Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Justin Timberlake - Man of the Woods

augustc

Justin_Timberlake__Man_of_the_Woods

Justin Timberlake - Man of the Woods (2018) RCA

01. Filthy – 4:53
    02. Midnight Summer Jam – 5:12
    03. Sauce – 4:05
    04. Man of the Woods – 4:03
    05. Higher, Higher – 4:18
    06. Wave – 4:24
    07. Supplies – 3:45
    08. Morning Light (feat. Alicia Keys) – 4:02
    09. Say Something (feat. Chris Stapleton) – 4:39
   10. Hers (Interlude) – 1:01
   11. Flannel – 4:49
    12. Montana – 4:39
    13. Breeze Off the Pond – 4:11
    14. Livin' Off the Land – 4:53
    15. The Hard Stuff – 3:15
    16. Young Man – 3:45

JustinTimberlakeFilthyOfficialVideoYouTube085712

Nowa płyta Justina Timberlake'a wzbudzała niezwykłe emocje jeszcze przed premierą. Dziennikarze muzyczni byli zgodni, że album  "Man of the Woods" będzie ważnym wydarzeniem na rynku muzycznym, mimo tego że żaden z poprzednich krążków artysty nie został uznany za wielkie dzieło. Przyczyną tego entuzjazmu było wypuszczenie w przeszłości przez Justina Timberlake'a w świat kilku znakomitych singli, m.in. "SexyBack", "My Love", "What Goes Around... Comes Around" dzięki którym artysta stał się jedną z największych ikon muzyki pop.

"Man of the Woods" potwierdza tezę, jaką dziennikarze ukuli o amerykańskim wokaliście stanowiącą, że Timberlake potrafi nagrać parę świetnych numerów, ale nie jest w stanie skonstruować albumu, który spełniłby oczekiwania słuchaczy w stu procentach. Piękna ballada "Higher higher" oraz szybkie kawałki "Filthy", "Midnight Summer Jam" oraz "Livin' Off the Land" ukazują ogromne możliwości wokalne artysty, jego sprawność w układaniu melodii oraz pomysłowość w tworzeniu ciekawie brzmiących utworów, będących miksem popu, elektroniki, r&b oraz country. Jednak pomimo tego, że na płycie znajduje się kilka naprawdę dobrych numerów album "Man of the Woods" w całości jest dość ciężki do przełknięcia.

Prawdopodobnie produkcja większej ilości utworów przełożyła się negatywnie na jakość wykonania. Nowy album amerykańskiej gwiazdy jest bowiem dobry tylko wtedy, gdy słucha się kilku poszczególnych piosenek i pomija resztę. Problem Timberlake'a z produkcją ogromnej ilości materiału naraz fani znają zresztą od lat - w 2013 roku artysta wypuścił na rynek dwie płyty zatytułowane "The 20/20 Experience", które zawierały łącznie ponad 140 minut muzyki.

Bon Jovi - This House Is Not for Sale

augustc

JonBonJoviapril102017billboard1548

Bon_Jovi__This_House_Is_Not_For_Sale

Bon Jovi - This House Is Not for Sale (2018) Island

01. When We Were Us - 3:34 (WYDANIE Z 2018 ROKU!)
02. Walls - 3:38 (WYDANIE Z 2018 ROKU!)
03. This House Is Not for Sale – 3:36
   04. Living With the Ghost – 4:44
   05. Knockout – 3:29
   06. Labor Of Love – 5:03
    07. Born Again Tomorrow – 3:33
   08. Roller Coaster – 3:40
    09. New Year's Day – 4:27
    10. The Devil's In The Temple – 3:19
   11. Scars on This Guitar – 5:06
    12. God Bless This Mess – 3:23
   13. Reunion – 4:14
    14. Come On Up To Our House – 4:35

Gdy na początku tygodnia magazyn "Billboard" ogłosił, że płyta zespołu Bon Jovi "This House Is Not for Sale" po raz kolejny zdobyła szczyt amerykańskiej listy przebojów ludzie interesujący się muzyką przecierali oczy ze zdumienia. Album ukazał się bowiem pod koniec 2016 roku i od razu doszedł do 1. miejsca Billboardu. Było to tuż przed premierami longplayów "We Got It from Here... Thank You 4 Your Service" A Tribe Called Quest oraz "Hardwired... to Self-Destruct" Metalliki, czyli dość dawno.

Płyta szybko wypadła z czołówki bestsellerów i dziennikarze postawili już na niej krzyżyk uznając, że ten krążek to przeszłość. Ogromny wzrost sprzedaży w ciągu ostatnich paru dni "This House Is Not for Sale" zadziwił jednak nawet fanów zespołu Jona Bon Jovi. Rockmeni rządzący na światowych listach w połowie lat 80. i na początku 90. zepchnęli z piedestału samego Kendricka Lamara, a parę dni później okazało się, że Bon Jovi to najlepiej sprzedający się wykonawca ostatnich dni w Stanach!

Wpływ na to ma rozpoczynająca się trasa koncertowa promująca "This House Is Not for Sale" w Stanach i związana z nią promocja (akcja dodawania albumu do każdego zakupionego biletu na koncert, co liczyło się jako sprzedaż) oraz to, że Bon Jovi jest jednym z wykonawców, który zostanie w tym roku wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Zespół z okazji wspomnianych wydarzeń  nagrał dwie bardzo dobre, aczkolwiek dość schematyczne piosenki "When We Were Us" oraz "Walls" i dołączył je do nowej edycji albumu "This House Is Not for Sale".

Na temat muzyki wypełniającej najnowszy krążek Bon Jovi nie da się niczego odkrywczego napisać. Płytę wypełnia pop-rockowy materiał świetnie sprawdzający się na stadionach, który jest bardzo podobny do tego co zespół prezentuje od kilkudziesięciu lat i chyba nie ma na świecie osoby nie kojarzącej stylu formacji oraz głosu jej lidera. Niestety "This House Is Not for Sale" jest albumem dość przeciętnym, którego nie ratuje kilka świetnych kompozycji znajdujących się tutaj. Oprócz wspomnianego numeru "Walls", który zapewne będzie rozbrzmiewał na najbliższych koncertach grupy, warto posłuchać utworów "Knockout", "Labor of Love", "This House Is Not for Sale" (wszystkie trzy promowały krążek) oraz "Living With the Ghost".

Generalnie najnowszego albumu rockowego giganta można bez bólu przesłuchać, jednak obok genialnego krążka "Slippery When Wet" nie można go nawet położyć.

Hookworms - Microshift

augustc

Hookworms__Microshift

Hookworms - Microshift (2018) Domino

1. Negative Space - 6:57
2. Static Resistance - 3:49
3. Ullswater - 7:08
4. The Soft Season - 4:01
5. Opener - 8:37
6. Each Time We Pass - 5:16
7. Boxing Day - 2:19
8. Reunion - 2:51
9. Shortcomings - 5:41

Hookworms

Wydaje wam się, że Hookworms to niepozorna, nic nieznacząca nazwa? Nic bardziej mylnego. Wyraz Hookworm w języku polskim oznacza tęgoryjca dwunastnicy, czyli pasożyta człowieka należącego do rodziny nicieni. Urocze, prawda? Anglicy przy wymyślaniu tej nazwy myśleli zapewne o wywołaniu jak największej konsternacji u odbiorców i na pewno też dobrze się przy tym bawili.

Kapela istnieje już osiem długich lat, jednak o Hookworms głośno jest dopiero teraz. "Microshift" to trzeci studyjny album zespołu i pierwszy, który go tak rozsławił. Jest to najlepiej przyjęta przez krytyków tegoroczna płyta (numer jeden 2018 roku na stronie metacritic.com na dzień 6 marca 2018 r.). Microshift to także album, który otrzymał maksymalną liczbę punktów w bardzo prestiżowych i opiniotwórczych gazetach "NME" i "The Guardian". Koniecznie trzeba się więc nad nim pochylić.

Wielu dziennikarzy porównuje najnowsze nagrania formacji z Leeds do dokonań uwielbianych przez prasę wykonawców LCD Soundsystem, No Age, Clinic czy też Wooden Shjips, jednak już po pierwszym przesłuchaniu można wyłapać inne, bardzo szlachetne inspiracje. Zapadający w pamięć "Boxing Day" oferuje kakofonię dźwięków niczym z jakiegoś pokręconego utworu jazzowego albo jak kto woli z ostatnich nagrań nieodżałowanego Davida Bowiego. Słyszalny jest też w tym kawałku wczesny synthpop. Następujący zaraz po nim rozmarzony utwór "Reunion" to rzecz podobna do muzycznych pejzaży Briana Eno. "Opener", "Negative Space" i "Static Resistance" nawiązują do nagrań kultowych niemieckich formacji Neu! i Kraftwerk, z kolei bardziej piosenkowy "Ullswater" kojarzy się z dokonaniami New Order.

Generalnie rzecz biorąc najnowsza płyta Hookworms jest dziełem dobrym, jednak na pewno nie jest to album tak genialny jakby to chcieli wpływowi brytyjscy dziennikarze muzyczni (być może publicyści chcieli wynagrodzić muzykom wszystkie nieszczęścia, jakie spotkały zespół podczas powodzi, która nawiedziła Leeds w 2015 roku). Albumu "Microshift" na pewno fajnie się słucha, jednakże nie sprawia on niebiańskiej rozkoszy, a tego się przecież oczekuje od najlepszych płyt.

Stormzy - Gang Signs & Prayer

augustc

Stormzy__Gang_Signs__Prayer

Stormzy - Gang Signs & Prayer (2017) #Merky, Warner

 01. First Things First – 3:27
   02. Cold – 2:36
   03. Bad Boys (ft. Ghetts & J Hus) – 4:06
   04. Blinded by Your Grace, Pt. 1 – 2:40
    05. Big for Your Boots – 3:58
    06. Velvet/Jenny Francis (Interlude) – 5:39
    07. Mr Skeng – 3:17
   08. Cigarettes & Cush (ft Kehlani & Lily Allen) – 5:49
   09. 21 Gun Salute (Interlude) (ft Wretch 32) – 2:26
    10. Blinded by Your Grace, Pt. 2 (ft MNEK) – 3:50
   11. Return of the Rucksack – 3:04
   12. 100 Bags – 3:37
    13. Don't Cry for Me (ft Raleigh Ritchie) – 3:34
   14. Crazy Titch (Interlude) – 2:40
   15. Shut Up – 2:46
    16. Lay Me Bare – 5:04

Ta płyta ukazała się ponad rok temu, jednak dopiero niedawno znalazła się na ustach wszystkich. Debiutancki album angielskiego rapera Stormzy'ego "Gang Signs & Prayer" był już tematem dyskusji fanów czarnej muzyki jeszcze przed premierą. Artysta otrzymał kilka wyróżnień w latach ubiegłych, a jego utwór "Shut Up" był chętnie słuchany na długo przed premierą debiutanckiego krążka. "Gang Signs & Prayer" spełnił oczekiwania brytyjskich mediów i szybko stał się bestsellerem. Jednak zdecydowanie największy rozgłos płyta zyskała parę dni temu, gdy Stormzy opuszczał galę rozdania nagród BRIT. Raper został niezwykle doceniony. Zgarnął nagrodę dla najlepszego artysty, a "Gang Signs & Prayer" został uznany za najlepszy brytyjski album minionego roku!

Było to pewnego rodzaju zaskoczenie, gdyż hip-hop nie jest specjalnie kojarzony z Wyspami Brytyjskimi. Od pokoleń brytyjscy muzycy rozbudzają wyobraźnię ludzi na całym świecie, jednak nie było wśród nich rapera. To się prawdopodobnie nie zmieni w przeciągu najbliższego roku, ale trzeba zauważyć, że hip-hop rodem z Wielkiej Brytanii ma się dobrze jak nigdy przedtem. Stormzy jest bowiem pierwszym raperem, który został nagrodzony Brit w najważniejszej kategorii, tj. za album roku.

Pierwsze co uderza przy zetknięciu się z tą płytą jest jej szokująca okładka przedstawiająca ubranych na czarno i zamaskowanych ludzi siedzących przy stole niczym Chrystus i apostołowie podczas Ostatniej Wieczerzy. Muzyka na "Gang Signs & Prayer" jednak już tak bardzo nie zaskakuje. Co prawda osoby, które wezmą tę płytę do ręki przez przypadek mogą być lekko skonfundowani, ale ludzie znający chociaż trochę angielski hip-hop już nie. Twórczość Michaela Ebenazera Kwadjo Omari Owuo Jr. (tak naprawdę nazywa się Stormzy) jest bowiem bardzo zbliżona do muzyki dość znanych twórców hip-hopowych Kano, Skepty, Tinie Tempaha i Wileya, wielkiego idoly Stormzy'ego.

Najciekawsze z tego albumu są hipnotyczne, przepełnione fajnym brzmieniami elektronicznymi kawałki "First Things First" i "Shut Up", dynamiczne numery "Big for Your Boots" i "Mr Skeng" oraz ballady "Cigarettes & Cush" i "Blinded by Your Grace, Pt. 2". Warto jednak podkreślić, że dwa ostatnie numery to nie jest tak do końca grime (brytyjski odpowiednik hip-hopu), tylko rasowe pieśni R&B przypominające dokonania amerykańskich twórców tego gatunku. Resztę piosenek można spokojnie pominąć.

"Gang Signs & Prayer" to na pewno płyta dość dobra, której się przyjemnie słucha, ale ciężko się nią zachwycić. Dla mieszkańców Croydon (dzielnica Londynu z której pochodzi Stormzy, ale również Adele) oraz fanów angielskiego rapu jest to pozycja obowiązkowa. Dla wszystkich innych muzyczna ciekawostka, której powinno się posłuchać, gdyż zdobyła serca większości brytyjskich krytyków w ostatnich miesiącach.

Kendrick Lamar - Black Panther: The Album

augustc

Black_Panther

Kendrick Lamar - Black Panther: The Album (2018) Top Dawg

01. Black Panther (Kendrick Lamar) – 2:11
    02. All the Stars (Kendrick Lamar & SZA) – 3:56
    03. X (Schoolboy Q, Kendrick Lamar, 2 Chainz & Saudi) – 4:27
    04. The Ways (Khalid & Swae Lee) – 3:59
    05. Opps (Vince Staples, Kendrick Lamar & Yugen Blakrok) – 3:01
    06. I Am (Jorja Smith & Kendrick Lamar) – 3:29
    07. Paramedic! (SOB X RBE & Kendrick Lamar) – 3:39
    08. Bloody Waters (Ab-Soul, Anderson Paak, Kendrick Lamar & James Blake) – 4:32
    09. King's Dead (Jay Rock, Kendrick Lamar, Future & James Blake) – 3:50
    10. Redemption Interlude – 1:25
    11. Redemption (Zacari, Kendrick Lamar & Babes Wodumo) – 3:42
    12. Seasons (Mozzy, Sjava & Reason) – 4:02
    13. Big Shot (Kendrick Lamar & Travis Scott) – 3:42
    14. Pray for Me (The Weeknd & Kendrick Lamar) – 3:31

All_the_Stars

kendricklamarszaallthestars

Fani emocjonującego filmu science-fiction "Czarna Pantera" nie mogli sobie wymarzyć lepszego soundtracku. Album wyprodukował Kendrick Lamar, który na dzień obecny jest nie tylko najlepiej sprzedającym się artystą w Stanach, ale jest również uważany za głos pokolenia. Raper świetnie wywiązał się ze wszystkich zadań, jakie na nim spoczywały. "Black Panther: The Album" jest krążkiem bardzo przemyślanym, pełnym świetnych rozwiązań i melodyjnym, gdzie nowoczesne brzmienia płynnie mieszają się z etnicznymi dźwiękami. To ostatnie sprawia, że Kendrick Lamar jest tym samym nie tylko kluczową postacią czarnej sceny, ale również pojętnym uczniem Petera Gabriela. To zapewne zbyt daleko idące porównanie, ale "Black Panther: The Album" słucha się z równym zainteresowaniem co legendarnego krążka "Security" Petera Gabriela, łączącego w sobie elementy tradycyjnej muzyki europejskiej z gatunkami muzyki spoza Europy.

To co jednak najbardziej ucieszy fanów ładnych piosenek pop granych w radiu to fakt, że Kendrick wraz z pozostałymi muzykami nagrał kilka bardzo chwytliwych przebojów dla mas niczym gwiazdy muzyki pop. Co innego można bowiem powiedzieć o niezwykle przebojowym nagraniu promującym całość "All the Stars" zaśpiewanym do spółki z SZA jak, że jest to porządnie zrobiony radiowy hit? Numer zrobił wrażenie nie tylko na zwykłych fanach muzyki pop, ale również na największych znawcach tematu. Przykładowo dziennikarz magazynu "Rolling Stone", Jon Blistein zachwycił się kawałkiem określając wersy Lamara jako prowokacyjne, natomiast strofy śpiewane przez SZA jako zniewalające. Po tym numerze płyta robi się troszkę mniej ciekawa, gdyż następujące po "All the Stars" wlekące się niczym ślimaki utwory "X" i "The Ways" trochę usypiają. Dynamika i przebojowość wracają jednak wraz z bardzo dobrym utworem "Opps", będącym popisem Vince'a Staplesa, Kendricka Lamara i Yugena Blakroka.

"Black Panther: The Album" oprócz dwóch wspomnianych numerów ma jeszcze wiele dobrego do zaoferowania. Koniecznie trzeba się zapoznać z: sennym, namiętnym i pysznie zaaranżowanym  numerem "I Am" zaśpiewanym przez Jorję Smith, apatycznym, lecz pełnym pięknych dźwięków i posiadającym ładną melodię "Bloody Waters", soulową miniaturką Redemption Interlude", rytmicznym Redemption" oraz wieńczącym dzieło "Pray for Me", nawiązującym do przebojów pop z lat 80. i będącym wokalnym popisem The Weeknda.

Konkludując "Black Panther: The Album" to dzieło, którego koniecznie trzeba posłuchać oraz krążek na którym Kendrick Lamar z powodzeniem zaprezentował przeboje dla przeciętnych słuchaczy radia. Jeden z największych obecnie bestsellerów muzycznych ma słabsze punkty, chociażby wspomniane "The Ways" czy też "Paramedic!", ale w żaden sposób ich obecność nie przeszkadza w bardzo pozytywnym odbiorze całości, która jest ucztą dla miłośników czarnych brzmień.

U.S. Girls - In a Poem Unlimited

augustc

U.S.Girls__In_a_Poem_Unlimited1

U.S. Girls - In a Poem Unlimited (2018) 4AD

1. Velvet 4 Sale - 3:44
2. Rage of Plastics - 4:27
3. M.A.H. - 2:54
4. Why Do I Lose My Voice When I Have Something to Say - 0:25
5. Rosebud - 3:09
6. Incidental Boogie - 3:23
7. L-Over - 4:05
8. Pearly Gates - 4:02
9. Poem - 3:30
10. Traviata - 0:12
11. Time - 7:48

"In a Poem Unlimited" to nie tylko szósty studyjny album amerykańskiej piosenkarki Meghan Remy, ale też dzieło dla niej przełomowe. Artystka ukrywająca się pod pseudonimem U.S. Girls działa na rynku nieprzerwanie od ponad 10 lat. W ciągu tego czasu zaskarbiła sobie przychylność dziennikarzy takich mediów jak "Pitchfork" czy też" Allmusic", jednak dopiero o najnowszym krążku Amerykanki mówią absolutnie wszyscy w branży. "In a Poem Unlimited" to album niezwykle mocny, momentami wręcz powalający. Największe wrażenie robi zdecydowanie początek krążka, składający się hipnotycznego, jazzującego numeru "Velvet 4 Sale", rytmicznego z niezwykle chwytliwym refrenem kawałka "Rage of Plastic" oraz tanecznego "M.A.H", nawiązującego do dokonań Blondie oraz Davida Bowiego z czasów "Station to Station". Co wrażliwszych na muzykę słuchaczy ten zestaw powali na ziemię. "In a Poem Unlimited" warto jednak posłuchać do końca i to więcej niż raz. Dalej bowiem też jest dobrze. Elektroniczny, wolno toczący się numer "Rosebud" z ciekawą partią smyków przypomina trochę twórczość Yoko Ono, do której dziennikarze uwielbiają porównywać Meghan, hałaśliwy kawałek "Incidental Boogie" nawiązuje do industrialu, natomiast "Pearly Gates" to według wielu utwór, pod którym mógłby podpisać się Snoop Dogg, gdyby jeszcze nagrywał takie dobre piosenki jak "Gin And Juice". Podsumowując trzeba stwierdzić, że ten krążek jest niezwykle dobry, ponieważ jest niezwykle wyrafinowany, artystowski i łączy w sobie najlepsze elementy rocka, jazzu, funku czy też muzyki dyskotekowej. Najważniejsze z tego jest jednak to, że można go polecić zarówno osobom, które chcą posłuchać ładnych piosenek oraz ambitniejszym słuchaczom, lubującym się w analizowaniu tekstów (The Guardian napisał o krążku -radosny pop spotyka muzykę zaangażowaną) i rozbijaniu muzyki na czynniki pierwsze. "In a Poem Unlimited" to takie "wyjście z szafy" dla Meghan Remy, kolejny krążek (przy tym poziomie) powinien osiągnąć wielki sukces komercyjny.

Franz Ferdinand - Always Ascending

augustc

Franz_Ferdinand__Always_Ascending

Franz Ferdinand - Always Ascending (2018) Domino

01. Always Ascending – 5:21
   02. Lazy Boy – 2:59
   03. Paper Cages – 3:40
   04. Finally – 3:09
    05. The Academy Award – 4:14
    06. Lois Lane – 3:34
    07. Huck and Jim – 3:35
    08. Glimpse of Love – 3:12
   09. Feel the Love Go – 4:46
    10. Slow Don't Kill Me Slow – 5:18

Alex_Capranos

na zdjęciu: Alex Capranos z dumą prezentuje nową płytę swojego zespołu

Gdy tylko ten szkocki zespół pojawił się na scenie od razu wywołał zamieszanie. Franz Ferdinand co prawda wyraźnie nawiązywał do dokonań funk rockowych i art rockowych klasyków popularnych na przełomie lat 70. i 80. takich jak: Gang of Four, Roxy Music, Sparks oraz The Stranglers, jednak muzyka zespołu była jednocześnie tak świeża i melodyjna, że z muzycy z Glasgow z miejsca stali się ulubieńcami wszystkich Brytyjczyków oraz fanów rocka na całym świecie.

2004 rok zdecydowanie należał do Franz Ferdinand. Szkoci zdobyli wszystkie najważniejsze wyróżnienia w branży muzycznej: NME Award, Mercury Prize, Ivor Novello Award, MTV Award oraz Brit Award, a ich debiutancki album "Franz Ferdinand" sprzedał się w nakładzie miliona dwustu siedemdziesięciu tysięcy kopii w samej tylko Wielkiej Brytanii. Kolejne lata nie były już tak udane dla Szkotów. Co prawda grupa dalej była popularna, a ich płyty znajdowały uznanie krytyki, ale nikt już nie szalał przy nagraniach Franz Ferdinand tak jak na początku stulecia. Tak też będzie w tym roku.

Piąty studyjny album Alexa Capranosa i spółki jest może i dobry, ale nie jest tak interesujący, melodyjny i nie wgniata słuchaczy w ziemię jak najlepsze nagrania Franz Ferdinand. "Always Ascending" niewiele się tak na dobrą sprawę różni od poprzednich osiągnięć kapeli. To w dalszym ciągu zabarwiony niewielką ilością elektroniki taneczny rock, zainspirowany nową falą oraz może trochę bardziej niż przy pamiętnym debiucie twórczością The Stranglers.

Oczywiście nową płytę Franz Ferdinand można z czystym sumieniem polecić każdemu miłośnikowi dobrego rocka. To w dalszym ciągu świetny zespół, który znajduje się w dość dobrej dyspozycji, aczkolwiek żaden utwór z "Always Ascending" w żaden sposób nie dorównuje najciekawszym nagraniom ostatnich miesięcy.

Muzyka na Święto Zakochanych

augustc

Love_Songs
Święto Zakochanych jest znakomitą okazją, aby przypomnieć sobie największe miłosne hity muzyki popularnej. Oto część z nich:
1. K-CI & Jojo - "All My Life". Bracia Hailey pojawili się na rynku znienacka i bardzo szybko zdobyli ogromną popularność. Pod koniec lat 90. ich blask wręcz oślepiał. Jednak ten soulowy duet szybko i równie niespodziewanie stracił na znaczeniu. Zaledwie dwa lata po wielkim sukcesie miłosnej pieśni "All My Life" nikt o nich nie pamiętał.
2. Haim - "Little of Your Love". Haim to obecnie najpopularniejszy żeński zespół pop-rockowy świata. Tak jak w poprzednim przypadku zespół tworzy rodzeństwo. Warto posłuchać miłosnego singla sióstr "Little of Your Love", tym bardziej, że Haim może zgarnąć za tydzień nagrodę Brit dla najlepszego zespołu świata.
3. John Legend - "All of Me". Ten numer zna chyba każdy. Największy hit Johna Legenda nie tylko zrzucił z najwyższego miejsca Billboardu "Happy" Pharella Williamsa, ale również uczynił jego twórcę legendą.
4. Bruno Mars - "Just The Way You Are". Jeden z pierwszych przebojów nowego Króla Popu.
5. Taylor Swift - "Love Story". To właśnie ten numer 10 lat temu rozpoczął jedną z najbardziej spektakularnych karier w historii show-biznesu. Dla romantyków oraz wielbicieli muzyki country to do dziś najważniejsza piosenka Taylor Swift, mimo spektakularnego sukcesu płyty "1989".
6. Elton John - "Your Song". Tego pana chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. "Love Song" to jedna z muzycznych sygnatur Brytyjczyka i jedna z najpiękniejszych piosenek o miłości według wielu.
7. Styx - "Lady" - Na liście nie mogło zabraknąć rockowej ballady. Zamiast oklepanych hiciorów Guns n' Roses warto sięgnąć po trochę starsze nagranie amerykańskiej grupy Styx. Numer "Lady" nie stał się aż takim hitem jak "Babe", ale koniecznie trzeba posłuchać tego rockowego klasyka.
8. Crosby, Stills, Nash & Young - "Our House". Barokowy pop w najlepszym możliwym wydaniu z jednej z płyt wszech czasów według magazynu "Rolling Stone". 
9. Bruce Springsteen - "Tunnel of Love". Miłosne, rockowe pląsy od Bruce'a Springsteena rozkręcały niejedną potańcówkę w latach 80.
10. The Cure -"Lovesong". W tym dniu nie wolno zapomnieć o Gotach, którzy lubują się w romantycznych historiach.
11. Berlin - "Take My Breath Away" - Ten kawałek można określić jako udany mariaż kina i muzyki pop.
12. Thompson Twins - "Hold Me Now". Jak widać nowofalowi twórcy też nie unikali tematu miłości.
13. Christina Aguilera - "Love for All Seasons". Dziennikarze określili debiutancki album Christiny Aguilery mianem "pop dla nastolatków". Nie pomylili się ani trochę. Aguilera na przełomie wieków stałą się idolką całej młodzieży. Jak widać młodzi ludzie też interesują się miłością, skoro słuchają numerów takich jak ten.
14. Hootie & the Blowfish - "Only Wanna Be with You". Mało kto kojarzy nazwę Hootie & the Blowfish, jednak ten zespół ma na koncie jeden z największych bestsellerów w historii muzyki "Cracked Rear View" (7. najlepiej się sprzedający album lat 90. w USA). To właśnie z tego klasycznego rockowego krążka pochodzi jedna z najsłynniejszych miłosnych pieśni "Only Wanna Be with You".
15. Jewel - "You Were Meant For Me". Nawet folkowcom nie jest obcy temat miłości. Jewel to co prawda urocza blondynka, a nie brodaty drwal, ale Jewel inspirowała się muzyką zarośniętych ludzi lasu. To spowodowało, że stała się ulubienicą farmerów, leśniczych i całej białej, konserwatywnej Ameryki. Pomijając te wszystkie fakty "You Were Meant For Me" to na pewno utwór godny przesłuchania, tym bardziej w takim dniu jak Święto Zakochanych.  
16. Yeah Yeah Yeahs - "Maps". Uwielbiana przez fanów alternatywnego rocka punkowa ballada, która przyniosła sławę nowojorskiemu trio.
17. Snow Patrol - "Chasing Cars". Zwrot "Chasing Cars" została użyty przez ojca frontmana grupy Snow Patrol, w odniesieniu do dziewczyny, w której podkochiwał się wokalista - "Jesteś jak pies goniący samochód. Nigdy go nie złapiesz, a jeśli byś tego dokonał, nie wiedziałbyś, co z nim zrobić". Stąd wziął się tytuł jednego z największych przebojów poprzedniej.
18. Beyonce - "Single Ladies" i 19. Elvis Presley - "Heartbreak Hotel" - W Dniu Zakochanych nie wolno zapominać o singlach. Propozycja 18 jest teoretycznie skierowana dla kobiet, natomiast 19 dla mężczyzn, aczkolwiek te dwa numery to już absolutne klasyki, które sprawią przyjemność każdemu, niezależnie od płci i stanu cywilnego.
20. Peter Frampton - "Baby, I Love Your Way". Całość zamyka jeden z największych radiowych hitów w historii (spopularyzowany w latach 90. przez grupę reggae Big Mountain) i na pewno najbardziej rozpoznawalny kawałek legendarnego gitarzysty Petera Framptona. Wersja piosenki znajdująca się na playliście pochodzi z wielkiego koncertowego albumu "Frampton Comes Alive!", absolutnego numeru jeden 1976 roku!
Kolejność słuchania utworów bez znaczenia. Niech wyżej wymienione piosenki uprzyjemnią Wam dzień! Miłego Dnia Zakochanych!

Era - The 7th Sword

augustc

ERA__The_7th_sword

Era - The 7th Sword (2017) Decca Records

 

1. Hurricane
2. 7 Seconds
3. Kilimandjaro – Brian Levi remix
4. Ameno – The City Remix
5. I Fall For You
6. Something Exciting
7. Agnus Deorem
8. Nomen Adore
9. I Believe

Słuchacze uwielbiający średniowieczne historie o nieokrzesanych, barbarzyńskich, cuchnących krwią i stalą wojownikach, fantazyjnych maszyneriach krasnoludów oraz smokach gustują w wykonawcach takich jak ERA. Artystach, którzy w swojej twórczości łączą nowoczesną elektronikę oraz elementy muzyki klasycznej. Tego rodzaju twórcy największą popularnością cieszyli się w latach 90. To właśnie wtedy na scenie pojawił się Francuz Eric Levy, nawiązujący do będącej u szczytu sławy Enigmy oraz średniowiecznych pieśni katarów. Eric Levy zaskoczył wszystkich natchnioną pieśnią "Ameno",  opartą na ciekawych, wielogłosowych partiach wokalnych i ładnej syntezatorowej melodii w stylu wspomnianej Enigmy. Utwór stał się gigantycznym hitem sprzedażowym, między innymi też w Polsce, i jest do dzisiaj jedną z najbardziej rozpoznawalnych kompozycji muzyki popularnej. Od czasu wydania singla minęło 20 lat. Eric Levy cały czas był obecny na rynku, jednak nie stworzył już nic tak fascynującego i poruszającego masową wyobraźnię jak "Ameno". Prawdopodobnie dlatego Francuz przypomniał o sobie fanom takim albumem jak "The 7th Sword" - nawiązującym do chwalebnych czasów, ale jednocześnie wtórnym, mało pomysłowym i dla obeznanych w tego typu  klimatach słuchaczy wręcz nudnym. Na "The 7th Sword" znajduje się więc między innymi: nowa wersja obchodzącego 20. rocznicę wydania utworu "Ameno", przeróbka hitu "7 Seconds" Youssou N'Dour i Neneh Cherry, a także nowa wersja kawałka "I Believe", powstałego specjalnie dla papieża Jana Pawła II, równie dawno co "Ameno". Na nowej płycie artysty są też inne mniej zapadające w pamięć utwory, które również są utrzymane w tym samym, dobrze znanym i lubianym stylu. Co prawda po "The 7th Sword" nikt niczego nie oczekiwał i płytę da się przesłuchać i nawet momentami dobrze przy tym bawić, jednakże ten album jest wyjątkowo niegodny polecenia. Po pierwsze nie ma tu nic nowego dla fanów popu, łączącego w sobie syntezatorowe brzmienia z klasyką. Po drugie nie ma dobrych, nowych kompozycji. Wreszcie najważniejsze - fani "Gry o Tron", Wiedźmina, smoków czy też Conana mają w czym wybierać. Zamiast nowego, mało odkrywczego pseudo -albumu Ery mogą sobie zapuścić Dead Can Dance, Kitaro, Michaela Cretu, Deep Forest, Beautiful World, Vangelisa, Clannad, Gregorian, a nawet Nighwish czy też Schillera. Na pewno lepiej na tym wyjdą niż słuchając najnowszych popłuczyn Erica Levy'ego.  

Camila Cabello - Camila

augustc

Camila_Cabello__Camila

Camila Cabello - Camila (2018) Epic

    01. Never Be the Same – 3:47
    02. All These Years – 2:44
    03. She Loves Control – 2:57
    04. Havana (feat. Young Thug) – 3:36
   05. Inside Out – 3:02
    06. Consequences – 2:58
   07. Real Friends – 3:33
    08. Something's Gotta Give – 3:56
   09. In the Dark – 3:39
   10. Into It – 2:55
   11. Never Be the Same (Radio Edit) – 3:47

Camila

Nie ulega wątpliwości, że Camila Cabello była największą gwiazdą poprzedniego miesiąca. Wokalistka, która zasłynęła w grupie Fifth Harmony, na początku roku wydała debiutancki album "Camila". Był on zdecydowanie najchętniej kupowanym krążkiem oraz jednocześnie najczęściej komentowanym albumem wydanym w pierwszych tygodniach 2018 roku.
Ten sukces artystka zawdzięcza nie tylko romantycznemu i gorącemu przebojowi "Havana", ale także temu jak wygląda. Piosenkarka bowiem  swoim wyglądem oraz seksapilem rozgrzewa mężczyzn do czerwoności. Można oczywiście uwielbiać za te dwie rzeczy młodziutką kubańską artystkę, jednak nazywanie jej przez dziennikarzy muzycznych nową królową popu jest sporym nadużyciem. Do Camili bardziej pasują określenia bogini miłości, demon seksu czy też królowa namiętności niż królowa czy też księżniczka popu. Wszystko dlatego, że debiutancka studyjna płyta kubańskiej boginki jest zwyczajnie przeciętna i zawiera tylko parę interesujących momentów ( "Never Be the Same", "She Loves Control" oraz genialną "Havanę"), które jednak w większości wypadków nie wytrzymują porównania z klasycznym popem sprzed lat.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci