Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Queen - The Game

augustc

Queen__The_Game

Queen - The Game (1980) EMI

 01. Play the Game - 3:30
    02. Dragon Attack - 4:18
    03. Another One Bites the Dust - 3:35
    04. Need Your Loving Tonight - 2:50
    05. Crazy Little Thing Called Love - 2:44
    06. Rock It" (Prime Jive) - 4:33
    07. Don't Try Suicide - 3:52
    08. Sail Away Sweet Sister - 3:33
    09. Coming Soon - 2:51
    10. Save Me - 3:50

thegamesrodek.jpeg

Wraz z premierą ósmego studyjnego albumu Queen wszystko się zmieniło. "The Game" to pierwsza płyta zespołu, gdzie muzycy wykorzystali elektrofony elektroniczne. Brian May w połowie lat 70. w wywiadach dumny jak paw podkreślał, że jego grupa w ogóle nie korzysta z syntezatorów i brzmienia, które słyszymy są dźwiękami "żywych" instrumentów. Tą istotną zmianę sygnalizuje już pierwszy utwór na płycie - hard rockowa ballada "Play the Game". Utwór rozpoczyna się serią nachodzących na siebie, pędzących dźwięków pochodzących z syntezatora Oberheim OB-X.

Po drugie to album, gdzie wszyscy muzycy wyłożyli mocne karty na stół. O ile lata 70. były okresem dominacji Mercury'ego, to po 1980 roku wszyscy muzycy mieli w grupie dużo do powiedzenia. Jest to bardzo ważne w kontekście późniejszych wydarzeń, gdy Freddie zachorował.

W końcu zmiana imażu Freddiego Mercury'ego. Artysta ściął włosy, założył na plecy skórę, a na samym końcu zapuścił klasycznego wąsa. Wyglądał jak stereotypowy gej, którym notabene był.

"The Game" ma kilka mocnych, zapadających w pamięć momentów. Równie piękną balladą jak "Play the Game" jest "Save Me", zagrana na akustykach, gitarze elektrycznej, fortepianie oraz syntezatorach. Utwór jest autorstwa Briana Maya i jest poświęcony wszystkim tym, którzy przeżywają zawody miłosne. Zresztą Brian na "The Game" popisał się nie tylko tą piosenką. Gitarzysta zaśpiewał balladę "Sail Away Sweet Sister", który swoim gitarowym opracowaniem przypomina czasy "A Night at the Opera", a najbardziej "Prophet's Song"!

Najmocniejszą kartę wyłożył jednak będący do tej pory w cieniu pozostałych członków zespołu John Deacon. To on napisał funkowy numer "Another One Bites the Dust", który był największym hitem zespołu w latach 80. Zdominowany przez rewelacyjny basowy riff kawałek ma ciekawy tekst opisujący porachunki mafijne ("Steve ostrożnie kroczy w dół ulicy/Z głęboko zaciągniętym kapeluszem/Nie słychać nic, tylko jego kroki/Karabiny maszynowe gotowe do ataku /Kolejny poszedł do piachu/I o jednego mniej, i następny przepadł/Kolejny poszedł do piachu") oraz intrygujące, aczkolwiek bardzo subtelne zagrywki gitarowe.Co ciekawe to właśnie ten utwór był wielką inspiracją dla Michaela Jacksona, gdy pisał "Smooth Criminal". Co więcej to właśnie Jackson namówił członków Queen do wydania "Another One Bites the Dust" na singlu! Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Utwór doszedł do 1. miejsca listy przebojów w Stanach Zjednoczonych i sprzedał się w ilości ponad 7 milionów egzemplarzy!

Porównywalnie wielkim przebojem okazał się utrzymany w stylu rockabilly (wczesny rock 'n' roll) numer "Crazy Little Thing Called Love". Piosenka także doszła do 1. miejsca w USA (jako pierwszy utwór zespołu!) i była kolejnym czytelnym hołdem Mercury'ego dla Elvisa Presleya.

Reszta utworów na płycie nie wzbudza już tak wielkich emocji, aczkolwiek są to bardzo przyzwoite piosenki. Przykładowo w niezwykle surowym "Dragon Attack" wyróżnia się przewijający się przez cały utwór wgniatający w ziemię basowy riff, solo Taylora na perkusji oraz przytłaczające chórki w refrenie. Z kolei "Rock It (Prime Jive)" to właściwie dwa utwory. Pierwsza część utworu zaśpiewana przez Freddiego Mercury'ego przypomina ballady zespołu KISS, z kolei druga to szybki i mocny numer rockowy, zaśpiewany przez Rogera Taylora nawiązuje do wesołego, amerykańskiego rocka spod znaku The J.Geils Band oraz w sumie też KISS.

"The Game" to na pewno album, z którym koniecznie trzeba się zapoznać. Jest bardzo równy, znakomicie się sprzedał (jako jedyny krążek zespołu doszedł do 1. miejsca listy przebojów w USA) i zawiera cztery duże przeboje grupy (chodzi oczywiście o "Play the Game", "Save Me","Another One Bites the Dust" i "Crazy Little Thing Called Love"). Warto jednak podkreślić, że Queen jest najbardziej znany i ceniony z rockowego hymnu "We Are the Champions" oraz wyrafinowanego, wielowątkowego utworu "Bohemian Rhapsody". Początkujący fani, aby pojąć fenomen grupy i poznać jej najsłynniejsze dokonania, powinni więc na początku zapoznać się z płytami "A Night at the Opera" oraz "News of the World", a dopiero później z "The Game".

Queen - Jazz

augustc

Queen__Jazz

Queen - Jazz (1978) EMI

 01. Mustapha – 3:01
    02. Fat Bottomed Girls – 4:16
    03. Jealousy – 3:13
    04. Bicycle Race – 3:01
    05. If You Can't Beat Them – 4:15
    06. Let Me Entertain You – 3:01
    07. Dead on Time – 3:23
    08. In Only Seven Days – 2:30
    09. Dreamer's Ball – 3:30
    10.Fun It – 3:29
    11. Leaving Home Ain't Easy – 3:15
    12. Don't Stop Me Now – 3:29
    13. More of That Jazz – 4:16

Fani i krytycy są rozczarowani filmową biografią Freddiego Mercury'ego "Bohemian Rhapsody". Według widzów film jest przede wszystkim zbyt ugrzeczniony i nie pokazuje wszystkiego, np. szalonych imprez, z których słynął Farokh (prawdziwe imię Mercury'ego). Przykładowo o imprezie w nowoorleańskim hotelu Fairmont urządzonej z okazji wydania albumu "Jazz" krążą legendy. Gości przyjmowali nadzy kelnerzy i kelnerki, w basenie walczyły nagie modelki, a po sali krążyły karły z najlepszej jakości kokainą. Ponadto na imprezie wystąpił gość, który odgryzał głowy żywym kurczakom. Pozostali członkowie zespołu mieli na temat tych zabaw inne zdanie niż Mercury i nie chcą przywoływać takich wspomnień. Chyba dlatego w "Bohemian Rhasody" nie ujrzymy zbytnio kontrowersyjnych scen.

Co do samej płyty to rzeczywiście było co świętować. "Jazz" jest wybornym albumem, którego świetnie słucha się od początku do końca, bez słabych punktów. Muzycy trochę poeksperymentowali w studiu, aczkolwiek nie przesadnie i jazzu na siódmym studyjnym krążku Queen nie uświadczymy. W dalszym ciągu Queen byli zespołem rockowym.

W pierwszym utworze na płycie "Mustapha" Mercury wyśpiewuje frazy w języku angielskim, arabskim i perskim "Ibrahim", "Allah, Allah, Allah we'll pray for you", "salaam alaykum" and "alaykum salaam". "Fat Bottomed Girls" to mocny glam-rockowy numer, przypominający wczesne nagrania zespołu. W fortepianowej balladzie "Jealousy" Brian May bawi się swoją akustyczną gitarą w taki sposób, że jej brzmienie przypomina sitar. W dynamicznej rockowej petardzie Bicycle Race" obecne są zmiany tempa, liczne, nietypowo wykorzystane chórki oraz partia zagrana na dzwonkach rowerowych. "Dead on Time" to szybkie i agresywne gitary oraz bębny. "Dreamer's Ball" to bardzo czytelny hołd dla zmarłego rok wcześniej Elvisa Presleya. "Fun It" to funkowa jazda bez trzymanki. Natomiast przedostatni na płycie "Don't Stop Me Now" to pop-rockowy killer i jeden z najbardziej znanych i najlepszych utworów Queen. Szybka, zbudowana wokół partii fortepianu piosenka zawiera charakterystyczne dla twórczości Queen gitarowe solo Maya i harmonie wokalne w refrenie.

Krótko mówiąc nie dziwi szał radości jaki dopadł Farokha po nagraniu tej płyty. "Jazz" jest albumem niezwykle różnorodnym, interesującym i zawiera jedną z sygnatur zespołu "Don't Stop Me Now" oraz parę pomniejszych hitów.

Queen - News of the World

augustc

Queen__News_of_the_World

Queen - News of the World (1977) EMI

    01. We Will Rock You – 2:01
    02. We Are the Champions  – 2:59
    03. Sheer Heart Attack  – 3:24
    04. All Dead, All Dead  – 3:09
    05. Spread Your Wings  – 4:32
    06. Fight from the Inside – 3:03
    07. Get Down, Make Love – 3:51
    08. Sleeping on the Sidewalk – 3:07
    09. Who Needs You – 3:07
    10. It's Late – 6:27
    11. My Melancholy Blues – 3:29

Czy ktoś może mi znaleźć kogoś do kochania?
Każdego ranka, kiedy wstaję, umieram po trochu
Ledwo mogę ustać na nogach
(Spójrz na siebie) Spoglądam w lustro i płaczę
Panie, co Ty czynisz?
Całe lata wierzyłem w ciebie
Ale nie doznaję ukojenia, Panie
Ktoś (ktoś) och, ktoś (ktoś)
Czy ktoś może mi znaleźć kogoś do kochania?

Tak śpiewał Freddie Mercury w piosence "Somebody to Love", promującej album "A Day at Races". Cała płyta była bardzo romantyczna. Jednak po bajronowskim, uczuciowym nastroju z tamtego krążka na "News of the World" nie ma praktycznie śladu. To coś zupełnie innego. Zresztą wyrafinowanych, wielowątkowych utworów znanych z lat poprzednich też brak. Na szóstym studyjnym albumie Queen dominuje prosty, zadziorny hard rock. Brzmi to tak jakby zespół pod wpływem rewolucji punkowej postawił na prostsze brzmienia i generalnie mało skomplikowane kompozycje. Notabene w trakcie sesji nagraniowej "News of the World" muzycy Queen zderzali się w korytarzach studia nagraniowego z członkami Sex Pistols.

Czy to z powodu zmiany i uproszczenia stylu "News of the World" osiągnął tak gigantyczny sukces? Album sprzedał się w ponad 10 milionach egzemplarzy na świecie, w tym w 4 milionach egzemplarzy w samych tylko Stanach Zjednoczonych. W latach 70. był to najlepiej sprzedający się album Królowej. Przyczyna sukcesu płyty była chyba jednak inna. O sukcesie płyty zdecydowały chwytliwe przeboje promujące wydawnictwo: "We Are the Champions", "We Will Rock You" i w trochę mniejszym stopniu "Spread Your Wings".

Pierwszy z tych numerów to jeden z najbardziej znanych hitów w historii muzyki. Kawałek powstał na życzenie koncertowej publiczności, która chciała śpiewać razem z Fredem. Muzycy wykombinowali więc "We Are the Champions", który znakomicie nadaje się do śpiewania na koncertach. Brian May mówił o tym numerze: "Chcieliśmy by tłumy fanów śpiewając tworzyli fale. Takie zachowanie jest bardzo jednoczące i pozytywne. Ludzie to kochają, ponieważ to jest takie pokrzepiające." "We Are the Champions" jest zbudowany wokół motywu fortepianowego, jednak jedną z rzeczy za jakie ten utwór został zapamiętany przez miliony ludzi na świecie są genialne partie gitarowe. Szczególnie w pamięć zapada ostatnia gitarowa solówka zagrana jednocześnie wraz z ostatnim refrenem.

Zupełnie inaczej od "We Are the Champions" prezentuje się "We Will Rock You". Numer przez większość czasu jest śpiewany a capella z towarzyszeniem tupotu i klaskania. Pod sam koniec pojawia się tylko bardzo rozpoznawalne gitarowe solo Briana Maya. Co ciekawe jest to jedyny wielki przebój Queen napisany przez gitarzystę w latach 70. i tak na dobrą sprawę jedyny nie napisany przez Freddiego Mercury'ego.

"Spread Your Wings" to już zupełnie inna bajka niż dwie wymienione wyżej piosenki. Hard rockowa ballada, zbudowana wokół prostego motywu fortepianowego opowiada o marzeniach młodych ludzi, chcących się wyrwać z małych miast. Narrator piosenki (w tej roli oczywiście Freddie Mercury) zachęca ich do opuszczenia rodzinnych stron: "Spread your wings and fly away/Fly away far away" ("Rozwiń swe skrzydła i odleć stąd/Odleć stąd, daleko stąd"). Piękny, bardzo motywujący utwór.

Poza tym na "News of the World" jest dużo dobrej muzyki. Bardzo ciekawy jest rytmiczny "Fight from the Inside", zdominowany przez bas i perkusję. Kawałek został napisany, zaśpiewany i zagrany wyłącznie przez Rogera Taylora, co jest pewnego rodzaju ewenementem w dyskografii zespołu. Bardzo mocnym punktem albumu jest rytmiczny "Get Down, Make Love" zawierający masę psychodelicznych dźwięków oraz seksualnych podtekstów. "Sleeping on the Sidewalk" to bluesowy numer napisany i zaśpiewany przez Briana Maya i jest ukłonem w stronę takich wykonawców jak Canned Heat czy Free (po śmierci Mercury'ego to właśnie wokalista tego drugiego zespołu, Paul Rodgers został wokalistą Queen)."Sheer Heart Attack" to ostra, szybka rzeźnia w stylu punkowym, świetnie nawiązująca do tego co się działo wtedy na rynku. "All Dead, All Dead" to z kolei fortepianowa ballada w stylu beatlesowskim, napisana i zaśpiewana przez Maya. Co ciekawe ten ckliwy i melancholijny utwór został poświęcony pamięci kotki gitarzysty ("Całkowicie martwa, całkowicie martwa/Ale nie powinienem się smucić/Z czasem to przyjdzie po każdego/Całkowicie martwa, całkowicie martwa").

"News of the World" to  bardzo dobry i momentami porywający album. Nie jest tak świetny jak największe klasyki Queen z lat 70. (aczkolwiek według gazety "NME" jest to najlepszy album Królowej w ogóle), ale ma energię, którą ciężko znaleźć w romantycznych balladach zespołu oraz formach progresywnych. Przy okazji omawiania i analizowania "News of the World" warto dodać, że dwie wizytówki zespołu "We Are the Champions" i "We Will Rock You" przez częstą rotację w radiostacjach spowszedniały, choć w momencie ukazania się na rynku całkowicie zaskoczyły i zdominowały wyobraźnię muzyczną wszystkich słuchaczy muzyki rockowej.

Lady Gaga and Bradley Cooper - A Star Is Born

augustc

A_Star_Is_Born_Soundtrack

Lady Gaga and Bradley Cooper - A Star Is Born (2018) Interscope

    01. Intro – 0:20
    02. Black Eyes – 3:03
    03. Somewhere Over the Rainbow – 0:42
    04. Fabulous French  – 0:19
    05. La Vie en rose  – 2:59
    06. I'll Wait for You  – 0:19
    07. Maybe It's Time  – 2:39
    08. Parking Lot – 0:31
   09. Out of Time  – 2:52
   10. Alibi  – 3:03
    11. Trust Me  – 0:32
   12. Shallow  – 3:35
    13. First Stop, Arizona – 0:10
   14. Music to My Eyes  – 3:19
    15. Diggin' My Grave – 3:57
    16. I Love You  – 0:19
   17. Always Remember Us This Way – 3:30
    18. Unbelievable  – 0:28
    19. How Do You Hear It? – 0:14
   20. Look What I Found – 2:55
    21. Memphis  – 0:24
   22. Heal Me – 3:16
    23. I Don't Know What Love Is  – 2:57
    24.Vows – 0:17
    25. Is That Alright?  – 3:11
    26. SNL  – 0:13
    27. Why Did You Do That?  – 3:04
    28. Hair Body Face  – 3:22
    29. Scene 98  – 0:35
   30. Before I Cry  – 4:18
    31. Too Far Gone  – 1:26
    32. Twelve Notes – 1:03
    33. I'll Never Love Again – 4:41
  34. I'll Never Love Again (Extended Version) – 5:28

Najnowszy album Lady Gagi jest największym muzycznym bestsellerem ostatnich tygodni na świecie i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższych dniach coś się w tej kwestii zmieniło. Jest to duże zaskoczenie, gdyż gwiazda Lady Gagi od jakiegoś czasu zaczęła blednąć, a jej akcje powoli zjeżdżały po równi pochyłej. Poprzedni krążek artystki "Joanne" był co prawda wielkim hitem, ale popularnością nie mógł się równać z trzema pierwszymi albumami. Co istotniejsze i bardziej zaskakujące "A Star Is Born" jest płytą kooperacyjną, nagraną wspólnie z aktorem Bradleyem Cooperem i jest utrzymana w estetyce rockowej. Lady Gaga zawsze miała ciągotki do tego stylu. Nie na darmo wzięła pseudonim z piosenki zespołu Queen i śpiewała wraz z Metalliką.

Niestety ścieżka dźwiękowa do filmu "A Star Is Born" jest płytą mało zaskakującą i tak na dobrą sprawę nudną. Z czystym sumieniem można polecić jedynie parę jej fragmentów. Najlepszym utworem na płycie jest brzmiący niczym jakiś hit z lat 80. i toczący się w umiarkowanym tempie "Heal Me". Świetna jest w dużej mierze akustyczna ballada "Shallow", napisana wspólnie z Markiem Ronsonem. Piosenka wybrana została zresztą do promocji krążka. Na pewno warto posłuchać również takich numerów jak: trącącego estetyką country "Diggin' My Grave", nawiązującego do pieśni Springsteena "Maybe It's Time" oraz elektronicznego popu znanego z poprzednich płyt Lady Gagi w postaci "Why Did You Do That?" i "Hair Body Face".

"A Star Is Born" być może z czasem zyska w oczach? Może nastąpi to premierze filmu. Na razie ciężko wystawić temu dziełu jakąkolwiek ocenę, bo po prostu nie chce się go słuchać.

Queen - A Day at the Races

augustc

Queen__A_Day_at_the_Races

Queen - A Day at the Races (1976) EMI

    01. Tie Your Mother Down – 4:47
    02. You Take My Breath Away – 5:08
    03. Long Away  – 3:33
    04. The Millionaire Waltz – 4:54
    05. You and I – 3:25
    06. Somebody to Love – 4:56
    07. White Man – 4:59
    08. Good Old-Fashioned Lover Boy – 2:54
    09. Drowse – 3:45
    10. Teo Torriatte – 5:57

Stwierdzenie, że  "A Day at the Races" jest najsłabszym albumem Queen od czasów debiutanckiego krążka jest prawdziwe, ale jednocześnie dające mylne pojęcie o tym dziele. Nie ma wątpliwości, że ta płyta nie jest tak pociągająca jak trzy poprzednie (ciężko jest przebić takie rzeczy jak "A Night at the Opera"), ale w dalszym ciągu londyński kolektyw był zespołem interesującym.

Otwierający krążek potężny, blues-rockowy numer "Tie Your Mother Down" czaruje odjazdowością tekstu ("Zwiąż mamusię/Zwiąż mamusię/Weź swojego małego brata/Niech idzie się utopić (właśnie tak)/Zwiąż mamusię/Zwiąż mamusię/Albo nie będziesz moją koleżanką"), ale razi muzyczną sztampowością.

Równie mieszane uczucia wzbudza wybrany do promocji „Somebody to Love”. Największym atutem utworu jest bez wątpienia mistrzowski tekst mówiący o poszukiwaniu miłości, jednak wykorzystanie chórków gospel było posunięciem zbyt wystudiowanym i przesadnym. Sprawia to, że tego utworu nie słucha się tak dobrze jak innych hitów Queen.

Oprócz dwóch wymienionych wyżej hitów na "A Day at the Races" znajduje się sporo klasowego rocka, jak: potężnie brzmiący "White Man" zaśpiewany przez Rogera Taylora, senny "Drowse" czy będący oryginalną mieszanką walca i rocka "The Millionaire Waltz".

Cała płyta brzmi generalnie bardzo przyjemnie i jest to naprawdę przyzwoity rockowy materiał, wbrew temu co o "A Day at the Races" napisali krytycy magazynów "Rolling Stone", "Q" i "Incut".

Opisując ten krążek koniecznie trzeba zauważyć, że znajdują się na nim dwa utwory należące do ścisłego grona najlepszych w katalogu Queen, miażdżące pozostałą część płyty. Obie piosenki zostały napisane przez Freddiego Mercury'ego, jednak diametralnie się od siebie różnią.

Pierwszy z tych utworów to fortepianowa ballada "You Take My Breath Away" dosłownie zapierająca dech w piersiach. Niesamowite ile jest emocji w tej piosence! Zachwyceni fani mówili, że Mercury popisał się tu niczym Fryderyk Chopin.

Drugi numer to glam-rockowy "Good Old-Fashioned Lover Boy", zawierający wyraźne ukłony w stronę music hallu. Mercury już wcześniej próbował tworzyć coś w tym stylu ("Lazing on a Sunday Afternoon"), ale dopiero w 1976 roku wyszło mu to perfekcyjnie.

Podsumowując "A Day at the Races" to album słabszy od poprzednich, ale wciąż bardzo dobry. Na niekorzyść wyszło mu też zestawienie z poprzednią płytą - podobna okładka i tytuł, tak jak i "A Night at the Opera" nawiązujący do filmu braci Marx. Sprawiło to, że wynik sprzedażowy krążka wygląda blado na tle sukcesów zarówno poprzedniej, jak i następnej studyjnej płyty.

Queen - A Night at the Opera

augustc

Queen__A_Night_at_the_Opera

Queen - A Night at the Opera (1975) EMI

01. Death on Two Legs – 3:43
    02. Lazing on a Sunday Afternoon – 1:07
    03. I'm in Love with My Car – 3:05
    04. You’re My Best Friend – 2:50
    05. ’39 – 3:31
    06. Sweet Lady – 4:03
    07. Seaside Rendezvous – 2:15
    08. The Prophet's Song – 8:20
    09. Love of My Life – 3:34
    10. Good Company – 3:17
    11. Bohemian Rhapsody  – 5:55
    12. God Save the Queen – 1:12

"A Night at the Opera" to zdecydowanie najlepszy i najważniejszy album Queen wydany w latach 70. Jest to płyta bardzo zróżnicowana, będąca połączeniem różnych gatunków muzycznych.

Przykładowo znajdujący się na samym jej początku kawałek "Death on Two Legs (Dedicated to...)" to rasowy heavy metal, aczkolwiek z subtelnym fortepianowym wstępem. Utwór jest mało taktownym ciosem wymierzonym w byłego menedżera zespołu i szefa Trident Studios Normana Sheffielda, który według muzyków dopuścił się wielu nadużyć. Freddie Mercury nie owija w bawełnę w tym utworze i śpiewa: "Wysysasz mi krew, niczym pijawka/Łamiesz prawo, robisz nadużycia/Wwiercasz mi się w mózg aż do bólu/Zabrałeś mi wszystkie pieniądze/A wciąż chcesz więcej". Według Sheffielda prawda była trochę inna. W swoich wspomnieniach "Life On Two Legs: Set The Record Straight” menedżer napisał "Nie byłem skąpy. Wiedzieliśmy, że z sukcesu Queen będziemy mieli kupę pieniędzy. Wytłumaczyłem, że część z nich już napływała, ale większości jeszcze nie mieliśmy na koncie. Zainwestowaliśmy w zespół ogromną ilość pieniędzy. Ulepszyliśmy ich sprzęt i zwiększyliśmy pensje na samym początku i nieprzerwanie ładowaliśmy w nich pieniądze przez cztery lata. Fakt, że zespół był dłużny Trident 200 tysięcy funtów (1,75 mln obecnych funtów) nie docierał do Freddiego."

Dalej nie jest tak ostro. Wesoła piosenka "Lazing on a Sunday Afternoon" oparta w głównej mierze na partiach fortepianu oraz wokalu Mercury'ego trwa niewiele ponad minutę! Utwór został wrzucony przez dziennikarzy do wora z napisem "music hall". Mianem tego terminu określa się krótki performance, łączący taniec, muzykę, występy mimów i żonglerów, wystawiany najczęściej w teatrach lub salach. Music hall był szczególnie popularny w XIX wieku. Na przykładzie tej króciutkiej piosenki można zauważyć jaką wielką inspiracją dla muzyków Queen była kultura brytyjska.

Zaraz po tym krótkim muzycznym żarcie mamy numer "I'm in Love with My Car". Ten kawałek jest jednym z najbardziej znanych utworów Rogera Taylora w katalogu Queen, a na pewno jest najbardziej znanym przebojem zaśpiewanym przez perkusistę. Utwór opowiadający o miłości do samochodu został zaśpiewany przez Taylora z taką pasją, że dziennikarze muzyczni mówili o nim, że jest to jedna z największych miłosnych piosenek wszech czasów. Jakby nie było uwielbiają ją fani motoryzacji, a brytyjska firma Jaguar użyła jej w swojej reklamie. Co ciekawe pozostali członkowie Queen wcale nie byli przekonani o jej jakości i nie chcieli jej umieścić na singlu promującym "A Night at the Opera". Według słynnej anegdoty Roger Taylor w związku z wątpliwościami kolegów w stosunku do "I'm in Love with My Car" zamknął się w schowku i powiedział, że nie wyjdzie dopóki nie zostanie ona stroną B "Bohemian Rhapsody". Ostatecznie numer został wydany na singlu wraz z "Bohemian Rhapsody".

"You're My Best Friend", znajdujący się tuż po "I'm in Love with My Car"  to z kolei pierwszy wielki hit Johna Deacona, który do tej pory znajdował się w cieniu pozostałych członków grupy. Ta ciepła piosenka pop, oparta przede wszystkim na dźwiękach elektronicznego pianina Wurlitzera, osiągnęła naprawdę duży sukces komercyjny w połowie lat 70. W samych tylko Stanach Zjednoczonych sprzedała się w ilości ponad miliona egzemplarzy.

Największą robotę  na tej płycie wykonali jednak Mercury i May i to właśnie dzięki nim był możliwy tak wielki artystyczny sukces czwartej studyjnej płyty zespołu. Dwie piosenki napisane i zaśpiewane przez Briana Maya "Good Company" i "39" mogą się podobać, jednak jego największym i najlepszym utworem z albumu jest trwający blisko osiem i pół minuty kawałek  "The Prophet's Song". Utwór ma w sobie coś mistycznego i jest utrzymany w stylistyce rocka progresywnego. W piosence oprócz potężnego brzmienia Queen wypracowanego przez Maya i świetnie zrobionych harmonii wokalnych Mercury'ego możemy też podziwiać grę Maya na bardzo nietypowym instrumencie - japońskim koto. Jeżeli natomiast chodzi o pracę Mercury'ego to wystarczy wymienić jeden tytuł - "Bohemian Rhapsody" i wszystko jest jasne.

"A Night at the Opera" jest płytą przełomową dla Queen nie tylko z powodu jej ogromnego sukcesu. To właśnie tuż po jej wydaniu Freddie Mercury stał się bezdyskusyjnie najważniejszą postacią zespołu, a pozostali członkowie Queen zeszli na dalszy plan. Wokalista otrzymał wtedy dwie prestiżowe nagrody Ivor Novello za piosenki "Killer Queen" i "Bohemian Rhapsody". Ten drugi numer był ponadto najlepiej sprzedającym się utworem 1975 roku w Wielkiej Brytanii i w 1977 roku został wyróżniony nagrodą BRIT w kategorii najlepszy brytyjski singiel wydany w latach 1952–77. "Bohemian Rhapsody" to rzeczywiście niezwykle piękna rzecz, składająca się nie tylko z elementów rockowych, ale też z fragmentów operowych. Na pewno jest kawałek, któremu warto poświęcić osobny artykuł.

"A Night at the Opera" jest płytą postrzeganą głównie przez pryzmat genialnego "Bohemian Rhapsody", aczkolwiek jest to dosyć krzywdzące. Ten album mieni się niesamowitą paletą barw i ma słuchaczom bardzo dużo do zaproponowania. Wspomniane "I'm in Love with My Car", "The Prophet's Song", "You're My Best Friend" czy nawiązujące do twórczości The Beatles "Good Company" są tego dobrym przykładem.

Queen - Sheer Heart Attack

augustc

Queen__Sheer_Heart_Attack

Queen - Sheer Heart Attack (1974) EMI

 01. Brighton Rock – 5:10
    02. Killer Queen – 3:00
    03. Tenement Funster – 2:46
    04. Flick of the Wrist – 3:46
    05. Lily of the Valley – 1:43
    06. Now I'm Here – 4:10
    07. In the Lap of the Gods – 3:27
    08. Stone Cold Crazy – 2:11
    09. Dear Friends – 1:07
    10. Misfire – 1:50
    11. Bring Back That Leroy Brown – 2:13
    12. She Makes Me (Stormtrooper in Stilettoes) – 4:08
    13. In the Lap of the Gods… Revisited – 3:44

Nie minął nawet rok, a grupa Queen uraczyła fanów kolejnym bardzo dobrym, studyjnym albumem. Stało się tak, ponieważ gitarzysta Brian May zachorował na żółtaczkę, którą zaraził się prawdopodobnie przy podnoszeniu brudnej igły. Trasa koncertowa "Queen II Tour" została  przerwana, a zespół znowu wylądował w studiu, a raczej czterech rożnych studiach nagraniowych.

"Sheer Heart Attack" to płyta zupełnie inna od swojej wyrafinowanej poprzedniczki. Grupa odeszła tutaj od form progresywnych i nagrała bardziej konwencjonalne rockowe dzieło. Na "Sheer Heart Attack" sporo jest mocnych, zapadających w pamięć gitarowych riffów, dlatego też album określany jest jako glam-rockowy.

Już otwierający krążek numer "Brighton Rock" powala ilością oraz przede wszystkim jakością gitarowego hałasu. Solówka Briana Maya z tego utworu została uznana przez magazyn "Guitar World" za jedną z najlepszych w historii (solo zajęło 41. miejsce na liście "100 najlepszych gitarowych solówek w historii" z 2008 roku). Ciekawy jest również tekst tej piosenki, opowiadający o wakacyjnym romansie młodych modsów w Brighton. Słuchanie "Brighton Rock" to niezła lekcja historii, gdyż wielu młodych angielskich modsów w latach 70. jeździło na wypoczynek do Brighton.

Jeszcze efektowniejszy i bardziej innowacyjny pod względem tekstowym jest kolejny numer "Killer Queen" (to właśnie ten utwór sprawił, że zespół Queen stał się gwiazdą wielkiego formatu). Piosenka opowiada bowiem o luksusowej prostytutce ("Jest Królową Morderczynią, prochową żelatyną/Dynamitem z laserowym promieniem/Który może twój umysł wysadzić w powietrze/polecana w swoim przedziale cenowym,/ma nienasycony apetyt/Czy chcesz spróbować?"). W warstwie muzycznej przywołuje z kolei  stare piosenki kabaretowe, aczkolwiek nie jest to typowa szansonetka. W "Killer Queen" obecne są bowiem harmonie wokalne typowe dla Queen oraz kolejne świetne gitarowe solo Briana Maya.

Gitarzysta jeszcze bardziej niż w "Killer Queen" popisał się w kolejnym, mało znanym numerze "Tenement Funster" ("Osiedlowy Playboy"). Ten ciężki, rockowy numer to w głównej mierze dzieło Rogera Taylora, który śpiewa w nim "Moje nowe, fioletowe buty oszałamiają/Ludzi z przeciwka/Moje rockandrollowe single rozwścieczają/Rodzinkę, co mieszka piętro niżej". W "Tenement Funster" obecne są wzburzenie i rock 'n' rollowa złość, tak jak i w kolejnym numerze z płyty "Flick of the Wrist". Notabene te dwa utwory ładnie się ze sobą łączą. Chwilę wytchnienia po tych dwóch rockowych ciosach przynosi niespełna dwuminutowa ballada "Lily of the Valley", zawierająca o dziwo nie tylko piękne partie fortepianu, ale również kolejne świetne solo Briana Maya.

Pozbawiony subtelności, hard-rockowy "Now I'm Here" oraz duży szybszy i jeszcze mocniejszy "Stone Cold Crazy" to prawdziwe rockowe petardy, które były obecne prawie na wszystkich koncertach w pierwszym okresie działalności zespołu. Co  ciekawe ten drugi utwór zyskał drugie życie na początku lat 90., gdy prawie identycznie zagrała go zdobywająca coraz większą popularność Metallica. Amerykanie za swoją wersję piosenki zostali nagrodzeni nagrodą Grammy w kategorii najlepsze metalowe wykonanie w 1991 roku. Było to niedługo przed śmiercią Freddiego Mercury'ego.

Oprócz wspomnianych powyżej, kultowych piosenek zespołu warto zapoznać się z pozostałym materiałem z "Sheer Heart Attack". "She Makes Me (Stormtrooper in Stilettoes)" to zdominowany przez brzmienie gitary akustycznej kawałek zaśpiewany przez Briana Maya. Przypomina on romantyczną piosenkę "Some Day One Day" z poprzedniej płyty. Co ciekawe odsłuchując tę pieśń mimowolnie na myśl przychodzi zespół Oasis, który ma na swoim koncie masę podobnych utworów. Jak widać twórczość Królowej nie była obojętna nawet dla tych brit-popowych gigantów, którzy w teorii nie inspirowali się twórczością Queen.

Szybki numer "Bring Back That Leroy Brown" to z kolei hołd dla amerykańskiego piosenkarza Jima Croce'a, który zginął w katastrofie samolotu rok przed wydaniem "Sheer Heart Attack". Jim Croce był na początku lat 70. jedną z najjaśniejszych gwiazd popowego firmamentu (posłuchajcie koniecznie "These Dreams"),  a jego "Bad Bad Leroy Brown" był jednym z największych przebojów 1973 roku. Warto dodać, że Jim Croce za "Bad Bad Leroy Brown" był nominowany do nagrody Grammy w kategorii nagranie roku. Tym co wyróżnia "Bring Back That Leroy Brown" od pozostałych utworów z "Sheer Heart Attack" jest bardzo nietypowe brzmienie (muzycy nagrali ten numer między innymi na wielkim fortepianie, kontrabasie i banjo ukulele).

Ostatni utwór z płyty "In the Lap of the Gods… Revisited" to natomiast coś z zupełnie innej beczki. To podniosła, niespieszna pieśń z zapadającymi w pamięć zaśpiewami Mercury'ego "Wo wo la la la wo/Wo wo la la/Wah wah ooh", które  zostały wymyślone specjalnie na koncerty. Intencją Freddiego było, aby na koncertach publiczność śpiewała łatwe, melodyjne frazy razem z nim i dzięki temu lepiej się bawiła.

"Sheer Heart Attack" to album nie tak łatwy w odbiorze jak poprzednia studyjna płyta zespołu, ale jest to dzieło bardzo zróżnicowane, które można wielokrotnie odkrywać.Ciężko stwierdzić czy "Sheer Heart Attack" to krążek lepszy od majestatycznej poprzedniczki. Na pewno jest to dzieło przełomowe dla zespołu, czego nie da się powiedzieć o mało znanym "Queen II".

Queen - Queen II

augustc

Queen__Queen_II

Queen - Queen II (1974) EMI

Strona Biała

    01. Procession – 1:12
    02. Father to Son – 6:14
    03. White Queen (As It Began) – 4:36
   04. Some Day One Day – 4:23
    05. The Loser in the End – 4:01

Strona Czarna

    06. Ogre Battle – 4:08
    07. The Fairy Feller's Master-Stroke – 2:41
   08. Nevermore – 1:27
    09. The March of the Black Queen – 6:33
   10. Funny How Love Is – 2:47
    11. Seven Seas of Rhye – 2:50

"Queen II" to jedna z najbardziej niepozornych pozycji w dyskografii Królowej. Tytuł płyty sugerujący, że album jest kontynuacją drogi obranej przez zespół na debiucie oraz status najsłabiej sprzedającego się albumu studyjnego Queen nie zachęcają do odsłuchu. Prawda jednak jest taka, że "Queen II" to spełnione marzenie fanów rocka. Niewyszukany tytuł albumu wziął się z mody jaka panowała  w nazewnictwie muzycznym w latach 70. - takie grupy jak Led Zeppelin czy Chicago stosowały numerację według liczb arabskich i
nazywały swoje albumu kolejnymi liczbami naturalnymi. Queen wyraźnie zainspirowany tym pierwszym zespołem nie chciał być gorszy.

Tytuł płyty może jest mało pociągający, jednak jej okładka już nie. Zdjęcie przedstawiające popiersia członków zespołu na czarnym tle to logo rock 'n' rolla - fotografia wykonana przez brytyjskiego fotografa Micka Rocka jest kultowa i była wielokrotnie wykorzystywana w popkulturze, między innymi w teledysku do "Bohemian Rhapsody".

Najbardziej powalająca jest jednak sama muzyka. Album dzieli się na połowy: białą i czarną. Na pierwszą część płyty, zwaną białą, największy wpływ miał gitarzysta formacji Brian May. Ten akt albumu rozpoczyna się instrumentalnym utworem "Procession", który kojarzy się ze średniowieczną defiladą bądź też orszakiem, a dla niektórych z żałobą. W każdym razie ten krótki kawałek to świetne otwarcie płyty i popis Maya, którego elektryczna gitara w fajny sposób przywołuje okres sprzed wieków. "Father to Son" to już typowy angielski hard rock z lat 70. - mocne heavy metalowe sekcje łączą się tutaj ze spokojnymi partiami fortepianu. Dziennikarze słusznie porównywali ten numer z dokonaniami będącego wówczas na szczycie The Who.

"White Queen (As It Began)" to przepiękna ballada, w której akustyczne fragmenty zderzają się mocnymi, heavy metalowymi brzmieniami. Po jej przesłuchaniu jest wyraźniejszy wpływ Queen na wczesne nagrania Metalliki - w kultowych utworach "Fade to Black" i "Welcome Home (Sanitarium)" słychać echa "White Queen (As It Began)". Co ciekawe piosenka została zainspirowana powieścią "Biała Bogini" Roberta Gravesa, a także niespełnioną miłością gitarzysty zespołu do koleżanki ze studiów, z którą notabene nigdy muzyk nie rozmawiał.

Brian May być może jeszcze większym talentem popisał się w kolejnym utworze "Some Day One Day", który zaśpiewał. Ta nieposiadająca refrenu piosenka przypomina średniowieczne romanse. Poetycki tekst  "Zamglony zamek czeka na ciebie/Będziesz królową/Dziś wisi nad nami chmura i wszystko jest szare/Ale kiedyś, pewnego dnia..." ozdobiony jest głównie dźwiękami gitary akustycznej.Sprawia to, że podczas odsłuchu utworu mimowolnie na myśl przychodzi Brian May w stroju średniowiecznego barda, grający na gitarze i wyśpiewujący marzycielskie frazy na tle jakiegoś zamku. Nie ma co. Brian May to bardzo romantyczny gość.

Z tego błogiego nastroju szybko wyrywa nas mocno stąpający po Ziemi perkusista Roger Taylor. "The Loser in the End" to soczysty rockowy numer, wypełniony mocnymi brzmieniami gitar i instrumentów perkusyjnych, zaśpiewany przez Rogera Taylora. Tak jak w przypadku pozostałych utworów zaśpiewanych przez perkusistę, "The Loser in the End" w ogóle nie przypomina typowych utworów Queen.

Prawdziwa jazda rozpoczyna się na czarnej stronie tej płyty. Ta część dzieła została w całości napisana przez Freddiego Mercury'ego. "Ogre Battle" to bardzo wymyślny, dynamiczny rockowy utwór, zawierający efekty dźwiękowe imitujące bitewne starcie między ogrami. Ciekawostką jest to, że początek tego numeru to tak naprawdę jego koniec puszczony od tyłu.

"The Fairy Feller's Master-Stroke" to krótka i bardzo lekka popowa piosenka, w której grupa nieźle popuściła wodze fantazji. Muzykom nie wystarczyło zwykłe rockowe instrumentarium i w nagraniu wykorzystali kastaniety i klawesyn. "The Fairy Feller's Master-Stroke" płynnie przechodzi w niezwykle melodyjną i króciutką balladę "Nevermore". Na ten niesamowity utwór składają się jedynie trzygłosowa harmonia wokalna i sentymentalne dźwięki pianina.

Jednak najlepszym utworem z tej płyty jest następujący zaraz po nim progresywny "The March of the Black Queen", charakteryzujący się masą przeróżnych muzycznych efektów dźwiękowych, zmianami tempa i zabawą przebiegami rytmicznymi. "The March of the Black Queen" ze względu na swoją melodyjność i skompilowanie to jeden z ulubionych utworów akademików. Jednak z powodu zawiłości i wielowątkowości utworu muzycy nie byli w stanie go odtworzyć w całości na żywo, podobnie jak wspomnianego w poprzednim poście numeru "My Fairy King" .

"Funny How Love Is" to jakby dalsza część "The March of the Black Queen", gdzie uwagę przykuwa gęsty, mocny dźwięk akustyków. Wszystko dlatego, że do nagrania "Funny How Love Is" wykorzystano technikę aranżacji nagrań muzycznych opracowaną przez Phila Spectora, tzw. ścianę dźwięku, polegającą na wielokrotnym nagrywaniu instrumentów muzycznych i zwielokrotnianiu ich brzmienia. Całość zamyka  typowo glam rockowy numer „Seven Seas of Rhye”, bardziej niż Queen przypominający nagrania niezwykle modnego w tamtym czasie Slade.

"Queen II" to album wybitny od początku do końca i pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów rocka. Niepowodzenie komercyjne płyty można wytłumaczyć tym, że na początku 1974 roku zespół dopiero wchodził na rynek, a parę lat później miał już na koncie masę rozpoznawalnych przebojów z późniejszych płyt i nie promował piosenek z tego albumu. Jednak ludzie, którzy poznali ten krążek byli pod jego wielkim wrażeniem. Axl Rose w czasach swojej największej popularności mówił, że to jego ulubiona płyta Queen. 

Queen - Queen

augustc

Queen__Queen

Queen - Queen (1973) EMI

01. Keep Yourself Alive – 3:48
    02. Doing All Right – 4:10
    03. Great King Rat – 5:43
    04. My Fairy King – 4:08
    05. Liar  – 6:25
    06. The Night Comes Down – 4:23
    07. Modern Times Rock ’N’ Roll  – 1:48
    08. Son And Daughter  – 3:20
    09. Jesus  – 3:44
    10. Seven Seas of Rhye– 1:15

Album "The Best of Queen" wydany przez Tonpress w 1980 roku to jedna z najfajniejszych pamiątek PRL-u. Każdy kto miał tę płytę zajeżdżał ją, ile tylko się dało. Co ciekawe była to pierwsza w historii zespołu płyta kompilacyjna. Zafascynowani muzyką zespołu słuchacze znali nie tylko całą płytę na pamięć, ale też tekst z koszulki płyty winylowej. Znajdowała się na niej krótka historia zespołu. Z tekstu jednoznacznie wynikało, że historia grupy tak na dobrą sprawę rozpoczęła się od wydania singla "Killer Queen" w październiku 1974 roku, a na wszystko co wydarzyło się wcześniej można spuścić zasłonę milczenia. Według autora tekstu debiutancki album Queen był po prostu beznadziejny i szkoda czasu na jego słuchanie. Na "The Best of Queen" nie znalazł się ani jeden numer z tego albumu.

The_Best_of_Queen_Tonpress

Równie złe zdanie na temat tego albumu mieli niektórzy angielscy dziennikarze, którzy tytułowali Queen najgorszym zespołem na Ziemi. Rzeczywiście pierwsza studyjna płyta Queen nie powala na łopatki i nie może się w ogóle równać z kolejnymi dokonaniami zespołu, ale grupa nie musi się wstydzić tego materiału, który jest po prostu niezły. Warto dodać, że "Queen" to krążek, który powstał dobre parę lat po rozpoczęciu działalności przez zespół i znajdują się na nim numery grane przez Queen od lat (dość doświadczeni muzycy zaczęli grać ze sobą już w 1970 roku).

Początek albumu jest trochę rozczarowujący. "Keep Yourself Alive" otwierający album to kawałek dość przeciętny. Energetyczny, hard rockowy numer brzmi jak setki innych numerów z tamtego okresu, nawiązujących do dokonań Led Zeppelin i Deep Purple. Być może ten utwór świetnie nadawał się kiedyś do otwierania koncertów zespołu, ale nie sprawdza się jako nagranie studyjne.

W kolejnym utworze na płycie, „Doing All Right”, możemy usłyszeć pop w stylu Fleetwood Mac z lat 70., zabawy akustykami oraz mocne heavy metalowe brzmienia. Wszystko to jest jednak mało przekonujące. „Doing All Right” to nieudany eksperyment, ale warto pamiętać, że gdyby muzycy na początku działalności nie podejmowali się takich prób, to nigdy by nie powstało "Bohemian Rhapsody".

„Great King Rat” to numer, który robi o wiele lepsze wrażenie niż dwa poprzednie. Jest to długa i mocna rockowa kompozycja, w której obecne jest świetne gitarowe solo Briana Maya i nagłe zmiany tempa. Warto podkreślić, że wokalnie ten numer świetnie wyszedł Freddiemu Mercury'emu.

Wokalista jeszcze lepiej brzmi w kolejnym na płycie kawałku „My Fairy King”, w którym ważną rolę pełnią piękne sekcje fortepianowe oraz nałożone na siebie ścieżki wokalne. "My Fairy King" to numer wyjątkowo dopracowany i zawiera warstwy ścieżek dźwiękowych, które sprawiły, że niemożliwe było wykonanie tego utworu na żywo (utwór został zagrany tylko raz, w pierwszym występie Queen dla BBC).

Kolejny na płycie numer "Liar" to bardzo głośny rock progresywny, gdzie obecne są zmiany tempa, przebojowe zaśpiewy członków zespołu (w tym numerze śpiewał podobno nawet nieśpiewający basista John Deacon), zapadające w pamięć wiercące gitarowe riffy oraz perkusyjna kanonada Rogera Taylora.

Z reszty utworów wyróżniają się natomiast te najkrótsze: przypominający punkowy numer, zaśpiewany przez Rogera Taylora „Modern Times Rock ’N’ Roll” oraz instrumentalny "Seven Seas of Rhye". Te drugi kawałek został nagrany jeszcze raz w 1974 roku, tym razem z dodanym wokalem.

Podsumowując debiutancki album Queen to krążek, z którym koniecznie trzeba się zapoznać. Znajdują się tu dwa wielkie utwory: „My Fairy King” i "Great King Rat” oraz bardzo ciekawy, ważny singiel z początku kariery "Liar". Reszta numerów nie wywołuje euforii, ale to granie na poziomie, na pewno lepsze niż większość najnowszych rockowych piosenek wypuszczanych masowo na rynek.

Twenty One Pilot - Trench

augustc

twenty_one_pilots__trench

twenty øne piløts - Trench (2018) Fueled by Ramen

01. Jumpsuit – 3:58
   02. Levitate – 2:25
   03. Morph – 4:19
    04. My Blood – 3:49
    05. Chlorine – 5:24
    06. Smithereens – 2:57
    07. Neon Gravestones – 4:00
    08. The Hype – 4:25
    09. Nico and the Niners – 3:47
   10. Cut My Lip – 4:43
   11. Bandito – 5:31
    12. Pet Cheetah – 3:18
   13. Legend – 2:53
    14. Leave the City – 4:40

twentyonepilots_2018
Oczekiwania względem nowego albumu twenty one pilots były ogromne. "Trench" to pierwsza studyjna płyta pilotów od czasów przełomowego "Blurryface" i na szczęście nie zawodzi. Ta dziwna mieszanka alternatywnego rocka, hip-hopu, popu i muzyki elektronicznej jest niezwykle przyjemna w odbiorze i można ją polecić praktycznie każdemu. Wszystko dlatego, że muzycy twenty one pilots w przeciwieństwie do wielu swoich kolegów po fachu stawiają na to ,aby ich piosenki były bardzo melodyjne. Dobrym przykładem może być utrzymany w szybkim tempie, hard-rockowy numer "Jumpsuit", gdzie wokalista Tyler Joseph wyśpiewuje co chwilę bardzo melodyjną frazę "Jumpsuit, Jumpsuit cover me" za nic mając wykwintną poezję i wielką tradycję amerykańskiej pieśni. Jednak stwierdzenie, że nowy album twenty one pilots jest ubogi lirycznie byłoby niesprawiedliwe.

Wydany na singlu "Levitate" to typowy, bogaty w treść kawałek hip-hopowy, którego nie powstydziłby się nawet Eminem. W podobnym stylu co "Levitate" utrzymany jest "Morph", ale tutaj co jakiś czas Tyler Joseph atakuje słuchaczy melodyjną frazą "If I keep moving, they won't know/I'll morph to someone else". Sprawia to, że numer posiada cechy zarówno utworu hip-hopowego jak i popowego. Tak jest na "Trench" do samego końca. Melodyjne popowe zaśpiewy mieszają się z rapem. Wszystko jest dobrane w odpowiednich proporcjach, dzięki czemu nie mamy do czynienia z albumem wypełnionym banalnymi przebojowymi piosenkami ani też z typową produkcją hip-hopową, niezbyt strawną dla przypadkowych słuchaczy.

Tylera Josepha słucha się bardzo przyjemnie. To uzdolniony wokalista o łagodnej barwie głosu. Dźwięki wydobywające się z instrumentów także są miłe dla ucha, cokolwiek muzycy na "Trench" nie grają - według krytyków na płycie znajdują się utwory będące połączeniem popu,disco i funku ("My Blood") oraz  reggae, muzyki psychodelicznej oraz rapu ("Nico and the Niners").

Płyta twenty one pilots jest generalnie bardzo udana. Minusami "Trench" są na pewno brak uderzenia z jakiego słyną mocne rockowe numery ("Jumpsuit" to trochę mało), a także mimo wszystko zbyt dużo rapu - "Chlorine", "Jumpsuit" czy "Bandito" lepiej się słucha niż piosenek stricte hip-hopowych z albumu. Czas pokaże czy "Trench" na dłużej zagości w odtwarzaczach czy też będzie to coś o czym szybko zapomnimy. Tak czy inaczej jest to jedna z ciekawszych propozycji muzycznych wydanych w tym roku.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci