Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : psychodelia

Odaibe - Sechua liaan

augustc

Odaibe - Sechua liaan

W przeciwieństwie do większości polskich wykonawców z kręgu muzyki alternatywnej, wrocławski artysta Bartek Szlachcic ukrywający się pod pseudonimem Odaibe, prezentuje muzykę przyjazną masowemu odbiorcy. Mimo, że twórczość Odaibe szybko wpada w ucho, jest jednocześnie niebanalna, pełna ekscytujących momentów, wymagająca koncentracji.

"Sechua liaan" brzmi jak trzymająca w napięciu ścieżka dźwiękowa. Skrzypienie, jęki, różnego rodzaju odgłosy tworzą mroczny, duszny klimat rodem z mrożących krew w żyłach thrillerów oraz gier akcji. Olbrzymie wrażenie robi otwierający album kawałek "fabryczna krzyki", w którym hipnotyczne dźwięki przenoszą słuchaczy do dużych, opuszczonych hal produkcyjnych, będących świadkami walki na śmierć i życie. Z każdym kolejnym utworem to wrażenie się pogłębia. "tonie w kawie", mimo że nawiązuje do parzenia kawy jest kolejnym utworem, mogącym służyć jako tło wędrówki Dantego po piekle.

"Sechua liaan" to rzecz niezwykle klimatyczna, znakomita w swoim gatunku, przywołująca ducha legendarnej gry komputerowej Quake. Bartek Szlachcic posiada ogromny talent, który przy dobrych wiatrach pozwoli mu nagrać rzecz na miarę najdoskonalszych osiągnięć Trenta Reznora.

Jon Porras - Black Mesa

augustc

Jon Porras - Black Mesa

Jon Porras jest członkiem kalifornijskiego duetu Barn Owl, którego twórczość zaliczana jest przez amerykańskich krytyków do najważniejszych dzieł psychodelicznych i transowych początku XXI wieku.

Artysta jest twórcą niezwykle płodnym. Barn Owl mają na koncie osiem albumów oraz jeden singiel, mimo to Porras rozpoczął z niezwykłym impetem karierę solową. "Black Mesa" to drugi studyjny krążek Porrasa wydany w ciągu ostatnich miesięcy - debiutancki album Amerykanina "Undercurrent" ukazał się w 2011 roku.

Drugi album amerykańskiego gitarzysty i kompozytora nie obfituje w fajerwerki, jakimi raczą swoich fanów Eddie Van Halen czy Kirk Hammett, jednak ten monotonny, zawierający siedem flegmatycznie rozwijających się kompozycji krążek jest jedną z najciekawszych gitarowych płyt wydanych w ostatnich miesiącach.

Muzyk w trakcie nagrywania materiału inspirował się eksperymentalną twórczością ekscentrycznego amerykańskiego kompozytora La Monte Younga, nagraniami awangardowego jazzowego saksofonisty Johna Coltrane'a oraz dokonaniami niemieckich zespołów z kręgu rocka progresywnego. Długie, powoli rozwijające się utwory nie nudzą, lecz hipnotyzują słuchaczy, nakazując skupić się na ich wielowarstwowości oraz psychodelicznej aurze.

"Black Mesa" to koncept album opowiadający fantastyczną historię wyjętego spod prawa wędrowca, poszukującego na pustyni alternatywnych światów. Trzeba przyznać, że rozległe, instrumentalne pejzaże machinalnie przywodzą na myśl obrazy rodem z filmów science-fiction. Nie może więc dziwić, że Barn Owl zagrają na żywo muzykę do filmu Anki i Wilhelma Sasnalów - "Oprócz tego nie ma nic" podczas OFF Clubu 2012.

20 najlepszych kawałków 2011 roku. Miejsca 08-05

augustc

The Rapture - How Deep Is Your Love?

08. The Rapture – "How Deep Is Your Love?"


gatunek: elektronika, pop

Muzycy z The Rapture pierwszy raz od czasu legendarnego kawałka "House of Jealous Lovers" z 2003 roku dali się maksymalnie polubić słuchaczom dzięki doskonałemu tanecznemu numerowi "How Deep Is Your Love?". Gęste jak smoła dźwięki syntezatorów, pulsujące pianino oraz saksofon sprawiają, że odbiorcy utworu dopiero po jakimś czasie orientują się jak głęboko religijny jest tekst tej piosenki. 

PJ Harvey - The Words That Maketh Murder
07. Pj Harvey – "The Words That Maketh Murder"


gatunek: rock alternatywny, folk

To był absolutnie przełomowy rok dla Polly Jean Harvey. Album artystki "Let England Shake" zdominował wszystkie muzyczne podsumowania i zdobył serca kapituły przyznającej prestiżową Mercury Award. Pierwszy singiel z ostatniej płyty artystki ostro i obrazowo opowiada o konflikcie w Afganistanie ("Widziałam żołnierzy, padających jak kawałki mięsa w niewiarygodny sposób bici i rozstrzeliwani, ich ramiona i nogi, były na drzewach"), jednocześnie krytykując światową dyplomację ("Co jeśli zabiorę mój problem do Organizacji Narodów Zjednoczonych?"). Harvey to nie pierwsza i zapewne nie ostatnia artystka wypowiadająca się w ten sposób na temat wojny, jednak piosenkarka zrobiła to w mistrzowskim stylu zaskakując słuchaczy dźwiękami autoharpu oraz waltorni.
Panda Bear
06. Panda Bear – "Afterburner"


gatunek: elektronika, muzyka psychodeliczna, muzyka eksperymentalna

"Afterburner" to najdłuższy kawałek z czwartej studyjnej płyty Noaha Lennoxa "Tomboy" i najdłuższy ze wszystkich numerów jakie znalazły się na liście. Mimo to eksperymentalny, wypełniony gęstymi, psychodelicznymi melodiami kawałek nawet na moment nie pozwala uwolnić się od hipnotycznych, bombardujących mózg syntetycznych dźwięków. Utwory z albumu "Tomboy" nie zdominowały ubiegłorocznych zestawień, jednak każdy z nich jest kolejnym ogromnym sukcesem członka Animal Collective.
Cass McCombs  
05. Cass McCombs – "County Line"


gatunek: pop/rock

Nieodwzajemniona miłość jest nie do zniesienia, nie do zniesienia, nie do zniesienia! i dlatego amerykański piosenkarz i autor tekstów Cass McCombs całkiem poważnie wypowiada się na ten trudny temat. Dzięki temu wytwórnia Domino zyskała jedną z najpiękniejszych pop-rockowych ballad ostatnich lat. 

How How - Flickers

augustc

How How - Flickers

Dowodzone przez gitarzystę i wokalistę Mirona Grzegorkiewicza trio How How, pozytywnie zaskoczyło słuchaczy muzyki alternatywnej, wydanym w lutym 2011 roku minialbumem "Bumpy", zawierającym cztery dziwne, niezwykle klimatyczne, elektroniczno-akustyczne utwory, stojące w całkowitej opozycji do piosenek pop.

Fani psychodelicznej, eksperymentalnej muzyki, z niecierpliwością oczekiwali ciągu dalszego. W końcu na rynku pojawił się debiutancki, pełnowymiarowy album warszawskiej formacji How How - "Flickers". Jest to jedna z najbardziej intrygujących a także jedna najtrudniejszych w odbiorze polska płyta, wydana w ostatnich latach. Pozycja zaskakuje niezwykłą wrażliwością i muzyczną wyobraźnią jej twórców oraz jest dowodem na to, że w Polsce można nagrać modną rzecz na najwyższym światowym poziomie. Warto podkreślić słowo modną – uznawany za najciekawszy zespół sceny eksperymentalnej, nowojorski Animal Collective jest jedną z najbardziej inspirujących grup ostatnich lat, a ich ósmy album album "Merriweather Post Pavilion" został uznany przez dziennikarzy takich mediów jak: Pitchfork, Slant Magazine, Sputnikmusic czy Tiny Mix Tapes za najlepszy album 2009 roku. How How śmiało można wrzucić do tego samego wora, co ich kolegów zza oceanu, aczkolwiek trzeba zauważyć, że polscy muzycy niczego nie kopiują, jedynie inspirują się ich dokonaniami.

Kontakt z "Flickers" szokuje dziwacznymi dźwiękami szczelnie wypełniającymi płytę, wysokim, niezrozumiałym, niekiedy zniekształconym komputerowo wokalem oraz nierzeczywistym, onirycznym klimatem. Większość materiału, to wymagające dużego skupienia kompozycje, kojarzące się ze ścieżkami dźwiękowymi do mrocznych gier wideo ("GM", "Martin M Cleaber" czy "Ninja's Calm"), jednak na debiutanckim krążku warszawskiej kapeli znajdują się też kawałki śmiało mogące konkurować z przebojami znanych na całym świecie alternatywnych formacji, na przykład: "Bumpy", "K" czy "Tetrolux" – oczywiście nie są to kawałki typu "Pumped Up Kicks" Foster the People czy "The Cave" Mumford & Sons, zaliczane do szeroko rozumianej sceny indie, tylko numery pokroju "Kevätrumpu" Paavoharju, "Noah's Ark" CocoRosie czy "Tomboy" Panda Bear.

Twórczość How How znajdzie pewnie w Polsce całkiem pokaźne grono odbiorców. Po pierwsze zainteresowanie tego typu muzyką wciąż rośnie, czego dowodem jest coraz większa liczba alternatywnych festiwali w naszym kraju. Przede wszystkim jednak "Flickers" to naprawdę mocna rzecz, znakomicie pomyślana, nagrana, dopracowana w szczegółach. Szmer wiatru w "Klakier's Nap", szum fal w "Kuterku" oraz wykorzystanie instrumentów dętych w kawałku "K2" to potwierdzenie tej tezy. Na uwagę zasługuje również przyciągająca wzrok okładka albumu autorstwa Adama Podniesińskiego i Pawła Smitrowskiego, zrobiona techniką kolażu, znakomicie oddająca zawartość krążka.

"Flickers" trzeba przesłuchać, bo nawet jeżeli nie jest to najlepszy polski album 2011 roku, jest z pewnością najciekawszy.

High Places - Original Colors

augustc

High Places - Original Colors

Trzeci studyjny album amerykańskiego duetu High Places to rzecz, która spodoba się miłośnikom folkowej psychodelii spod znaku Animal Collective oraz Gang Gang Dance, fanom wszelkiego rodzaju odmian muzyki elektronicznej oraz przede wszystkim wielbicielom ciepłej, pogodnej, tryskającej energią nuty.

Wokalistka Mary Pearson oraz multiinstrumentalista Rob Barber tworzący zespół, uwielbiają eksploatować różne gatunki muzyczne i dają temu wyraz na najnowszej płycie High Places. "Original Colors" to oryginalny i ciekawy muzyczny kolaż, w którym rozbrzmiewają elementy dubu, drum and bassu, hip-hopu oraz muzyki pop.

Barber i Pearson sięgnęli głębiej do historii muzyki popularnej, niż mogłoby się to wydawać po pierwszym przesłuchaniu "Original Colors". W utworze "The Pull" rozbrzmiewają echa wielkiego przeboju w stylu bossa nova "The Girl from Ipanema" autorstwa Antonio Carlosa Jobima, nagrodzonego nagrodą Grammy w kategorii najlepsze nagranie 1965 roku. Na szczęście duetowi całkiem fajnie wyszło nawiązanie do piosenki wykonanej przez Astrud Gilberto i Stana Getza. "Original Colors" otrzymał dosyć przyzwoite recenzje, choć wielu krytyków kręciło nosami na nowy materiał nagrywających w słonecznej Kalifornii muzyków.

Przede wszystkim płyta znakomicie sprawdza się jako muzyka tła, ale jak na lekarstwo jest na niej zapadających w pamięć utworów. Nawet wspomniane "The Pull" doskonale sprawdza się jako podkład do odrabiania pracy domowej, natomiast ciężko słucha się tego kawałka dla samej przyjemności. Tak jest prawie ze wszystkimi numerami na płycie - chlubnym wyjątkiem jest tu otwierający album "Year Off" z industrialną perkusją, pulsującym basem i melodyjnym motywem klawiszowym. Generalnie krążek jest przyjemny w odbiorze, jednak w przeciwieństwie do innej płyty duetu zatytułowanej po prostu "High Places" z 2008 roku, raczej nie znajdzie się w zestawieniach najlepszych płyt roku.

Prawo Murphyego

augustc

Kula Shaker - Pilgrim's Progress

Jedno z Praw Murphy'ego mówiące o tym, że "Jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda" chyba najlepiej tłumaczy niepowodzenie najnowszego albumu brytyjskiego zespołu Kula Shaker.

Kula Shaker to zespół całkowicie zapomniany przez wszystkich. Nawet w Wielkiej Brytanii skąd pochodzi grupa nie jest nią zainteresowany nawet pies z kulawą nogą. To zadziwiające biorąc pod uwagę fakt, że niecałe 15 lat temu kapela dowodzona przez Crispiana Millsa miała świat u stóp. Debiutancki album formacji "K" z 1996 roku zawojował listy przebojów z niesamowitą skutecznością. W Wielkiej Brytanii płyta rozchodziła się jak przysłowiowe świeże bułeczki, zdobywając szczyt tamtejszej listy albumów. Wpływ na tamten sukces miało to, że zespół grał podobnie do Oasis (najmocniejszy w połowie lat 90. zespół na rynku brytyjskim) i wzbogacał swoją muzykę szczyptą egzotyki. Zaśpiewane w  sanskrycie (wegetującym języku staroindyjskim) utwory "Govinda" oraz "Tattva" były powiewem świeżości na nudnym, napęczniałym od britpopowych melodii brytyjskim rynku muzycznym. W 1999 roku kapela wydała nieźle przyjęty krążek "Peasants, Pigs & Astronauts", a następnie zawiesiła działalność na pięć lat. Kula Shaker reaktywowali się w 2004 roku, jednak fani nie przyjęli zbyt ciepło ich powrotu. Wydany w 2007 roku album "Strangefolk" został całkowicie zignorowany przez wszystkich. Jednak tamto dzieło nie zawierało żadnych przebojów i daleko mu było do poziomu "K". Słuchacze jeszcze bardziej obojętni są w stosunku do najnowszego dzieła formacji. Nowy album Kula Shaker "Pilgrim's Progress" sprawił, że grupa osiągnęła komercyjne dno – 117. miejsce na brytyjskiej liście albumów to katastrofa dla zespołu znanego na całym świecie, mającego na koncie kilka rozpoznawanych pod każdą szerokością geograficzną hitów. Artystycznie "Pilgrim's Progress" prezentuje się nadzwyczaj dobrze; można wręcz powiedzieć, że Kula Shaker wznieśli się na wyżyny swoich możliwości, a nowy krążek kapeli paradoksalnie im lepsze recenzje otrzymuje tym gorzej się sprzedaje (płyta otrzymała wysokie oceny w magazynach Q, Slant, Soundcheck, The Music Fix oraz Drowned in Sound).

Album rozpoczynają klimatyczne smyki, będące zapowiedzią pięknej ballady "Peter Pan R.I.P", utworu nawiązującego stylistycznie do wielkiego przeboju grupy The Beatles "Eleanor Rigby" z 1966 roku (według fanów grupy Pink Floyd kawałek ten jest wspomnieniem legendarnego członka kapeli Syda Barreta, którego karierę przerwała choroba psychiczna). Odniesień nawiązujących do wybitnych osiągnięć popkultury jest na "Pilgrim's Progress" znacznie więcej. Przykładowo utwór "Ophelia" przywodzi na myśl nie tylko najwybitniejsze kawałki wspomnianych The Beatles, ale również twórczość Led Zeppelin (konkretnie piosenkę "Stairway to Heaven") oraz Boba Dylana. Jeden z angielskich dziennikarzy zachwycony utworem "Ophelia" stwierdził, że słuchając nowego kawałka Kula Shaker przed oczami automatycznie pojawiają się prace wybitnego XIX-wiecznego malarza Sir Johna Everetta Millais (artysta zasłynął obrazem "Ofelia" wystawianym w Tate Britain w Londynie) oraz sceny z filmów na podstawie sztuki Williama Shakespeare'a "Hamlet" (jedną z głównych postaci dramatu jest Ofelia – obiekt młodzieńczych wyznań miłosnych Hamleta). Równie piękną balladą jest "Only Love", będące według wielu słuchaczy wspaniałym muzycznym hołdem dla grupu Crosby, Stills, Nash & Young. Świetny, powoli rozkręcający się kawałek "All Dressed Up" zaskakuje bogactwem aranżacyjnym (to jedna z niewielu nowych kompozycji zespołu, w których pojawia się sitar; wcześniej kapela była kojarzona przede wszystkim z tym instrumentem) i ma bardzo wiele wspólnego z wielkim przebojem Doobie Brothers "Long Train Running".

Wiele osób będzie kręcić nosem; sceptycy będą twierdzić, że Kula Shaker nie tworzą niczego nowego, a najnowszy krążek zespołu jest jedynie udaną kopią dokonań wspomnianych The Beatles, Led Zeppelin oraz The Levellers (do tych ostatnich grupie Crispiana Millsa bardzo blisko). Moim zdaniem szlachetne inspiracje nie są niczym złym, szczególnie jeżeli końcowe efekty są tak bardzo zadowalające. "Pilgrim's Progress" to nie tylko jedna z najciekawszych propozycji tego lata, ale również jeden z najbardziej przebojowych krążków ostatnich miesięcy, nie zawierający jednak evergreenów na miarę kawałków "Hey Dude", "Govinda" czy "Hush" (notabene ten ostatni numer jest przeróbką utworu z pierwszego singla hard rockowej grupy Deep Purple, której twórczość zawsze była jednym z najważniejszych źródeł inspiracji dla Kula Shaker).

MGMT - Congratulations

augustc

MGMT - Congratulations

Panowie Andrew VanWyngarden oraz Benjamin Goldwasser zapowiadali w wywiadach, że najnowsze wydawnictwo MGMT będzie zawierało solidną porcję psychodelicznego rocka. Tak też się stało. Jest to zadziwiająca metamorfoza biorąc pod uwagę jak duży potencjał komercyjny miały piosenki z poprzedniego krążka zespołu "Oracular Spectacular" z 2007 roku i jak doskonale zostały przyjęte przez słuchaczy oraz krytyków muzycznych – na przykład magazyn New Musical Express uznał "Oracular Spectacular" za najlepszy album 2008 roku.

MGMT na nowej płycie "Congratulations" w dalszym ciągu łączą w swojej muzyce estetykę indie z radosnymi, syntezatorowymi brzmieniami, aczkolwiek muzycy nie są już tak zapatrzeni na muzykę lat 80. Wyraźnie słychać, że duet inspiruje się dokonaniami takich wykonawców jak: The Flaming Lips (muzycy obydwóch zespołów współpracowali ze sobą w trakcie sesji nagraniowej do albumu "Embryonic", czego efektem jest kawałek "Worm Mountain"), Mercury Rev, Van Der Graaf Generator, Electric Light Orchestra oraz Pink Floyd. Członkowie MGMT są dumni z tego faktu jak pawie, jeden z kawałków nosi tytuł "Brian Eno" na cześć angielskiego kompozytora i producenta, którego muzyka również była źródłem inspiracji przy nagrywaniu "Congratulations". Skoczny, energetyczny, gitarowy utwór "Brian Eno" nie jest jedynym kawałkiem, w którym artyści nawiązują do słynnych postaci popkultury. Zawierający wiele znakomitych melodii klawiszowych "Song for Dan Treacy" to wspaniały hołd oddany liderowi post-punkowej grupy The Television Personalities (być może dzięki tej piosence akcje angielskiej formacji w najbliższych miesiącach wzrosną – płyta "Congratulations" odniosła duży sukces komercyjny w wielu krajach, między innymi w Stanach Zjednoczonych, gdzie doszła do 2. miejsca listy Billboardu), z kolei instrumentalny kawałek "Lady Dada's Nightmare" odnosi się do Lady Gagi (VanWyngarden i Goldwasser mówią, że opowiada on o uprawianiu seksu z wokalistką; słuchając tego utworu można dojść do wniosku, że jest to dość przerażające doświadczenie). Zdecydowanie najciekawszym utworem na płycie jest jednak ponad 12-minutowy kawałek "Siberian Breaks" zawierający wiele wspaniałych motywów, będący czymś na kształt muzycznego "frankensteina" posklejanego z mnóstwa elementów pochodzących z różnych muzycznych światów. W "Siberian Breaks" słychać echa muzyki lat 80. Muzycy nawiązują tutaj między innymi do piosenek: "The Chauffeur" Duran Duran (zapadająca w pamięć partia fletu) oraz "Little Lies" Fleetwood Mac (kosmiczne syntezatory), choć "Siberian Breaks" jest kompozycją bardziej ambitną i brzmiąca bardziej nowocześnie od wyżej wymienionych.

"Congratulations" nie jest najwybitniejszym albumem wydanym w ciągu ostatnich kilku miesięcy, jednak jest to płyta ciekawa, awangardowa, rojąca się od wielu niestandardowych pomysłów, stanowiąca pewien szalony koncept (warto zwrócić uwagę na oryginalny projekt "kociej" okładki autorstwa Anthony'ego Ausganga, będący jednym z elementów składowych dzieła).

Działający w Nowym Jorku muzycy pozwalają dogłębnie zapoznać się ze swoim najnowszym osiągnięciem każdemu na swojej oficjalnej stronie internetowej – jak mówią VanWyngarden i Goldwasser jest to poniekąd płyta o surfowaniu, a w dzisiejszych czasach to pojęcie odnosi się przede wszystkim do Internetu, więc trudno, żeby artyści nie zaprezentowali jej internatom. Nie mam wątpliwości, że ten krążek jest pokazaniem symbolicznego środkowego palca całemu przemysłowi muzycznemu, w końcu tytuł "Congratulations" odnosi się według muzyków do pozornego sukcesu wykonawców muzyki pop i ma wydźwięk krytyczny, wręcz sarkastyczny. Mimo braku przebojów w stylu "Kids" czy "Time to Pretend" warto zapoznać się z tym oryginalnym, pełnym przekory dziełem.

Animal Collective - Merriweather Post Pavilion

augustc

Animal_Collective__Merriweather_Post_Pavilion
Animal Collective - Merriweather Post Pavilion
(2009) Domino

    01. In the Flowers – 5:22
   02. My Girls – 5:41
    03. Also Frightened – 5:14
    04. Summertime Clothes – 4:30
   05. Daily Routine – 5:46
   06. Bluish – 5:14
    07. Guys Eyes – 4:31
   08. Taste – 3:53
    09. Lion in a Coma – 4:12
    10. No More Runnin – 4:23
    11. Brother Sport – 5:59

Ten artykuł musiał pojawić się na blogu wcześniej czy później. W końcu tekst dotyczy płyty uznanej przez większość dziennikarzy muzycznych za najlepszy i najbardziej wartościowy album 2009 roku. Chodzi oczywiście o krążek "Merriweather Post Pavilion" pochodzącej z Baltimore kapeli Animal Collective, uchodzącej za najbardziej oryginalne zjawisko na amerykańskiej scenie muzycznej. Animal Collective pojawił się na rynku muzycznym w 2000 roku. Dzieła zespołu zawsze były wysoko oceniane przez recenzentów, aczkolwiek odzew na ósmy studyjny krążek grupy przeszedł najśmielsze oczekiwania członków formacji. Jeden z członków zespołu Panda Bear w wywiadzie dla "Dziennika" stwierdził, że kapela wykonała bardzo dobrą robotę, ale nigdy by nie przypuszczał, że "Merriweather Post Pavilion" może odnieść tak wielki sukces artystyczny i komercyjny (krążek nieoczekiwanie doszedł aż do 13. miejsca listy Billboardu, co jest zadziwiające biorąc pod uwagę fakt, jaka muzyka go wypełnia).

Już kontakt z okładką "Merriweather Post Pavilion" robi wrażenie - jest bardzo nietypowa i pomysłowa. Warto przyjrzeć się jej z bliska. Znajduje się na niej złudzenie optyczne zainspirowane pracami japońskiego psychologa Akiyoshi Kitaoki. "Pływająca" okładka albumu doskonale odzwierciedla zawartość "Merriweather Post Pavilion", którą można określić jako co najmniej dziwaczną. Bardzo ciężko jest się przekonać do tej płyty. Muzyka zawarta na tym albumie jest bardzo ambitna i wyrafinowana. Ale nie można się temu dziwić – w końcu członkowie Animal Collective inspirują się przede wszystkim muzyką psychodeliczną, kompozycjami abstrakcyjnymi o nietypowym brzmieniu (tak jak ich pochodzący z Nowego Jorku koledzy z Gang Gang Dance; jednak krążek "Saint Dymphna" Gang Gang Dance nie jest nawet w połowie tak wydziwaczony jak najnowsze dzieło Animal Collective).

Twórczość The Flaming Lips, Pink Floyd i innych reprezentantów sceny psychodelicznej nie stanowiła jedynego źródła inspiracji muzyków z Animal Collective w trakcie prac nad "Merriweather Post Pavilion". Na płycie słychać między innymi wpływ sceny elektronicznej (zespół całkowicie zrezygnował z rockowego instrumentarium, co dało pole do popisu niektórym dziennikarzom, którzy pokusili się o stwierdzenie, że grupa w studiu czerpała natchnienie z niemieckiego techno) oraz muzyki afrykańskiej.

"Merriweather Post Pavilion" jest dziełem skończonym, niezwykle dojrzałym, o zwartej, przemyślanej konstrukcji. Mimo tego znajdują się na tym albumie wyróżniające się kawałki. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na pierwszy singiel z płyty "My Girls" - uznany przez serwis "Pitchfork" za najlepszy utwór 2009 roku. Psychodeliczny, syntezatorowy "My Girls" opowiada o zaspokojeniu potrzeby bezpieczeństwa (podmiot liryczny stwierdza w piosence, że jedyne czego mu potrzeba do szczęścia to cztery ściany dla siebie i "swoich dziewczynek"), co w dobie światowego kryzysu finansowego jest jak najbardziej na czasie. Nie posądzałbym zespołu o koniunkturalizm – Animal Collective wykonywali ten utwór już w 2007 roku pod nazwą "House".

Interesujące są również dwa pozostałe single wykrojone z "Merriweather Post Pavilion": transowe, brudno brzmiące "Summertime Clothes" oraz skoczne, wesołe i trochę jednostajne pod koniec "Brother Sport". Jednak żaden z tych kawałków nie może się równać z pięknym, melancholijnym, rozpływającym się w uszach "Bluish" oraz z opartym na zapętlonej partii didgeridoo! (instrument dęty australijskich aborygenów) "Lion in a Coma".

"Merriweather Post Pavilion" to jeden z najtrudniejszych w odbiorze albumów ostatnich miesięcy, jednak warto podejść do tej muzyki nawet kilkanaście razy, by odkryć wspaniałe bogactwo dźwięków ukrywających się za odpychającą z zewnątrz fasadą.

Black Mountain - In The Future

augustc

blackm

Grupa Black Mountain pochodząca z kanadyjskiego miasta Vancouver to zespół zdobywający coraz większą popularność wśród fanów hard rocka oraz muzyki psychodelicznej. Kapela gra rewelacyjną muzykę zainspirowaną dokonaniami wielkich artystów z lat 60. i 70.: Davida Bowie, Pink Floyd, Led Zeppelin oraz Deep Purple.

Grupa wydała do tej pory dwa albumy studyjne: "Black Mountain" i "In The Future" oraz dwa mini-albumy: "Druganaut" i "Stormy High". Formacja otwierała  koncerty gwiazdorów z Coldplay na trasie "Twisted Logic Tour" w Ameryce Północnej, natomiast piosenka Black Mountain "Stay Free" pojawiła się na ścieżce dźwiękowej do filmu "Spiderman 3".

"In The Future" to płyta ciężka, psychodeliczna, ale również melodyjna. Wszystkie utwory z drugiego krążka Kanadyjczyków zasługują na uwagę.  Warto posłuchać blisko 17-minutowego, pięknie rozwijającego się "Bright Lights", w którym słychać dźwięki organów, przywodzące na myśl najwspanialsze kawałki Deep Purple oraz znakomity, mocny riff przypominający starym wyjadaczom klasyczne nagrania Led Zeppelin z  "Whole Lotta Love" na czele. "Bright Lights" to nie jest najlepszy utwór z drugiej płyty Kanadyjczyków. Najbardziej na to miano zasługują rytmiczny, hipnotyczny  numer "Angels" oraz powolny, klimatyczny, wygładzony utwór "Queens Will Play" ze znakomitą gitarową solówką na końcu utworu.

Black Mountain to nie tylko znakomici instrumentaliści. To również  fantastycznie śpiewający wokaliści Stephen McBean oraz Amber Webber, dzięki którym muzyka pochodzącej z Vancouver formacji przywołuje ducha najciekawszych dokonań Fleetwood Mac.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci