Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Julia Holter - Aviary

augustc

Julia_Holter__Aviary

Julia Holter - Aviary (2018) Domino

1.Turn the Light On - 4:16
2.Whether - 2:58
3.Chaitius - 8:10
4.Voce Simul - 6:34
5.Everyday Is an Emergency - 7:45
6.Another Dream - 6:07
7.I Shall Love 2 - 5:18
8.Underneath the Moon - 6:49
9.Colligere - 6:11
10.In Gardens' Muteness - 6:36
11.I Would Rather See - 4:51
12.Les Jeux to You - 6:18
13.Words I Heard - 6:39
14.I Shall Love 1 - 5:09
15. Why Sad Song - 6:07

"Aviary" jest jednym z najbardziej złożonych albumów wydanych w ostatnich latach. Takie dzieła jak to angielscy krytycy określają słowem behemoth, co oznacza olbrzym, kolos lub moloch. Ten wyraz znakomicie oddaje charakter płyty. Najnowszy album Julii Holter składa się z piętnastu długich, eleganckich utworów utrzymanych w stylu eksperymentalnym. 

"Aviary" słucha się niezwykle ciężko. Niewiele jest tutaj przebojowości znanej z poprzedniego albumu. Takie rzeczy jak spokojna fortepianowa ballada "In Gardens' Muteness" czy barokowo zaaranżowana piosenka "I Would Rather See" z tekstem starożytnej greckiej poetki Safony nawiązują do kameralnego klimatu "Have You in My Wilderness" i spokojnie mogłyby się tam znaleźć.

Jednak "Aviary" jest bardziej zróżnicowana niż poprzednia płyta piosenkarki. Kakofoniczne "Turn the Light On" czy nastrojowe "Voce Simul" to eksperymentalne rzeczy, które brzmią jakby nagrała je Bjork. "I Shall Love 1" zostało zainspirowane muzyką średniowieczną, z kolei składający się z części balladowej, szybkiej i ambientowej "Les Jeux to You" to numer inspirowany twórczością m.in.Kate Bush (zwróćcie uwagę na ten bas).

Podsumowując "Aviary" to ciężki orzech do zgryzienia. Album jest niezwykle odrzucający na początku i kojarzy się z niszową twórczością Laurel Halo. Po kilku przesłuchaniach odkrywa jednak swoje uroki. Po przesłuchaniu "Aviary" Julia Holter wydaje się osobą szaloną skoro proponuje słuchaczom takie rzeczy.

Queen - Made in Heaven

augustc

Queen__Made_in_Heaven

Queen - Made in Heaven (1995) Parlophone

01. It's a Beautiful Day
02. Made in Heaven - 5:25
03. Let Me Live - 4:45
04. Mother Love - 4:46
05. My Life Has Been Saved - 3:15
06. I Was Born to Love You - 4:49
07. Heaven for Everyone - 5:36
08. Too Much Love Will Kill You - 4:18
09. You Don't Fool Me - 5:23
10. A Winter's Tale - 3:49
11. It's a Beautiful Day (reprise)
12. Yeah - 0:04
13. Track 13 - 22:32

Co ciekawe z ostatnich nagrań Queen to nie ostatnia płyta "Made in Heaven", tylko "Innuendo" robi najbardziej przygnębiające wrażenie. Przedostatni studyjny album Queen z Freddiem Mercurym na wokalu brzmi tak jakby za chwilę miał nastąpić koniec świata. Zresztą jak on ma brzmieć? Lekarze byli zgodni co do tego, że Mercury nie dożyje premiery tego albumu, więc grobowa atmosfera udzieliła się też pozostałym członkom zespołu. W porównaniu do "Innuendo" ostatniego krążka zespołu słucha się wręcz przyjemnie,  chociaż sesja nagraniowa, która rozpoczęła się w 1991 roku była dramatyczna.

Freddie miał już nie żyć. Wyczerpany chorobą gwiazdor jednak nie tylko dożył premiery "Innuendo", ale rozpoczął pracę nad nowym materiałem, który ukazał się 4 lata po jego śmierci. Artysta wykazał się niezwykłym hartem ducha, ale również godnością. W obliczu nieuchronnej śmierci nie narzekał, nie rozpaczał, tylko pracował z podniesioną głową. Niejednokrotnie leżał na ziemi w studiu nagraniowym, ale się nie poddał. Mercury dał przykład jak godnie chorować i jak godnie umrzeć i za to powinien zostać zapamiętany. To właśnie postawa muzyka w obliczu śmierci uczyniła go idolem setek milionów ludzi w czasach, gdy nowotwory, AIDS i inne nieuleczana choroby zbierają żniwo większe niż kiedykolwiek wcześniej w historii. To głównie z podziwu dla postawy artysty "Made in Heaven" sprzedał się w ilości ponad 20 milionów egzemplarzy na świecie i stał się najlepiej sprzedającym się albumem Queen.

Tutaj nie ma złożonych, wyszukanych majstersztyków typu "Bohemian Rhapsody" czy "Innuendo". Nie ma nawet galaktycznych przebojów jak "These Are the Days of Our Lives", "We Are the Champions" czy "Don't Stop Me Now". Są po prostu ładne piosenki, które w większości wprowadzają słuchaczy w blogi nastrój. Taki był chyba zresztą zamysł żyjących członków zespołu, aby  "Made in Heaven" nie było płytą dołującą, smutną, tylko błogą zawierającą przyjemną muzykę, jaką ludzie sobie puszczają na Hawajach.To dlatego na krążku znajdują się przerobione wesołe piosenki: "Made in Heaven" ("Kiedy nadciąga burzowa pogoda/To było wytworzone w niebie/Kiedy słońce przebije się zza chmur/Chciałbym, żeby trwało to wiecznie, tak/Chciałbym, żeby tak było zawsze, na zawsze") i "I Was Born to Love You" ("Urodziłem się by Cię kochać/Każdym uderzeniem mego serca/Tak, urodziłem się by się troszczyć o Ciebie/Każdego dnia mego życia"), oryginalnie znajdujące się na debiutanckim albumie Mercury'ego "Mr. Bad Guy". Tutaj znajduje się żywiołowa rockowa ballada z elementami gospel "Let Me live", która wcześniej została nagrana wraz z Rodem Stewartem i miała się znaleźć na płycie "The Works". Na tym krążku jest też rock w stylu hipisowskim "Heaven for Everyone", który Roger Taylor napisał po wydaniu "A Kind of Magic" na płytę swojego zespołu Cross.

Tak na dobrą sprawę Queen w melodramatyczne tony uderzają tu tylko dwa razy. Ma to miejsce w psychodelicznej, blues-rockowej balladzie "A Winter's Tale" autorstwa Mercury'ego, który już był pogodzony ze światem i z nadchodzącą śmiercią i śpiewa w niej o pięknie przyrody. Drugi raz gdy muzycy opowiadają o matczynej miłości w rockowej balladzie "Mother Love". Ten numer był ostatnim zaśpiewanym przez Mercury'ego. Z powodu gorszego samopoczucia i później śmierci ostatnią zwrotkę zaśpiewał  Brian May.Gitarzysta wykonał jednak świetną robotę w studiu i ten sposób prezentacji wydaje się celowym zabiegiem artystycznym.

"Made in Heaven" na pewno nie jest najlepszą płytą w dyskografii zespołu jak to mówił Brian May. Nie jest też testamentem Mercury'ego jak to niektórzy widzieli. Z ostatniej sesji nagraniowej z 1991 roku znajdują się zaledwie trzy piosenki: wspomniane "A Winter's Tale", "Mother Love" oraz dyskotekowa, nawiązująca do czasów "Hot Space" i niepasująca do reszty płyty „You Don't Fool Me”. Ostatni studyjny album brytyjskiej grupy jest jednak kolejną bardzo dobrą i mało wymagającą propozycją obok chociażby "The Miracle" na przyjemne niedzielne popołudnie, aczkolwiek z pewną dozą refleksji.

Na koniec warto dodać, że album zawiera najdziwniejszą i najdłuższą kompozycję zespołu w całej jego dyskografii "Track 13". Ten utwór to czysty ambient i muzyczne wyobrażenie nieba. Kompozycja została napisana i nagrana przez Briana Maya, Rogera Taylora oraz Davida Richardsa - producenta dwóch poprzednich studyjnych płyt Królowej. 22-minutowy "Track 13" jest symbolicznym pożegnaniem zespołu w klasycznym składzie z fanami.

Później zespół występował z nowymi wokalistami Paulem Rodgersem i Adamem Lambertem i w koncertowym wydaniu wypadał niezwykle przekonująco. Ale to już inna, mniej romantyczna historia.

Kanye West - Ye

augustc

Kanye_West__Ye

Kanye West - Ye (2018) GOOD

01. I Thought About Killing You – 4:34
   02. Yikes – 3:08
    03. All Mine – 2:25
    04. Wouldn't Leave – 3:25
    05. No Mistakes – 2:03
    06. Ghost Town – 4:31
    07. Violent Crimes – 3:35

Ostatnie lata były ciężko dla Kanye Westa. W trakcie trasy  "The Life of Pablo Tour" w 2016 roku u artysty zdiagnozowano halucynacje, paranoję, psychozę i depresję. Wszystko było spowodowane skrajnym przemęczeniem oraz stresem spowodowanym napadem na jego żonę. Poza tym od jakiegoś czasu raperowi skończyły się pomysły. Nie ma pojęcia czym zaskoczyć odbiorców. Kiedyś jeszcze zdziwienie i jednocześnie zażenowanie wzbudzały słowa muzyka, że jest jednocześnie Pablem Pisassem, Michałem Aniołem i Stevem Jobsem. Dziś każdy ma jego deklaracje w głębokim poważaniu. Co więcej West stał się obiektem kpin. Leonard Cohen tuż przed śmiercią napisał o nim wiersz "Kanye West is not Pablo", gdzie znajdują się takie wersy jak "Kanye West nie jest Picassem/Ja jestem Picassem/Kanye West nie jest Edisonem/Ja jestem Edisonem/Ja jestem Teslą/.../Jestem Kanye Westem Kanye'go Westa/Jestem Kanye Westem".

Wydana w tym roku płyta "Ye" była więc sprawdzianem dla Kanye, który był ostatnimi czasy zmęczony i nie jest tak kreatywny jak kiedyś. Raper ten egzamin zdał, jednakże zapadających w pamięć momentów na "Ye" jest mało, choć ta płyta jest bardzo krótka i  zawiera tylko siedem średniej długości piosenek. Ciekawsze rzeczy z "Ye" to na pewno wybrane do promocji "Yikes" i "All Mine", nagrany do spółki z PartyNextDoor "Ghost Town" zawierający fajne, ostre gitarowe riffy oraz "I Thought About Killing You". Ten ostatni kawałek posiada intrygujący tekst o zabójstwie/samobójstwie ("Najpiękniejsze myśli są zawsze poza tymi najciemniejszymi/Dzisiaj poważnie myślałem o zabiciu Cię./Rozważam nad tym, morderstwo z premedytacja/I myślę nad zabiciem siebie, kocham siebie o wiele bardziej niż kocham Ciebie, więc..."), który daje do myślenia. A może po jego przesłuchaniu powinniśmy raczej zacząć się bać.

Tak czy inaczej Kanye West nadal jest w grze i wydał przyzwoity album. Może "Ye" nie będziemy pamiętali za kilka miesięcy, ale artystyczna aktywność gwiazdora cieszy.

Queen - Innuendo

augustc

Queen__Innuendo

Queen - Innuendo (1991) Parlophone

01. Innuendo - 6:31
02. I'm Going Slightly Mad - 4:22
03. Headlong - 4:38
04. I Can't Live with You - 4:33
05. Don't Try So Hard - 3:39
06. Ride the Wild Wind - 4:43
07. All God's People - 4:21
08. These Are the Days of Our Lives - 4:12
09. Delilah - 3:35
10. The Hitman - 4:56
11. Bijou - 3:36
12. The Show Must Go On - 4:36

Najlepszy według wielu fanów album Queen był nagrywany w dramatycznych okolicznościach. Przygnębiający dla fanów muzyki był też fakt, że "Innuendo" nie był promowany na żywo. Ale nie mógł być. Freddie Mercury tuż przed śmiercią stracił stopę, jego ciało zajmowały liczne nowotwory skóry i drastycznie stracił na wadze. Lekarze byli przekonani, że Farrokh nie dożyje premiery albumu. Jednak dożył i jakby tego było mało ta płyta tak go uskrzydliła, że z niesamowitą energią jak na człowieka wycieńczonego chorobami nagrywał kolejne partie wokalne, które zostały wykorzystane na albumie  "Made in Heaven". Wart podkreślenia jest fakt, że artystę w tym trudnym czasie bardzo wspomogli koledzy z zespołu.Nie tylko chronili go przed paparazzi, ale też napisali lwią część materiału na "Innuendo" i wszystkie piosenki podpisali jako Queen.

Co ciekawe na głównego song-writera zespołu wyrósł Roger Taylor, który miał już na koncie takie przeboje jak "Radio Ga Ga", "A Kind of Magic" i "Breakthru". Do szwajcarskiego studia (muzycy przenieśli się tam z Londynu z powodu czyhających pod studiem na Freddiego dziennikarzy) perkusista przyniósł między innymi utwory "Innuendo" i "These Are the Days of Our Lives", które okazały się najlepszymi na płycie i doszły do 1. miejsca listy przebojów w Wielkiej Brytanii. To był kolejno trzeci i czwarty hit numer 1 tego zespołu w Anglii, co jest o tyle zastanawiające, że przecież ikonicznych piosenek zespół miał co nie miara. Wystarczy wspomnieć "We Are the Champions", "Crazy Little Thing Called Love" i wspomniane "Radio Ga Ga", które doszły "tylko" do 2. miejsca w Wielkiej Brytanii. Ponadto "These Are the Days of Our Lives" przyniósł Queen nagrodę BRIT za najlepszą piosenkę roku i do dnia dzisiejszego pozostaje hitem wszech czasów Listy przebojów Programu 3 Polskiego Radia!

Co ciekawe są to dwie całkowicie rożne piosenki. "Innuendo" to muzyczna epopeja, podróż przez różne style, począwszy od hard rocka, poprzez operę i flamenco. "These Are the Days of Our Lives" to z kolei wyjątkowo prosta pod względem budowy ballada. Utwór został zapamiętany nie tylko dzięki pięknej melodii, ale też przez partię bębnów konga, genialną gitarową solówkę Maya oraz końcówkę teledysku, gdzie Mercury patrzy na wprost kamery i szeptem wypowiada słowa "I still love you". Był to ostatni raz, gdy frontman zespołu pojawił się przed kamerą i to zdarzenie biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności miało dla wielu fanów wymiar mistyczny.

Zresztą Taylor napisał na płytę jeszcze jeden fajny numer "Ride the Wild Wind", będący w zamyśle kontynuacją motoryzacyjnego hitu "I'm in Love with My Car". Poza tym na "Innuendo" są de facto same hity. Rockowy przebój "The Show Must Go On". Heavy metalowe numery "The Hitman" i "Headlong". Przejmująca syntezatorowa ballada "Don't Try So Hard". Przebogata aranżacyjnie, z potężnymi chórkami piosenka "All God's People", nad którą Freddie pracował już przy projekcie "Barcelona". "Bijou", gdzie główną rolę gra gitara Briana Maya, przypominająca instrumentalne szaleństwa Davida Gilmoura. Syntezatorowy, psychodeliczny rock  "I'm Going Slightly Mad", zainspirowany twórczością Noëla Cowarda. Do tego ostatniego został zresztą nakręcony pamiętny czarno-biały film, gdzie Mercury został ucharakteryzowany niczym wspomniany Coward lub też Robert Smith. Wszystko po to, by ukryć fatalny stan zdrowia artysty.

"Innuendo" koniecznie trzeba znać. To nie tylko wybitny rockowy album. Tak jak w przypadku "A Kind of Magic" to też wielka historia. Ludzie na całym świecie, a przede wszystkim Anglicy żyli wtedy tematem Queen i chorobą największej gwiazdy rocka tamtych lat. W tym kontekście nie dziwi koczowanie dziennikarzy pod studiem Metropolis oraz domem wokalisty w Londynie, jakkolwiek wydaje się to niesmaczne.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci