Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : Pop

Take That – Odyssey

augustc

TakeThatOdyssey

Take That – Odyssey (2018) Polydor

Ocena: 1/5

Płyta 1
1.”Greatest Day” (Odyssey mix)
2.”It Only Takes a Minute” (Odyssey mix)
3.”These Days” (Odyssey mix)
4.”Could It Be Magic” (Odyssey version)
5.”Everything Changes” (Odyssey version)
6.”Travel Interlude”
7.”Out of Our Heads”
8.”A Million Love Songs” (Odyssey mix)
9.”Sure” (Odyssey mix)
10.”Love Ain’t Here Anymore” (featuring Boyz II Men) (Odyssey version)
11.”Spin”
12.”Cry” (with Sigma) (Odyssey mix)
13.”Said It All” (Odyssey mix)
14.”How Deep Is Your Love” (featuring Barry Gibb) (Odyssey version)
Płyta 2
1.”Let’s Do It Again Interlude” (Odyssey mix)
2.”Patience” (Odyssey mix)
3.”The Flood” (Odyssey mix)
4.”Back for Good” (Odyssey mix)
5.”Get Ready for It” (Odyssey alt intro)
6.”Everlasting”
7.”Giants” (Odyssey mix)
8.”Shine” (Odyssey alt intro)
9.”Never Forget” (Odyssey version)
10.”Relight My Fire” (featuring Lulu) (Odyssey version)
11.”Babe” (Odyssey version)
12.”Pray” (Odyssey version)
13.”Rule the World” (Odyssey version)

Choć brzmi to jak ponury żart, niestety nim nie jest. Najnowszy album popowej „Odyssey” grupy był najszybciej sprzedającym się albumem 2018 roku w Wielkiej Brytanii! Take That generalnie lubię i szanuję. Jest to zasłużona angielska kapela, mająca na koncie wielokrotnie nagradzane przeboje radiowe. Wystarczy wspomnieć hicior „Could It Be Magic”, który opiera się na utworze „Prelude, Op. 28, No. 20” Fryderyka Chopina. Krążek „Odyssey” jest to jednak album, którego słucha się bez większego entuzjazmu i który kompletnie nic nie wnosi do muzyki pop.

Płyta zawiera 27 utworów – największe hity zespołu oraz trzy nowe piosenki. Stare hity zostały wyprodukowane i zaaranżowane na nowo przez Stuarta Price’a z synth-popowej kapeli Zoot Woman. Wszystkie utwory łączą się w spójną całość i brzmią jak didżejski set z piosenkami Take That. „Patience„,”Pray„, „Greatest Day” czy „Babe” to świetne popowe piosenki, jednakże wersje z „Odyssey” niewiele różnią się od oryginałów. Zmiany są kosmetyczne. Odyseja zaserwowana przez Stuarta Price’a jest przez to oraz przez dobór kawałków mało fascynująca.

Jeżeli zaintrygowały Was pobrzmiewające gdzieniegdzie elektroniczne wstawki sięgnijcie po stare nagrania The Orb lub Orbital. Przeżyjecie fascynującą muzyczną podróż. Natomiast jeżeli preferujecie piosenki pop i wpadły wam w ucho jakieś piosenki Take That sprawdźcie dyskografię zespołu. Album „Everything Changes” dostał nominację do nagrody Mercury, z kolei za płyty „Beautiful World” i „Progress” muzycy otrzymali nominacje do BRIT AWARD w kategorii najlepszy album. Odyseję sobie odpuśćcie. Taka składanka nie nadaje się nawet do auta, bo jest w stanie zamęczyć podróżnych. Lepsze na przejażdżki są stare sprawdzone Złote Przeboje albo nawet RMF FM.

Ostatnia recenzja

augustc

bring_me_the_horizon__amo1

Bring Me the Horizon - amo (2019) Sony


   01. I Apologise If You Feel Something – 2:19
    02. Mantra – 3:53
    03. Nihilist Blues (feat. Grimes) – 5:25
    04. In the Dark – 4:31
    05. Wonderful Life (feat. Dani Filth) – 4:34
    06. Ouch – 1:49
    07. Medicine – 3:47
    08. Sugar Honey Ice & Tea – 4:21
    09. Why You Gotta Kick Me When I'm Down? – 4:28
    10. Fresh Bruises – 3:18
    11. Mother Tongue – 3:37
    12. Heavy Metal (feat. Rahzel) – 4:00
    13. I Don't Know What to Say – 5:52

Ostatnia płyta recenzowana na Bloxie jest wyjątkowa. Utworom z tego krążka z jednej strony blisko do przebojów znanych z komercyjnych stacji radiowych. Z drugiej strony po ich przesłuchaniu czujemy się jakbyśmy dostali w twarz, niczym po seansie filmów Smarzowskiego. Ale o to przede wszystkim chodzi w muzyce pop-rock - żeby dobrze jej się słuchało i żeby poruszała.

Przez pierwsze dziesięć lat działalności Bring Me the Horizon dostarczał słuchaczom ekstremalną i gniewną muzykę wywodzącą się z metalu oraz punk rocka. Piąty studyjny album Anglików "That's the Spirit" przyniósł znaczącą zmianę stylistyczną. Kapela z Sheffield nie grała już utworów reprezentujących brutalny metalcore, tyko nowoczesny rock, czerpiący z różnych gatunków muzycznych.

Na "Amo" zespół kontynuuje drogę obraną na poprzedniej płycie. Znajdują się tutaj agresywne gitarowe riffy,  ale też nowoczesne elektroniczne brzmienia. Wszystko jest do tego bardzo przebojowe i stworzone przez znakomitych muzyków. Oprócz Bring Me the Horizon udział w nagraniu "Amo" wzięli też: Rahzel, znany z legendarnej hip-hopowej formacji The Roots, Grimes oraz lider Cradle of Filth, Dani Filth.

Najnowszy krążek Brytyjczyków przypadł do gustu wielu osobom. Fani starego, mniej ekstremalnego rocka oraz przebojów radiowych są zadowoleni z "Amo". Tylko wielbicielom metalcoru i Behemotha trochę nie w smak gdy słuchają takich kawałków jak: "Why You Gotta Kick Me When I'm Down?", "Medicine" czy "In the Dark". Określenie nowych piosenek Bring Me the Horizon  mianem pop-metal jest jak najbardziej na miejscu.

Wszystkie teksty znajdziecie na popmusik.pl

Halsey - Without me

augustc

Halsey__Without_Me

Halsey_LA_2powyżej: Halsey w obiektywie Justina Higuchi - Halsey 03/11/2015 #16

Życie Ashley Frangipane to temat na naprawdę mocny i interesujący artykuł. Piosenkarka ma korzenie włoskie, irlandzkie,węgierskie oraz afroamerykańskie. Jako dziecko grała na skrzypcach, altówce i wiolonczeli, a w wieku 14 lat przerzuciła się na gitarę. Mniej więcej w tym samym czasie u artystki pojawiły się problemy zdrowotne. W wieku siedemnastu lat Ashley próbowała popełnić samobójstwo. Później była trwająca 17 dni hospitalizacja i diagnoza. Lekarze stwierdzili u Ashley chorobę afektywną dwubiegunową, objawiająca się halucynacjami, gonitwą myśli,podnieceniem psychoruchowym,problemami z koncentracją uwagi i myślami samobójczymi.

Ashley rozpoczęła karierę się w 2012 roku, gdy zaczęła umieszczać filmiki na YouTube, Kik i Tumblr. W 2014 roku  piosenkarka koncertowała już wraz ze słynnym angielskim zespołem rockowym The Kooks. Rok później wydała debiutancki album "Badlands" i nagrała wraz z Justinem Bieberem utwór  "The Feeling" , który znalazł się na albumie Biebera "Purpose". Jednak prawdziwy przełom nastąpił rok później. Ashley, już jako Halsey (anagram imienia Ashley), nagrała wokale do numeru "Closer" autorstwa dwójki nowojorskich didżejów przedstawiających się jako The Chainsmokers . Kawałek stał się największym hitem lata i zdobył nominację do nagrody Grammy w kategorii najlepsze wykonanie pop przez duet lub grupę.

Pomimo sukcesu komercyjnego Halsey nie była ulubienicą krytyków muzycznych. The Chainsmokers byli w czasach triumfów najbardziej hejtowanym zespołem obok Nickelback, a "Closer" najbardziej znienawidzoną piosenką. Piosenki Ashley z dwóch studyjnych albumów zdobyły z kolei średnią popularność. Na pewno nie ma na nich ponadczasowego hitu. Niedawno jednak nawet to się zmieniło.

Kawałki "Him & I" nagrany z raperem G-Eazy  oraz "Eastside", będący produkcją Benny'ego Blanco nie tylko świetnie się sprzedały, ale też zdobyły pochwały krytyków. Co by o nich nie mówić największą ich zaletą jest wokal Ashley. Pod koniec 2018 roku Halsey zaprezentowała natomiast swój najlepszy utwór "Without Me". Utrzymana w średnim tempie popowa ballada, oparta na fragmentach starego hitu Justina Timberlake'a "Cry Me a River", powaliła konkurencję. Halsey śpiewa tu jak natchniona i po raz kolejny jej wokal jest największym atutem kompozycji, która instrumentalnie nie zwraca na siebie szczególnej uwagi. "Without Me" to typowa piosenka o zawiedzionym nadziejach, zerwaniu znajomości, końcu miłości, ale Ashley swoim wokalem dała jej powera, którego brakuje tysiącom innych kompozycji. Powera, którego może dać tylko piosenkarka wrażliwa, szczególnie uzdolniona i cierpiąca. Taka jak Halsey, która promuje utwór złowrogą grafiką z trupią czaszką.

 

Wszystkie artykuły znajdziecie na popmusik.pl

Szaleństwa króla Jerzego

augustc

Kurt Cobain powiedział podobno, że człowiek jest sławny wtedy, gdy rozpoznaje go każda gospodyni domowa. Nie wiem czy George'a O'Dowda rozpoznają wszystkie gospodynie, jednakże w kalejdoskopie gwiazd i gwiazdeczek jest to z pewnością jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci. Oprócz tego George O'Dowd jest również świetnym wokalistą, który wywołał wielki wpływ na kształt sceny muzycznej w latach 80. i 90. o czym wielu zapomina, mając w głowie głównie skandale, których bohaterem był artysta.

Kłopoty muzyka rozpoczęły się bardzo wcześnie. Młody George kochał poezję i teatr i ani mu się śniło uczyć. Konflikt z nauczycielami przyczynił się do tego, że O'Dowd został wydalony ze szkoły. Dzięki temu jednak rozpoczęła się jego kariera artystyczna. Muzyk zatrudnił się w butiku odzieżowym, gdzie w wolnym czasie cały czas przymierzał ciuchy oraz zapisał się na kurs makijażu. Wszystko po to, aby stworzyć idealny wizerunek gwiazdy pop. George O'Dowd jak każdy młody, kochający rocka Anglik obracał się oczywiście w londyńskich klubach. Tam próbował swoich sił w śpiewie.

Jego postać na początku lat 80.  pociągała bywalców klubów w sposób niezwykły. Było pewne, że artysta rozpocznie karierę muzyczną i stanie się wielką gwiazdą. George O'Dowd co ciekawe nie zdecydował się na karierę solową, tylko założył grupę Culture Club. W składzie zespołu znaleźli się jeszcze basista Mikey Craig, gitarzysta Roy Hay oraz perkusista Jon Moss. Kapela szybko osiągnęła sukces. Trzeci singiel kapeli "Do You Really Want to Hurt Me", będący przedziwną mieszanką muzyki nowofalowej, białego soulu oraz reggae zdobył świat. Dziwacznie wyglądający wokalista tytułujący się jako Boy George paradujący w dredach, czarnym kapeluszu i białej bluzie z hebrajskim napisem "Tarbut Agudda" śpiewający miłosną pieśń "Czy naprawdę chcesz mnie zranić?
Czy naprawdę chcesz przyprawić mnie o łzy?" sprzedał się niesamowicie. Dużo później okazało się, że obiektem westchnień artysty nie była kobieta, tylko perkusista Culture Club, Jon Moss.

boy_george1powyżej: fotografia wykonana we wrześniu 1982 roku po premierze singla "Do You Really Want to Hurt Me", autor: Harry Prosser/Daily Mirror/Mirrorpix

Później grupa nagrała jeszcze większy hit "Karma Chameleon" i świetny, bestsellerowy album "Colour by Numbers". Następnie ich sława przygasła. Jednakże stwierdzenie, że Culture Club to tylko dwa przeboje i ewentualnie dwa albumy to gruba przesada. Wystarczy posłuchać piosenek grupy na SPOTIFY. Boy George miał rewelacyjny wokal. Ten cudacznie wyglądający muzyk był angielskim odpowiednikiem Michaela Jacksona. Warto dodać, że "Karma Chameleon" to był najlepiej sprzedający się singiel w 1983 roku w UK. Wtedy gdy na tronie zasiadał wspomniany Jackson. Żaden z singlowych przebojów Króla Popu nie sprzedał się wtedy w Wielkiej Brytanii tak dobrze, a przecież thrilleromania ogarnęła cały świat! Na pewno do klasyków zaliczają sie takie piosenki jak: "Time (Clock of the Heart)" - numer wpisany na listę 500 utworów, które ukształtowały rock 'n'rolla, "Take Control", "I'll Tumble 4 Ya", "The Dive", "Don't Talk About It",  "Move Away", "Heaven's Children" czy praktycznie wszystkie utwory z płyty "Colour by Numbers".

Boy George wbrew powszechnej opinii jest artystą niezwykle płodnym. Po rozpadzie Culture Club w 1986 roku wydał tyle materiału, że ciężko to naraz ogarnąć dla osób nieinteresujących się niszową muzyką, choć przeróbkę soft-rockowego standardu Bread "Everything I Own" w stylu reggae chyba wszyscy znają.

Jednak rzeczą, z której muzyk najbardziej zasłynął były nieprawdopodobne wręcz skandale. Już afiszowanie się Georga O'Dowda ze swoim homoseksualizmem na początku lat 80. wywoływało szok. Później już było tylko mocniej. Kokaina i marihuana sypały się hałdami po pokojach hotelowych. W 1986 roku niezwykle poczytny tabloid "The Sun" ogłosił na pierwszej stronie: "Ćpun George ma osiem tygodni życia przed sobą". Przygody z narkotykami przyczyniły się nie tylko do kłopotów zdrowotnych George'a, ale też do problemów artysty z prawem. 

W 1986 roku w domu artysty znaleziono martwego klawiszowca Michaela Rudetsky’ego, który przedawkował heroinę (muzyk współpracował z Culture Club przy nagrywaniu płyty „From Luxury to Heartache”). Zaraz po tym zdarzeniu rodzice Rudetsky’ego wytoczyli George’owi proces, w którym domagali się finansowego odszkodowania za śmierć syna. Sąd odrzucił pozew rodziców muzyka, jednak te zdarzenia przyczyniły się do dużego stresu w życiu O'Dowda oraz rozpadu Culture Club.

W 2006 roku O'Dowd został skazany za posiadanie kokainy na karę robót publicznych. Mieszkańcy Nowego Jorku przez kilka dni w zdziwieniu oglądali jak jeden z największych gwiazdorów zamiata ulice, wyrzuca śmieci,itd. George co ciekawe robił to wszystko z uśmiechem na twarzy. Powiedział później, że mu się nawet podobało. Jego praca przy porządkach została oczywiście dobrze udokumentowana.

Boy_George_sprzta_ulicepowyżej: Boy George sprzątający ulice Nowego Jorku, źródło: AP

Trochę później Boy George dowalił z naprawdę grubej rury. W 2009 roku muzyk został uznany winnym znęcania się nad norweskim pracownikiem agencji towarzyskiej, Audunem Carlsenem. Piosenkarz poznał Carlsena przez Internet. Zaprosił go do swojego domu w Londynie na rozbieraną sesję zdjęciową. Jednak spotkanie nie zakończyło się na wykonaniu paru intymnych fotek. Z tego co można wyczytać w Internecie w domu O’Dowda miała miejsce kokainowa orgia. Prawdopodobnie w jej trakcie artyście przyszło do głowy, że Norweg ukradł mu intymnie zdjęcia z komputera i należy mu się kara w postaci sesji BDSM!  Carlsen w sądzie zeznał, że Boy George i jego młodszy kochanek znęcali się nad nim:
Przykuli mnie kajdankami do kaloryfera. Zaczęli bić po twarzy i całym ciele, krzyczeli i wyzywali. Później okładali mnie metalowymi łańcuchami. Cudem udało mi się wyswobodzić i uciec! Wybiegłem na ulicę w samej bieliźnie. Rozpaczliwie szukałem pomocy.
Londyński sąd skazał George’a O’Dowda za ten czyn na 15 miesięcy więzienia.

Ostatnio piosenkarz skupił się bardziej na muzyce. Reaktywował Culture Club i według krytyków i fanów nagrał najlepszy od lat album zatytułowany "Life". Na płycie oczywiście słychać wpływy reggae i nowej fali, ale też co ciekawe mocne rockowe brzmienia, o które tych muzyków nikt by nie podejrzewał. Nie zostaje nic innego tylko posłuchać takich kawałków jak: "God & Love", "Bad Blood" czy popularnego ostatnio, rozbujanego "Let Somebody Love You". W latach 80. George O'Dowd zainspirował takich twórców jak Ace of Base, Roxette, Fine Young Cannibals, Erasure czy Wet Wet Wet. Nowa muzyka pewnie mało kogo zainspiruje, ale jest udanym powrotem na dobrą muzyczną ścieżkę tego legendarnego i zasłużonego artysty.

Wszystkie artykuły znajdziecie na popmusik.pl

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci