Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : plyty-roku-2009

Podsumowanie 2009: płyty roku - miejsca 05-01

augustc

05. Dave Matthews Band - "Big Whiskey And The GrooGrux King"

Dave Matthews Band - Big Whiskey and the GrooGrux King

Fakt, że Dave Matthews Band jest w Polsce zespołem praktycznie nieznanym jest doprawdy zastanawiający. Kapela w Stanach Zjednoczonych sprzedała więcej płyt od takich gwiazd jak Janet Jackson, Green Day czy Nirvana. "Big Whiskey and the GrooGrux King" to krążek po brzegi wypełniony znakomitymi kompozycjami, głęboko zakorzenionymi w amerykańskiej tradycji. Poraża bogactwo aranżacji. Formacja dowodzona przez Dave'a Matthewsa jest jedną z nielicznych grup wykorzystujących w swojej muzyce takie instrumenty jak: saksofon, skrzypce czy mandolina. Mimo to muzyka zespołu nie jest przeznaczona wyłącznie dla koneserów doceniających aranżacyjny przepych, kompozytorski kunszt i ambitne, mądre teksty utworów. Dowodem na to jest powodzenie "Big Whiskey and the GrooGrux King"; krążek w pierwszym tygodniu sprzedaży rozszedł się w ponad 424 tysiącach egzemplarzy, dochodząc dzięki temu do 1. miejsca amerykańskiej listy przebojów.

04. Alice in Chains - "Black Gives Way to Blue"

Alice in Chains - Black Gives Way to Blue

To, że ta płyta się ukazała zakrawa na cud, a fakt, że "Black Gives Way to Blue" jest tak dobrym albumem jest absolutnym szokiem. Zespół Alice in Chains zasłynął na początku lat 90. wielkim dziełem "Dirt". Później się jeszcze ukazała płyta zatytułowana po prostu "Alice in Chains" i kapela niedługo później tak naprawdę zakończyła działalność. Wydawało się, że gwoździem do trumny Alice in Chains była śmierć charakterystycznego wokalisty zespołu Layne'a Staleya w 2002 roku. Jednak w 2006 roku świat obiegła sensacyjna wiadomość, że Jerry Cantrell i koledzy z zespołu zawitali ponownie do studia nagraniowego, po to by rozpocząć pracę nad nowym materiałem. Materiał pieczołowicie przygotowywany pod czujnym okiem nagrodzonego nagrodą Grammy, znanego głównie ze współpracy z Foo Fighters producenta Nicka Raskulinecza ukazał się we wrześniu 2009 roku i od razu wywołał poruszenie w rockowym światku. William DuVall, który zastąpił zmarłego Staleya za mikrofonem śpiewa bardzo podobnie do poprzednika. Dzięki temu charakterystyczny styl grupy został zachowany. Wystarczy posłuchać pierwszego kawałka z płyty "All Secrets Known" by nie mieć wątpliwości, że mamy do czynienia z Alice in Chains. Miałem wielkie wątpliwości czy powrót Jerry'ego Cantrella i kolegów pod szyldem Alice in Chains jest dobrym pomysłem. W końcu do ostatnich dokonań Queen odniosłem się raczej negatywnie. Jednak dobrze się stało, że formacja powróciła na rynek. Dzięki temu słuchacze mogą się rozkoszować fantastycznymi nagraniami hard rockowymi, choć nie tak dobrymi by można było je porównać z takimi klasykami jak: "Rooster", "Down in a Hole" czy "Angry Chair".

03. Grizzly Bear – "Veckatimest"

Grizzly Bear - Veckatimest

Z upływem czasu coraz bardziej doceniam najnowszą propozycję Grizzly Bear. Na tej płycie jest prawie wszystko za co ludzie kochają muzykę: pasja, dramatyzm i przede wszystkim piękne melodie. Niesamowicie zawiły i rozmarzony to album, pełen zarówno fragmentów podniosłych jak i minimalistycznych, z niezwykle uduchowionym zakończeniem godnym mistrzów z Radiohead, tj. "Foreground".

02. Alicia Keys - "The Element of Freedom"

Alicia Keys - The Element of Freedom

Alicia Keys to jedna z największych gwiazd współczesnej muzyki rozrywkowej, niekwestionowana gwiazda sceny R&B. Artystka ma wszystko co powinna mieć gwiazda muzyki pop: talent, urodę oraz fenomalny głos. W końcu nagrała też album, który powinien przypaść do gustu każdemu, nie tylko wielbicielom "czarnych brzmień". Refleksyjny, stylowy, romantyczny krążek jest po brzegi wypełniony przebojami. Rytmiczny, wesoły, nagrany do spółki z Beyonce kawałek "Put It in a Love Song", nawiązująca do estetyki synth-popowej piosenka "Try Sleeping with a Broken Heart" oraz fortepianowa ballada "Empire State of Mind (Part II) Broken Down" to najefektowniejsze fragmenty tego niezwykle równego krążka.

01. Yeah Yeah Yeahs - "It's Blitz!"

Yeah Yeah Yeahs - It's Blitz!

Fantastyczne, pełnowymiarowe dzieło nowojorskiego zespołu Yeah Yeah Yeahs jest najlepszym albumem 2009 roku. Mimo tego, że brzmienie płyty zbliżone jest do popowej estetyki to "It's Blitz!" jest albumem stricte alternatywnym, skierowanym raczej do bardziej osłuchanych słuchaczy, szczególnie tych, którzy z nostalgią wspominają lata 80. Cała gama nawiązań do klasycznych nagrań Blondie, Souxsie and the Banshees czy Kate Bush wywołują uśmiech na twarzach ludzi zakochanych w muzyce z tamtej epoki. "It's Blitz!" to jeden z najbardziej przebojowych, alternatywnych krążków jaki ujrzał światło dzienne w ciągu ostatnich kilku lat. Tym bardziej warto zapoznać się z najnowszym dziełem Karen O i kolegów.

Podsumowanie 2009: płyty roku - miejsca 10-06

augustc

10. Fuck Buttons - "Tarot Sport"

Fuck Buttons -

Pochodzący z Bristolu duet Fuck Buttons to objawienie sceny elektronicznej ostatnich miesięcy. O ile debiutancki krążek kapeli "Street Horrrsing" z 2008 roku zaskoczył krytyków i słuchaczy, to druga płyta zespołu "Tarot Sport" wgniotła wszystkich w ziemię. Klasę pierwszego dzieła Brytyjczyków należycie docenili tylko dziennikarze serwisu internetowego Pitchfork przyznając płycie "Street Horrrsing" 20. miejsce na liście najlepszych albumów 2008 roku. Z rozmarzoną, hipnotyczną płytą "Tarot Sport" było inaczej – album zasłużenie znalazł się na wysokich miejscach w podsumowaniach takich tytułów jak: Q, Mojo, New Musical Express oraz oczywiście Pitchfork. Sceptycy wytykają Brytyjczykom minimalizm, żółwie tempo utworów oraz oparcie kompozycji na prostych motywach. Te wszystkie zarzuty są prawdziwe, jednak w tym właśnie tkwi siła "Tarot Sport" – muzycy mieli pewien koncept i zrealizowali go po mistrzowsku.

09. Them Crooked Vultures - "Them Crooked Vultures"

Them Crooked Vultures -

Them Crooked Vultures to grupa marzeń. W jej składzie znajduje się trzech wybitnych kompozytorów, mających na koncie dokonania epokowe dla współczesnej muzyki rozrywkowej: Josh Homme, Dave Grohl i John Paul Jones. Dla ludzi pobieżnie interesujących się muzyką rockową taka kumulacja gwiazd może wydawać się zaskoczeniem, jednak tak naprawdę można było się spodziewać, że ci panowie spotkają się kiedyś w studiu nagraniowym. Wokalista i gitarzysta Them Crooked Vutures Josh Homme, znany jest przede wszystkim jako lider hard rockowej kapeli Queens of the Stone Age. Artysta udzielał się jednak w wielu innych projektach, od Kyuss począwszy na Eagles of Death Metal kończąc. Perkusista nowo powstałej supergrupy Dave Grohl bębnił na płytach Nirvany i z tego jest najbardziej znany, aczkolwiek ludzie kojarzą go z innych ciekawych zespołów jak Foo Fighters czy Probot. W końcu John Paul Jones, znakomity basista i klawiszowiec, muzyk, do którego przylgnęło określenie mistrz drugiego planu (trudno się temu dziwić - w końcu był członkiem hard rockowej grupy Led Zeppelin, w której główne skrzypce odgrywali Jimmy Page i Robert Plant – ikony popkultury). Starszy od kolegów z Them Crooked Vultures o ponad dwie dekady John Paul Jones może pochwalić się tym, że jest od nich jeszcze bardziej bardziej pracowity; artysta współpracował między innymi z Robertem Frippem z King Crimson, R.E.M., Brianem Eno, Peterem Gabrielem oraz gotycką formacją The Mission. Każdy z tych trzech znakomitych muzyków wniósł coś do twóczości Them Crooked Vultures, jednak brudny, agresywny i niesamowicie energetyczny materiał najbardziej kojarzy się z dokonaniami Led Zeppelin (czyżby Grohl i Homme grali pod dyktando Jonesa?). Takie kawałki jak: "Elephants", "Bandoliers" czy "Reptiles" nie tylko przywołują ducha utworów Led Zeppelin (bardziej niż ostatnie dokonania Roberta Planta i Jimmy'ego Page'a), ale również im dorównują, co jest nie lada osiągnięciem.

08. Bat For Lashes - "Two Suns"

Bat For Lashes -

Słuchając płyty "Two Suns" autorstwa Natashy Khan, znanej szerzej jako Bat For Lashes, można odnieść wrażenie, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Krążek urodzonej w Pakistanie artystki był nie tylko najlepszym albumem nominowanym do nagrody Mercury w 2009 roku (Mercury Prize otrzymała Speech Debelle za płytę "Speech Therapy"), ale był również najlepszym brytyjskim krążkiem minionych 12 miesięcy. "Two Suns" doszedł co prawda do 5. pozycji na brytyjskiej liście przebojów; świetnie poradził sobie też w Niemczech, docierając do 4. miejsca tamtejszej listy przebojów, jednak 141. miejsce na liście Bilboardu to bardzo słaba pozycja jak na tak znakomite dzieło. Krążek otwiera utwór "Glass" – spełnione marzenie melomana, zakochanego w muzyce z lat 80. Chłodna, magiczna opowieść o szklanych wieżach i rycerzu w kryształowej zbroi przypomina najlepsze kawałki Kate Bush z płyty "Hounds of Love". Początek płyty nie jest jedynym momentem na płycie, gdy Natasha Khan w tak jawny sposób odwołuje się twórczości Kate Bush. Oparta na fortepianie patetyczna, rozmarzona piosenka "Siren Song" z powodzeniem mogłaby się znaleźć na innym doskonałym dziele pochodzącej z hrabstwa Kent artystki – "The Sensual World" z 1989 roku. Co prawda Natasha Khan w trakcie nagrywania "Siren Song" nie skorzystała z usług wokalnego zespołu Trio Bulgarka (Kate Bush nagrała kilka utworów na płytę "The Sensual World" wraz z bułgarskim zespołem), ale do studia zawitała psychodeliczna grupa Yeasayer – uwielbiany, eksperymentalny zespół pochodzący z Nowego Jorku, znajdujący się osatnio w dość wysokiej formie. Efektem współpracy między tymi artystami jest świetny utwór "Pearl's Dream" brzmiący jak skrzyżowanie Hercules and Love Affair z Roisin Murphy. Innym kawałkiem będącym efektem kooperacji z innym wykonawcą jest wieńcząca całość piosenka "The Big Sleep" nagrana do spółki z legendarnym amerykańskim wokalistą Scott'em Walkerem. Podniosły, niezwykle teatralny i minimalistyczny utwór (nagrany prakycznie tylko z akompaniamentem fortepianu) jest idealnym zwieńczeniem tej przepięknej i klimatycznej płyty.

07. The Avett Brothers - "I and Love and You"

The Avett Brothers -

"I and Love and You" to płyta przełomowa dla folk-rockowego tria The Avett Brothers pod każdym względem. 6. studyjny album pochodzącego ze stanu Północna Karolina zespołu jest pierwszym krążkiem grupy wydanym dla dużej wytwórni (American Recordings). Pracę zespołu w studiu nad płytą "I and Love and You" nadzorował legendarny producent Rick Rubin, odpowiedzialny za ostatnie sukcesy Dixie Chicks i Johnny'ego Casha. Te dwie rzeczy zadecydowały zapewne o komercyjnym sukcesie płyty, którą można określić jako jedno z najciekawszych dokonań współczesnej sceny folkowej, mającej korzenie w muzyce country oraz bluesie. Nie ma na tym krążku momentów wybitnie przebojowych, utworów mogących powalczyć na listach przebojów, ale bracia Avett i ich koledzy nie uznają łatwych rozwiązań. Wszystkie kawałki zostały przepysznie zaaranżowane, głównie na fortepian, wiolonczelę oraz gitary akustyczne z finezją godną mistrzów – nieprzypadkowo dziennikarz magazynu Rollin Stone porównał The Avett Brothers do The Beatles. "I and Love and You" to duża lepsza pozycja od najnowszej propozycji grupy Wilco, będącej jak na razie najpopularniejszym zespołem grającym tego typu muzykę.

06. St. Vincent – "Actor"

St. Vincent -

Ukrywająca się pod pseudonimem St. Vincent - Annie Clark znana była do niedawna jako współpracownica niesamowitego Sufjana Stevensa oraz członek kilkudziesięcioosobowej grupy The Polyphonic Spree. Multiinstrumentalistka Annie Clark drugim studyjnym krążkiem zatytułowanym "Actor" udowodniła całemu światu, że jest artystką z krwi i kości. Piosenkarką, która tak naprawdę zmiotła niemalże całą konkurencję z powierzchni ziemi. "Actor" to dzieło genialne pod każdym względem. Elegancki, stylowy, pełen pasji i namiętności album jest po brzegi wypełniony przebojami. Energetyczne, gitarowe "Actor Out of Work", kakofoniczne, niezwykle bogato zaaranżowane, przypominające najszlachetniejsze dokonania The Beatles "Black Rainbow", kojarzące się z twórczością Petera Gabriela z płyty "Melt" psychodeliczne "Marrow" oraz zaaranżowane z orkiestrowym przepychem "The Party" to najbardziej wyróżniające się momenty tego niezwykle równego krążka.

Podsumowanie 2009: płyty roku - miejsca 15-11

augustc

15. Animal Collective - "Merriweather Post Pavilion"

Animal Collective - Merriweather Post Pavilion

Zespół Animal Collective zawsze lubił przekraczać granice w muzyce popularnej, eksperymentować, bawić się dźwiękiem. Z tego powodu dokonania amerykańskiej kapeli zawsze cieszyły się dużym uznaniem krytyków muzycznych, uważających ich ze jedno z najciekawszych zjawisk na scenie muzyki alternatywnej. Ale uwielbienie recenzentów nie przynosiło grupie wymiernych korzyści. Animal Collective przez długie lata byli zespołem niszowym, mało popularnym, którego słuchali jedynie krytycy muzyczni oraz garstka amatorów nowych nietypowych brzmień, czytających serwis internetowy Pitchfork jak Biblię. W ubiegłym roku sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Najwyższe oceny recenzentów i zaocznie przyznany tytuł płyty 2009 roku przez tak ważne tytuły jak: wspomniany Pitchfork, Spin, Slant i Mojo sprawiły, że mało znaną kapelą zainteresowali się wszyscy wielbiciele dobrej muzyki. Animal Collective to w tej chwili gwiazda sceny alternatywnej; każdy następny krok Avey Tare'a i spółki będzie szeroko komentowany w prasie muzycznej. Czy członkowie pochodzącego z Baltimore zespołu płytą "Merriweather Post Pavilion" postawili sobie poprzeczkę nie do przeskoczenia? Wydaje mi się, że nie. Ostatni studyjny album formacji jest bardzo udany, ale ostatnia Ep-ka "Fall Be Kind" z listopada 2009 roku pokazuje, że może być jeszcze lepiej, zdecydowanie lepiej.

14. The Flaming Lips – "Embryonic"

The Flaming Lips - Embryonic

Gdy parę lat temu po raz pierwszy usłyszałem The Flaming Lips nie spodziewałem się, że jest to zespół tak stary (początki formacji siegają pierwszej połowy lat 80.). Trzeba przyznać, że Wayne Coyne i spółka wciąż są w wyśmienitej formie, której mogą pozazdrośnić im mający głowy pełne pomysłów młodsi koledzy po fachu. Ten epicki, klimatyczny, pełen melancholii krążek nie jest jednak jedynym świetnym studyjnym osiągnięciem The Flaming Lips nagranym w ciągu minionych 12 miesięcy. Pochodzący ze stanu Oklahoma eksperymentalny zespół postanowił zmierzyć się ostatnio z mitycznym dziełem Pink Floyd "The Dark Side of the Moon" z 1973 roku. Nagrany wespół z grupą Stardeath and White Dwarfs, skandalizującą wokalistką Peaches oraz liderem Rollins Band Henry'm Rollinsem krążek co prawda nie przebił oryginału, ale muzycy udowodnili, że można nagrać na nowo wybitny album, nie robiąc tego na klęczkach. Wracając do słynnego już krążka "Embryonic" to trudno jest tu wyróżnić jakikolwiek utwór, gdyż przedostatnie studyjne dokonanie The Flaming Lips to concept-album. Czyżby Amerykanom marzyło się zostanie drugim Pink Floyd?

13. Micachu & the Shapes – "Jewellery"

Micachu & the Shapes - Jewellery

Micachu to bez dwóch zdań najciekawszy brytyjski debiutant ubiegłego roku. Wokalistka, która naprawdę nazywa się Mica Levi szokuje już samym wyglądem. Artystka w niczym nie przypomina dzisiejszych gwiazd muzyki pop; mało tego – wiele osób bierze ją za niechlujnie wyglądającego chłopaka. Ale 21-letnia piosenarka i multiinstrumentalistka nic sobie z tego nie robi. Wie jak bardzo jest mocna. Wraz z dwoma kolegami nagrała jedną z najmocniejszych płyt roku, która jest też najbardziej niekonwencjonalnym albumem ze wszystkich zarejestrowanych w ciągu minionych 12 miesięcy. Nie da się inaczej pisać o "Jewellery". W trakcie sesji nagraniowej muzycy wykorzystywali głównie instrumenty, które zrobili sami z tego co było pod ręką, grali również na puszkach, butelkach i miniaturowych gitarach. Z kolei w piosence "Turn Me Well" jedną z głównym rół odegrał odkurzacz. Wszystko jest bardzo przebojowe. Tego trzeba posłuchać. To muzyka pop XXI wieku.

12. Girls – "Album"

Girls - Album

"Album" to naprawdę ładna, słodka, naturalna płyta. Nie rozumiem jak można nie lubić tego krążka; nie wiem jak można twierdzić, że zespół Girls to nieoszlifowany talent? Kapela dowodzona przez Christophera Owensa to już teraz czołowy przedstawiciel alternatywnego rocka. Ze sceptykami zgadzam się tylko w jednym przypadku – gdy twierdzą, że debiutancki album pochodzącej ze stanu Kalifornia jest dobrym prognostykiem na przyszłość.

11. Dinosaur Jr. - "Farm"

Dinosaur Jr - Farm

Dinosaur Jr. to legenda muzyki alternatywnej lat 80. i początku lat 90. o statusie porównywalnym z kultowymi kapelami: Jesus and Mary Chain i My Bloody Valentine. Jednak tamte formacje zamilkły dawno temu i są małe szanse na to by powróciły do gry. Amerykanie z Dinosaur Jr. też co prawda przez długi okres czasu nie nagrywali nowych rzeczy, jednak powrócili na rynek muzyczny w 2007 roku świetnie przyjętą płytą "Beyond" (10 lat po poprzednim krążku "Hand It Over"). Najnowszy album "Farm" otrzymał jeszcze lepsze noty od krytyków od "Beyond" i okazał się jedną z najlepszych płyt 2009 roku. Przy okazji jest to również jeden z najbardziej agresywnych, najmocniejszych i najbardziej energetycznych krążków minionych 12 miesięcy. Muzykom z Dinosaur Jr. można tylko pozazdrościć werwy i świetnych pomysłów po tylu latach grania.

Podsumowanie 2009: płyty roku - miejsca 16-20

augustc

Koneserzy dobrej muzyki powinni być zadowoleni. Ubiegły rok okazał się wyjątkowo tłusty. W ciągu minionych 12. miesięcy ukazało się wiele smakowitych, godnych polecenia wydawnictw. Z tego powodu miałem też olbrzymi problem z muzycznym podsumowaniem roku. Na samym początku nie wiedziałem co umieścić na liście i dlaczego. Później olśniło mnie, aczkolwiek podsumowanie co chwila zmieniało się jak w kalejdoskopie. Jedne płyty wypadały z niego z wielkim hukiem, inne znajdowały uznanie w moich oczach, a raczej uszach i dzięki temu się w nim znajdowały.

Z tego powodu, że wielu artystów w ubiegłym roku nawiedziła twórcza wena w moim zestawieniu 20. najlepszych płyt roku zabrakło miejsca dla albumów wyjątkowych, momentami wręcz fascynujących. Nie ma na liście najnowszych propozycji muzycznych takich wykonawców jak: Manic Street Preachers, Charlotte Gainsbourg, Neon Indian czy The Horrors. Na liście nie znalazł się też monumentalny dwupłytowy album Dj-a Hella "Teufelswerk", uznawany powszechnie za życiowe osiągnięcie Niemca. Na próżno też szukać ostatniego studyjnego dokonania irlandzkiej grupy U2 "No Line on the Horizon", mimo że jest to udany krążek, spełniający oczekiwania licznych fanów względem zespołu. Największą sensacją jest jednak to, że w zestawieniu brak debiutanckiego albumu supergrupy The Dead Weather "Horebound", złożonej z członków formacji The Racounters, Queens of the Stone Age i The Kills, kierowanej przez uwielbianego przez krytyków wizjonera muzycznego Jacka White'a.

Oto najlepsze płyty 2009 roku:

20. Rihanna - "Rated R"

Rihanna -

Absolutne zaskoczenie. Pochodząca z Barbadosu niespełna 22-letnia wokalistka od samego początku trwającej już kilka lat kariery była supergwiazdą muzyki pop, ale muzycznie dotychczas prezentowała się przeciętnie. "Rated R" to duży krok do przodu, który sprawił, że do czarnoskórej piosenkarki zacząłem odnosić się z wielkim szacunkiem. Wcale nie chodzi o to, że do prac nad płytą zaprosiła wielkiego Slasha – utwór "Rockstar 101" nagrany z ex-gitarzystą Guns 'n' Roses uważam za jeden z najsłabszych momentów tego rewelacyjnego krążka. "Rated R" to po prostu stylowy album pop - namiętny, mocny, dramatyczny, z całą masą zapadających w pamięci piosenek, przede wszystkim tych wolnych, jak: "Russian Roulette", "Te Amo", "Cold Case Love" i "The Last Song".

19. Maxwell - "BLACKsummers'night"

Maxwell -

36-letni amerykański piosenkarz R&B Maxwell w Polsce pozostaje osobnikiem anonimowym, a szkoda (wspaniały głos i jeszcze większy talent Maxwella sprawiają, że ludzie nie przepadający za R&B zaczynają się interesować tym rodzajem muzyki, co należy uznać za duży sukces). Z kolei w Stanach Zjednoczonych artysta jest celebrytą; najnowszy album muzyka "BLACKsummers'night" zadebiutował na 1. miejscu amerykańskiej listy przebojów i zgarnął niemalże wszystkie możliwe branżowe nagrody (nagrodę Grammy za album roku sprzątnęła mu sprzed nosa młodziutka gwiazdka muzyki country Taylor Swift). "BLACKsummers'night" to płyta z którą bez dwóch zdań należy się zapoznać. Elegancki, namiętny, zmysłowy i świetnie zaaranżowany album to krążek dobry nie tylko do tego by spędzić przy nim romantyczny wieczór, ale również mogący służyć jako wstęp do fascynującego świata nowoczesnego R&B.

18. Yoko Ono Plastic Ono Band - "Between My Head & The Sky"

Yoko Ono Plastic Ono Band -

Mimo że Yoko Ono Plastic Ono Band tworzą zupełnie inni ludzie niż kiedyś (dla przykładu Johna Lennona zastąpił jego młodszy syn Sean) to grupa nagrała materiał stylistycznie zbliżony do dawnych osiągnięć zespołu. I być może nawet lepszy, bo bardziej przyswajalny dla przeciętnego odbiorcy od legendarnego krążka "Yoko Ono/Plastic Ono Band" z 1970 roku.

17. Phoenix - "Wolfgang Amadeus Phoenix"

Phoenix -

Nie spodziewałem się, że Francuzi zajdą tak wysoko w podsumowaniu roku. A jednak. "Wolfgang Amadeus Phoenix" zapadł mi w pamięci jako relaksujące, energetyczne, hipnotyzujące dzieło przy którym z powodzeniem można potańczyć (choć na pewno nie tak dobrze jak przy muzyce dance). Najbardziej mnie jednak zastanowia sukces wśród krytyków muzycznych – najnowsze dzieło pochodzących z Francji muzyków znalazło się w ścisłej czołówce wszystkich rankingów muzycznych (ustępując tak naprawdę miejsca jedynie płycie "Merriweather Post Pavilion" Animal Collective). Nie ma na nim wielkich przebojów; nie jest to album rewolucyjny, wywołujący gęsią skórkę, a tym bardziej arcydzieło muzyki pop – powodzenie płyty "Wolfgang Amadeus Phoenix" pozostanie pewnie dla mnie zagadką. Niemniej jednak jest to dobry album, dlatego nie mógł się nie znaleźć w tym miejscu.

16. The Pains Of Being Pure At Heart - "The Pains Of Being Pure At Heart"

The Pains Of Being Pure At Heart -

Gdy po raz pierwszy usłyszałem debiutancki album nowojorskiego kwartetu aż mnie odrzuciło. Wyjątkowa hałaśliwa indie popowa płyta wydała mi się niczym innym jak pozbawioną gracji kakofonią dźwięków, nie wnoszącą absolutnie nic do muzyki popularnej; na dodatek stwierdziłem, że zespół bezczelnie i nieudolnie zrzyna z klasyków muzyki alternatywnej z lat 80. i początku 90., przede wszystkim z My Bloody Valentine. Ale po bliższym zapoznaniu się z krążkiem odkryłem, że w tym szaleństwie jest metoda, a zestawienie najlepszych płyt 2009 roku bez tego krążka byłoby bardzo niepełne.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci