Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Tori Amos - Native Invader

augustc

Tori_Amos__Native_Invader2
Tori Amos - Native Invader (2017) Decca

01. Reindeer King – 7:06
    02. Wings – 4:09
    03. Broken Arrow – 5:20
   04. Cloud Riders – 5:23
    05. Up the Creek – 3:22
    06. Breakaway – 4:36
    07. Wildwood – 4:41
   08. Chocolate Song – 4:41
    09. Bang – 6:11
    10. Climb – 4:02
    11. Bats – 4:18
    12. Benjamin – 2:43
    13. Mary's Eyes – 5:16

Bez większego entuzjazmu fani przyjęli najnowszą płytę Tori Amos "Native Invader". Pozycja przepadła też na listach przebojów. 16. miejsce w Wielkiej Brytanii, 39. miejsce w Stanach Zjednoczonych i aż 113. pozycja na liście australijskiej w przypadku tej artystki to porażka. Co artystka zrobiła źle, że jej nowa płyta nie cieszy się powodzeniem? Tak na dobrą sprawę nic. Niepowodzenie komercyjne jej najnowszego wydawnictwa jest prawdopodobnie spowodowane tym, że na rynku są już setki nagrań sygnowanych nazwiskiem Tori Amos, w dodatku niezwykle do siebie podobnych. Nic więc dziwnego, że słuchacze nie są zbyt podekscytowani nowym dziełem nieprzeciętnej wokalistki.

Na "Native Invader" znajduje się trzynaście dość ładnych piosenek utrzymanych w starym, dobrym stylu Tori Amos. Jednocześnie nawet najwięksi entuzjaści jej talentu muszą przyznać, że nowe utwory nie wytrzymują porównania z klasycznymi numerami piosenkarki, takimi jak: "Crucify", "Cornflake Girl", "Professional Widow (Remix)", "Spark", "Bliss" czy "A Sorta Fairytale". Takie rzeczy jak: "Breakaway", "Bang" czy "Mary's Eyes" to nic innego jak popłuczyny po najlepszych nagraniach Tori Amos. Jednak, żeby sprawiedliwości stało się zadość trzeba przyznać, że nowy album Amerykanki mimo wtórności i innych wad jest dziełem klasowym, którego słucha się naprawdę nieźle. Długi, spokojny i oparty głównie na brzmieniach fortepianu oraz symfonicznych "Reindeer King", dość rytmiczny, niesamowicie zagrany instrumentalnie "Wings", dynamiczny "Up the Creek", oparty na mocnych, gitarowych dźwiękach "Wildwood" oraz typowa pop-rockowa amerykańska ballada "Cloud Riders" to najbardziej zapadające w ucho utwory z nowego krążka artystki.

Czy nowa płyta Tori Amos jest więc rozczarowaniem? I tak i nie jednocześnie. Ostatnie pomysły kompozytorskie Tori Amos nie są tak dobre jak kiedyś, ale nie sposób odmówić części nowych piosenek Amos uroku - na "Native Invader" jest trochę ładnych melodii, a piosenki nawiązują do klasyków autorstwa The Bangles, Dixie Chicks, Suzanne Vegi, Pauli Cole czy też oczywiście Kate Bush. "Native Invade" to solidna propozycja na długie, jesienne wieczory, która dodatkowo zyskuje po zapoznaniu się z poetyckimi tekstami Tori. Zostały one zainspirowane między innymi ciężkimi wydarzeniami z życia artystki (w styczniu matka piosenkarki doznała udaru i jest teraz prawie całkowicie sparaliżowana), a także tym co się dzieje na świecie (chodzi o zmiany w amerykańskiej polityce).   

Tom Petty (1950 - 2017)

augustc

tom_petty

TPBG141920x1200
Tom Petty (ur. 20 października 1950 w Gainesville, zm. 2 października 2017 w Santa Monica)

"Do wielkiej, szeroko otwartej przestrzeni.
Pod nią niebieskie niebo.
Poza tą wielką, otwartą przestrzenią.
Buntownik bez pojęcia."

Tom Petty: "Into the Great Wide Open"

Zmarły przed paroma godzinami Tom Petty bez wątpienia wielkim artystą był! Muzyk sprzedał niebotyczną ilość płyt (według oficjalnych danych ponad 80 milionów) oraz odniósł wielki sukces artystyczny - jego muzyką zachwycali się najwięksi, począwszy od grającego z nim w supergrupie Traveling Wilburys, Boba Dylana, poprzez Josha Grobana, Erica Claptona i Billy'ego Idola na Stephenie Kingu skończywszy. Co ciekawe, mimo tego uznania, artysta nie był super-popularny w Polsce. Nazwisko piosenkarza dla wielu Polaków brzmi dość enigmatycznie, chociaż takie utwory jak: "Learning to Fly", "Don't Come Around Here No More", "Runnin' Down a Dream" czy "Into the Great Wide Open" zna praktycznie większość słuchaczy Radia Zet! Ten brak rozgłosu w naszym kraju można jednak łatwo wytłumaczyć. Tom Petty grał bardzo amerykańsko - łączył w swojej muzyce rock, blues oraz folk. Dziennikarze określali go wręcz jako muzyka, który wraz z Johnnym Cashen i Bruce'em Springsteenem idealnie oddawał w swojej twórczości ducha Ameryki. Nic więc dziwnego, że te jankeski twórca za bardzo się u nas nie przyjął. Każdy jednak kto poznał dokonania Toma Petty'ego odbierał je bardzo dobrze. Jakżeby inaczej można przyjąć dynamiczne, zaśpiewane delikatnym głosem, nawiązujące do klasyki muzyki rozrywkowej i przede wszystkim świetne kawałki: "American Girl", "Refugee", "You Got Lucky" czy "I Won't Back Down". Koniecznie trzeba sobie te utwory w dniu dzisiejszym czy też nawet w najbliższym tygodniu zapuścić. Dla poznających dopiero Toma Petty'ego mała podpowiedź - wszystkie te piosenki znajdują się na albumie "Greatest Hits" z 1993 roku, który jest jednym z największych muzycznych bestsellerów wszech czasów! Album ten, promowany niesamowicie przebojowym utworem "Mary Jane's Last Dance", sprzedał się w samych tylko Stanach Zjednoczonych w 12 milionowym nakładzie, a w innych krajach, takich jak: Niemcy, Wielka Brytania, Szwecja, Kanada czy Nowa Zelandia również stał się bestsellerem.   

The Killers - Wonderful Wonderful

augustc

The_Killers_Wonderful_Wonderful

The Killers - Wonderful Wonderful (2017) Island Records


    01. Wonderful Wonderful – 5:09
   02. The Man – 4:10
   03. Rut – 4:24
   04. Life to Come – 4:31
    05. Run for Cover – 3:42
    06. Tyson vs. Douglas – 4:33
    07. Some Kind of Love – 4:38
    08. Out of My Mind – 3:43
    09. The Calling – 4:01
    10. Have All the Songs Been Written? – 4:09

The_Killers

"Cudownie, cudownie, cudownie, cudownie
Dziecię bez matki, jestem z tobą, nigdy nie byłaś sama
Może jestem brudny, może niegodny
Czy słyszysz mnie dziecię bez matki? Ja ci dam dom"

Brandon Flowers na nowej płycie The Killers niczym młody Bóg śpiewa w utworze tytułowym cudowne frazy powyżej. Nie ma praktycznie melomana, który by się nie uśmiechnął pod nosem słuchając tej piosenki. Amerykanie z The Killers rozbili bank tym utworem i chciałoby się, żeby "Wonderful Woderful" trwał jeszcze trochę, chociaż ta piosenka do najkrótszych nie należy. Ponad pięć minut wspaniałej muzyki, wykreowanej głównie za pomocą elektronicznej aparatury oraz natchniony śpiew Brandona Flowersa sprawia, że słuchacz ma ochotę przenieść się do baśniowego świata The Killers i zostać w nim jak najdłużej. Jednak słuchając całej płyty "Wonderful Wonderful" to uczucie szybko mija.

Kolejne kompozycje na  "Wonderful Wonderful" nie wywołują już ciarek na plecach i brzmią podobnie do starych nagrań The Killers, które fani dobrze znają. Na pewno jednym z jaśniejszych momentów nowej płyty kapeli jest dance-rockowy numer "The Man", który wokalista formacji określił jako niezwykle osobisty - opowiada on w dużej mierze o doświadczeniach Flowersa z przeszłości. Ten kawałek, oparty na samplu z funkowego kawałka "Spirit of the Boogie" grupy Kool & the Gang ma w zamyśle zespołu kontrastować ze spokojnymi numerami: "Rut", "Some Kind of Love" czy też "Have All the Songs Been Written?", którymi jest wypełniona nowa płyta The KIllers. Fani mocniejszego i bardziej dynamicznego grania mogą być spokojni - dla nich Brandon Flowers i koledzy również coś fajnego przygotowali. Oprócz wspomnianego "The Man" mogą potupać nóżką przy kawałkach "Run for Cover" oraz "Tyson vs. Douglas".

Generalnie nowe, dość niezłe, wydawnictwo The Killers przypomina ostatnie wycyzelowane, dopieszczone i skierowane do masowej publiczności płyty U2. Jednak o ile to porównanie jest nadzwyczaj oczywiste to warto podkreślić inną inspirację grupy pochodzącej z Las Vegas. Jest nim nowofalowy gigant, angielska formacja Depeche Mode, której wpływy słuchać nie tylko w pięknym "Wonderful Woderful", ale też w numerze "The Calling", opartym na bluesowych dźwiękach gitary. Podsumowując The Killers powrócili w dobrym stylu i być może to oni w przyszłości zajmą miejsce takich weteranów jak U2 czy Depeche Mode.

Orchestral Manoeuvres in the Dark - The Punishment of Luxury

augustc

OMD__The_Punishment_of_Luxury

Orchestral Manoeuvres in the Dark - The Punishment of Luxury (2017) 100 %


    01. The Punishment of Luxury
   02. Isotype
    03. Robot Man
    04. What Have We Done
    05. Precision & Decay
    06. As We Open, So We Close
   07. Art Eats Art
    08. Kiss Kiss Kiss Bang Bang Bang
   09. One More Time
    10. La Mitrailleuse
    11. Ghost Star
    12. The View from Here

Ten zespół wybitnie kojarzy się z latami 80. OMD jest dla Polaków reliktem minionej epoki, tak jak: telewizory Rubin, meblościanka, kosmetyki serii Wars, Syrenka czy też Pewex. Wszystko dlatego, że gigantyczna popularność zespołu przypadła na lata 1980-1991. Większość z 40 milionów egzemplarzy płyt, które sprzedała grupa, rozeszło się w tamtym okresie czasu. Później zespół OMD nagle po prostu przestał być modny. Szkoda, bo wcale nie musiało tak być. U2 i Depeche Mode wyprzedają areny i amfiteatry na całym świecie, trasa koncertowa Duran Duran "Paper Gods" po USA spotkała się z ogromnym zainteresowaniem, z kolei Billy Idol powoli wraca do formy i na razie tuli się na ściankach zdjęciowych z Miley Cyrus, ale przynajmniej jest o nim głośno. OMD z kolei tak jak paru innych super-popularnych wykonawców z lat 80., jak np. Marillion, Shakin' Stevens, Johnny Hates Jazz czy też Kajagoogoo po prostu przepadli w morzu muzyki oferowanej przez świat po 1991 roku. A ponieważ na przełomie lat 80. i 90. upadł komunizm do wielu z tych wykonawców Polacy przypięli łatkę "muzyka PRL-u". Orchestral Manoeuvres in the Dark kojarzy się więc w Polsce sympatycznie - jako zachodni zespół umilający Polakom czas w szarej codzienności PRL-u.

Kapela po niepowodzeniach w latach 90. rozpadła się. Było to w 1996 roku po wydaniu płyty "Universal". Jednak w połowie poprzedniej dekady członkowie OMD postanowili reaktywować grupę. Dwie studyjne płyty po wznowieniu działalności przez zespół cieszyły się umiarkowaną popularnością, ale już wydany na początku września trzynasty album OMD "The Punishment of Luxury" zajął dość wysokie miejsca na listach przebojów - 4. w Wielkiej Brytanii i 9. w Niemczech. Na dodatek otrzymał całkiem niezłe recenzje, co sprawia, że warto przyjrzeć się temu produktowi bliżej. Nowego krążka OMD słucha się dość przyjemnie, aczkolwiek bez jakiejś przesadnej ekscytacji. Formacja na nowym krążku nawiązuje oczywiście do tego co robiła wcześniej - słychać echa popowego wcielenia zespołu, ale też wczesnych nowo romantycznych oraz eksperymentalnych czasów. Po pierwszym przesłuchaniu najbardziej wpadają w ucho wolno toczące się kawałki: "What Have We Done", "As We Open, So We Close" oraz "The View from Here" oraz utwór "Isotype". Ostatni z wyżej wymienionych numerów jest zdecydowanie najlepszym kawałkiem na płycie. Ten sześciominutowy, hipnotyczny i pełen ciekawych elektronicznych dźwięków kawałek przypomina wczesne hity kapeli i nawiązuje w dużej mierze do utworu "Neon Light" grupy Kraftwerk, będącej przecież jedną z najważniejszych inspiracji OMD.

Po kolejnym z kolei przesłuchaniu wypada stwierdzić, że zespołowi w ogóle dość fajnie wyszła ta płyta. "Art Eats Art" to dyskotekowy banger, mogący śmiało konkurować z kawałkami Daft Punk na parkiecie, a "Precision & Decay" oraz "La Mitrailleuse" to ciekawe przerywniki świetnie spajające płytę w jedną, interesującą całość. Na "The Punishment of Luxury" nie ma niestety hitu na miarę kultowych utworów "Souvenir", "Joan of Arc (Maid of Orleans)", "So in Love" czy też przede wszystkim "If You Leave", co oznacza, że OMD w dalszym ciągu będzie postrzegany przez większość Polaków jako produkt czy też relikt lat 80.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci