Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : polska-muzyka

Popmusik poleca Dr. Misio

augustc

Dr. Misio - Pogo

Dr. Misio - Pogo (2014) Universal Music Polska

Polska muzyka rozrywkowa ma się nieźle, a dowodem na to jest między innymi druga płyta zespołu Dr. Misio. "Pogo" zrobi na polskich słuchaczach o wiele większe wrażenie od wynalazków zza granicy typu: "To Be Kind" Swans, "Benji" Sun Kill Moon czy nawet "Lost in the Dream" The War on Drugs.

Przede wszystkim "Pogo" to przebojowa płyta, nagrana w języku polskim, opisująca polską rzeczywistość. Materiał, który znajduje się na drugiej płycie formacji brzmi znajomo. Jest to po części zasługa odpowiadającego za produkcję "Pogo" Olafa Deriglasoffa, który współpracował w przeszłości z tuzami polskiej sceny alternatywnej: Kazikiem Staszewskim, Maciejem Maleńczukiem oraz Tymonem Tymańskim. Deriglasoff był również głównodowodzącym sławnego projektu Yugoton.

Teksty na płytę zostały napisane przez kultowych, polskich literatów: Krzysztofa Vargę oraz Marcina Świetlickiego. Wyjątkiem jest kawałek "Ona wie", który powstał w oparciu o tekst wiersza Cypriana Norwida. Numer "Ona wie" zapewne nie zostanie owiany taką legendą jak pieśń Czesława Niemena "Bema pamięci żałosny rapsod", w której został wykorzystany tekst innego wiersza Norwida, jednak warto zauważyć, że te dwa utwory są zupełnie różnymi formami wypowiedzi artystycznej.

Wszystkie piosenki z drugiej płyty zespołu Dr. Misio wpadają w ucho i są świetnie zagrane. Arkadiusz Jakubik jest przekonywujący w roli wokalisty. Nie odnosi się wrażenia, że zespół w którym śpiewa jest dla niego tylko zajęciem dodatkowym, poza występami w filmach. Duże wrażenie robi gra gitarzysty Pawła Derentowicza, który jak słychać nie urwał się z choinki, tylko jest wytrawnym instrumentalistą. "Pogo" w głównej mierze dotyczy tematów refleksyjnych, jednak po przesłuchaniu tego albumu czuje się satysfakcję, a nawet pewnego rodzaju wesołość.

W kontekście tych wszystkich faktów może dziwić mała popularność kawałków z płyty "Pogo" wśród rodzimych fanów rocka oraz niemalże ignorancja w stosunku do zespołu ze strony mediów.

Pablopavo/Praczas - Głodne kawałki

augustc

Pablopavo i Praczas

Słuchając płyty "Głodne kawałki", aż dziw bierze, że to dopiero pierwszy krążek wokalisty Vavamuffin Pablopavo oraz muzycznego mózgu Masali i Sulphur Phuture Praczasa. "Głodne kawałki" to polski album roku. Duetu tych dwóch panów nie da się porównać z żadną muzyczną współpracą na rodzimym rynku.

Pablopavo, a właściwie Paweł Sołtys to mistrz długich i skomplikowanych, opartych w głównej mierze na freestyle'u partii wokalnych. Muzyk zaistniał w świadomości słuchaczy dzięki przebojom macierzystej formacji Vavamuffin: "Jah jest Prezydentem", "Radio Vavamuffin", I Give You One Love" czy "Sekta", jednak tak naprawdę jego czas rozpoczął się wraz z wydaniem debiutanckiej płyty zespołu, którego jest kierownikiem Pablopavo i Ludziki "Telehon" z końca 2009 roku. Od tego czasu na rynku pojawiły się bardzo dobrze przyjęte krążki "Mo' Better Rootz" Vavamuffin z 2010 roku oraz "10 piosenek" Pablopavo i Ludziki z 2011 roku.

Praczas, albo jak kto woli Rafał Kołaciński jest uznawany za muzycznego geniusza. Pełne tanecznej energii egzotyczne albumy, dowodzonej przez niego Masali otworzyły oczy wielu ludziom na muzykę z różnych stron świata i wprowadziły niesamowite zmiany na krajowej scenie muzycznej.

Pablopavo i Praczas - Głodne kawałki

Odpowiadający za stronę muzyczną Praczas jest w szczytowej formie. "Głodne kawałki" to album bardzo miejski, przesiąknięty do szpiku elektroniką, głównie nowoczesnymi brzmieniami dubstepowymi, jednak wielbiciele innych gatunków muzycznych również znajdą coś dla siebie - Kołaciński bowiem znajduje inspirację w szeroko pojętej muzyce i to słuchać. Na płycie jest pełno dęciaków, z kolei miłośnicy muzyki etnicznej, którym przypadła do gustu Masala, też powinni być ukontentowani, ponieważ Praczas nie zrezygnował ze swojego znaku firmowego, tj. połączenia elektronicznych bitów z etnicznymi dźwiękami - bardziej wnikliwi słuchacze mogą usłyszeć popularne w muzyce cygańskiej drumle, lutnię arabską, czy często wykorzystywany w piosenkach z lat 60. ("Love You To" The Beatles, "Paint it Black" The Rolling Stones) indyjsko-perski sitar. "Zadzwonię i powiem" oraz "Boczna", to nic innego jak stonowane kawałki reggae. Jednak nie tylko doskonałe aranżacje, czarujące bogactwem brzmienie oraz stylistyczna mieszanka decydują o sile tego albumu. "Głodne kawałki" są zróżnicowane rytmicznie - jest tu pełno przyspieszeń i zwolnień, dzięki czemu muzyka zawarta na albumie zaskakuje.

Również strona tekstowa krążka jest znakomita. O ile dźwięki wypuszczone spod dłuta Praczasa same zmuszają nogi do tańca, to liryki Pablopavo zmuszają słuchaczy do refleksji. Sołtys po raz kolejny zaserwował odbiorcom słodko-gorzkie opowieści o zwykłych ludziach i po raz kolejny są to piosenki znakomite. Jak mówi sam zainteresowany, są to życiowe piosenki dla człowieka, a nie dla tłumu. Każdy z utworów jest na swój sposób wyjątkowy. Najbardziej obrazowe są "Szpilki" opowiadające historię człowieka, który przegrał swoje życie przez kobietę, "Boczna" opisująca typową wielkomiejską ulicę oraz "Stówa" w niezwykle pomysłowy sposób przedstawiająca obieg banknotu z "Władkiem Jagiełło na koszulce". "Głodne kawałki" to nie tylko ładnie zarapowane opowiastki, ale również krytyka konsumpcjonizmu w "Kupuj" oraz kultury celebrytów, mediów i państwa polskiego w "Nie ma roboty". Dla bardziej romantycznych dusz Pablopavo przygotował coś specjalnego, piosenkę "Zadzwonię i powiem" - utwór w którym nie pada słowo "kocham", a mimo to jej tekst bardziej przemawia do słuchaczy, niż niejedna miłosna piosenka emitowana na co dzień w radiu. Ale to jest tylko potwierdzenie talentu nawijacza z Warszawy, artysty inspirującego się w takim stopniu klasycznymi wierszami Białoszewskiego, co hip-hopowymi nagraniami.

Album "Głodne kawałki" brzmi jak składanka "best of", jednak nawet to nie gwarantuje zawartym na nim utworom medialnego sukcesu, bo mimo że wszystkie numery ze wskazaniem na utwory "Dziw", "Głodne kawałki", czy nagrany z gościnnym udziałem Spiętego z Lao Che "Stówa", są niezwykle melodyjne, to piosenki Praczasa i Pablopavo wymagają o wiele większego skupienia, niż przeboje znane z radia.

Najlepszy polski rockowy album 2009 roku

augustc

Hey - Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!

Gdy po raz pierwszy usłyszałem najnowszą płytę zespołu zespołu Hey nie mogłem uwierzyć własnym uszom. W podobnej sytuacji było zapewne mnóstwo słuchaczy, szczególnie tych, którzy nie śledzili bacznie historii pochodzącej ze Szczecina grupy. Dla mnie Hey to przede wszystkim mocne, gitarowe piosenki, zainspirowane głównie estetyką grunge'ową, modną w czasach gdy zespół powstawał, takie jak: "Ja sowa", "Zazdrość", "List", "Misie" czy "Cisza ja i czas". Najnowsza płyta grupy "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!" to album znacząco różniący się od poprzednich dokonań kapeli. Słuchając go przypomina się zwrot stylistyczny jakiego dokonali muzycy Radiohead na przełomie wieków, a także ostatnia propozycja Yeah Yeah Yeahs "It's Blitz!". Krążek osadzony jest w rockowej stylistyce, jednak całość oblana jest gęstym, elektronicznym sosem, co ostatnimi czasy jest bardzo modnym zabiegiem. "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!" to płyta będąca dowodem dojrzałości dowodzonej przez Katarzynę Nosowską grupy. Wszystkie piosenki zawarte na 9. studyjnym dziele formacji tworzą sensowną, logiczną całość oraz przede wszystkim brzmią bardzo świeżo. Poza tym Kasia Nosowska podobnie jak Karen O na "It's Blitz!" nie krzyczy, nie wrzeszczy, tylko śpiewa w sposób łagodny, można wręcz powiedzieć dziewczęcy. W wielu wywiadach udzielanych przez wokalistkę grupy Hey można przeczytać, że Nosowska kocha muzykę. To stwierdzenie bardzo prozaiczne, jednak najnowsze dokonanie szczecińskiego zespołu jest potwierdzeniem tych słów. Spokojny, rozmarzony kawałek "Piersi ćwierć" nieodparcie kojarzy się ze słynnymi dziełami Radiohead: "Kid A" oraz "In Rainbows", skoczna "Faza delta" odwołuje się do najnowszych dokonań Yeah Yeah Yeahs, z kolei w singlowym "Umieraj stąd" pełno jest odniesień do twórczości The Beatles z drugiej połowy lat 60. Bardzo ciekawym elementem tej układanki jest utwór tytułowy. Początek tej kompozycji nieodparcie przywodzi na myśl "Rockit" Herbie'go Hancocka, jednak całości bliżej jest do nagrań Davida Bowie z przełomu lat 70. i 80. Te wszystkie nawiązania wskazują jednoznacznie, że słowa wypowiedana przez Nosowską w wywiadach nie są rzucane na wiatr; artystka rzeczywiście jest zadurzona w muzyce popularnej i chętnie przywołuje ducha lubianych przez nią nagrań w twórczości swego zespołu. "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!" to płyta szalenie ambitna i według Polskiej Akademii Fonograficznej najlepszy polski rockowy album 2009 roku.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci