Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Q Awards

augustc
q
Przyznano niedawno nagrody magazynu muzycznego "Q". Nagrody otrzymali między innymi: Duffy w kategorii największy przełom w karierze, The Last Shadow Puppets w kategorii najlepszy debiutant oraz Vampire Weekend w kategorii najlepszy teledysk. Ten ostatni zespół został nagrodzony za wideo do numeru „A Punk”. Największym zwycięzcą okazała się jednak grupa Coldplay, która zgarnęła dwie nagrody: dla najlepszego zespołu oraz za najlepszy album "Viva La Vida Or Death And All His Friends".

Brightblack Morning Light - Motion to Rejoin

augustc
motion_to_rejoin

Brightblack Morning Light to zespół powstały w Kalifornii w 2002 roku, nagrywający płyty, będące kombinacją psychodelicznego rocka i folku. Dziennikarze porównują grupę gitarzysty i wokalisty Nathana „Naboba” Shineywatera oraz Rachaela „Rayboba” Hughesa obsługujące elektromechaniczne pianino do słynnej, hippisowskiej grupy Grateful Dead, Pink Floyd z wczesnego psychodelicznego okresu, oraz do tak zwanych jam bandów typu The Allman Brothers Band, War i Dave Matthews Band

23 września światło dzienne ujrzał, trzeci krążek kapeli „Motion to Rejoin”. Najbardziej interesującą ciekawostką jest to, że zespół nagrywał ten album na pustyni w Nowym Meksyku, używając do jego powstania wyłącznie energii słonecznej. To jest jednak jedyna fascynująca rzecz związana z tym dziełem. „Motion to Rejoin” jest co prawda płytą intrygującą i mającą prawo się podobać. Improwizacje grupy Brightblack Morning Light na nowej płycie są rozmarzone, zwiewne, delikatne i sielankowe. Muzyka jest bardzo przyjemna dla ucha,  aczkolwiek to nie fascynuje i jest to największy problem tego albumu.

„Motion to Rejoin” to także płyta bliźniaczo podobna do ostatnich, wielkich osiągnięć Talk Talk. Niektórzy recenzenci, zarzucali zbyt daleko idące inspiracje twórczością Talk Talk formacji Shearwater. W tamtym przypadku nie mieli racji, jeżeli teraz ktoś zarzuci Brightblack Morning Light coś podobnego, to nie da się tego obronić. Szkoda, że nowe nagrania nie rzucają na kolana, a jedynie się podobają. Brightblack Morning Light ma duży potencjał.

Podsumowanie lata, czyli o lizakach, whisky i lizanku

augustc
kate

Kolejna pora roku za nami. O płytach napisałem już wiele i trudno mi jest na ten moment wybrać tą najlepszą, wydaną w letnich miesiącach, a jest z czego wybierać. Przypomnę tylko, że świetne albumy nagrali chociażby: Shearwater, Fleet Foxes, Wolf Parade, Jenny Lewis. A jest jeszcze parę wartościowych płyt, o których w ogóle nie wspomniałem, jak chociażby, „Viva la Vida or Death and All His Friends” grupy Coldplay (o tym w jednym z następnych postów). Ponieważ sytuacja z płytami przedstawia się w taki sposób, to podsumowanie kwartalne będzie wyglądało w sposób odmienny od poprzednich, mianowicie zaprezentuje największe przeboje tegorocznego lata.

5. Rihanna – Disturbia

Pochodząca z Barbadosu gwiazdeczka pop miała dwa wielkie przeboje tego lata. Rhythm&bluesowy "Take a Bow" oraz synthpopowy "Disturbia". Z tych dwóch wybrałem kawałek zdecydowanie lepszy. Rihanna ma świetny głos i umie go wykorzystać, jej albumy są produkowane przez światowej klasy producentów, jednak niektórych kawałków piosenkarki nie da się słuchać, bo są kiepskie, infantylne i nieznośnie sztuczne, jak np. "Shut Up & Drive". "Take a Bow" być może nie jest najgorszą piosenką tegorocznego lata, ale mnie ten utwór zanudził. Co innego rytmiczna, skoczna "Disturbia". Wielka muzyka to nie jest, ale przyjemnie się tego słucha. Poza tym Rihanna świetnie się prezentuje (nowy image piosenkarki miażdży) więc warto obejrzeć surrealistyczny teledysk do „Disturbii”, zainpirowany legendarnym wideoklipem do utworu "Thriller" Michaela Jacksona.

4. Lil Wayne featuring Static Major – Lollipop

Lil Wayne to obecnie najpopularniejszy raper w Stanach Zjednoczonych. W tym roku wydał doskonale przyjęty przez recenzentów album „Carter III”, z którego pochodzi przebój „Lollipop”. Bardzo przyjemny, spokojny kawałek. Ci, którzy nie znają twórczości pochodzącego z Nowego Orleanu artysty mogą się przekonać jak wspaniałym głosem dysponuje.

3.Coldplay – Viva La Vida

To chyba najmniej melodyjny przebój tego zespołu. Aż nie chce się wierzyć, że ten utwór doszedł do 1. miejsca list przebojów po obu stronach Atlantyku. Ale może stało się tak dlatego, ponieważ zespół wyrobił pewną renomę, a tytułowy kawałek z nowego albumu jest przesłodzony do granic możliwości, czyli nadaje się w sam raz na lato. Ich poprzednie przeboje były prostsze, nie były tak bogato zaaranżowane (te smyki przewijające się przez cały utwór są podczas pierwszego zetknięcia się z „Viva La Vida” intrygujące), ale były bardziej melodyjne i bardziej prawdziwe. Dla mnie, największy alternatywny przebój, tegorocznego lata, brzmi trochę sztucznie.

PS. Teledysk też nie jest rewelacyjny, już ciekawsza wydaje mi się jego alternatywna wersja nakręcona przez Antona Corbijna, nawiązująca do słynnego klipu Depeche Mode „Enjoy the Silence” tegoż reżysera. Król Chris Martin spacerujący samotnie z obrazem po Hadze, to jest obrazek, który bardziej pasuje do tego utworu niż oficjalne video.

2.Kid Rock – All Summer Long

Co prawda utwór Kid Rocka, tylko przez tydzień znajdował się na szczycie notowań w Wielkiej Brytanii, a w Stanach Zjednoczonych nie wszedł nawet do pierwszej dziesiątki, ale to ten kawałek jest między innymi odpowiedzialny za ogromny sukces płyty „Rock N Roll Jesus”, która od 50 tygodni! znajduje się w czołówce listy Billboardu. Kid Rock śpiewa w nim, jakie fajne było lato w 1989 roku, kiedy nie było jeszcze Internetu i jakie fajne rzeczy robił z pewną dziewczyną. Było whisky, było słoneczko, było lato, było cool. Może wreszcie czas odejść od tego komputera? Muzyk nagrywając ten utwór zainspirował się i to bardzo dwoma klasycznymi, amerykańskimi kawałkami, tj. Werewolves of LondonWarrena Zevona oraz „Sweet Home AlabamaLynyrd Skynyrd. Ciekawostką jest, że zarówno Zevon, jak i paru członków grupy Lynyrd Skynyrd, poniosło tragiczną śmierć (ale to temat na inną, znacznie dłuższą opowieść) . Bardzo dobrze, że Kid Rock, nie bał się zabawy z tymi utworami, dzięki temu możemy się cieszyć, jednym z najsympatyczniejszych letnich przebojów.

1.Kate Perry – I Kissed a Girl

Utwór Kate Perry, kojarzący się po pierwszym odsłuchu z wczesnymi przebojami Madonny, ma wszystko to, co mają pozostałe hity, ale ma też to, czego one nie mają. Tak więc „I Kissed a Girl” ma nie tylko świetną melodię, ale również, nie jest sztuczny i infantylny (Rihanna), nie jest przekombinowany i przeprodukowany (Coldplay), nie ma w nim cudzych sampli (Kid Rock), no i nie wiążę się z niczyją śmiercią (Static Major). To wszystko pozwoliło utworowi Perry okupować przez 7 tygodni 1. miejsce Billboardu, a także dotrzeć na szczyt notowań w Australii, Austrii, Belgii, Danii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Irlandii, Izraelu, Japonii, Kanadzie, Meksyku, Niemczech, Norwegii, Nowej Zelandii, Szwajcarii, Szwecji, Turcji, Ukrainie, Wielkiej Brytanii i Włoszech.

…I kissed a girl and I liked it
The taste of her cherry chap stick…
Us girls we are so magical
Soft skin, red lips, so kissable
Hard to resist so touchable
Too good to deny it
Ain't no big deal, it's innocent

Mało ambitny, ale dość gorący tekst. Podoba mi się.

Underoath - Lost in the Sound of Separation

augustc
Underoath

Underoath to bardzo ciekawa kapela, tworząca w gatunku metalcore, którego dominującym elementem ą hałas, wrzaski i krzyki. Brzmi to przerażająco, ale Underoath potrafi grać również w sposób bardziej wysublimowany, dlatego też nowy krążek kapeli „Lost in the Sound of Separation” powinien być intrygującą rzeczą zarówno dla wielbicieli hardcore punka, heavy metalu oraz łagodniejszych form ekspresji.

W polskiej prasie i polskim Internecie jest naprawdę niewiele informacji o tej grupie, a szkoda. Underoath został założony w 1998 roku w mieście Ocala na Florydzie w USA. Ciekawym faktem jest to, iż Underoath grając niezwykle brutalny rodzaj muzyki jest kapelą chrześcijańską. Drugą bardzo istotną rzeczą jest to, że Underoath nie ma lidera. Co najwyżej można wyróżnić niezbyt męsko wyglądającego perkusistę i wokalistę Aarona Gillespie, który jako jedyny grał na wszystkich albumach grupy oraz gitarzystów: Spencera Chamberlaina, który także „krzyczy” i „warczy” na „Lost in the Sound of Separation” oraz Timothy’ego McTague. Przede wszystkim o czym w Polsce mało kto wie, Underoath odniósł duży sukces komercyjny i być może jest to najważniejsza kapela metalcorowa na świecie. Dowodem na ich popularność jest oczywiście lista Billboardu, na której dwa lata temu ich poprzedni, studyjny album „Define the Great Line” zadebiutował na 2. miejscu najlepiej sprzedających się albumów  w USA, natomiast „Lost in the Sound of Separation” z września tego roku dotarł do 8. miejsca listy bestsellerów.

„Lost in the Sound of Separation” jest oczywiście albumem agresywnym, szybkim, niespokojnym oraz dzikim. Aczkolwiek w swej drugiej części płyta nie jest już tak brutalna - do muzyki muzycy przemycili pierwiastek melodyjności. Szczególnie słychać to w singlu pilotującym „Lost in the Sound of Separation” zatytułowanym „Desperate Times, Desperate Measures” ilustrowanym znakomitym teledyskiem. Sam koniec płyty, gdzie znajdują się numery "Too Bright To See, Too Loud To Hear" oraz "Desolate Earth :: The End Is Here" jest chyba najlepszy. Zapewne dlatego, że muzycy bardzo się tu wyciszyli. W drugim z tych utworów dużo do powiedzenia ma klawiszowiec Underoath Christopher Dudley, który stworzył bardzo nastrojowy, elektroniczny kawałek.

Underoath bardziej melodyjny, gdzie więcej śpiewa Gillespie i więcej ma do powiedzenia Dudley jest bardziej przyjazny przypadkowym słuchaczom lubującym się w przebojach radiowych. Może kolejny album będzie w całośći utrzymany  w takim klimacie? Metalcorową misję członkowie Underoath wypełnili w stu procentach, a część „Lost in the Sound of Separation” pokazuje, że są na drodze do wypracowania nowego, unikalnego, czerpiącego dużo z metalcoru stylu. Takie utwory jak „The Created Void” czy "Emergency Broadcast :: The End Is Near" wskazują natomiast na olbrzymi potencjał tej ciekawej grupy.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci