Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wszystko

Bohemian Rhapsody

augustc

bohemianrhapsody

Filmowa biografia Freddiego Mercury'ego jest dla filmowców zadaniem tak karkołomnym, że będziemy musieli jeszcze na nią trochę poczekać. Cokolwiek bowiem by nie napisać o "Bohemian Rhapsody" na pewno nie jest to biografia jednej najbarwniejszych postaci show-biznesu. Film Bryana Singera jest bardzo przyjemnym w odbiorze obrazem, przedstawiającym w niezwykle uproszczony i ugładzony sposób historię jednej z najważniejszych grup rockowych. Film na pewno zadowoli fanów Queen, którzy czekali na film fabularny o pierwszym wokaliście zespołu praktycznie od jego śmierci oraz nastolatków. Tak, nastolatków! Historia Queen została strasznie strywializowana i jest przez to przystępna niczym japońska kreskówka dla młodzieży.

Queen zresztą w latach 80. przeszli zaskakującą metamorfozę. Z rasowego zespołu rockowego muzycy najpierw przeistoczyli się w hedonistycznych wykonawców muzyki disco, a później de facto w grupę dla nastolatków! Łatwa do zrozumienia muzyka i pomysłowe, aczkolwiek skierowane do młodego widza teledyski (rysunkowi bohaterowie w "A Kind of Magic", jazda Pociągiem Marzeń w "Breakthru", dzieci w teledyskach do "The Miracle" i "Invisible Man"). Nic dziwnego, że wielu fanów zespołu nie lubi lat 80. w wykonaniu Freddiego i spółki. Hedonistyczne disco jeszcze przeszło, ale już teksty typu "Dzwon, który bije w twojej głowie/Wzywa wrota czasu/To jakaś magia" czy "Kiedy słyszysz dźwięk, nie wiadomo skąd/Czujesz, że porusza się coś czego nie możesz śledzić/Kiedy coś cię śledzi na skraju twego łóżka/Nie odwracaj się kiedy słyszysz moje kroki/Jestem niewidzialnym człowiekiem/Jestem niewidzialnym człowiekiem" z muzyką pozbawioną rockowej siły to już było nadto. Do wyżej wymienionych nagrań i teledysków można porównać film Singera. Grzeczny, nieskomplikowany i nieuciążliwy dla nikogo.Gdyby nie fragmenty o AIDS i życiu prywatnym Frederika film wyglądałby niczym fabularyzowany dokument o zespole zrobiony pod koniec lat 80. Obraz nawet kończy się w 1985 roku na triumfalnym występie podczas LIVE AID. Jeżeli chodzi o przedstawienie najciekawszych lat z kariery zespołu o wiele lepiej obrazuje ją dokumentalna produkcja współpracującego z Queen studia DoRo "Magiczne lata" z 1987 roku.

Życie osobiste Freddiego to natomiast rzeczywiście pewna nowość w kinie, ale ukazana w sposób niezwykle taktowny.Z wypowiedzi ludzi związanych z Queen wynika, że rzeczywiście Freddie był generalnie nieśmiały i sympatyczny. Wszystkie wydarzenia z jego życia czynią go jednak idealną postacią szekspirowską i aż się prosi, żeby zrobić z tego dzieło na miarę największych angielskich tragedii.

Ekstrawagancki wykonawca i pomysłowy muzyk, mający na koncie praktycznie same sukcesy w branży zapada na AIDS, śmiertelną i nieuleczalną chorobę. Jest to temat na wielką sztukę. Niezwykle istotne jest też to, że to wszystko wydarzyło się w czasach, kiedy słowem budzącym największe przerażenie było AIDS. Na dodatek były to też czasy, gdy media szczuły chorych ludzi. Dziennikarze mówili, że AIDS to pedalska zaraza i Bicz Boży na homoseksualistów. Na przykład słynny brytyjski dziennikarz Joe Haines w "Daily Mirror" cztery dni po śmierci Mercury'ego grzmiał, że Mercury był zepsutym człowiekiem, który znajdował zadowolenie w nienormalnych praktykach seksualnych i dla takich jak on śmierć na AIDS jest formą samobójstwa. Jest to oczywiście bzdurą, bo na tę chorobę oprócz homoseksualistów zmarli też m.in. tenisista Artur Ashe i pisarz Isaac Asimov, którzy zakazili się wirusem HIV w szpitalu w czasie rutynowych zabiegów! Śmierć w młodym wieku w niewyobrażalnych męczarniach (AIDS doprowadza chorego do upośledzenia pamięci, spadku zdolności do koncentracji, zubożenia myślenia, stłuszczenia wątroby i wielu innych dolegliwości, takich jak ciągłe biegunki i wymioty) i walka o zachowanie człowieczeństwa to tylko jeden z wątków z biografii artysty.

Ale Mercury był fascynującą postacią nie tylko z tego powodu. W jego głowie cały czas toczyła się wojna myśli związana z określeniem orientacji seksualnej. Spowodowało to zerwaniem narzeczeństwa z ukochaną dziewczyną Mary Austin i liczne związki z mężczyznami.Nawiasem mówiąc dziewczyna była Freddiemu dozgonnie wdzięczna za szczerość i za to, że ten nie zdecydował się na prowadzenie podwójnego życia. Austin mówiła po śmierci piosenkarza,że gdyby chciał zachować dla mediów pozory, że jest heteroseksualnym mężczyzną i się z nią ożenił, pewnie też stałaby się ofiarą AIDS.

Artysta z powodu swojego stylu życia był też skonfliktowany z ojcem. Przywiązany do tradycji Bomi Bulsara nie mógł zdzierżyć zachowania oraz homoseksualizmu syna. Freddie Mercury według ojca ulegał siłom zła, a jego dusza była zbrukana.

Wreszcie Freddie przybył do Europy z Indii. Muzyk chodził tam do szkoły średniej. Wywodził się natomiast z rodziny indyjskich zaratusztrian z Zanzibaru. Nie przeszkodziło mu to być bardziej brytyjskim artystą niż większość kolegów po fachu. Muzyk często ostentacyjnie paradował z flagą Union Jack, a jego piosenki były przesiąknięte odwołaniami do brytyjskiej kultury. Było to spowodowane nie tylko miłością do ojczyzny, ale też tym, że Freddie wstydził się swojego pochodzenia. Ten ostatni fakt, aczkolwiek delikatnie, został pokazany w "Bohemian Rhapsody" w scenie, gdy podczas kolacji młody Frederick przedstawia Mary swoim rodzicom.

Na film Singera niektórzy wylali pomyje. Niesłusznie. Chociaż ma swoje wady to przyjemnie obcuje się z członkami zespołu w czasie seansu.A sceny gdy Brian i John kłócą się z Rogerem o "I'm in Love with My Car" oraz konferencji prasowej z okazji wydania "Hot Space" są świetnie zrobione i zapadają w pamięć.

Najmocniejszą stroną tego filmu jest jednak oczywiście ponadczasowa muzyka. Brian May i Roger Taylor naprawdę się popisali jako producenci muzyczni filmu. Na ścieżkę dźwiękową oprócz znanych bardzo dobrze hitów "Bohemian Rhapsody", "Another One Bites the Dust" czy "I Want to Break Free" wrzucili między innymi: prawie cały koncert z LIVE AID (niestety bez genialnie wykonanego "Crazy Little Thing Called Love" i "We Will Rock You") oraz "Doing All Right... Revisited". Ten ostatni utwór, który znalazł się na pierwszej studyjnej płycie Queen, został na nowo nagrany w 2018 roku przez reaktywowany zespół Smile, czyli Briana Maya, Rogera Taylora oraz wokalistę i basistę Tima Staffella! To właśnie dzięki temu ostatniemu muzykowi mnóstwo ludzi na świecie spędziło przyjemnie czas z muzyką Queen. Gdy Staffell opuszczał Smile zarekomendował Brianowi Mayowi swojego przyjaciela - nieśmiałego hinduskiego studenta Fredericka Mercury. W filmie jest to przedstawione zupełnie inaczej, tak jak wiele innych rzeczy. Singer jednak chciał zabawić publikę i przedstawić ten stary i trochę już zapomniany zespół, a nie odtworzyć dobrze znaną i udokumentowaną historię.

Queen - Bohemian Rhapsody OST (2018) Holywood, Virgin EMI

   01. 20th Century Fox Fanfare 0:25
    02. Somebody to Love 4:56
    03. Doing All Right... revisited (Performed by Smile) 3:17
    04. Keep Yourself Alive (Live At The Rainbow) 3:56
   05. Killer Queen 2:59
   06. Fat Bottomed Girls (Live In Paris) 4:38
    07. Bohemian Rhapsody 5:55
    08. Now I'm Here (Live At Hammersmith Odeon) 4:26
   09. Crazy Little Thing Called Love 2:43
    10. Love of My Life (Rock in Rio) 4:29
    11. We Will Rock You (Movie Mix) 2:09
    12. Another One Bites the Dust 3:35
    13. I Want to Break Free 3:43
    14. Under Pressure (Performed by Queen & David Bowie) 4:04
    15. Who Wants to Live Forever 5:15
   16. Bohemian Rhapsody (Live Aid) 2:28
  17. Radio Ga Ga (Live Aid) 4:06
    18. Ay - Oh (Live Aid) 0:41
    19. Hammer To Fall (Live Aid) 4:04
    20. We Are the Champions (Live Aid) 3:57
    21. Don't Stop Me Now... revisited 3:38
22. The Show Must Go On 4:32

Julia Holter - Aviary

augustc

Julia_Holter__Aviary

Julia Holter - Aviary (2018) Domino

1.Turn the Light On - 4:16
2.Whether - 2:58
3.Chaitius - 8:10
4.Voce Simul - 6:34
5.Everyday Is an Emergency - 7:45
6.Another Dream - 6:07
7.I Shall Love 2 - 5:18
8.Underneath the Moon - 6:49
9.Colligere - 6:11
10.In Gardens' Muteness - 6:36
11.I Would Rather See - 4:51
12.Les Jeux to You - 6:18
13.Words I Heard - 6:39
14.I Shall Love 1 - 5:09
15. Why Sad Song - 6:07

"Aviary" jest jednym z najbardziej złożonych albumów wydanych w ostatnich latach. Takie dzieła jak to angielscy krytycy określają słowem behemoth, co oznacza olbrzym, kolos lub moloch. Ten wyraz znakomicie oddaje charakter płyty. Najnowszy album Julii Holter składa się z piętnastu długich, eleganckich utworów utrzymanych w stylu eksperymentalnym. 

"Aviary" słucha się niezwykle ciężko. Niewiele jest tutaj przebojowości znanej z poprzedniego albumu. Takie rzeczy jak spokojna fortepianowa ballada "In Gardens' Muteness" czy barokowo zaaranżowana piosenka "I Would Rather See" z tekstem starożytnej greckiej poetki Safony nawiązują do kameralnego klimatu "Have You in My Wilderness" i spokojnie mogłyby się tam znaleźć.

Jednak "Aviary" jest bardziej zróżnicowana niż poprzednia płyta piosenkarki. Kakofoniczne "Turn the Light On" czy nastrojowe "Voce Simul" to eksperymentalne rzeczy, które brzmią jakby nagrała je Bjork. "I Shall Love 1" zostało zainspirowane muzyką średniowieczną, z kolei składający się z części balladowej, szybkiej i ambientowej "Les Jeux to You" to numer inspirowany twórczością m.in.Kate Bush (zwróćcie uwagę na ten bas).

Podsumowując "Aviary" to ciężki orzech do zgryzienia. Album jest niezwykle odrzucający na początku i kojarzy się z niszową twórczością Laurel Halo. Po kilku przesłuchaniach odkrywa jednak swoje uroki. Po przesłuchaniu "Aviary" Julia Holter wydaje się osobą szaloną skoro proponuje słuchaczom takie rzeczy.

Queen - Made in Heaven

augustc

Queen__Made_in_Heaven

Queen - Made in Heaven (1995) Parlophone

01. It's a Beautiful Day
02. Made in Heaven - 5:25
03. Let Me Live - 4:45
04. Mother Love - 4:46
05. My Life Has Been Saved - 3:15
06. I Was Born to Love You - 4:49
07. Heaven for Everyone - 5:36
08. Too Much Love Will Kill You - 4:18
09. You Don't Fool Me - 5:23
10. A Winter's Tale - 3:49
11. It's a Beautiful Day (reprise)
12. Yeah - 0:04
13. Track 13 - 22:32

Co ciekawe z ostatnich nagrań Queen to nie ostatnia płyta "Made in Heaven", tylko "Innuendo" robi najbardziej przygnębiające wrażenie. Przedostatni studyjny album Queen z Freddiem Mercurym na wokalu brzmi tak jakby za chwilę miał nastąpić koniec świata. Zresztą jak on ma brzmieć? Lekarze byli zgodni co do tego, że Mercury nie dożyje premiery tego albumu, więc grobowa atmosfera udzieliła się też pozostałym członkom zespołu. W porównaniu do "Innuendo" ostatniego krążka zespołu słucha się wręcz przyjemnie,  chociaż sesja nagraniowa, która rozpoczęła się w 1991 roku była dramatyczna.

Freddie miał już nie żyć. Wyczerpany chorobą gwiazdor jednak nie tylko dożył premiery "Innuendo", ale rozpoczął pracę nad nowym materiałem, który ukazał się 4 lata po jego śmierci. Artysta wykazał się niezwykłym hartem ducha, ale również godnością. W obliczu nieuchronnej śmierci nie narzekał, nie rozpaczał, tylko pracował z podniesioną głową. Niejednokrotnie leżał na ziemi w studiu nagraniowym, ale się nie poddał. Mercury dał przykład jak godnie chorować i jak godnie umrzeć i za to powinien zostać zapamiętany. To właśnie postawa muzyka w obliczu śmierci uczyniła go idolem setek milionów ludzi w czasach, gdy nowotwory, AIDS i inne nieuleczana choroby zbierają żniwo większe niż kiedykolwiek wcześniej w historii. To głównie z podziwu dla postawy artysty "Made in Heaven" sprzedał się w ilości ponad 20 milionów egzemplarzy na świecie i stał się najlepiej sprzedającym się albumem Queen.

Tutaj nie ma złożonych, wyszukanych majstersztyków typu "Bohemian Rhapsody" czy "Innuendo". Nie ma nawet galaktycznych przebojów jak "These Are the Days of Our Lives", "We Are the Champions" czy "Don't Stop Me Now". Są po prostu ładne piosenki, które w większości wprowadzają słuchaczy w blogi nastrój. Taki był chyba zresztą zamysł żyjących członków zespołu, aby  "Made in Heaven" nie było płytą dołującą, smutną, tylko błogą zawierającą przyjemną muzykę, jaką ludzie sobie puszczają na Hawajach.To dlatego na krążku znajdują się przerobione wesołe piosenki: "Made in Heaven" ("Kiedy nadciąga burzowa pogoda/To było wytworzone w niebie/Kiedy słońce przebije się zza chmur/Chciałbym, żeby trwało to wiecznie, tak/Chciałbym, żeby tak było zawsze, na zawsze") i "I Was Born to Love You" ("Urodziłem się by Cię kochać/Każdym uderzeniem mego serca/Tak, urodziłem się by się troszczyć o Ciebie/Każdego dnia mego życia"), oryginalnie znajdujące się na debiutanckim albumie Mercury'ego "Mr. Bad Guy". Tutaj znajduje się żywiołowa rockowa ballada z elementami gospel "Let Me live", która wcześniej została nagrana wraz z Rodem Stewartem i miała się znaleźć na płycie "The Works". Na tym krążku jest też rock w stylu hipisowskim "Heaven for Everyone", który Roger Taylor napisał po wydaniu "A Kind of Magic" na płytę swojego zespołu Cross.

Tak na dobrą sprawę Queen w melodramatyczne tony uderzają tu tylko dwa razy. Ma to miejsce w psychodelicznej, blues-rockowej balladzie "A Winter's Tale" autorstwa Mercury'ego, który już był pogodzony ze światem i z nadchodzącą śmiercią i śpiewa w niej o pięknie przyrody. Drugi raz gdy muzycy opowiadają o matczynej miłości w rockowej balladzie "Mother Love". Ten numer był ostatnim zaśpiewanym przez Mercury'ego. Z powodu gorszego samopoczucia i później śmierci ostatnią zwrotkę zaśpiewał  Brian May.Gitarzysta wykonał jednak świetną robotę w studiu i ten sposób prezentacji wydaje się celowym zabiegiem artystycznym.

"Made in Heaven" na pewno nie jest najlepszą płytą w dyskografii zespołu jak to mówił Brian May. Nie jest też testamentem Mercury'ego jak to niektórzy widzieli. Z ostatniej sesji nagraniowej z 1991 roku znajdują się zaledwie trzy piosenki: wspomniane "A Winter's Tale", "Mother Love" oraz dyskotekowa, nawiązująca do czasów "Hot Space" i niepasująca do reszty płyty „You Don't Fool Me”. Ostatni studyjny album brytyjskiej grupy jest jednak kolejną bardzo dobrą i mało wymagającą propozycją obok chociażby "The Miracle" na przyjemne niedzielne popołudnie, aczkolwiek z pewną dozą refleksji.

Na koniec warto dodać, że album zawiera najdziwniejszą i najdłuższą kompozycję zespołu w całej jego dyskografii "Track 13". Ten utwór to czysty ambient i muzyczne wyobrażenie nieba. Kompozycja została napisana i nagrana przez Briana Maya, Rogera Taylora oraz Davida Richardsa - producenta dwóch poprzednich studyjnych płyt Królowej. 22-minutowy "Track 13" jest symbolicznym pożegnaniem zespołu w klasycznym składzie z fanami.

Później zespół występował z nowymi wokalistami Paulem Rodgersem i Adamem Lambertem i w koncertowym wydaniu wypadał niezwykle przekonująco. Ale to już inna, mniej romantyczna historia.

Kanye West - Ye

augustc

Kanye_West__Ye

Kanye West - Ye (2018) GOOD

01. I Thought About Killing You – 4:34
   02. Yikes – 3:08
    03. All Mine – 2:25
    04. Wouldn't Leave – 3:25
    05. No Mistakes – 2:03
    06. Ghost Town – 4:31
    07. Violent Crimes – 3:35

Ostatnie lata były ciężko dla Kanye Westa. W trakcie trasy  "The Life of Pablo Tour" w 2016 roku u artysty zdiagnozowano halucynacje, paranoję, psychozę i depresję. Wszystko było spowodowane skrajnym przemęczeniem oraz stresem spowodowanym napadem na jego żonę. Poza tym od jakiegoś czasu raperowi skończyły się pomysły. Nie ma pojęcia czym zaskoczyć odbiorców. Kiedyś jeszcze zdziwienie i jednocześnie zażenowanie wzbudzały słowa muzyka, że jest jednocześnie Pablem Pisassem, Michałem Aniołem i Stevem Jobsem. Dziś każdy ma jego deklaracje w głębokim poważaniu. Co więcej West stał się obiektem kpin. Leonard Cohen tuż przed śmiercią napisał o nim wiersz "Kanye West is not Pablo", gdzie znajdują się takie wersy jak "Kanye West nie jest Picassem/Ja jestem Picassem/Kanye West nie jest Edisonem/Ja jestem Edisonem/Ja jestem Teslą/.../Jestem Kanye Westem Kanye'go Westa/Jestem Kanye Westem".

Wydana w tym roku płyta "Ye" była więc sprawdzianem dla Kanye, który był ostatnimi czasy zmęczony i nie jest tak kreatywny jak kiedyś. Raper ten egzamin zdał, jednakże zapadających w pamięć momentów na "Ye" jest mało, choć ta płyta jest bardzo krótka i  zawiera tylko siedem średniej długości piosenek. Ciekawsze rzeczy z "Ye" to na pewno wybrane do promocji "Yikes" i "All Mine", nagrany do spółki z PartyNextDoor "Ghost Town" zawierający fajne, ostre gitarowe riffy oraz "I Thought About Killing You". Ten ostatni kawałek posiada intrygujący tekst o zabójstwie/samobójstwie ("Najpiękniejsze myśli są zawsze poza tymi najciemniejszymi/Dzisiaj poważnie myślałem o zabiciu Cię./Rozważam nad tym, morderstwo z premedytacja/I myślę nad zabiciem siebie, kocham siebie o wiele bardziej niż kocham Ciebie, więc..."), który daje do myślenia. A może po jego przesłuchaniu powinniśmy raczej zacząć się bać.

Tak czy inaczej Kanye West nadal jest w grze i wydał przyzwoity album. Może "Ye" nie będziemy pamiętali za kilka miesięcy, ale artystyczna aktywność gwiazdora cieszy.

Queen - Innuendo

augustc

Queen__Innuendo

Queen - Innuendo (1991) Parlophone

01. Innuendo - 6:31
02. I'm Going Slightly Mad - 4:22
03. Headlong - 4:38
04. I Can't Live with You - 4:33
05. Don't Try So Hard - 3:39
06. Ride the Wild Wind - 4:43
07. All God's People - 4:21
08. These Are the Days of Our Lives - 4:12
09. Delilah - 3:35
10. The Hitman - 4:56
11. Bijou - 3:36
12. The Show Must Go On - 4:36

Najlepszy według wielu fanów album Queen był nagrywany w dramatycznych okolicznościach. Przygnębiający dla fanów muzyki był też fakt, że "Innuendo" nie był promowany na żywo. Ale nie mógł być. Freddie Mercury tuż przed śmiercią stracił stopę, jego ciało zajmowały liczne nowotwory skóry i drastycznie stracił na wadze. Lekarze byli przekonani, że Farrokh nie dożyje premiery albumu. Jednak dożył i jakby tego było mało ta płyta tak go uskrzydliła, że z niesamowitą energią jak na człowieka wycieńczonego chorobami nagrywał kolejne partie wokalne, które zostały wykorzystane na albumie  "Made in Heaven". Wart podkreślenia jest fakt, że artystę w tym trudnym czasie bardzo wspomogli koledzy z zespołu.Nie tylko chronili go przed paparazzi, ale też napisali lwią część materiału na "Innuendo" i wszystkie piosenki podpisali jako Queen.

Co ciekawe na głównego song-writera zespołu wyrósł Roger Taylor, który miał już na koncie takie przeboje jak "Radio Ga Ga", "A Kind of Magic" i "Breakthru". Do szwajcarskiego studia (muzycy przenieśli się tam z Londynu z powodu czyhających pod studiem na Freddiego dziennikarzy) perkusista przyniósł między innymi utwory "Innuendo" i "These Are the Days of Our Lives", które okazały się najlepszymi na płycie i doszły do 1. miejsca listy przebojów w Wielkiej Brytanii. To był kolejno trzeci i czwarty hit numer 1 tego zespołu w Anglii, co jest o tyle zastanawiające, że przecież ikonicznych piosenek zespół miał co nie miara. Wystarczy wspomnieć "We Are the Champions", "Crazy Little Thing Called Love" i wspomniane "Radio Ga Ga", które doszły "tylko" do 2. miejsca w Wielkiej Brytanii. Ponadto "These Are the Days of Our Lives" przyniósł Queen nagrodę BRIT za najlepszą piosenkę roku i do dnia dzisiejszego pozostaje hitem wszech czasów Listy przebojów Programu 3 Polskiego Radia!

Co ciekawe są to dwie całkowicie rożne piosenki. "Innuendo" to muzyczna epopeja, podróż przez różne style, począwszy od hard rocka, poprzez operę i flamenco. "These Are the Days of Our Lives" to z kolei wyjątkowo prosta pod względem budowy ballada. Utwór został zapamiętany nie tylko dzięki pięknej melodii, ale też przez partię bębnów konga, genialną gitarową solówkę Maya oraz końcówkę teledysku, gdzie Mercury patrzy na wprost kamery i szeptem wypowiada słowa "I still love you". Był to ostatni raz, gdy frontman zespołu pojawił się przed kamerą i to zdarzenie biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności miało dla wielu fanów wymiar mistyczny.

Zresztą Taylor napisał na płytę jeszcze jeden fajny numer "Ride the Wild Wind", będący w zamyśle kontynuacją motoryzacyjnego hitu "I'm in Love with My Car". Poza tym na "Innuendo" są de facto same hity. Rockowy przebój "The Show Must Go On". Heavy metalowe numery "The Hitman" i "Headlong". Przejmująca syntezatorowa ballada "Don't Try So Hard". Przebogata aranżacyjnie, z potężnymi chórkami piosenka "All God's People", nad którą Freddie pracował już przy projekcie "Barcelona". "Bijou", gdzie główną rolę gra gitara Briana Maya, przypominająca instrumentalne szaleństwa Davida Gilmoura. Syntezatorowy, psychodeliczny rock  "I'm Going Slightly Mad", zainspirowany twórczością Noëla Cowarda. Do tego ostatniego został zresztą nakręcony pamiętny czarno-biały film, gdzie Mercury został ucharakteryzowany niczym wspomniany Coward lub też Robert Smith. Wszystko po to, by ukryć fatalny stan zdrowia artysty.

"Innuendo" koniecznie trzeba znać. To nie tylko wybitny rockowy album. Tak jak w przypadku "A Kind of Magic" to też wielka historia. Ludzie na całym świecie, a przede wszystkim Anglicy żyli wtedy tematem Queen i chorobą największej gwiazdy rocka tamtych lat. W tym kontekście nie dziwi koczowanie dziennikarzy pod studiem Metropolis oraz domem wokalisty w Londynie, jakkolwiek wydaje się to niesmaczne.

Queen - The Miracle

augustc

Queen__The_Miracle

Queen - The Miracle (1989) Parlophone

01. Party – 2:24
    02. Khashoggi's Ship – 2:48
    03. The Miracle – 5:02
    04. I Want It All – 4:41
    05. The Invisible Man – 3:57
    06. Breakthru – 4:08
    07. Rain Must Fall – 4:23
    08. Scandal – 4:42
    09. My Baby Does Me – 3:23
    10. Was It All Worth It – 5:45

Z powodu choroby Mercury'ego zespół nie wyruszył w trasę koncertową promującą album. Na szczęście dla zespołu i dla ludzkości muzycy nawiązali współpracę z firmą DoRo Productions z Austrii, która nakręciła znakomite teledyski reklamujące krążek. Queen współpracowali wcześniej przy produkcji filmów z wybitnym reżyserem Davidem Malletem, który ma na koncie fundamentalne dla historii telewizji filmy promujące utwory: "Ashes to Ashes" Davida Bowiego, "Eyes Without a Face" Billy'ego Idola czy wspomniane w poprzednich postach "I Want to Break Free" i "Who Wants to Live Forever" Queen. Co ciekawe na potrzeby tego ostatniego utworu zostało zużytych ponad 2000 świec. Jednak to prace DoRo okazały się rewolucyjne i przyczyniły się do wzbudzenia zainteresowania branżą milionów ludzi.

Pierwszym teledyskiem wyprodukowanym przez DoRo, reklamującym album, było wideo do utworu "Breakthru". Wideoklip przedstawia członków zespołu jadących na platformie – wagonie na pociągu retro o nazwie "Miracle Express". Pociąg pędził momentami 80 km/h. Zdjęcia zostały nakręcone na trasie skansenu kolejowego Nene Valley Railway podczas pięknej pogody. Wszystko to sprawia, że film  ogląda się świetnie. Obraz idealnie obrazuje ten szybki, energiczny rockowy numer.

DoRO popisało się pomysłowością przy teledysku do "The Miracle". Ten dość złożony numer oparty w głównej mierze na partiach pianina i syntezatorów został zilustrowany filmem, w którym występują dzieci, ucharakteryzowane na członków zespołu. Warto podkreślić, że utwór ma znakomitą melodię, od razu wpadającą w ucho.

Oprócz wspomnianych piosenek innymi mocnymi fragmentami albumu są: "I Want It All", "The Invisible Man", "Scandal" i "Was It All Worth It". Trzy pierwsze numery ukazały się na singlach. Pierwszy z kawałków to typowy heavy metal z mocarnym, zadziornym riffem, niepodobny do reszty piosenek z "The Miracle". Niektórzy fani mówili, że kawałek bardziej pasuje do The Who niż do Queen. Coś w tym jest, bo na koncercie poświęconym pamięci Freddiego Mercury'ego piosenka została zaśpiewana przez Rogera Daltreya z tego zespołu. "The Invisible Man" to elektroniczny rock z wyraźnie zaznaczonym basem, gdzie panowie w dość udany sposób nawiązali do tego co grali na początku lat 80.

"Scandal" natomiast jest zbudowany na stylowym gitarowym riffie. Utwór wprowadza w słuchaczy niepokój i jest zapowiedzią złowróżbnego, ostatniego wydanego za życia Freddiego Mercury'ego albumu Queen "Innuendo". Tekst tej piosenki jest krytyką bulwarowej prasy i jest osobistym odwetem Briana Maya za przesadne zainteresowanie mediów jego rozpadającym się małżeństwem i chorobą Mercury'ego. "Was It All Worth It" to z kolei mocarny kawałek przypominający momentami energiczne kawałki KISS. Reszta piosenek ujdzie w tłumie  i na dobrą sprawę są to rzeczy, których osoby dopiero co poznające zespół nie muszą poznawać.

"The Miracle" to rzecz trochę nierówna. Obok wybitnych kompozycji ("Was It All Worth It", "Scandal","The Miracle") znajdują się tu też piosenki przeciętne, choć przyjemne ("Rain Must Fall", "My Baby Does Me"). Generalnie jednak płyty słucha się świetnie i jest to bardzo dobra propozycja na leniwe, niedzielne popołudnie.

Queen - A Kind of Magic

augustc

Queen__A_Kind_of_Magic

Queen - A Kind of Magic (1986) EMI, Parlophone


    01. One Vision (Queen) – 5:10
    02. A Kind Of Magic (Roger Taylor) – 4:24
    03. One Year of Love (John Deacon) – 4:26
    04. Pain Is So Close to Pleasure (Freddie Mercury, Deacon) – 4:21
    05. Friends Will Be Friends (Mercury, Deacon) – 4:07
    06. Who Wants to Live Forever (Brian May) – 5:15
    07. Gimme the Prize (Kurgan's Theme) (May) – 4:34
    08. Don’t Lose Your Head (Taylor) – 4:38
    09. Princes of the Universe (Mercury) – 3:32

Po koncercie na LIVE AID popularność zespołu sięgnęła zenitu. Płyta "A Kind Of Magic" z miejsca stała się bestsellerem, a towarzysząca jej trasa koncertowa okazała się jedną z najgłośniejszych w historii. Polscy fani mogli oglądali to wszystko z dystansu z nieukrywaną zazdrością do reszty świata. Komunizm sprawił, że Freddie Mercury z zespołem nie przyjechał do Polski i relacje z tamtych koncertów Queen Polacy oglądali niczym lądowanie kosmitów. Mniejsza z tym. Trasa "Magic Tour" z powodu choroby Mercury'ego okazała się ostatnią trasą zespołu w klasycznym składzie, a piosenki z "A Kind Of Magic" ostatnimi promowanymi na żywo przez Freddiego.Te wszystkie fakty sprawiają, że dwunasty studyjny album Queen jest dziełem magicznym z pogranicza mitologii i filmu science-fiction (notabene piosenki z tej płyty zostały wykorzystane w filmie fantasy "Nieśmiertelny").

Jednak trzeba też dodać, że zespół w pewnych momentach przekroczył granice dobrego smaku. Przede wszystkim przesadzono z wygładzaniem brzmienia. Poza tym niemalże wszechobecny patos, najbardziej drażniący w hymnicznym "Friends Will Be Friends", opowiadający o uroku posiadania przyjaciół. Żenada. Jednak generalnie Queen zaprezentowali się lepiej niż na "The Works". O ile tamten krążek był tym dla zespołu czym dla Davida Bowiego były "Tonight" i "Never Let Me Dow" to ten album w niektórych momentach jest czarujący. Zaśpiewany falsetem, nawiązujący do nagrań r&B "Pain Is So Close To Pleasure" oraz dynamiczny, syntezatorowy kawałek "Don’t Lose  Your Head", zainspirowany zapewne spotkaniami zespołu z ikoną muzyki disco Giorgio Moroderem pozytywnie zaskakują.

Wielkie wrażenie robi "Who Wants To Live Forever", gdzie zespół przekroczył granicę jeżeli chodzi o aranżację i zatrudnił orkiestrę symfoniczną Michaela Kamena. Mało tego. Gitarowe solo Maya w tym utworze to zdecydowanie najlepszy moment tego albumu. Zaśpiewany wspólnie przez Maya i Mercury'ego "Who Wants To Live Forever" na pewno przeszedł próbę czasu. Nie da się tego powiedzieć o dwóch pozostałych megahitach z tego krążka, ogranych do granic możliwości przez stacje radiowe: "One Vision" i "A Kind Of Magic". Pierwszy z nich został zainspirowany LIVE AID. Napędzany fajnym, mocnym gitarowym riffem kawałek został zarżnięty przez wszechobecne syntezatory, przez co dzisiaj brzmi nijako. "A Kind Of Magic" to natomiast świetna linia basu, gitarowe zagrywki Briana na najwyższym światowym poziomie i tylko niezła melodia. Zespół ma lepsze rzeczy w tym stylu w swoim dorobku.

"A Kind Of Magic" to płyta nie umywająca się do poprzednich wielkich dokonań zespołu. Paradoksalnie jednak gdyby wskazać jeden album zespołu z lat 80., który trzeba przesłuchać to byłby to "A Kind Of Magic". Wszystko dlatego, że ten krążek to po prostu historia! Nie tylko muzyki rockowej, ale też historia telewizji, mediów i ...Anglii. Szał na ten zespół na wyspach był wtedy niewyobrażalny - "A Kind Of Magic" w Wielkiej Brytanii w pierwszym tygodniu sprzedaży rozszedł się w ponad 100 tysiącach egzemplarzy, a występy na stadionie Wembley, w Manchesterze, Newcastle i Knebworth obejrzały setki tysięcy szczęśliwców, którym udało się zdobyć bilety. No i jeszcze AIDS. Zaledwie dwa miesiące po wielkim koncercie w Knebworth (sprzedano 120 tysięcy biletów, choć na imprezę wbiło podobno ok. 200 tysięcy osób) gruchnęła wieść, że Freddie Mercury zrobił sobie test na obecność wirusa HIV. Zespół zaprzeczał, ale wszyscy wiedzą, że tabloidy tym razem nie kłamały i w 1991 roku magia się skończyła, przynajmniej na jakiś czas.

Queen - The Works

augustc

Queen__The_Works

Queen - The Works (1984) EMI

 01. Radio Ga Ga – 5:45
   02. Tear It Up – 3:29
    03. It's a Hard Life – 4:08
   04. Man on the Prowl – 3:30
   05. Machines (or 'Back to Humans') – 5:10
   06. I Want to Break Free – 3:21
    07. Keep Passing the Open Windows – 5:23
   08. Hammer to Fall – 4:28
    09. Is This the World We Created...? – 2:14

Dwie poprzednie studyjne płyt Queen nie cieszyły się tak wielką popularnością jak nagrania z lat 70. W związku z tym muzycy na "The Works" nawiązali do swoich najpopularniejszych dokonań. Niestety zrobili to w najgorszym możliwym stylu. Zaprzestali eksperymentów i nagrali piosenki sztampowe, a w większości przypadków nudne. Brian May na "The Works" napisał "Tear It Up" i "Hammer to Fall". Te dwa numery pełne rockowego ognia i zawierające muskularne gitarowe riffy przypominają chwalebne, hard rockowe początki zespołu, jednakże de facto są tylko bladą kopią osiągnięć sprzed lat. Mercury napisał między innymi "Man on the Prowl" i "It's a Hard Life". Pierwszy z tych numerów to dość energiczne, aczkolwiek wtórne i typowe rockabilly. Natomiast "It's a Hard Life" pomimo tego, że jest według wielu fanów najlepszym utworem na płycie, nie może się równać ze starymi balladami Queen typu "You Take My Breath Away",  "Love of My Life", "Lily of the Valley", "Jealousy" czy "Spread Your Wings". Bez wątpienia jednak świetnym pomysłem było oparcie wstępu "It's a Hard Life" na melodii z piosenki "Vesti la giubba" Ruggero Leoncavallo. Mercury we wstępie piosenki śpiewa "I don't want my freedom, there's no reason for living with a broken heart" i obok gitarowego sola Maya, przywołującego te z "Bohemian Rhapsody" jest to najlepsza część utworu.

"The Works" mimo wielu niedociągnięć stał się albumem bardzo znanym. Płyta sukces zawdzięcza dwóm piosenkom: "Radio Ga Ga" i "I Want to Break Free". Pierwsza z nich została napisana przez Rogera Taylora. Perkusistę zainspirował syn, któremu nie podobały się piosenki lecące w radiu i określał je mianem "radio ca-ca". Roger jak to miał w zwyczaju zamknął się po tym na cztery spusty w pokoju wraz z syntezatorem Roland Jupiter-8  oraz automatem perkusyjnym i nie wyszedł dopóki kawałek nie był gotowy. Tak w ogóle numer miał się znaleźć na solowym wydawnictwie Taylora, ale usłyszeli go koledzy z zespołu John Deacon i Freddie Mercury, którzy go trochę podszlifowali. To dzięki nim "Radio Ga Ga" stał się synth-popowym hymnem numer 1 na koncertach zespołu.

"I Want to Break Free" to natomiast prosta popowa piosenka autorstwa Johna Deacona z bardzo fajnym i wesołym tekstem. Co ciekawe basista był już chyba tak bardzo był znudzony muzyką rockową, że udało mu się przepchnąć pomysł, aby w środku utworu pojawiło się syntezatorowe solo. Do "I Want to Break Free" został nakręcony jeden z najbardziej rozpoznawalnych klipów, będący parodią brytyjskiej opery mydlanej „Coronation Street”. Muzycy w klipie przebrani są w damskie ubrania i przypominają postacie z telenoweli.Co ciekawe w USA wideo wywołało zgorszenie i nie było emitowane ze względów obyczajowych. Z tego powodu Queen podczas "The Works Tour" nie dotarli do Stanów Zjednoczonych i tym samym trasa promująca płytę "Hot Space" była ostatnią w tym kraju.

Do popularności "The Works przyczynił się też na pewno koncert na stadionie Wembley podczas LIVE AID w 1985 roku, tuż po zakończeniu trasy "The Works Tour". Występ Queen obejrzało około 1,5 miliarda ludzi w ponad 100 krajach. Ponadto został on uznany przez dziennikarzy i branżę muzyczną za najlepszy koncert w historii.Ale to już zupełnie inna bajka.

Queen - Hot Space

augustc

Queen__Hot_Space

Queen - Hot Space (1982) EMI

01. Staying Power - 4:13
02. Dancer - 3:50
03. Back Chat - 4:36
04. Body Language - 4:31
05. Action This Day - 3:38
06. Put Out The Fire - 3:20
07. Life Is Real (Song for Lennon) - 3:31
08. Calling All Girls - 3:52
09. Las Palabras de Amor (The Words of Love) - 4:32
10. Cool Cat - 3:29
11. Under Pressure feat. David Bowie - 4:08

Nie dajcie się zwieść rockowym periodykom, które krytykują ten album. "Hot Space" to świetna płyta. Niechęć fanów muzyki rockowej do tego krążka wynika z tego, że "Hot Space" bardzo różni się stylistycznie od poprzednich nagrań zespołu i zawiera elementy muzyki disco, dance, r&B oraz funk.Queen zawsze mieszali różne style muzyczne, ale ich dziesiąty studyjny album to była rewolucja i album niepodobny do niczego co zespół wcześniej nagrał.

"Hot Space" to przede wszystkim album bardzo żywiołowy, wesoły, euforyczny. Dzięki temu słucha się go niezwykle przyjemnie, inaczej niż "The Game", gdzie wyróżniające się nagrania "Save Me", "Play the Game", "Sail Away Sweet Sister" czy "Crazy Little Thing Called Love" wprowadzają w nostalgiczny klimat. Na "Hot Space" po melancholii nie ma śladu. To, że tak jest sugeruje już jaskrawa okładka, notabene kultowa, nawiązująca do klasycznego albumu The Beatles "Let It Be".

Zmiany sugeruje już otwierający album "Staying Power" zdominowany przez brzmienie dęciaków, syntezatorów oraz automatu perkusyjnego. Taneczny "Dancer" jest fuzją rocka oraz disco i jest czymś w rodzaju kontynuacji "Dragon Attack" z "The Game". "Back Chat" został napisany przez Johna Deacona i powstał pod wpływem muzyki afroamerykańskiej. "Body Language" to najbardziej nietypowa piosenka zespołu wydana na singlu. Utrzymany w dość wolnym tempie numer brzmi bardzo kokieteryjnie. W dodatku piosence towarzyszyło dość pikantne jak na tamte czasy wideo (teledysk jako pierwszy w historii! został zbanowany przez MTV). Co istotne "Body Language" to prowokacyjny numer również pod względem brzmienia. Muzycy do jego nagrania wykorzystali głównie syntezatory, automaty perkusyjne i syntetyczny bas, co dla wielu fanów było nie do zniesienia. Jednak grupa zadbała także o starych słuchaczy."Put Out the Fire" to sprzeciw przeciwko broni palnej, nawiązujący do gitarowych korzeni zespołu. Zwolennicy starego brzmienia Queen przyjęli ten utwór z dużym entuzjazmem.

W analogiczny sposób słuchacze przyjęli kawałek "Under Pressure". Utwór został nagrany z Davidem Bowiem podczas improwizowanej sesji w szwajcarskich górach. Co ciekawe piosenka powstawała w męczarniach i jej roboczy tytuł brzmiał  "Feel Like". Muzycy jednak byli bardzo niezadowoleni ze swojej pracy, dlatego też "Feel Like" nie został wydany. David Bowie jednak, gdy usłyszał utwór stwierdził,że melodia jest całkiem niezła i można nad nią popracować. Okazja do działania nadarzyła się podczas krótkiej wizyty artysty u kolegów z zespołu Queen w studiu nagraniowym w Montreux. Takie były kulisy powstania tego zacnego numeru, który jako jedyny utwór Queen doszedł do 1. miejsca listy przebojów w Wielkiej Brytanii w latach 80. Charakterystycznymi elementami "Under Pressure" są dźwiękonaśladowczy sposób śpiewania, typowy dla jazzu oraz przede wszystkim mocna i bardzo rozpoznawalna linia basu, wykorzystana przez błazna Vannilę Ice w hip-hopowym hicie "Ice Ice Baby".

Under Pressure jest bez wątpienia najbardziej znanym utworem z "Hot Space", jednak to inne piosenki z płyty bardziej zapadają w pamięć i są chyba nawet lepsze. Oprócz wspomnianego "Staying Power" wielkie wrażenie robią "Action This Day", "Life Is Real (Song for Lennon)" oraz "Calling All Girls". "Action This Day" został silnie zainspirowany nowofalowym ruchem tamtych czasów. W piosence zwracają uwagę przede wszystkim uderzenia automatu perkusyjnego, saksofonowe solo oraz wokale - Taylor i Mercury zaśpiewali ten
numer w duecie i ich śpiewy znakomicie się uzupełniają. "Life Is Real (Song for Lennon)" to jedna z najładniejszych rockowych ballad Queen z lat 80. Utwór został poświęcony pamięci Johna Lennona, brutalnie zamordowanego pod koniec 1980 roku."Calling All Girls" to natomiast bardzo melodyjna i prosta piosenka napisana przez Rogera Taylora, nawiązująca do miłosnych hymnów hipisowskich z lat 60.("Przekaż wiadomość miłości/Daleko i niedaleko/Przekaż wiadomość miłości/Aby każdy usłyszał/Aby każdy usłyszał/Wzywając wszystkich chłopaków/Wzywając wszystkie dziewczyny") aczkolwiek zaaranżowana na miarę swoich czasów.
   
Na zakończenie, aby zachęcić do odsłuchu płyty warto przytoczyć słowa Michaela Jacksona, który powiedział, że "Hot Space" była jego główną inspiracją, gdy nagrywał swój przełomowy album "Thriller". Nie pozostaje nic innego tylko słuchać!

Queen - Flash Gordon

augustc

Queen__Flash_Gordon_ost

Queen - Flash Gordon (1980) EMI

    01. Flash's Theme - 3:31
   02. In the Space Capsule (The Love Theme) - 2:43
    03. Ming's Theme (In the Court of Ming the Merciless) - 2:41
   04. The Ring (Hypnotic Seduction of Dale) - 0:57
    05. Football Fight - 1:28
    06. In the Death Cell (Love Theme Reprise) - 2:25
    07. Execution of Flash - 1:06
    08. The Kiss (Aura Resurrects Flash) - 1:45
    09. Arboria (Planet of the Tree Men) - 1:42
    10. Escape from the Swamp - 1:43
    11. Flash to the Rescue - 2:44
    12. Vultan's Theme (Attack of the Hawk Men) - 1:13
   13. Battle Theme - 2:18
    14. The Wedding March - 0:56
    15. Marriage of Dale and Ming (...And Flash Approaching) - 2:04
    16. Crash Dive on Mingo City - 1:00
    17. Flash's Theme Reprise (Victory Celebrations) - 1:24
    18. The Hero - 3:31

Album ze ścieżką dźwiękową do filmu "Flash Gordon" jest zdecydowanie najbardziej kontrowersyjną pozycją w dyskografii Queen. Krytycznie wypowiadają się o nim nie tylko fani zespołu, ale również wielbiciele muzyki filmowej, co daje do myślenia przed włożeniem płytki do odtwarzacza.

"Flash Gordon" jest rzeczywiście dziełem, które trudno uznać za wybitne. Niewiele rzeczy zapada głęboko w pamięć, choć  album jest dość krótki, trwa niewiele ponad 35 minut. Ponadto większość utworów to krótkie instrumentalne motywy, które nie zostały rozwinięte i pozostawiają niedosyt.

Jednak są też plusy. Pomimo tego, że jest to muzyka ilustracyjna czuć klimat Queen. Ponadto na płycie są dwa utwory wokalno-instrumentalne w starym dobrym stylu Queen "Flash's Theme" i "The Hero". Z tej dwójki lepsze wrażenie robi pierwszy utwór, choć jego tekst jest kiczowaty, a niektórzy mówią, że wręcz grafomański ("Król niemożliwego!/On jest dla nas wszystkich//Jest tu dla nas wszystkich/On ocali potężną ręką/każdego mężczyznę, każdą kobietę/każde dziecko, z potężnym błyskiem"). "Flash's Theme" to prosta, rytmiczna i niezwykle melodyjna piosenka i z tego powodu zasłużenie stała się hitem. "The Hero" też jest niczego sobie, aczkolwiek ten numer jest trochę pokręcony i raczej nie nadawał się do promocji albumu.

Do ciekawszych rzeczy z tej płyty  zaliczają się też: miłosna miniatura "The Kiss (Aura Resurrects Flash)", która czaruje astralnym klimatem i erotycznymi podtekstami, powolny syntetyczny do bólu numer "Ming's Theme (In the Court of Ming the Merciless)" oraz energiczne kompozycje „Football Fight”, „Vultan's Theme” i „Battle Theme”. Reszta utworów  ujdzie w tłumie.

Płyty "Flash Gordon" mimo mankamentów słucha się bardzo miło. Na pewno czas spędzony z tym dziełem nie jest stracony. Ponadto warto dorzucić, że muzykom za prezentację albumu należą się brawa. Na "Flash Gordon" jest dużo dialogów i efektów dźwiękowych z filmu. W chwili ukazania się płyty na rynku ludzie krytykowali za to Queen. Dzisiaj jednak, gdy artyści specjalnie wplatają różnego rodzaju dźwięki w swoje nagrania mówi się, że Brian May wyprzedził swoją epokę. Ot co. Szkoda tylko, że muzycy bardziej nie popracowali nad "Flash Gordon". Mogliby nagrać arcydzieło. No, ale dla Queen 1980 to był bardzo pracowity rok i po prostu zabrakło im czasu.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci