. Oto część z nich:
1. K-CI & Jojo - "All My Life". Bracia Hailey pojawili się na rynku znienacka i bardzo szybko zdobyli ogromną popularność. Pod koniec lat 90. ich blask wręcz oślepiał. Jednak ten soulowy duet szybko i równie niespodziewanie stracił na znaczeniu. Zaledwie dwa lata po wielkim sukcesie miłosnej pieśni "All My Life" nikt o nich nie pamiętał.
2. Haim - "Little of Your Love". Haim to obecnie najpopularniejszy żeński zespół pop-rockowy świata. Tak jak w poprzednim przypadku zespół tworzy rodzeństwo. Warto posłuchać miłosnego singla sióstr "Little of Your Love", tym bardziej, że Haim może zgarnąć za tydzień nagrodę Brit dla najlepszego zespołu świata.
3. John Legend - "All of Me". Ten numer zna chyba każdy. Największy hit Johna Legenda nie tylko zrzucił z najwyższego miejsca Billboardu "Happy" Pharella Williamsa, ale również uczynił jego twórcę legendą.
4. Bruno Mars - "Just The Way You Are". Jeden z pierwszych przebojów nowego Króla Popu.
5. Taylor Swift - "Love Story". To właśnie ten numer 10 lat temu rozpoczął jedną z najbardziej spektakularnych karier w historii show-biznesu. Dla romantyków oraz wielbicieli muzyki country to do dziś najważniejsza piosenka Taylor Swift, mimo spektakularnego sukcesu płyty "1989".
6. Elton John - "Your Song". Tego pana chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. "Love Song" to jedna z muzycznych sygnatur Brytyjczyka i jedna z najpiękniejszych piosenek o miłości według wielu.
7. Styx - "Lady" - Na liście nie mogło zabraknąć rockowej ballady. Zamiast oklepanych hiciorów Guns n' Roses warto sięgnąć po trochę starsze nagranie amerykańskiej grupy Styx. Numer "Lady" nie stał się aż takim hitem jak "Babe", ale koniecznie trzeba posłuchać tego rockowego klasyka.
8. Crosby, Stills, Nash & Young - "Our House". Barokowy pop w najlepszym możliwym wydaniu z jednej z płyt wszech czasów według magazynu "Rolling Stone". 
9. Bruce Springsteen - "Tunnel of Love". Miłosne, rockowe pląsy od Bruce'a Springsteena rozkręcały niejedną potańcówkę w latach 80.
10. The Cure -"Lovesong". W tym dniu nie wolno zapomnieć o Gotach, którzy lubują się w romantycznych historiach.
11. Berlin - "Take My Breath Away" - Ten kawałek można określić jako udany mariaż kina i muzyki pop.
12. Thompson Twins - "Hold Me Now". Jak widać nowofalowi twórcy też nie unikali tematu miłości.
13. Christina Aguilera - "Love for All Seasons". Dziennikarze określili debiutancki album Christiny Aguilery mianem "pop dla nastolatków". Nie pomylili się ani trochę. Aguilera na przełomie wieków stałą się idolką całej młodzieży. Jak widać młodzi ludzie też interesują się miłością, skoro słuchają numerów takich jak ten.
14. Hootie & the Blowfish - "Only Wanna Be with You". Mało kto kojarzy nazwę Hootie & the Blowfish, jednak ten zespół ma na koncie jeden z największych bestsellerów w historii muzyki "Cracked Rear View" (7. najlepiej się sprzedający album lat 90. w USA). To właśnie z tego klasycznego rockowego krążka pochodzi jedna z najsłynniejszych miłosnych pieśni "Only Wanna Be with You".
15. Jewel - "You Were Meant For Me". Nawet folkowcom nie jest obcy temat miłości. Jewel to co prawda urocza blondynka, a nie brodaty drwal, ale Jewel inspirowała się muzyką zarośniętych ludzi lasu. To spowodowało, że stała się ulubienicą farmerów, leśniczych i całej białej, konserwatywnej Ameryki. Pomijając te wszystkie fakty "You Were Meant For Me" to na pewno utwór godny przesłuchania, tym bardziej w takim dniu jak Święto Zakochanych.  
16. Yeah Yeah Yeahs - "Maps". Uwielbiana przez fanów alternatywnego rocka punkowa ballada, która przyniosła sławę nowojorskiemu trio.
17. Snow Patrol - "Chasing Cars". Zwrot "Chasing Cars" została użyty przez ojca frontmana grupy Snow Patrol, w odniesieniu do dziewczyny, w której podkochiwał się wokalista - "Jesteś jak pies goniący samochód. Nigdy go nie złapiesz, a jeśli byś tego dokonał, nie wiedziałbyś, co z nim zrobić". Stąd wziął się tytuł jednego z największych przebojów poprzedniej.
18. Beyonce - "Single Ladies" i 19. Elvis Presley - "Heartbreak Hotel" - W Dniu Zakochanych nie wolno zapominać o singlach. Propozycja 18 jest teoretycznie skierowana dla kobiet, natomiast 19 dla mężczyzn, aczkolwiek te dwa numery to już absolutne klasyki, które sprawią przyjemność każdemu, niezależnie od płci i stanu cywilnego.
20. Peter Frampton - "Baby, I Love Your Way". Całość zamyka jeden z największych radiowych hitów w historii (spopularyzowany w latach 90. przez grupę reggae Big Mountain) i na pewno najbardziej rozpoznawalny kawałek legendarnego gitarzysty Petera Framptona. Wersja piosenki znajdująca się na playliście pochodzi z wielkiego koncertowego albumu "Frampton Comes Alive!", absolutnego numeru jeden 1976 roku!
Kolejność słuchania utworów bez znaczenia. Niech wyżej wymienione piosenki uprzyjemnią Wam dzień! Miłego Dnia Zakochanych!

Era - The 7th Sword

augustc

ERA__The_7th_sword

Era - The 7th Sword (2017) Decca Records

 

1. Hurricane
2. 7 Seconds
3. Kilimandjaro – Brian Levi remix
4. Ameno – The City Remix
5. I Fall For You
6. Something Exciting
7. Agnus Deorem
8. Nomen Adore
9. I Believe

Słuchacze uwielbiający średniowieczne historie o nieokrzesanych, barbarzyńskich, cuchnących krwią i stalą wojownikach, fantazyjnych maszyneriach krasnoludów oraz smokach gustują w wykonawcach takich jak ERA. Artystach, którzy w swojej twórczości łączą nowoczesną elektronikę oraz elementy muzyki klasycznej. Tego rodzaju twórcy największą popularnością cieszyli się w latach 90. To właśnie wtedy na scenie pojawił się Francuz Eric Levy, nawiązujący do będącej u szczytu sławy Enigmy oraz średniowiecznych pieśni katarów. Eric Levy zaskoczył wszystkich natchnioną pieśnią "Ameno",  opartą na ciekawych, wielogłosowych partiach wokalnych i ładnej syntezatorowej melodii w stylu wspomnianej Enigmy. Utwór stał się gigantycznym hitem sprzedażowym, między innymi też w Polsce, i jest do dzisiaj jedną z najbardziej rozpoznawalnych kompozycji muzyki popularnej. Od czasu wydania singla minęło 20 lat. Eric Levy cały czas był obecny na rynku, jednak nie stworzył już nic tak fascynującego i poruszającego masową wyobraźnię jak "Ameno". Prawdopodobnie dlatego Francuz przypomniał o sobie fanom takim albumem jak "The 7th Sword" - nawiązującym do chwalebnych czasów, ale jednocześnie wtórnym, mało pomysłowym i dla obeznanych w tego typu  klimatach słuchaczy wręcz nudnym. Na "The 7th Sword" znajduje się więc między innymi: nowa wersja obchodzącego 20. rocznicę wydania utworu "Ameno", przeróbka hitu "7 Seconds" Youssou N'Dour i Neneh Cherry, a także nowa wersja kawałka "I Believe", powstałego specjalnie dla papieża Jana Pawła II, równie dawno co "Ameno". Na nowej płycie artysty są też inne mniej zapadające w pamięć utwory, które również są utrzymane w tym samym, dobrze znanym i lubianym stylu. Co prawda po "The 7th Sword" nikt niczego nie oczekiwał i płytę da się przesłuchać i nawet momentami dobrze przy tym bawić, jednakże ten album jest wyjątkowo niegodny polecenia. Po pierwsze nie ma tu nic nowego dla fanów popu, łączącego w sobie syntezatorowe brzmienia z klasyką. Po drugie nie ma dobrych, nowych kompozycji. Wreszcie najważniejsze - fani "Gry o Tron", Wiedźmina, smoków czy też Conana mają w czym wybierać. Zamiast nowego, mało odkrywczego pseudo -albumu Ery mogą sobie zapuścić Dead Can Dance, Kitaro, Michaela Cretu, Deep Forest, Beautiful World, Vangelisa, Clannad, Gregorian, a nawet Nighwish czy też Schillera. Na pewno lepiej na tym wyjdą niż słuchając najnowszych popłuczyn Erica Levy'ego.  

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci