Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Muncie Girls - Fixed Ideals

augustc

Muncie_Girls_Fixed_Ideals

Muncie Girls - Fixed Ideals (2018) Specialist Subject Records

1.Jeremy - 03:47
2.Picture of Health - 03:34
3.High - 03:47
4.Clinic - 03:24
5.Falling Down - 03:33
6.Isn't Life Funny - 03:03
7.Bubble Bath - 03:53
8.Fig Tree - 03:19
9.Locked Up - 01:44
10.In Between Bands - 03:23
11.Laugh Again - 02:46
12.Hangovers - 02:36
13.Family of Four - 03:36

Wiele sobie obiecywałem po najnowszym dziele rockowej grupy Muncie Girls. Brytyjski zespół według zachodnich dziennikarzy jest nie tylko nadzieją na przyszłość, ale już w tej chwili jest grupą, która bije na głowę inne zespoły rockowe. Maksymalne oceny w magazynach "Kerrang" i "NME" mówią same za siebie. Dla mnie jednak najistotniejsze było to, że Muncie Girls zostali obwołani następcami takich grup jak The Replacements czy uwielbianej przeze mnie Siouxsie and the Banshees. Notabene cóż to byłoby za wydarzenie gdyby nagle na scenie pojawiła się kobieca postać utalentowana i kreatywna jak Siouxsie Sioux. Lande Hekt uzdolniona może i jest, jednak do legendarnej wokalistki jej na razie daleko. Co do  "Fixed Ideals" to przyjemnie się słucha tego pop-punkowego hałasu, ale nie jest to wielka płyta. Ponadto konia z rzędem temu kto znajdzie tu choć jeden utwór, który przejdzie do historii rocka. Na "Fixed Ideals" nic takiego nie ma. Podsumowując jest to całkiem niezły krążek, jednak ja wracam do swojej kolekcji płyt z lat 80.

Paul McCartney - Egypt Station

augustc

Paul_McCartney__Egypt_Station

Paul McCartney - Egypt Station (2018) Capitol

 01. Opening Station (0:42)
   02. I Don’t Know (4:27)
   03. Come On To Me (4:11)
    04. Happy With You (3:34)
   05. Who Cares (3:13)
   06. Fuh You (3:23)
    07. Confidante (3:04)
    08. People Want Peace (2:59)
   09. Hand In Hand (2:35)
   10. Dominoes (5:02)
    11. Back In Brazil (3:21)
    12. Do It Now (3:17)
    13. Caesar Rock (3:29)
    14. Despite Repeated Warnings (6:58)
   15. Station II (0:47)
   16. Hunt You Down/Naked/C-Links (6:23)

Paul_McCartney

Dziennikarz magazynu "Rolling Stone" Colin St. John wyliczył, że Paul McCartney przez 29 lat nie miał hitu w Stanach Zjednoczonych! Tyle bowiem lat minęło pomiędzy sukcesami utworów "Spies Like Us” oraz “FourFiveSeconds". Teza jaka nasuwa się na myśl w związku z tym artykułem jest jednoznaczna. Paul McCartney przez lata był artystą zapomnianym, żeby odrodzić się jak feniks z popiołów dzięki współpracy z młodymi, zdolnymi Amerykanami: Kanye Westem i Rihanną. Jednak ta sugestia jest mocno naciągana. Co prawda Paul McCartney od połowy lat 80. nie nagrał hitu na miarę przebojów The Beatles, ale wciąż był bardzo popularny. Bajkowy numer "Once Upon a Long Ago", charytatywny utwór "Ferry Cross the Mersey" czy zainspirowany brzmieniami latynoskimi "Hope of Deliverance" to były przecież wielkie światowe hity.

Poza tym prawie każdy album McCartneya z ostatnich 30 lat świetnie się sprzedawał w Stanach Zjednoczonych. Tak jest też z najnowszym albumem artysty "Egypt Station", który z miejsca zdobył szczyt amerykańskiej listy Billboard 200! W tym miejscu warto jeszcze dodać, że Paul McCartney bardziej niż na pisaniu radiowych hitów skupia się na tworzeniu dobrych od początku do końca albumów. Został zresztą za to nagrodzony. Płyty "Flaming Pie" i "Chaos and Creation in the Backyard" były nominowane do nagrody Grammy w kategorii album roku. Równie dobry co wspomniane krążki jest "Egypt Station". Co prawda album nie powala na łopatki przy pierwszym przesłuchaniu, ale z biegiem czasu można się w tym dziele zakochać.

Płaczliwa, soulowa ballada "I Don't Know", mocny, rytmiczny rockowy numer "Come On to Me" oraz folkowy, zdominowany przez brzmienie akustyków kawałek "Happy with You" świetnie wprowadzają w klimat płyty i dają nadzieję na to, że do końca będzie ciekawie. Tak jest w istocie. Najmocniejsze fragmenty płyty znajdują się jednak w drugiej jej części. Niezwykle bogato zaaranżowana ballada "Hand in Hand" z fletami, akustykami, smykami oraz fortepianem wyciska łzy. "Back in Brazil" to wycieczka do klubu, gdzie rządzą latynoskie rytmy. "Despite Repeated Warnings" to z kolei rockowa suita, składająca się z kilku połączonych ze sobą fragmentów muzycznych. Ten ostatni utwór bardziej przypomina progresywne eskapady Eltona Johna  z lat 70. niż przeboje ex-Beatlesa.

Podsumowując "Egypt Station" to naprawdę dobry album. Jaki inny idol sprzed laty może się popisać takim dziełem jak Paul McCartney? Chyba żaden.

Gorillaz - The Now Now

augustc

Gorillaz__The_Now_Now

Gorillaz - The Now Now (2018) Parlophone


    01. Humility (feat. George Benson) – 3:17
   02. Tranz – 2:42
   03. Hollywood (feat. Snoop Dogg & Jamie Principle) – 4:53
   04. Kansas – 4:08
   05. Sorcererz – 3:00
   06. Idaho – 3:42
    07. Lake Zurich – 4:13
    08. Magic City – 3:59
    09. Fire Flies – 3:53
    10. One Percent – 2:21
    11. Souk Eye – 4:34

Muzycy ukrywający się za kreskówkowymi postaciami pod raz kolejny atakują rynek. I robią to całkiem udanie. Nowego albumu Gorillaz słucha się naprawdę nieźle. Większość fanów jest zadowolona z premierowych kawałków, w których brzmienia elektroniczne mieszają się przede wszystkim z funkiem i soulem. "The Now Now" jest jednak płytą, której słuchanie nie wzbudza żadnych specjalnych uczuć. Takie numery jak "Sorcererz", "Lake Zurich" czy "Humility" są przyjemne, jednak nie wzbudzają wielkich emocji. Po ich przesłuchaniu spokojnie wraca się do innych zajęć i o nich zapomina. Nie jest to najlepsza rekomendacja dla Damona Albarna. Jednakże nawet na tak mało ważnym w dyskografii artysty albumie znajdują się kawałki, które z przyjemnością można zapodać sobie jeszcze kilka razy. Chodzi o numery "Tranz" i "Hollywood". Może nie jest to mistrzostwo świata i te numery nie mogą się  równać z: "Out of Time", "Parklife", "DARE" czy "Feel Good Inc.", ale słychać w nich rękę mistrza.

Troye Sivan - Bloom

augustc

Troye_Sivan__Bloom

Troye Sivan - Bloom (2018) EMI Australia, Capitol


    01. Seventeen – 3:38
    02. My My My! – 3:25
    03. The Good Side – 4:29
    04. Bloom – 3:42
    05. Postcard (feat. Gordi) – 3:36
    06. Dance to This (feat. Ariana Grande) – 3:51
    07. Plum – 3:06
    08. What a Heavenly Way to Die – 3:07
    09. Lucky Strike – 3:28
    10. Animal – 4:25

Drugi studyjny album Troye'a Sivana jest najlepiej ocenioną płytą pop wydaną w tym roku. Niestety "Bloom" jest dziełem rozczarowującym. Piosenkarz ma aparycję młodego Davida Bowiego oraz Marca Almonda z Soft Cell, co widać na zdjęciach. Niestety temu młodzianowi zdecydowanie bliżej do znienawidzonego i opluwanego przez krytyków muzycznych Jasona Donovana niż do wymienionych wyżej tuzów muzycznych. I to wcale nie dlatego, że Troye Sivan tak jak Jason Donovan ma obywatelstwo australijskie. Artysta, tak jak Donovan, nie ma po prostu pomysłu na piosenki, a tym bardziej na cały album.

Niektóre utwory z "Bloom" mogą się bardzo podobać. Należą do nich dynamiczne, zdominowane przez brzmienie instrumentów elektronicznych nagrania "My My My! i "Dance to This" oraz fortepianowa ballada "Postcard". Jednak nudna jak flaki z olejem akustyczna ballada "The Good Side"  oraz wyjątkowo nijaka, elektroniczna rąbanina "What a Heavenly Way to Die" rozwiewają złudzenia wszystkich osób, które mają nadzieję na obcowanie z wielkim albumem.

Troye Sivan to na pewno ciekawa postać we współczesnej muzyce. Jego czasy być może nadejdą. Artysta ma dużo atutów, aby tak się stało. Na razie jednak jest tylko muzykiem, którego twórczość można zaproponować fanom Shawna Mednesa, Justina Biebera i Years & Years. Szum medialny wokół jego nowego albumu można natomiast wytłumaczyć modą na ludzi wywodzących się ze środowiska LGBT, bo jakże inaczej. "Bloom" to album niezły, ale na pewno nie wybitny.  

Mac Miller - wspomnienie

augustc

Mac_Miller_2

Mac Miller 1992-2018

Mac_Miller

Awatar artysty w serwisie społecznościowym Facebook

W piątek w amerykańskim show-biznesie wybuchła prawdziwa bomba. Serwis "TMZ" podał informację, że Mac Miller nie żyje. Jeden z najzdolniejszych muzyków młodego pokolenia został znaleziony martwy w swoim domu. Przyczyną śmierci artysty było najprawdopodobniej przedawkowanie narkotyków. Była to najczęściej czytana wiadomość ostatnich dni w serwisach rozrywkowych.

Niestety odłamek tej medialnej bomby zranił dość mocno byłą dziewczynę rapera Arianę Grandę. To właśnie na nią internauci wylali morze hejtu i oskarżyli o to, że przyczyniła się do śmierci piosenkarza. Jednak te oskarżenia są wyjątkowo nie fair. Ariana Grande zerwała z Mac Millerem z powodu jego problemów z używkami. Raper narkotyzował się między innymi napojem lean, czyli połączeniem kodeiny, tabletek i napoju gazowanego oraz jeździł samochodem po pijaku. Dla bogobojnej Grande takie rzeczy były nie do przyjęcia. Stwierdziła, że związek z gwiazdą rapu był generalnie przerażającym doświadczeniem i że będzie modliła się o to, aby Mac Miller wszystko sobie poukładał. Jak widać raper po odejściu Ariany Grande nic sobie nie poukładał. Zmarł znarkotyzowany w wieku zaledwie 26 lat.

Mac Miller mimo tego, że na rynku działał niezwykle krótko zostawił po sobie ważny ślad w historii muzyki popularnej. Wydał pięć studyjnych płyt i miał na koncie kilka przebojów jak: dość żwawe "Weekend" i "Dang!" czy mroczny "Self Care". Ten ostatni numer jest zilustrowany bardzo niepokojącym teledyskiem, notabene ostatnim w karierze! W klipie raper leży w trumnie, pali w niej papierosa i wycina nożem napis "Memento Mori" (pl."Pamiętaj, że umrzesz"). Najbardziej znanym hitem Maca jest jednak jego debiutancki singiel "Donald Trump",  zainspirowany oczywiście postacią magnata finansowego i polityka Donalda Trumpa. Mac Miller śpiewał w nim, że jego ambicją jest, aby osiągnąć taki sukces jak biznesmen. Jak widać raper dopiął swego, ale jakim kosztem! Jego problemy z używkami zaczęły się od tego, że Mac Miller nie mógł poradzić sobie ze stresem, a ten jest obecny w życiu wszystkich młodych ludzi goniących za pieniędzmi i karierą.

Blood Orange - Negro Swan

augustc

Blood_Orange__Negro_Swan

Blood Orange - Negro Swan (2018) Domino

1. Orlando - 3:03
2. Saint - 3:12
3. Take Your Time - 2:51
4. Hope (featuring Puff Daddy and Tei Shi) - 4:00
5. Jewelry - 4:32
6. Family (featuring Janet Mock) - 0:42
7. Charcoal Baby - 4:02
8. Vulture Baby - 1:14
9. Chewing Gum (featuring ASAP Rocky and Project Pat) - 4:24
10. Holy Will (featuring Ian Isiah) - 4:22
11. Dagenham Dream - 2:45
12. Nappy Wonder - 2:38
13. Runnin' (featuring Georgia Anne Muldrow) - 3:55
14. Out of Your League (featuring Steve Lacy) - 2:21
15. Minetta Creek - 1:58
16. Smoke - 3:33

Blood_Orange

Devonté Hynes znany bardziej jako Blood Orange jest uważany za jedną z największych nadziei brytyjskiej muzyki. Najnowszy studyjny album muzyka "Negro Swan" otrzymał znakomite recenzje w prasie i jest jednym z głównych kandydatów do zdobycia różnego rodzaju nagród za płytę roku. Dev Hynes, wbrew temu co się o nim teraz mówi, żółtodziobem w branży nie jest. Artysta rozpoczął karierę w 2004 roku w dance-punkowej grupie Test Icicles, w której grał na gitarze i na syntezatorach. Po rozpadzie kapeli Hynes występował jako Lightspeed Champion i prezentował muzykę rockową. Od 2011 roku muzyk  wykonuje mieszkankę r&b i muzyki elektronicznej i występuje jako Blood Orange. Piosenkarzowi idzie naprawdę nieźle. Poprzednie trzy krążki z "Freetown Sound" z 2016 roku na czele zostały świetnie przyjęte przez fanów oraz media. Jednak to najnowsze dzieło artysty "Negro Swan" rozniosło system.

Niespiesznie toczące się utwory z nowej płyty z początku średnio zapadają w pamięć.  Jeżeli ktoś wraca do kawałków z "Negro Swan" to nie ze względu na melodie, ale na wysublimowane brzmienie, piękne, atmosferyczne partie instrumentów elektronicznych ("Dagenham Dream", "Charcoal Baby", "Jewelry") oraz uzależniający głos artysty. Oczywiście atutów "Negro Swan" ma znacznie więcej. Przecież to pojawiające się gdzieniegdzie efektowne partie dęciaków, instrumentów perkusyjnych oraz gitar także przyczyniły się do sukcesu albumu.

Blood Orange kroczy tą samą ścieżką co The Weeknd w czasach, gdy ten nie był tak bardzo komercyjny. Fani wysublimowanego r&b, soulu oraz popu na pewno za to docenią  "Negro Swan", natomiast do reszty słuchaczy ta wspaniała muzyka może nie dotrzeć. Powodem jest tu brak jakiegokolwiek utworu z potencjałem radiowym. Najbardziej z tej płyty wbija się w mózg pierwszy utwór "Orlando"  nawiązujący do strzelaniny w nocnym klubie dla gejów w Orlando na Florydzie w 2016 roku oraz pobicia Deva Hynesa w autobusie gdy był młody (tak, Blood Orange to artysta poważny i opowiada o rzeczach trudnych). Jednak nawet ten numer nie ma w sobie przebojowości znanej z utworów The Weeknd czy Prince'a, do którego Hynes też jest porównywany.  Oznacza to, że tą muzykę poznają tylko wybrańcy, osoby kochające dobrą muzykę i szukające niebanalnych brzmień w sieci.

Idles - Joy as an Act of Resistance

augustc

Idles__Joy_as_an_Act_of_Resistance

Idles - Joy as an Act of Resistance (2018) Partisan

1. Colossus - 5:39
2. Never Fight a Man with a Perm - 3:48
3. I'm Scum - 3:09
4. Danny Nedelko - 3:24
5. Love Song - 3:05
6. June - 3:35
7. Samaritans - 3:30
8. Television - 3:12
9. Great - 2:44
10. Gram Rock - 2:29
11. Cry to Me - 2:14
12. Rottweiler - 5:25

1024pxIdles__Haldern_Pop_Festival_2017__Alexander_Kellner__8

Wielbiciele post-punka mają powody do zadowolenia. Okazuje się, że są jeszcze ludzie, którzy lubią granie jakie prezentowały w latach 80. takie kapele jak: Bauhaus, Gang of Four czy Nick Cave & the Bad Seeds i w swojej muzyce jawnie nawiązują do tych klimatów. Do tej grupy ludzi zaliczają się muzycy z zespołu Idles. Najważniejsze w tym jest jednak to, że  robią to w  sposób przekonujący. Pięciu gwiazdek na pięć nie dostaje się przecież w "NME" za byle co.

Druga studyjna płyta punkowców z Bristolu przynosi dużo fajnej, hałaśliwej muzyki, choć mocno w pamięć zapada jedynie wybrany do promocji "Colossus".

Rok temu ten zespół zagrał świetnie przyjęty koncert na OFF Festivalu. Jak tak dalej pójdzie to w przyszłości będziemy widzieć Idles na głównej scenie Open'era.

Ariana Grande - Sweetener

augustc

Ariana_Garnde__Sweetener

Ariana Grande - Sweetener (2018) Republic Records

    01. Raindrops (An Angel Cried) – 0:37
    02. Blazed (feat. Pharrell Williams) – 3:16
    03. The Light Is Coming (feat. Nicki Minaj) – 3:48
    04. R.E.M – 4:05
   05. God Is a Woman – 3:17
    06. Sweetener – 3:28
    07. Successful – 3:47
    08. Everytime – 2:52
    09. Breathin – 3:18
    10. No Tears Left to Cry – 3:25
    11. Borderline (feat. Missy Elliott) – 2:57
    12. Better Off – 2:51
    13. Goodnight n Go – 3:09
    14. Pete Davidson – 1:13
    15. Get Well Soon – 5:22

Ariana_Grande

Ariana_Grande_2

powyżej: Ariana Grande

bbc_attack

cnn_manchester_attack

komunikat

 

Tego typu komunikaty zdominowały światowe media po zamachu terrorystycznym w Manchesterze 22 maja 2017 roku. Wybuch, który nastąpił przed Manchester Arena po koncercie Ariany Grande zabił i ranił setki osób. To był istny Armageddon. Atak skierowany przeciwko fanom amerykańskiej piosenkarki, rekrutujących się głównie wśród młodzieży wywołał szok i oburzenie światowej opinii publicznej.

Papież Franciszek poinformował, że jest "głęboko zasmucony" z powodu "barbarzyńskiego ataku" terrorystycznego w Manchesterze. Prezydent USA Donald Trump nazwał stojących za zamachem ludzi "przegranymi złoczyńcami". Z kolei prezydent Rosji Władimir Putin nazwał zamach cyniczną i nieludzką zbrodnią.

Po tym zdarzeniu nie było już na świecie osoby, która by nie wiedziała kim jest Ariana Grande. Idolka nastolatek była na ustach wszystkich. W obliczu tragedii Ariana Grande zachowała się najlepiej jak mogła. Udowodniła, że nie jest jeszcze jedną skretyniałą celebrytką ani też zaćpaną gwiazdą, która ma wszystko gdzieś. Gwiazda pop skontaktowała się z rodzinami osób, które zginęły w Manchester Arena i zaoferowała swoją pomoc. Zapłaciła za pogrzeby ofiar zamachu. Dwa tygodnie po tragedii odbył się natomiast zorganizowany przez piosenkarkę koncert charytatywny "One Love Manchester", podczas którego zbierano fundusze na pomoc rodzinom osób poszkodowanych w ataku. Akcja zakończyła się sukcesem. Uzbierano 10 mln funtów. "One Love Manchester" był też wielkim wydarzeniem artystycznym, w którym uczestniczyli tacy artyści jak: Marcus Mumford, Take That, Robbie Williams, Pharrell Williams, Miley Cyrus, The Black Eyed Peas, Coldplay i Liam Gallagher.

Między innymi z powodu wspomnianej tragedii i wszystkiego co się po niej wydarzyło, "Sweetener" był najbardziej oczekiwaną premierą muzyczną w tym roku. Ale warto podkreślić, że nie był to jedyny powód, dla którego nowa płyta Ariany Grande okazała się wielkim bestsellerem już w dniu premiery. Przeboje piosenkarki to złoto w świecie muzyki pop. Nowoczesne, świeże brzmienie i chwytliwe melodie sprawiają, że utwory Grande zapodają sobie ludzie słuchający na co dzień muzyki odległej od popu o całe galaktyki.

Poza tym Ariana Grande to prawdziwy fenomen. Jeżeli dajmy na to jakiś facet wrzuca na tablicę Facebookową jej numer to nie dlatego, aby się przypodobać jakiemuś zblazowanemu dziewczęciu (a tak jest w 99 procentach przypadków, gdy na prywatnych stronach portali społecznościowych pojawiają się modne obecnie numery r&b lub hip-hopowe). Utwór Ariany Grande pojawia się w tym miejscu z miłości do piosenkarki, gdyż  jest ona prawdziwą Boginią Miłości, której nie są w stanie oprzeć się nawet duchowni. Prowadzący ceremonię pogrzebową Arethy Franklin biskup Charles H. Ellis uścisnął obecną na pożegnaniu ikony soulu Arianę Grandę tak, że palcami dotykał jej biustu. Wszystko na oczach milionów widzów. Duchowny przeprosił za swoje zachowanie. "Nigdy moją intencją nie było dotknięcie biustu jakiejkolwiek kobiety". Biskupa fani szybko rozgrzeszyli. Ariana Grande to przecież nie kobieta, tylko Bogini. Sługa pański znalazł się pod jej urokiem, był w strefie jej wpływów.

Słuchacze po odpaleniu "Sweetener" też znajdą się w zasięgach jej czarów. Bardzo dobrze, bo "Sweetener" wypełnia bardzo przyjemna muzyczka. Krążek otwiera de facto funkujący, wesoły "Blazed" nagrany wraz z Pharellem Williamsem. Dla fanów Pharella będzie to najlepszy numer na płycie, natomiast dla ludzi nie przepadających za produkcjami artysty wtórny numer, który należy pominąć. O wiele ciekawiej prezentuje się następny numer na płycie "The Light Is Coming". Piosenka została zainspirowana nowoczesnym r&b oraz hip-hopem i została nagrana wraz z Nicki Minaj, z którą Ariana bardzo dobrze się rozumie (piosenkarki mają już na koncie wielki przebój "Side to Side"). Oprócz fajnego, łatwego do zapamiętania refrenu warto też zwrócić w tym utworze na ciekawą produkcję Pharella. W tle bez przerwy słychać między innymi okrzyk "You wouldn't let anybody speak for this and instead!" wycięty z archiwalnego nagrania CNN, gdzie jakiś mężczyzna darł się na senatora Arlena Spectera pod ratuszem w Pensylwanii. Pharell jak widać lubi przepychanki polityczne, choć część osób ma mu to za złe.

Leniwy i hipnotyczny utwór "R.E.M" jak wskazuje tytuł traktuje o spaniu. Tak na dobrą sprawę ten kawałek można pominąć. Nie ma go nawet co porównywać do innych piosenek poruszających tą tematykę, np. "I'm Only Sleeping" The Beatles. Złe wrażenie po tym numerze szybko odchodzi w niepamięć, bo zaraz po nim Ariana Grande porusza boskie tematy. Utrzymany w średnim tempie numer "God Is a Woman" zdominowany przez brzmienie automatów perkusyjnych i syntezatorów to jeden z najmocniejszych fragmentów nowej płyty Ariany. Dwa następne kawałki to znowu robota Pharella. Wszystko tam jest ok, aczkolwiek ciężko się nimi zachwycać. Serce zaczyna szybciej bić dopiero przy dyskotekowym kawałku "Breathin", brzmiącym jak numer ...Davida Guetty, choć Francuz nie współpracował przy nim z  Arianą Grande.

Jeszcze lepszy jest także utrzymany w dyskotekowym stylu "No Tears Left to Cry". Utwór został zainspirowany brytyjską muzyką elektroniczną z lat 90., ochrzczoną przez krytyków jako garage, charakteryzującą się housowym brzmieniem, dynamicznym rytmem i buczącym basem. "No Tears Left to Cry" nawiązuje w pewien sposób do tragedii w Manchesterze. Dowodem na to oprócz brytyjskiego, nietypowego jak na twórców amerykańskich, brzmienia jest tekst: "Jestem teraz w takim stanie umysłu/w którym chcę być przez cały czas/Skończyły mi się już łzy/Więc podnoszę się, podnoszę się". Przekaz Ariany Grande jest jasny. Artystka podnosi się po rzezi w Manchesterze, która wpłynęła na nią bardzo źle.

Później napięcie trochę spada, aczkolwiek przeróbki ballady "Goodnight and Go" mało znanej angielskiej piosenkarki Imogen Heap oraz soulowego numeru "Get Well Soon" słucha się całkiem nieźle.

"Sweetener" to na pewno jeden z najważniejszych i najfajniejszych krążków ostatnich miesięcy, aczkolwiek ciężko go nazwać wybitnym. Na niekorzyść tego bardzo dobrego albumu działa też fakt, że diwa na poprzednich krążkach zaprezentowała naprawdę kawał dobrej muzyki. W porównaniu do takich nagrań jak: "One Last Time", "Problem", "Break Free", "Into You", "Side to Side" czy "Dangerous Woman" część nagrań wypada naprawdę blado. Poza tym wpływ Pharella jest tu aż nazbyt widoczny. Tak czy inaczej warto posłuchać i poddać się Bogini Popu, bo prezentuje się naprawdę bardzo dobrze.

Alice in Chains - Rainier Fog

augustc

Alice_in_Chains__Rainier_Fog

AliceInChains920x584

Alice in Chains - Rainier Fog (2018) BMG

1. The One You Know - 4:49
2. Rainier Fog - 5:01
3. Red Giant - 5:25
4. Fly - 5:18
5. Drone - 6:30
6. Deaf Ears Blind Eyes - 4:44
7. Maybe - 5:36
8. So Far Under - 4:33
9. Never Fade - 4:40
10. All I Am - 7:15

 

"To jest skandal! Seksizm! Jak można tak nazwać zespół?" - biadoliły feministki, gdy w mediach pojawiła się grupa Alice in Chains (pl. Alicja w łańcuchach). Nazwa zespołu jednoznacznie kojarzyła się ze zniewoleniem kobiet i zaniepokojone nią były nawet matki muzyków. Jednak szum związany z nazwą zespołu szybko ucichł, bo wszyscy zainteresowali się jego muzyką. Młodzi rockmeni grali tak, że ludzie wyskakiwali z wrażenia z butów. Alice in Chains grają tak do dzisiaj. Właśnie ukazała się ich nowa płyta "Rainier Fog".

Dziennikarz opiniotwórczego magazynu "Rolling Stone" określił najnowszą płytę Alice in Chains jako monotonną i pozbawioną charakterystycznej dynamiki harmonii wokalnej Cantrella i Staleya z przeszłości. Wystawił przy tym niepochlebną ocenę nowemu wydawnictwu zespołu, co spotkało się z krytyczną reakcją fanów, na których nowe dzieło zespołu z Seattle zrobiło wielkie wrażenie. Na stronach internetowych słuchacze wystawiają albumowi "Rainier Fog" zazwyczaj ocenę maksymalną. I w tym przypadku to raczej fani są bliżej prawdy niż zajmujący się profesjonalną krytyką dziennikarze muzyczni, gdyż kapela znowu gra jak za najlepszych lat.

Alice in Chains w brytyjskiej prasie jest porównywane do AC/DC, aczkolwiek nie z powodu brzmienia zbliżonego bardziej do Black Sabbath, tylko z powodu historii. Po śmierci wokalisty Bona Scotta wydawało się, że AC/DC przestanie istnieć. Tak się jednak nie stało. Jego miejsce zajął Brian Johnson. Grupa się odrodziła i to właśnie z Johnsonem za mikrofonem osiągnęła największe sukcesy komercyjne i artystyczne. Gdy zmarł charakterystyczny wokalista Layne Staley wszyscy wróżyli Alice in Chains rychły koniec. Rzeczywiście w 2002 roku zespół został rozwiązany. Jednak nieoczekiwanie powrócił po latach z nowym wokalistą Williamem DuVallem w składzie i wydał znakomicie przyjętą płytę "Black Gives Way to Blue". Jakby tego było mało muzyka zespołu nie znacząco się nie zmieniła, gdyż DuVall śpiewa w bardzo podobnym stylu do Staleya.

To ostatnie przyczyniło się do tego, że niektórzy uważają, że nowe Alice in Chains to w pewnym sensie odgrzewany kotlet. Ludzie, którzy tak twierdzą mają trochę racji, gdyż Alice in Chains ma na swoim koncie album absolutnie genialny "Dirt". Uważany za opus magnum kultury grungowej i umieszczany na niemalże wszystkich listach najlepszych albumów w historii "Dirt" jest też dla swoich twórców pewnego rodzaju problemem. Wszystkie nagrania z DuVallem porównywane są do wielkich utworów zaśpiewanych przez Staleya, szczególnie z okresu "Dirt" i wypadają od nich gorzej.

Śpiew Layne'a Stayela był niezwykle ekspresyjny. Sprawiało to, że słuchanie dekadenckich tekstów poruszających najmroczniejsze problemy ludzkiej egzystencji wyśpiewywanych przez tego artystę było doświadczeniem dość mrocznym, a nawet nieprzyjemnym. To był niesamowicie wiarygodny artysta. Dlatego do grona jego fanów należą wszyscy muzycy rockowi z Jamesem Hetfieldem z Metalliki na czele oraz Elton John, a kukiełki z teledysku "I Stay Away" z 1994 roku umieszczone w specjalnej gablocie w Rockandrollowym Muzeum w Cleveland są traktowane jak relikwia. William DuVall to przy Staleyu niemal wyrobnik, rzemieślnik. Aczkolwiek to przecież też wybitny wokalista, wyróżniony nagrodami Fryderyka, Revolver Golden Gods Awards oraz kilkukrotnie nominowany do Grammy.

swimfinfan__Alice_in_Chains_dolls

photo credit: swimfinfan - Alice_in_Chains_dolls


"Rainier Fog" jest doskonałym prezentem dla wszystkich fanów mocnego rocka, a szczególnie Alice in Chans. Po raz kolejny powróciły ciężkie sabbathowe riffy, zharmonizowane partie wokalne, powolne tempo, psychodeliczny i niezwykle mroczny klimat oraz piękne melodie, czyli wszystko to co za pokochali ludzie ten zespół.

Podczas odsłuchu płyty warto zwrócić przede wszystkim uwagę na balladę "Maybe". Motywy akustyczne oraz hymniczne zaśpiewy w refrenie przypominają najlepsze kawałki Guns N' Roses. W latach gdy rock był popularniejszy to byłby murowany hit. Aczkolwiek na "Rainier Fog" prawie każdy numer jest godny uwagi. Powolny, dudniący  i bardzo ciężki "Drone" to Black Sabbath w najczystszej postaci. "Never Fade" brzmi jak szybki, klasyczny kawałek hard-rockowy z lat 80. Piosence "Deaf Ears Blind Eyes" najbliżej do ponurych, powolnych utworów z nutą psychodelii za które słuchacze  pokochali Alice in Chains we wczesnych latach 90. Natomiast wybrany do promowania całości agresywny kawałek "The One You Know” z melodyjnym refrenem został zainspirowany piosenką "Fame" Davida Bowiego. Lider kapeli Jerry Cantrell mówi, że chciał zagrać "Fame" w wersji metalowej i stąd taki numer.

Podsumowując "Rainier Fog" to naprawdę dobry album, którego warto posłuchać i świetny pretekst, aby kapela znowu odwiedziła Polskę. Jednocześnie nawet najlepsze kawałki z tej płyty nie mogą się równać z utworami z "Dirt". Ale przecież tamto dzieło to fenomen, kamień filozoficzny muzyki rockowej, arcydzieło. Nie ma chyba sensu niczego z tym porównywać. Ale zamiast katować po raz kolejny tą starą płytę można sięgnąć po nową, także bardzo ciekawą.

Aretha Franklin - Who's Zoomin' Who?

augustc

Aretha_Franklin__Whos_Zoomin_Who

Aretha Franklin - Who's Zoomin' Who? (1985) Arista

01. Freeway of Love - 5:52
    02. Another Night - 4:31
    03. Sweet Bitter Love - 5:11
    04. Who's Zoomin' Who? - 4:44
    05. Sisters Are Doin' It for Themselves (with Eurythmics) - 5:52
    06. Until You Say You Love Me - 4:23
    07. Ain't Nobody Ever Loved You - 4:50
    08. Push (with Peter Wolf) - 4:35
    09. Integrity - 5:38

Aretha_Franklin_Michael_Ochs_ArchivesGetty_Images

Napisać o Arethie Franklin, że była Królową Soulu i Największą Piosenkarką Stulecia to jakby nic nie napisać. Kariera artystki trwała ponad 60 lat! W tym czasie Pierwsza Dama Muzyki Soul wydała 42 albumy studyjne, siedem płyt live oraz niezliczoną liczbę albumów kompilacyjnych oraz singli. Była wielką inspiracją dla innych artystów, między innymi dla Davida Bowiego (pięknie ją zapowiedział podczas rozdania nagród Grammy w 1975 roku) oraz dla swojej córki chrzestnej Whitney Houston. Jej życie osobiste stało się przez to obsesją słynnego nowojorskiego dziennikarza Davida Ritza, który napisał o niej brawurową książkę "Respect. Życie Arethy Franklin" opisującą wszystkie jej słabostki. To właśnie dzięki wydanej parę lat temu książce Davida Ritza świat dowiedział się o rozwiązłym życiu seksualnym małoletniej Arethy Franklin oraz nałogach gwiazdy. Piosenkarka paliła swego czasu trzy paczki papierosów dziennie, a przed koncertami regularnie się upijała.

Po Arethie Franklin zostały doskonałe nagrania. "Respect", "(You Make Me Feel Like) A Natural Woman", "Chain of Fools", "Think" i "I Say a Little Prayer" to utwory z lat 60., które zapewniły jej miejsce w historii muzyki. Świetnie zostały przyjęte jej albumy studyjne z tego okresu "I Never Loved a Man the Way I Love You", "Lady Soul" i "Aretha Now". Wspomniane płyty okazały się wielkimi sukcesami artystycznymi i komercyjnymi. Jednak najpopularniejszym albumem studyjnym z karierze Franklin okazał się inny krążek - "Who's Zoomin' Who?" z 1985 roku. I temu albumowi się przyjrzymy.

"Who's Zoomin' Who?" to 33. studyjna płyta w karierze tej niezwykle płodnej piosenkarki. Artystka nagrała go w czasie, gdy została niejako odkryta na nowo. Kontrakt z wytwórnią Arista zawarty w 1980 roku przyniósł jej albumy cieszące się większym powodzeniem niż większość jej dokonań z lat 70., a sama wokalistka dzięki roli w kultowej komedii "Blues Brothers" stała się rozpoznawalna nie tylko wśród fanów bluesa, gospel oraz muzyki soul, ale też wśród laików. Aretha postanowiła pójść za ciosem. Chciała nagrać bestseller i udało jej się to. Postawiła na nowe brzmienia. W wywiadzie dla magazynu "Rolling Stone" udzielonego w 1985 roku ta wielka gwiazda muzyki soul z lat 60. powiedziała, że "bardzo jej się podoba to, co obecnie jest prezentowane w radiu i dlatego chciała nagrać coś w ten deseń". Stąd wziął się krążek "Who's Zoomin' Who?".

Album rozpoczyna utrzymany w szybkim tempie i zawierający mnóstwo dyskotekowych brzmień "Freeway of Love". Warto zauważyć, że utwór został przyozdobiony powszechnie uwielbianą saksofonową solówką autorstwa Clarence'a Clemonsa z grupy Bruce'a Springstena. Taneczny pop w wykonaniu legendy muzyki soul bardzo przemówił do Amerykanów. "Freeway of Love" okazał się jednym z największych hitów 1985 roku, natomiast sama Aretha otrzymała za niego Grammy w kategorii "Najlepsze Żeńskie Wokalne Wykonanie R&B". Notabene Aretha Franklin była w tej kategorii nagród Grammy hegemonem - artystka otrzymała aż 11 wyróżnień, w tym 8 w latach 1968-1975.

Jeszcze ciekawszą piosenką od "Freeway of Love" wydaje się kolejny numer na płycie "Another Night", upiększony brzmieniami syntezatorów oraz ostrymi gitarowymi riffami. Po głębszym zastanowieniu trzeba jednak stwierdzić, że ten numer przypomina twórczość niezwykle modnej w tamtym okresie Tiny Turner, a Aretha śpiewa niemal w nim niemal identycznie co "Królowa Rock and Rolla". Następującej zaraz po nim nastrojowej ballady "Sweet Bitter Love" oraz bujającej, rytmicznej piosenki "Who's Zoomin' Who" słucha się bardzo dobrze, choć bez większych emocji.

Później ma miejsce punkt kulminacyjny płyty, czyli "Sisters Are Doin' It for Themselves" nagrany przez Arethę do spółki z synth-popowym duetem Eurythmics. Gwoli uczciwości trzeba jednak dodać, że swoje trzy grosze wtrącili do tego utworu inni muzycy - kawałek jest ukraszony między innymi świdrującymi i niezwykle zapadającymi w pamięć gitarowymi riffami autorstwa Mike'a Campbella z grupy Tom Petty & the Heartbreakers. Ten energiczny numer jest jedynym z tej płyty, którego wielka sława przetrwała do dziś i to nie tylko dlatego, że ten kawałek w latach 80. był pewnego rodzaju hymnem feministek - Aretha Franklin i Annie Lennox wykrzykują w nim: "jesteśmy lekarkami, prawnikami, politykami też /wszyscy- rozejrzyjcie się wokół /Siostry biorą sprawy w swoje ręce".

"Sisters Are Doin' It for Themselves" to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i najlepszych numerów zaśpiewanych przez Arethę Franklin. Nic więc dziwnego, że został nominowany do nagrody Grammy w kategorii "Najlepsze Wokalne Wykonanie R&B przez duet lub grupę". Nagrodę zdobył jednak kawałek Commodores "Nightshift", poświęcony tragicznie zmarłym piosenkarzom Marvinowi Gaye'owi oraz Jackiemu Wilsonowi.

Po "Sisters Are Doin' It for Themselves" napięcie na płycie spada. Przypominająca najlepsze ballady Michaela Jacksona piosenka "Until You Say You Love Me" oraz pop-rockowa petarda "Push", nagrana do spółki z Peterem Wolfem z formacji The J. Geils Band (to ten facet, który wyśpiewał nieśmiertelne "Centerfold") nie są w stanie przykuć aż tak bardzo uwagi słuchaczy co słynny przebój nagrany z Eurythmics.

Podsumowując "Who's Zoomin' Who?" to naprawdę porządnie zrobiony album łączący w sobie brzmienia popowe, rockowe, soulowe i taneczne. Każdy fan muzyki lat 80. powinien kiedyś go posłuchać. Po śmierci Fraklin wszyscy puszczają sobie jej łzawe ballady. Fani powinni raczej poznać i rozkoszować się "Who's Zoomin' Who?", który jest wesoły, szybki i przypomina przejażdżkę rollercoasterem, bo Aretha pomimo wszystkich przeciwności losu to pozytywna kobieta była.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci