Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Jenny Lewis - Acid Tongue

augustc
gilmour

Najważniejszą premierą tygodnia jest najnowsza płyta Davida GilmouraLive In Gdańsk”. Gilmour to były gitarzysta oraz wokalista Pink Floyd, największej gwiazdy rocka progresywnego w historii. Dla Polaków jest to premiera szczególna, ponieważ występ odbył się na terenie Stoczni Gdańskiej 26 sierpnia 2006 roku, a w koncercie wzięli udział polscy muzycy z Polskiej Filharmonii Bałtyckiej prowadzeni przez Zbigniewa Preisnera oraz pianista Leszek Możdżer. Album jest niezwykle refleksyjny i melancholijny, tak jak większość dzieł brytyjskiej supergrupy. 

lewis

W całkowitej opozycji do smutnej płyty Gilmoura stoi indie rockowy album "Acid Tongue" Jenny Lewis. Lewis urodziła się w połowie lat 70. w Stanach Zjednoczonych. W młodości wystąpiła w wielu produkcjach telewizyjnych, jednak wielkiej kariery w Hollywood nie zrobiła, w przeciwieństwie do jej koleżanki Drew Barrymore, zafascynowanej talentem Lewis. Kariera artystki rozpoczęła się w 1998 roku, kiedy to razem z przyjaciółmi założyła indie rockową kapelę Rilo Kiley (czytaj: Ry-loh Ky-lee), którą słuchacze alternatywnego rocka pamiętają dzięki  znakomitemu utworowi „Silver Lining”.  W połowie obecnej dekady Lewis rozpoczęła karierę solową. Pierwszy album „Rabbit Fur Coat nagrała jednak z zespołem Watson Twins z Kentucky, czyli bliźniaczkami Chandrą i Leigh Watson. „Rabbit Fur Coat” był jednak zbyt spokojnym, mało interesującym dziełem. Fani alternatywnego rocka z tego krążka zapamiętali jedynie znakomity singiel „Rise Up with Fists!!” oraz przeróbkę legendarnej piosenki The Traveling WilburysHandle with Care”, zaśpiewaną wspólnie z Benem Gibbardem z Death  Cab for Cutie, Conorem Oberstem z Bright Eyes i M. Wardem. Nagranie “Handle with Care” jest całkiem przyzwoite, aczkolwiek wiele mu brakuje  do oryginału. Faktem jest również, że Dylana, Harrisona, Lynne'a, Petty'ego i Orbisona trudno jest przebić.

acid

Acid Tongue” totalnie zaskakuje. Nowy album artystki jest przede wszystkim niesamowicie przebojowy. Utwory z "Acid Tongue" wpadają  w ucho już po pierwszym przesłuchaniu. Płyta jest znacznie żywsza od poprzedniego dzieła Lewis. Album rozpoczyna się kameralnym utworem "Black Sand", w którym Lewis śpiewa tylko przy akompaniamencie fortepianu. Pod sam koniec numeru pojawiają się   skrzypce, na których  zagrały Paz Lenchantin z A Perfect Circle oraz jej siostra Ana. Drugi utwór na krążku „Pretty Bird” to prawdziwy indie rockowy klasyk, nagrany wraz z  M.Wardem. Ward oraz siostry Lenchantin to nie jedyni zacni goście, którzy maczali palce przy powstaniu tej płyty. Piosenka „Carpetbaggers” została nagrana z samym Elvisem Costello, autorem takich hitów jak "Watching the Detectives" oraz "Oliver's Army". Blisko dziewięciominutowy, pokombinowany utwór „Next Messiah” to rzecz z zupełnie innej beczki. Wspomniany kawałek to progresywny indie rock, rzecz przy której ręce same składają się do oklasków. Mocnymi fragmentami albumu są dwa rozjuszone, rockowe kawałki, „See Fernando” oraz „Jack Killed Mom”. Całość wieńczy przepiękna ballada „Sing a Song for Them”.

Rick Wright 1943-2008

augustc

rw

15 września zmarł Richard Wright, klawiszowiec brytyjskiej grupy Pink Floyd. Artysta urodził się 28 lipca 1943 roku w Londynie. W roku 1965 razem z perkusistą Nickiem Masonem oraz basistą Rogerem Watersem założył grupę Sigma 6, która z czasem przeistoczyła się w grupę Pink Floyd. Co prawda w Pink Floyd główne skrzypce grali Roger Waters oraz David Gilmour, ale Wright miał niebagatelny wpływ na brzmienie klasycznych albumów zespołu: „Meddle”, „The Dark Side of the Moon”, „Wish You Were Here”, a także ostatniego, studyjnego albumu grupy „The Division Bell”. Muzyk wydał także dwa albumy solowe: „Wet Dream” (1978) oraz „Broken China” (1996), z których zdecydowanie wyróżnia się ten drugi. O ile na „Wet Dream” nie odszedł za bardzo od tego, co robił w macierzystym zespole, to krążek „Broken China” jest zaliczany do gatunku muzycznego New Age (Enya, Kitaro, Bradley Joseph, Aeoliah, George Winston). „Broken China” nie jest muzycznym arcydziełem, ale uświadamia wszystkim słuchaczom jak zdolnym twórcą był Richard Wright, a dwa utwory, w których zaśpiewała Sinead O’Connor: „Reaching for the Rail” i „Breakthrough” to prawdziwe perełki. Dyskografię artysty uzupełnia synth-popowy album „Identity” z 1984 roku wydany przez grupę Zee, której członkiem był Wright.

Nie pozostanie nic innego jak przypomnieć słowa najsłynniejszego utworu, którego autorem był Rick Wright „The Great Gig in the Sky” z repertuaru Pink Floyd, który notabene traktuje o śmierci.

"and I am not frightened of dying, any time will do, i
Dont mind. why should I be frightened of dying?
Theres no reason for it, youve gotta go sometime.
i never said I was frightened of dying."

"I nie boję się umrzeć. Kiedykolwiek to będzie. Nie przejmuję się.
Dlaczego miałbym bać się umrzeć? Nie ma żadnego powodu.
Każdy kiedyś odejdzie.
Nigdy nie powiedziałem że się boję umrzeć."

Nazywamy się Milk. Harvey Milk.

augustc
milk

1 listopada 1977 Harvey Milk został wybrany do rady miejskiej San Francisco. Był pierwszym znanym gejem, który kiedykolwiek został wybrany na urząd. Rok później Harvey Milk został zastrzelony przez innego członka rady miejskiej Dana White'a. White zeznał, że zabił Milka, ponieważ jadł niezdrowo tego dnia. Z tego powodu nazwano to "Twinkie defense" ("Ucieszna obrona").

To najważniejsze fakty, które powinno się znać dotyczące amerykańskiego polityka, od którego wzięła nazwę eksperymentalna kapela z Athens. Pod koniec czerwca ukazał się nowy album grupy Harvey Milk „Life…The Best Game In Town”. Nowy krążek został doskonale przyjęty przez recenzentów na całym świecie, szczególnie wysokie noty albumowi wystawili dziennikarze "Sputnikmusik" oraz "Pitchforkmedia". Recenzje w magazynie "Mojo" oraz na portalu "Allmusic" wcale nie były gorsze. Przede wszystkim jednak „Life…The Best Game In Town” to pierwszy album grupy, o którym mówią ludzie na całym świecie.  Poprzednie cztery krążki zespołu było wydarzeniami lokalnymi.

Okładka płyty może trochę zmylić. Jest na niej plakat Iron Maiden, ale ten zespół nie był inspiracją dla grupy. Zresztą członkowie Harvey Milk podkreślają, że inspiracją dla nich jest amerykański rock, począwszy od klasycznego sludge metalowego zespołu The Melvins po ZZ Top. W przypadku kapel brytyjskich wpływ na grupę wywarł raczej zespół Led Zeppelin niż Iron Maiden. Tyle odnośnie okładki, aczkolwiek obrazki zdobiące ich poprzednie albumy były znacznie ciekawsze (wszystkie można zobaczyć na oficjalnej stronie kapeli ).

Początek płyty też może nieźle zmylić. „Death Goes to the Winner” rozpoczyna się delikatnie, lirycznie, po to żeby przeobrazić się w ciężki, powolny heavymetalowy utwór od którego puchną uszy. Na albumie jest jeszcze parę takich spokojnych momentów, jednak to nie jest płyta pełna kontrastów, dominuje na niej, ciężkie, walcowate granie, które po prostu wbija w ziemię.

Jest parę świetnych momentów na tej płycie, chociażby wspomniane „Death Goes to the Winner”. Jest tu kilka znakomitych solówek, ale jak na razie to wszystko co można uznać za rewelację. Być może uznanie dla tego albumu będzie  z czasem rosło? Nie należy zapominać, że to muzyka eksperymentalna i choć Harvey Milk brzmi jak The Melvins, to zespołowi z Athens bliżej do twórców, którzy się w podobne eksperymenty bawią, tj. Sonic Youth oraz Godspeed You! Black Emperor.

Girl Talk - Feed the Animals

augustc
girl talk
„Feed the Animals” Gregga Gillisa, ukrywającego się pod pseudonimem Girl Talk to album złożony z samych sampli. Nie da się ukryć, że dość przyjemnie się tego słucha. Stopniowe odkrywanie, z czego powstały poszczególne kawałki, może też dać dużo satysfakcji niektórym melomanom.
Tak więc w otwierającym „Play Your Part (Pt.1)” słyszymy fragmenty takich kawałków jak: "International Player's Anthem (I Choose You)" UGK i Outkast, "Oh Pretty Woman Roya Orbisona, "The Heart of Rock & Roll" Hueya Lewisa and the News czy „Nothing Compares 2 U” Sinead O’Connor.
Na albumie słychać też fragmenty takich utworów jak „Girlfriend” Avril Lavigne, „Big Pimpin” Jay-a Z, „Young Turks” Roda Stewarta, „A Whiter Shade of Pale” Procol Harum, „All That She Wants” Ace of Base, "Every Little Things She Does Is Magic" The Police, “Epic” Faith No More, „I Get Money” 50 Centa, „Gronlandic Edit" Of Montreal, „Sexual Eruption" Snoop Dogga, „Rebel Without a Pause” Public Enemy czy „One” Metalliki. Istny miszmasz.
Jeżeli ktoś ma wątpliwości, że to wszystko razem wzięte, może dobrze brzmieć, powinien posłuchać tego albumu. Zmieni zdanie z dużą dozą prawdopodobieństwa.
Płytę można przed zakupem wypróbować do woli. Umożliwia to system promocji wymyślony przez grupę Radiohead, który pozwala na  otrzymanie płyty za darmo. Album „Feed the Animals” można oczywiście nabyć za większą kwotę. Dla przykładu przy zakupie dzieła za 10 dolarów nabywca otrzyma fizyczną kopię „Feed the Animals”.
Oto adres strony, z której można ściągnąć nowe dzieło Girl Talk.

Koncert Alphaville na zakończenie lata

augustc

 

Mniej więcej tak to wszystko wyglądało

14 września 2008 roku w Opolu, na parkingu pod nowo otwartym centrum handlowym Karolinka miał miejsce koncert niemieckiej grupy Alphaville. Kulturalnie to wydarzenie było mało istotne, aczkolwiek koncert był reklamowany jako największy w historii miasta. Być może tak było w istocie, jednak nie jestem tego do końca pewny. Wydaje mi się, że hip-hopowe spędy tuż przed Festiwalami Polskiej Piosenki z początku dekady przyciągnęły podobną liczbę widzów. Jednego można być jednak pewnym. To był najdroższy koncert w historii miasta (Urząd Miasta Opola wyłożył na jego organizację 250 000 złotych, drugie tyle dała firma Mayland). Wielu narzeka, że koncert był słaby i że nie warto było go organizować. Z pierwszym twierdzeniem się zgodzę, natomiast z drugim już nie. Alphaville mimo wszystko to pierwszy, rozpoznawalny na całym świecie zespół, który zagrał w Opolu w ostatnich latach. To nieważne, że grupa miała zaledwie pięć przebojów i to w dodatku z pierwszej połowy lat 80. i że wszystkie płyty poza debiutem nie odniosły sukcesu komercyjnego ani artystycznego. W Opolu mało  się dzieje (w porównaniu do innych miast wojewódzkich); na jakikolwiek koncert zagranicznego wykonawcy trzeba się wybierać do innych miast. Występ Alphaville, w dodatku darmowy, coś w tej materii zmienił. Co prawda niedużo, ale zawsze coś. Trzeba mieć nadzieję, że w Opolu będzie odbywać się coraz więcej imprez i będą tutaj przyjeżdżać coraz ciekawsi zagraniczni wykonawcy.

A dla wszystkich co nie wiedzą o co chodzi, zapraszam do odsłuchania  najbardziej znanej piosenki grupy "Forever Young".

Mudcrutch - Mudcrutch

augustc

mudcrutch

Mudcrutch - Mudcrutch (2008) Reprise

01. Shady Grove - 3:58
2. Scare Easy - 4:35
3. Orphan of the Storm - 4:07
4. Six Days on the Road - 3:28
5. Crystal River - 9:29
6. Oh Maria - 3:43
7. This Is a Good Street - 1:54
8. The Wrong Thing to Do - 4:10
9. Queen of the Go-Go Girls - 3:42
10. June Apple"     Traditional     2:25
11. Lover of the Bayou - 4:32
12. Topanga Cowgirl - 3:54
13. Bootleg Flyer - 3:48
14. House of Stone - 3:00

Mudcrutch to nowy zespół Toma Petty'ego, jednakże jego początki sięgają lat 70., zanim powstała słynna grupa Tom Petty & the Heartbreakers. Mudcrutch na początku kariery wydał dwa single: "Up In the Missisippi Tonight" w 1971 roku oraz "Depot Street" w 1975 roku, następnie się rozpadł, a na jego gruzach powstał wspomniany Tom Petty & the Heartbreakers. Trzech członków grupy Tom Petty & the Heartbreakers: Tom Petty, Mike Campbell i Benmond Techn zdecydowało się znowu zagrać z Tomem Leadonem i Randallem Marshem i tym samym wskrzesić Mudcrutch. Muzycy prawdopodobnie zrobili ze względów sentymentalnych, gdyż komercyjny sukces raczej nie wchodził w grę, aczkolwiek trzeba przyznać, że debiutancki album Mudcrutch całkiem nieźle się sprzedał i dotarł w pierwszym tygodniu sprzedaży aż do 8. miejsca listy Billboardu.

Muzyka zawarta na płycie jest mieszanką rocka, muzyki country oraz bluesa i prezentuje się całkiem nieźle. W przeciwieństwie do popularnych, radiowych hitów Toma Petty'ego większości piosenek Mudcrutch ciężko się słucha. Szczególnie dużo cierpliwości wymaga przesłuchanie epickiego, blisko dziesięciominutowego "Crystal River", choć naprawdę warto to zrobić.  Debiutancki krążek  Mudcrutch wypełniają głównie numery ambitne, nie pozostające  na długo w pamięci, choć oczywiście fani southern rocka będą wniebowzięci. Muzycy postanowili również zadowolić fanów takich piosenek jak "Into the Great Wide Open" czy "Don't Come Around Here No More" i umieścili na płycie dwa niezwykle przebojowe utwory: "Scare Easy", który śmiało można umieścić wśród klasycznych utworów Petty'ego oraz "Lover of the Bayou", będący przeróbką starego hitu The Byrds. Podsumowując nowy album Toma Petty'ego jest ciekawy, aczkolwiek zadowoleni z jego odsłuchu będą wyłącznie najwierniejsi fani artysty oraz wielbiciele amerykańskiej muzyki gitarowej z lat 70.

Nowy album Wilsona

augustc

sun

Pisałem już o Dennisie Wilsonie, nadszedł czas na jego wyjątkowo utalentowanego brata Briana. Lider The Beach Boys jest uważany przez wielu dziennikarzy za najwybitniejszego amerykańskiego kompozytora muzyki popularnej. Jego talent oczywiście nie podlega dyskusji; wystarczy posłuchać znakomitych utworów z muzycznej przeszłości artysty jak: „Child Is Father of the Man”, „Good Vibrations”, „God Only Knows”, „Surf’s Up” by się przekonać z kim mamy do czynienia. Ale można też posłuchać nowej, udanej płyty „That Lucky Old Sun”. Ta płyta dla fanów talentu Briana nie będzie niczym nadzwyczajnym (choć do swoich iPodów zapewne wgrają rewelacyjne „Good Kind of Love” i „Midnight’s Another Day”). Kolejne dobre piosenki w starym, sprawdzonym stylu. Jeżeli jednak ktoś nigdy nie słuchał tego rodzaju muzyki (wesoła odmiana barokowego popu) to gorąco zachęcam do zapoznania się z tym dziełem. Inspiracją dla Briana Wilsona w trakcie nagrywania tej płyty był klasyczny utwór „That Lucky Old Sun” autorstwa kompozytora Beasleya Smitha oraz  autora tekstów Havena Gillespie z 1949 roku. Echa tej piosenki pobrzmiewają aż w czterech utworach z tej płyty. Najważniejsze, że artysta się nie pogubił w czasie nagrywania płyty „That Lucky Old Sun” i udało mu się ją zrobić tak jak sobie zaplanował. Miał dobry plan, który został zrealizoway w 100 procentach i to na czas; dla przykładu płyta „Smile” była planowana jako album The Beach Boys i miała się pierwotnie ukazać w roku 1967, jednak z powodu problemów psychicznych Wilson ukończył prace nad nią w 2004 roku i ukazała się ona jako solowe dzieło artysty.

Nowa płyta Newmana

augustc

newman

Randy Newman jest znany przede wszystkim jako kompozytor muzyki filmowej. Skomponował muzykę do słynnych filmów: „Ragtime” Milosa Formana, „The Natural” i „Avalon” Barry’ego Levinsona, no i przede wszystkim spod jego ręki wyszła muzyka do animowanych hitów studia Pixar: „Toy Story”, „Bug’s Life”, czy „Monsters, Inc.”. Ale Randy Newman nagrywa również albumy nie będące ilustracją do filmów. Na początku sierpnia ukazała się jego najnowsza płyta „Harps And Angels”. Jeszcze przed premierą było o niej głośno, gdyż pilotował ją internetowy singiel „A Few Words In Defense Of Our Country”, będący krytyką amerykańskiej administracji. Newman krytykuje w niej George’a W. Busha w sposób bardzo humorystyczny i przewrotny, śpiewając, że nie jest on taki zły, bo przecież cesarze rzymscy, hiszpańscy inkwizytorzy oraz Adolf Hitler mieli większe grzechy na sumieniu. Ale śpiewa też, że każde imperium ma swój koniec i że nadchodzi kres Stanów Zjednoczonych. Utwór odniósł duży sukces artystyczny, dziennikarze prestiżowego magazynu Rolling Stone uznali piosenkę Newmana za drugi najlepszy utwór 2007 roku. A Few Words In Defense Of Our Country” ustąpił w tym podsumowaniu tylko utworowi “Roc Boys (And the Winner Is…)” Jaya-Z. “Harps And Angels” to album bardzo dobry, równy jak linia prosta. Wszystkie utwory tworzące go, to spokojny pop-rock z wyraźnymi wpływami nowoorleańskiego rhythm&bluesa. Na oficjalnej stronie artysty znajduje się link do strony, na której można posłuchać całej najnowszej płyty Newmana w wersji koncertowej

The Verve - Forth, New Kids on the Block - The Block

augustc

Niedawno ukazały się nowe płyty The Verve oraz New Kids on the Block, dwóch zespołów, które powróciły z muzycznych zaświatów. Grupy te od dawna nie istniały i mało kto spodziewał się, że kiedykolwiek powrócą na scenę muzyczną. 

forth

Na powrót The Verve liczył tak naprawdę mało kto. Zespół działał od samego początku lat dziewięćdziesiątych, jednak szerszej publiczności dał się poznać w roku 1997 po wydaniu singla „Bittersweet Symphony”. W kolejnych miesiącach grupa wydała rewelacyjnie przyjęte utwory „The Drugs Don’t Work”, „Lucky Man” oraz „Sonnet” z nagrodzonej nagrodą BRIT w kategorii album roku płyty „Urban Hymns”, a następnie zakończyła działalność. Zespół zniknął, zanim większość słuchaczy przyzwyczaiła się do jego istnienia. Lider The Verve Richard Ashcroft rozpoczął działalność solową, jednak nie była to błyskotliwa kariera. Z kawałków Ashcrofta przebił się jedynie utwór „A Song for the Lovers”. Najprawdopodobniej był to główny powód dla którego artysta zdecydował się na reaktywację macierzystej formacji.

Na singiel pilotujący „Forth” muzycy formacji wybrali szybki, łatwo wpadający w ucho kawałek „Love is Noise”, z wyśpiewywanym w kółko przez Ashcrofta tekstem „Love is noise, love is pain, love is the blues, I’m singing again”. Numer całkowicie różni się od reszty płyty, którą w większości wypełniają  powolne, psychodeliczne utwory, takie jak: „Sit And Wonder”, „Numbness”, „Noise Epic”, „Columbo”, „Appalachian Spings". Psychodeliczny rock w wykonaniu The Verve jest  godny uwagi, ale najciekawsze na płycie "Forth" są  ballady: „Valium Skies”, „Rather Be” oraz „I See Houses”. Tymi dwoma ostatnimi piosenkami Ashcroft udowadnia, że jest mistrzem ballad i że nie stracił nic ze swojego talentu mimo upływu lat.

The Verve nagrali album zawierający epicko i szlachetnie brzmiący symfoniczny pop.


blok

 

Zespół New Kids on the Block, mający w swoim składzie fantastycznych wokalistów, nagrywał tandetny, wyjątkowo kiczowaty, najniższych lotów pop, czerpiący garściami z The Archies i Jackson 5.,

Decyzja o powrocie tej grupy jest bardzo dziwna. W swoim czasie był to modny zespół młodzieżowy, jego członkowie byli młodzi i śpiewali piosenki dla młodzieży. The Block” to dzieło czterdziestoletnich, byłych gwiazdorów, którzy starają się z powrotem być dzieciakami ze szkoły średniej. To tak jakby hollywoodzcy producenci zaczęli kręcić kolejne odcinki serialu Beverly Hills 90210 z tymi samymi aktorami co w latach 90., a jego akcja dalej by się toczyła w szkole średniej. Jeżeli chodzi o muzykę wypełniającą ten album to można było się spodziewać wszystkiego najgorszego, ponieważ takie kawałki jak „Step By Step” czy „Tonight” wołały o pomstę do nieba, a przecież nie były one aż tak źle oceniane przez recenzentów. Oceny „The Block” w prasie muzycznej, niezbyt pochlebne, dawały dużo do myślenia jeszcze przed jego słuchaniem. Płyta dobra nie jest, ale nie jest też tragiczna. Kawałki takie jak „Summertime”, „Dirty Dancing” oraz „Single” są przyjemne i dobrze wyprodukowane. Pytanie tylko po co produkowana jest tego typu muzyka przez gwiazdki pop sprzed 20 lat? Młodzi ludzie mają swoich idoli i ciężko jest ich zainteresować nawet wybitnymi artystami działającymi w latach 90.

Przed premierą "Death Magnetic". Subiektywny przegląd twórczości Mety, cz.2

augustc

5. “Master of Puppets” – z płyty “Master of Puppets

Tytułowe nagranie z albumu uważanego przez większość krytyków za najlepszy heavy metalowy album wszechczasów. Utwór nie jest typową trasowa nawalanka, tylko ambitną kompozycją o pokombinowanej strukturze trwającą ponad osiem minut. Sam instrumentalny wstęp do tego utworu trwa ponad trzy minuty.

4. “Orion” – z płyty “Master of Puppets

Długi, ponad ośmiominutowy instrumentalny utwór zainspirowany twórczością Philipa Howarda Lovecrafta. Tak jak „Master of Puppets” posiada on pokomplikowaną strukturę. Jest to jeden z ulubionych kawałków fanów Metalliki. Wpływ na to ma fakt, że numer został zagrany na żywo podczas pogrzebu zmarłego tragicznie basisty zespołu Cliffa Burtona.

3. “Until It Sleeps” – z płyty” Load

Na płycie Load muzycy skierowali się w stronę alternatywnego rocka oraz bluesa. Dla fanów trasowego wcielenia Metalliki musiał to być nie lada szok. Płytę promował numer „Until It Sleeps” Utwór jest reprezentatywny dla całości materiału, jednakże zdecydowanie lepszy od wszystkiego co znajduje się na płycie „Load”. Ludziom się podobał. „Until It Sleeps” to pierwszy singiel zespołu, który dotarł do 1 miejsca na amerykańskiej Mainstream Rock Chart i jedyny, który znalazł się w pierwszej 10 listy Billboard Hot 100. Zadziwia też teledysk do tego utworu w reżyserii Samuela Bayera, kojarzący się nieodparcie z obrazami Hieronima Boscha oraz XX-wiecznych surrealistów. Bayer co prawda co chwila kręcił teledyski w podobnym surrealistycznym stylu, chociażby „Buller with Butterfly WingsThe Smashing Pumpkins czy „Only Happy When It Rains”  Garbage, ale „Until It Sleeps” wydaje się apogeum jego możliwości twórczych. Coś naprawdę niesamowitego. Idealna symbioza dźwięku i obrazu, nie pierwsza zresztą w przypadku Metalliki. Tekst tego utworu opowiada o nierównej walce rodziców wokalisty zespołu Jamesa Hetfielda z nowotworem.

2. “The Call Of Ktulu” – z płyty “Ride The Lightning

Długi, instrumentalny utwór skomponowany w dużej mierze przez Dave’a Mustaine’a. Pierwotnie miał się nazywać „When Hell Freezes Over”, jednak Cliff Burton będący wielkim fanem twórczości P.H. Lovecrafta nakłonił kolegów do zmiany tytułu. Tak jak w przypadku innych dłuższych utworów zespołu jego struktura jest pokomplikowana. Ta kompozycja stała się wzorem dla innych długich utworów zespołu. Ciekawostką jest to, że Mustaine zaraz po napisaniu „The Call of Ktulu” wyleciał z grupy za pijaństwo. Mustaine założył później swoją kapelę Megadeth, która miała wielki wpływ na rozwój muzyki rozrywkowej, jednak nigdy później nie udało mu się skomponować czegoś równie udanego jak „The Call Of Ktulu”. Zresztą jego koledzy z Metalliki też mieli z tym problemy.

1

1. “One” – z płyty “…And Jutice For All

Cóż to za trafny tytuł dla tego wspaniałego utworu, wizytówki zespołu, numeru jeden tego rankingu i prawdopodobnego numeru jeden wszystkich rankingów jemu podobnych. Inspiracją dla tego utworu była książka Daltona TrumboJohnny poszedł na wojnę” (tyuł oryginalny: „Johnny Got His Gun”). Książka opowiada historię żołnierza okaleczonego podczas pierwszej wojny światowej, który w czasie działań zbrojnych stracił ręce, nogi, wzrok oraz część twarzy. Jest całkowicie ubezwłasnowolniony, jedynym jego pragnieniem jest śmierć. Tekst piosenki jest prosty, ale za to jego siła jest porażająca. Pierwsze dwadzieścia sekund utworu stanowią efekty dźwiękowe imitujące działania wojenne, zaraz po nich następuje delikatny gitarowy wstęp. Inspiracją do niego był znakomity utwór zespołu VenomBuried Alive”. Tempo utworu cały czas narasta. Pod sam koniec „One” staje się niezwykle szybki i agresywny. Co prawda niektórzy powiedzą, że tego typu utwory zespół już nagrywał. „Fade To Black” i „Welcome Home” mają dokładnie taką samą strukturę. Ballady z delikatnym gitarowym wstępem i mocną, dynamiczną końcówką. Ale „One” jest trochę lepszym utworem od tamtych, bardziej wyrafinowanym, poważniejszym w wymowie. Nie wspominając o tym, że zespół dzięki niemu wypłynął na szerokie wody. Do „One” w końcu został nakręcony pierwszy klip promocyjny w historii zespołu. Jest to dzieło nietuzinkowe. Zespół został sfilmowany jak gra w wielkiej opuszczonej hali. Kapela odciąła się całkowicie od tego co robiły inne zespoły heavy metalowe, które w swoich teledyskach grały na wielkiej scenie oświetlone tysiącami świateł wśród setek rozhisteryzowanych młodych panienek. Ponadto w zdjęcia z udziałem zespołu zostały wmontowane drastycznie fragmenty filmu „Johnny poszedł na wojnę” w reżyserii Daltona Trumbo z 1971 roku. Doskonały utwór, doskonały teledysk. ONE.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci