Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Phoenix - Ti Amo

augustc

phoenix__ti_amo

Phoenix - Ti Amo (2017) Loyauté

01. J-Boy – 4:08
    02. Ti Amo – 3:25
    03. Tuttifrutti – 3:52
   04. Fior di Latte – 4:03
   05. Lovelife – 2:31
   06. Goodbye Soleil – 3:55
   07. Fleur de Lys – 3:43
    08. Role Model – 4:35
    09. Via Veneto – 2:41
    10. Telefono – 3:43

Płyta "Ti Amo" miała być bombą, która miała zdewastować rynek muzyczny w tym roku. Genialni Francuzi z zespołu Phoenix wzięli bowiem na warsztat italo disco z zamiarem nagrania najbardziej przebojowego albumu z muzyką pop w tym roku! Niestety "Ti Amo" nie spełnia w ogóle oczekiwań. Zamiast płyty na maksa wypełnionej przebojami w stylu starych utworów Gazebo, Savage czy Righeiry mamy krążek z muzyką zawierająca co prawda italo disco, ale hitów tutaj jak na lekarstwo. Francuzom starczyło inwencji zaledwie na nagranie kilku naprawdę dobrych, przebojowych utworów, konkretnie czterech: "J-Boy", "Ti Amo", "Tuttifrutti" i "Fleur de Lys". Resztę płyty zajmują wypełniacze, o których słuchacze zapomną od razu po wyjęciu "Ti Amo" z odtwarzacza. Po zespole, który wymyślił ciekawe, wyrafinowane brzmienie, ma trochę rozpoznawalnych kawałków na koncie i w dodatku otrzymał nagrodę Grammy można było spodziewać się więcej. Fanom gatunku nie pozostaje nic innego jak odpalenie wysłużonych kompaktów z muzyką Fancy'ego, bo Phoenix zwyczajnie nie dali rady.  

Laurel Halo - Dust

augustc

laurel_halo__dust

laurel_halo_official_photo

Laurel Halo - Dust (2017) Hyperdub

1. Sun to Solar - 5:33
2. Jelly - 4:55
3. Koinos - 2:50
4. Arschkriecher - 1:35
5. Moontalk - 4:24
6. Nicht Ohne Risiko - 1:41
7. Who Won? - 3:44
8. Like an L - 3:58
9. Syzygy - 6:30
10. Do U Ever Happen - 5:14
11. Buh-Bye - 3:14

Najnowsza płyta Laurel Halo jest bez wątpienia wypełniona muzyką, o jakiej marzą melomani! Ale od początku. Kim jest w ogóle ta tajemnicza Pani? Artystka pochodzi ze Stanów Zjednoczonych i pojawiła się na rynku muzycznym w 2006 roku. Lauren Halo uznanie krytyków oraz słuchaczy zyskała po wydaniu pierwszego studyjnego albumu "Quarantine" z 2012 roku, wypełnionego awangardową muzyką pop. Od tego czasu wypuściła na rynek między innymi: parę EP-ek oraz zawierający eksperymentalne techno, studyjny krążek "Chance of Rain".

"Dust" jest trzecim studyjnym albumem Laurel Halo i dziełem, na które powinni zwrócić uwagę wszyscy miłośnicy muzyki elektronicznej. Do pracy nad tym niezwykle bogatym, pogmatwanym i trudnym do zrozumienia krążkiem Lauren Halo zaprosiła mnóstwo niezwykłych gości, dzięki którym "Dust" robi tak niesamowite wrażenie. Do zrealizowania swojej wyjątkowej muzycznej wizji Laurel Halo ściągnęła do studia między innymi: wybitnego perkusistę Eli Keszlera, którego szybka, wibrująca gra przewija się przez cały album, rhythm and bluesowe piosenkarki Klein i Lafawndah, a także angielskiego pisarza Michaela Salu. Ostatni z wyżej wymienionych artystów wokalnie udzielił się w hipnotycznym kawałku "Who Won?", zdominowanym przez dziwne elektroniczne dźwięki oraz piękne, aczkolwiek mroczne brzmienie saksofonu Diamond Terrifiera.

"Dust" jest niezwykle wyrafinowaną płytą, przeznaczoną głównie dla wielbicieli nowoczesnej muzyki elektronicznej w stylu Oneohtrix Point Never, jednakże fani ambitnej muzyki pop również znajdą tutaj coś dla siebie. Hipnotyczny, pokręcony numer "Jelly" zaśpiewany wspólnie przez wspomniane Klein i Lafawndah, króciutkie, niepokojące nagranie "Arschkriecher", przypominające klimatem "Blackstar" Davida Bowiego oraz radosny, zmysłowy, utrzymany w tropikalnych klimatach i do tego zaśpiewany po japońsku utwór "Moontalk" to najbardziej zapadające w pamięć tego nieszablonowego, wymyślnego krążka. Większość odbiorców podczas odsłuchu "Dust" najpewniej zwróci uwagę na wymienione wyżej kawałki, aczkolwiek cała płyta jest zjawiskowa, ciekawa i sprawi przyjemność wielu miłośnikom różnego rodzaju muzyki.  

Elton John - Jump Up!

augustc

elton_john__jump_up

Elton John - Jump Up! (1982) Rocket, Geffen

    01. Dear John  – 3:28
   02. Spiteful Child – 4:11
    03. Ball and Chain – 3:27
    04. Legal Boys – 3:08
   05. I Am Your Robot – 4:42
    06. Blue Eyes – 3:25
    07. Empty Garden (Hey Hey Johnny) – 5:05
    08. Princess  – 4:55
   09. Where Have All the Good Times Gone? – 3:58
   10. All Quiet on the Western Front – 6:00

"Jump Up!" nie jest może płytą idealną, ale jest to bez wątpienia album na jaki czekali w 1982 roku wszyscy wielbiciele muzycznego talentu Eltona Johna, szczególnie po kilku zdecydowanie słabszych pozycjach w dyskografii gwiazdora. To krążek zawierający pełno idealnie skrojonych pod stacje radiowe hitów, jednak żaden krytyk po wydaniu tego albumu nie mógł zarzucić Eltonowi braku artystycznych ambicji. Najlepszym przykładem na poparcie tej tezy jest bez wątpienia rozmarzona, soft-rockowa ballada "Blue Eyes". Wspomniany numer jest wielkim popisem Eltona Johna, który wokalnie przeszedł tutaj samego siebie oraz kompozytora Jamesa Newtona Howarda, który zaaranżował partie instrumentów smyczkowych, a także zagrał na elektrycznym pianinie Fender Rhodesa oraz syntezatorach. Po przesłuchaniu "Jump Up!" wiadomo, że współpraca pomiędzy tymi dwoma panami zaczęła układać się coraz lepiej, jednak 16. studyjny album Eltona Johna był ostatnim wydawnictwem artysty, w którym na klawiszach zagrał James Newton Howard.

Utworem na który warto zwrócić większą uwagę podczas odsłuchu tej płyty jest wzruszający numer "Empty Garden (Hey Hey Johnny)" poświęcony zastrzelonemu pod koniec 1980 roku Johnowi Lennonowi. Refren piosenki w którym piosenkarz śpiewa "Pukałem, ale nikt nie odpowiadał, Pukałem, przez całe dnie, I wołałem "Oh, hej, hej Johnny", Czy nie możesz wyjść się pobawić?" jest niesamowicie melodyjny i powinien ucieszyć nawet najbardziej wymagających melomanów.

Do pozostałych świetnych punktów tej płyty należy zaliczyć utwory: mocny, dynamiczny, rock&rollowy  "Spiteful Child", monumentalny, symfoniczny, charakteryzujący się płynnymi zmianami tempa "Legal Boys", soulowy, przypominający twórczość The Commodores  "Princess", a także hard rockowy, z pięknymi partiami syntezatorów "I Am Your Robot". Warto dodać, że pozostałe numery z tej płyty też są niczego sobie. Wszystkie te utwory czynią z "Jump Up!" bardzo ciekawą pozycję, która pomimo upływu lat nie straciła nic ze swojej atrakcyjności.

King Gizzard & the Lizard Wizard - Flying Microtonal Banana

augustc

kinggizzardthelizardwizardflyingmicrotonalbanana

King Gizzard & the Lizard Wizard - Flying Microtonal Banana (2017) Flightless Records

1. Rattlesnake - 7:48
2. Melting - 5:27
3. Open Water - 7:13
4. Sleep Drifter - 4:44
5. Billabong Valley - 3:34
6. Anoxia - 3:04
7. Doom City - 3:14
8. Nuclear Fusion - 4:15
9. Flying Microtonal Banana - 2:34

King_Gizzard__the_Lizard_Wizard

kinggizzardthelizardwizardiminyourmindfuzz
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zespół King Gizzard & the Lizard Wizard stał się popularny dzięki modzie na Tame Impala. Obydwie grupy można przecież wrzucić do wora z napisem australijski rock psychodeliczny. Prawda jest jednak całkiem inna. King Gizzard & the Lizard Wizard bardzo ciężko pracowali na swoją pozycję i krótko mówiąc wszystko zawdzięczają swojej pracowitości i kreatywności. Kapela King Gizzard & the Lizard Wizard powstała w 2010 roku w Melbourne i ma już na koncie dziesięć albumów studyjnych. Ponadto zespół od dwóch lat organizuje własny festiwal Gizzfest, odbywający się w pięciu największych miastach Australii.

Na ten rok septet ma bardzo ambitne plany. Krążek "Flying Microtonal Banana" jest pierwszym z pięciu zaplanowanych na ten rok albumów, opartym na skalach mikrotonowych, czyli charakteryzujących się podziałem oktawy na więcej interwałów, niż typowe dla muzyki zachodniej dwanaście półtonów. Co ciekawe pomysł nagrania cyklu albumów w ten sposób pojawił się całkiem przypadkiem, gdy lider grupy Stu McKenzie nabył gitarę pozwalającą na grę w skalach mikrotonowych. Brzmienie nowej gitary tak zafascynowało twórcę, że namówił pozostałych członków King Gizzard & the Lizard Wizard na zakup nowych instrumentów lub przerobienie starych, aby też mogli grać mikrotonami.

Zagrana na nietypowych instrumentach muzyka na "Flying Microtonal Banana" intryguje od samego początku głównie dzięki brzmieniu wyróżniającemu się naleciałościami orientalnymi oraz ciekawym, zapadającym w ucho kompozycjom, nawiązującym do muzyki psychodelicznej z lat 60. i 70. Utwory na "Flying Microtonal Banana" przy pierwszym przesłuchaniu brzmią do siebie bardzo podobnie, jednak z czasem zaczyna się odkrywać ich fascynującą tożsamość. Otwierający album "Rattlesnake" nawiązuje do krautrocka spod znaku Neu!, delikatny "Melting" przypomina kawałki jazzowe oraz twórczość The Doors, utwory "Open Water" i "Anoxia" brzmią z kolei jak hard rock z naleciałościami bliskowschodnimi.

Największe wrażenie ze wszystkich utworów robią jednak "Billabong Valley" oraz utwór tytułowy. Pierwszy z wyżej wymienionych numerów to kojarzący się z szamańskimi obrzędami, charakteryzujący się zmianami tempa kawałek, brawurowo zaśpiewany przez Ambrose Kenny-Smitha - przypomina on czasy kultowego Jefferson Airplane. "Flying Microtonal Banana" to z kolei hipnotyczny, instrumentalny utwór w którym jedną z głównych ról grają surmy - instrumenty dęte drewniane, wynalezione dawno temu w Persji lub Indiach. Notabene członkowie dość często wykorzystywali je, i to bardzo udanie, podczas nagrywania tego albumu.

Podsumowując King Gizzard & the Lizard Wizard to jak na razie jedno z największych muzycznych objawień tego roku i co ważne zespół się dopiero rozpędza. Kto wie czy już za niedługo kapela nie strąci z piedestału wspomnianego wyżej Tame Impala, mającego przecież na koncie nagrody Brit i ARIA, dwie nominacje do nagrody Grammy oraz sukcesy na australijskiej, amerykańskiej i brytyjskiej liście przebojów. Album "Flying Microtonal Banana" zajął niedawno 2. miejsce na liście przebojów w Australii, natomiast jego następca zatytułowany "Murder of the Universe" zajmuje obecnie 3. miejsce na ARIA Charts, ustępując miejsca wyłącznie Edowi Sheeranowi i Lorde.        

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci