Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : Michael-Jackson

Michael Jackson - Michael

augustc

Michael Jackson -

Nie ulega wątpliwości, że najnowszy krążek Michaela Jacksona zatytułowany "Michael" był najbardziej oczekiwaną premierą płytowa 2010 roku. Wszystkie płyty Jacksona wydane po śmierci muzyka sprzedawały się znakomicie i nie ważne było, czy były to krążki kompilacyjne czy płyty zawierające remiksy. Interes rozkręcił się na dobre. Po śmierci Króla Popu wiadomo było, że artysta pozostawił po sobie nagrania pieczołowicie przygotowywane z myślą o nowym albumie. Gdyby nie chodziło o wielkie pieniądze, światło dzienne najprawdopodobniej ujrzałaby płyta przygotowywana w ostatnich miesiącach życia Michaela Jacksona. Jednak na rynek został wypuszczony produkt o którym wiadomo tylko tyle, że nie wiadomo do końca co zawiera: czy kawałki z ostatnich sesji nagraniowych czy podrasowane w studiu muzyczne szkice odłożone do szuflady wiele lat temu - najpewniej wszystko naraz.

Album otwiera nagranie "Hold My Hand", będące efektem kooperacji Jacksona z jednym z najmodniejszych piosenkarzy R&B ostatniej dekady Akonem. Bardzo rzadko zdarza się, żeby spokojna, popowa ballada otwierała płytę. "Hold My Hand" ma jednak duży potencjał komercyjny i jest to zdecydowanie najbardziej zapadający w pamięć singiel Michaela Jacksona od czasu kawałka "History" z 1997 roku. Istatni numer artysty, który namieszał na listach przebojów "You Rock My World" z 2001 roku jest nijaki i nieciekawy. Akon nie musi wstydzić się tego nagrania, jednak nie da się ukryć, że utwór nie jest tak dobry jak inne kooperacje Jacksona, jak na przykład "I Just Can't Stop Loving You" - utwór, będący efektem współpracy z Siedah Garrett, wielki hit z 1995 roku "Scream" nagrany do spółki z siostrą Janet czy w końcu największy przebój Kennedy'ego Gordy'ego, ukrywającego się pod ksywką Rockwell "Somebody's Watching Me". Co ciekawe ten wspomniany synthpopowy kawałek radził sobie lepiej na listach przebojów od wydanego w tym samym miesiącu – (styczeń 1984 roku) megahitu Jacksona "Thriller", do którego został nakręcony jeden z najsłynniejszych teledysków w historii.

Lepsze wrażenie od "Hold My Hand" robi utwór "Monster" nagrany wraz z 50 Centem. Raper zapowiadał, że ten numer to będzie drugi "Thriller". Tak na pewno nie jest, jednak ta piosenka jest światełkiem w tunelu dla podupadającej kariery gwiazdora, którego ostatnim przebojem jest przerabiana na setki możliwych sposobów bitpopowa balladka "Ayo Technology". Co ciekawe przy tym ostatnim utworze palce maczali Justin Timberlake oraz Timbaland, co jest dobrym omenem przed wypuszczeniem kawałka "Monster" na rynek.

Dość dobrze prezentuje się numer "(I Can't Make It) Another Day" nagrany do spółki z Lennym Kravitzem, a przecież ten kawałek wypadł z bardzo bogatej tracklisty albumu "Invincible". O dziwo zdecydowanie słabszym ogniwem jest tu Lenny Kravitz, co mnie zaskoczyło, ponieważ to Jackson nie mógł przed wydaniem albumu niczego poprawić.

Większość pozostałych piosenek z płyty "Michael" brzmi jak klasyczne nagrania Jacksona z najlepszego okresu jego twórczości. Ballady: "(I Like) The Way You Love Me", "Best of Joy" oraz "Much Too Soon" przypominają czasy "Thrillera", jednak lata świetlne dzielą je od pięknego "Human Nature".

"Hollywood Tonight" i "Breaking News" nawiązują do złotej ery new jack swing, czyli płyty "Dangerous", z kolei najlepszy na płycie “Behind The Mask" spokojnie mógłby się znaleźć na krążku "Bad".  Pewnie by się tam znalazł, gdyby nie fakt, że jest to tylko nowa wersja hitu japońskiej supergrupy Yellow Magic Orchestra.

Nowy album Michaela Jacksona nie jest wybitnym dziełem muzycznym, jednak jest wielkim wydarzeniem medialnym, któremu towarzyszy porażająca kampania reklamowa z największym plakatem na świecie na czele. Poster wielkości 29 070 stóp kwadratowych przedstawiający okładkę najnowszej płyty Michaela Jacksona został odsłonięty 10 grudnia 2010 roku w Middlesex w Anglii.

poster_michael_jackson

Reakcje świata mediów po śmierci Jacko

augustc

michael media

Mimo że od śmierci Michaela Jacksona minęły już 2 tygodnie świat nie może przestać się emocjonować tym wydarzeniem. Codziennie pojawiają się w prasie ciekawe artykuły odnoszące się do odejścia legendy muzyki rozrywkowej.

Niezwykle interesujący i mądry tekst autorstwa Jacka Cieślaka "Zjadanie bogów", ukazał się niedawno w "Rzeczpospolitej". Autor ukuł w nich wiele ciekawych tez, między innymi taką, że show-biznes jest zabójczy dla gwiazd, z czym nie trudno się zgodzić, znając biografie największych gwiazd muzyki popularnej. Ale autor przemycił też w artykule tezę, że Jackson był bezmyślnym geniuszem tańca i miłą, sympatyczną maskotką z którą nie wiązała się żadna wartość popkultury. Z tym stwierdzeniem już się zgodzić nie mogę. Oczywiście Michael Jackson poruszał się genialne na scenie. Gdy zaprezentował "księżycowy chód" w programie Motown 25: Yesterday, Today, Forever w 1983 roku widzowie padli z wrażenia. Ale Jackson nie był głupawą, tańczącą kukłą, która miała do zaprezentowania tylko i wyłącznie taniec i perfekcyjnie wykonane, doskonałe piosenki. MJ był świetnym biznesmenem, wiedzącym co chce osiągnąć i co ważne jak to osiągnąć. Artysta na początku lat 80. wiedział, że sama muzyka nie wystarczy, aby zdobyć słuchaczy. Oczywiście znakomite utwory do osiągnięcia globalnego sukcesu to podstawa, dlatego muzyk w trakcie nagrywania swojego najsłynniejszego albumu "Thriller" pracował wraz z Quincym Jonesem aż nad 300 piosenkami, do studia nagraniowego zaprosił największych muzyków na świecie, między innymi: Eddiego Van Halena oraz członków będącego u szczytu popularności i artystycznych możliwości zespołu Toto (kapela zgarnęła w 1983 roku kilka nagród Grammy, między innymi w kategoriach: album roku – "Toto IV" i nagranie roku "Rosanna"). Dlatego uparcie trenował kroki taneczne i tak wielką wagę przywiązywał do teledysków, emitowanych w nowo powstałej stacji muzycznej MTV. Nie mogę też zgodzić się ze stwierdzeniem, że artysta nie buntował się przeciwko światu i że trudno w jego twórczości znaleźć głębsze przesłanie. Był buntownikiem, ale innego rodzaju niż członkowie Sex Pistols czy Elvis Presley. Muzyk nigdy nie mógł się pogodzić ze złem na świecie, wyrazem tego są chociażby piosenki: "We Are the World", "Earth Song" czy "They Don't Care About Us". Te kawałki specjalnie zostały napisane i nagrane w ten a nie inny sposób, po to, żeby trafiły do jak największej ilości ludzi i po to, żeby się sprzedały jak najlepiej i ta operacja się powiodła.

Innym niezwykle interesującym tekstem napisanym po śmierci muzyka jest artykuł Łukasza Musiała „Niedokończony projekt”, przy którego czytaniu fani MJ-a dostają spazmów. Autor tekstu stwierdził w nim między innymi, że Jackson prowadził w życiu wojnę z własnym ciałem, a przede wszystkim z twarzą, po to by osiągnąć ideał piękna, które zdoła się oprzeć upływowi czasu. Oczywiście jest to w pewnym sensie prawda, aczkolwiek nie wiem czy można za to potępiać Michaela Jacksona. To co robił było bardzo ludzkie. Chciał być młody, piękny i zdrowy, tak jak wszyscy ludzie. Ludzie od zarania dziejów upiększają się, chodzą na siłownię, by mieć lepiej ukształtowane ciało, zakładają aparaty na zęby by mieć równy zgryz, malują się, farbują włosy. Michael Jackson co prawda zaszedł w tym wszystkim za daleko - poddał się operacjom plastycznym, ale warto zauważyć, że tego typu ulepszanie ciała jest prawnie dozwolone i według lekarzy bezpieczne. Artysta nie mógł się spodziewać, że wystąpią jakieś komplikacje. Projekt biologiczny urwany 25 czerwca 2009 roku w pół drogi? Być może, ale wydaje mi się, że za parę lat jak medycyna pójdzie do przodu, tego typu operacje nie będą czymś niespotykanym, nie będą wydziwaczoną ekstrawagancją, tylko będą to normalne zabiegi upiększające, fundowane dzieciom przez rodziców na 18-ste urodziny.

Łukasz Musiał swój tekst podsumował w ten sposób, że muzyk zaordynował sobie bezlitosny program eugeniczny, po to, by jak najdalej oddalić się od natury człowieczeństwa. Bardzo ciekawy i dający do myślenia wniosek. Aczkolwiek autor artykułu wykorzystał w nim fragment tekstu piosenki Króla Popu "Beat It", tj. "Beat it, no one wants to be defeated" (w tłumaczeniu na polski "Zwalcz to, nikt nie chce być pokonany"), sugerując w ten sposób mniej zorientowanym czytelnikom, że utwór opowiada o walce muzyka z własną niedoskonałością. Tymczasem tekst tego utworu odnosi się do czegoś zupełnie innego. Jackson napisał utwór, ponieważ był przerażony tym, co się dzieje na ulicach. Był zszokowany wojnami gangów, tym, że młodzi ludzie mordują się dla bezsensownych idei, tylko po to, by udowodnić, że są twardzi, że są macho. Jackson sugerował w utworze, że można być prawdziwym mężczyzną nie reagując na zaczepki, zwalczając chęć oddania przeciwnikowi. Jak tłumaczył Król Popu w wielu późniejszych wywiadach lepiej pochylić czoło przed bandytą, uciec, niż dać się zabić dla głupiej idei, po to być wszyscy myśleli, że jesteś twardy. Trzeba przyznać, że tekst raczej nie jest demoralizujący, wręcz przeciwnie. Jestem tylko ciekawy jak ludzie z Radia Maryja doszli do tego, że Michael Jackson w swojej twórczości przekazywał treści demoralizujące, bo nie jestem w stanie ich tam znaleźć.

Co ciekawe mimo tego, że Jackson brzydził się przemocą to cieszył się ogromnym respektem u największych ulicznych twardzieli – dowodem na to jest piosenka nagrana w hołdzie zmarłemu artyście przez mających problemy z prawem The Game'a, P. Diddiego i Chrisa Browna "Better On the Otherside".

Michael Jackson - ciemna strona mocy

augustc

michaeljackson1

W 1992 roku, po wydaniu czwartego studyjnego super albumu "Dangerous" z 1991 roku Michael Jackson był na absolutnym szczycie. Pod koniec lat 80. media nadały artyście przydomek "Król Popu", z kolei Biały Dom uhonorował piosenkarza nagrodą dla artysty dekady (wyróżnienie wręczył mu sam prezydent USA George H. W. Bush). Media również rozpisywały się o Jacksonie jako nie tylko utalentowanym muzyku, ale także wspaniałym człowieku, wrażliwym na losy świata, czemu artysta miał dać wyraz między innymi za pomocą takich piosenek, jak "We Are the World", "Man in the Mirror" czy "Heal the World", ale również wrażliwym na los drugiego człowieka. Dowodem na poparcie tej drugiej tezy miał być chociażby jeden z najbardziej dopracowanych utworów piosenkarza "Billie Jean", poświęcony psychicznie chorej fance Michaela Jacksona, podającej się za żonę muzyka i nachodzącej artystę w trakcie trasy macierzystego zespołu piosenkarza The Jacksons w 1981 roku.

Media jednak bardzo szybko zmieniły stosunek do muzyka po tym jak gwiazdor został po raz pierwszy oskarżony o molestowanie nieletnich w 1993 roku. Wtedy rozpoczęła się nagonka na wokalistę. Dziennikarze coraz częściej zaczęli zwracać uwagę na zmieniający się kolor skóry piosenkarza, liczne operacje plastyczne, którym się poddawał (według niektórych źródeł Michael Jackson chciał się upodobnić do innej megagwiazdy muzyki pop Diany Ross), a także na fakt, że artysta jest uzależniony od leków przeciwbólowych (po raz pierwszy miał je wziąć po wypadku jaki się przydarzył piosenkarzowi podczas kręcenia reklamówki dla Pepsi – wybuch iskier z jednego ze specjalistycznych urządzeń spalił muzykowi włosy i poważnie poparzył twarz). Co prawda plotkarskie media zawsze w jakiś sposób próbowały dowalić piosenkarzowi (chociażby podając swego czasu do publicznej wiadomości nieprawdziwą informację, że artysta kupił zwłoki Człowieka Słonia), z czego Jackson nie był specjalnie zachwycony - dał temu wyraz chociażby w doskonałych piosenkach "Leave Me Alone" i "Why You Wanna Trip On Me", ale wówczas te ataki znacząco się nasiliły.

Według dziennikarzy Michael Jackson przeszedł na ciemną stronę mocy - stał się wcielonym diabłem, szaleńcem nadmiernie ingerującym we własny wygląd i wykorzystującym nieletnich. W dodatku ego muzyka rozbuchało się niewyobrażalnych rozmiarów. W ramach promocji swojego 9. studyjnego albumu "HIStory" Jackson postawił kilka swoich pomników na świecie, natomiast w trakcie gali rozdania nagród BRIT w 1996 roku podczas wykonywania utworu "Earth Song" Jackson ubrany w białą szatę, otoczony dziećmi, obejmujący parę drzew przypominał Jezusa Chrystusa. Ten występ wywołał oburzenie na sali, zbulwersowany całą tą sytuacją inteligent, lider alternatywnego zespołu Pulp - Jarvis Cocker wybiegł na scenę, wypiął pośladki w kierunku Jacksona, zatańczył i zszedł ze sceny.

Album "HIStory" został średnio przyjęty przez krytyków muzycznych, ale nie ma się co dziwić, w końcu artysta zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko. Jednak znalazło się na nim parę wartych uwagi utworów, między innymi: zawierająca mnóstwo sampli z różnego rodzaju kompozycji oraz wypowiedzi znanych osób piosenka tytułowa, będący efektem kooperacji Jacksona ze słynnym raperem Notoriousem B.I.G. kawałek "This Time Around", przeróbka piosenki grupy The Beatles (której MJ był wielbicielem) "Come Together" oraz zobrazowana wyjątkowo naturalistycznym teledyskiem (w którym wystąpił gwiazdor wraz z żoną Lisą Marie Presley) ballada R&B "You Are Not Alone". Ten ostatni utwór napisany dla Jacksona przez R. Kelly'ego był ostatnim wielkim sukcesem singlowym muzyka w Stanach Zjednoczonych (był to ostatni kawałek gwiazdora, który doszedł do 1. miejsca Billboardu, ostatni, który pokrył się platyną w USA, ale też pierwszy singiel męskiego solisty w historii muzyki rozrywkowej, który zadebiutował na szczycie listy Billboardu) i ostatni wielki sukces artystyczny Jacksona – utwór otrzymał nominację do nagrody Grammy w kategorii piosenka roku.

Późniejsze dokonania muzyczne Króla Popu prezentowały się znacznie gorzej. Kolejna studyjna płyta "Invincible" z 2001 roku została bardzo chłodno przyjęta przez recenzentów, ale nie ma się czemu dziwić - była zdecydowanie słabsza od poprzednich wydawnictw i nie było na niej przeboju na miarę tych z poprzednich płyt. Mimo to zajęła 1. miejsca na listach przebojów w wielu krajach, między innymi w USA i w Wielkiej Brytanii. Jackson bez przeboju poruszającego masową wyobraźnię znów był jednym z najlepiej sprzedających się wykonawców. W tym czasie media po raz kolejny zaczęły podawać do wiadomości publicznej informacje o kolejnych operacjach plastycznych, zabiegach wybielających skórę i uzależnieniach Michaela Jacksona. Wszystko przez to, że skóra gwiazdora stała się trupio blada, artysta wyglądał niezwykle staro, w dodatku odpadł mu poddawany wielu zabiegom chirurgicznym nos. W dodatku w 2003 roku gwiazdor został ponownie oskarżony o molestowanie nieletnich. Ostatecznie sąd wydał wyrok uniewinniający, jednak niesmak pozostał, nawet ławnicy zasiadający w ławie przysięgłych mieli duże wątpliwości.

Michaelowi Jacksonowi niestety nie udało się powrócić na scenę. Artysta zmarł najprawdopodobniej na zawał serca spowodowany najpewniej niechlujnym trybem życia (gwiazdor nadużywał różnego rodzaju leków, alkoholu i najprawdopodobniej narkotyków). Po tej dramatycznej, szekspirowskiej postaci, mającej niejako dwa oblicza: czarne i białe, jasną i ciemną stronę pozostało wiele wspaniałych, iście królewskich hitów, które na zawsze zmieniły bieg historii muzyki popularnej.

Nikt nie był wobec tych przebojów obojętny (wszystkie przeboje można obejrzeć na oficjalnej stronie piosenkarza), nawet artyści wykonujący rocka alternatywnego, między innymi: punkrockowa, niemiecka grupa The Bates, Chris Cornell znany głównie z Soundgarden, Alien Ant Farm, Ian Brown z brytyjskiej grupy Stone Roses (piosenkarz w swoim, flegmatycznym stylu wyśpiewał między innymi utwór "Thriller"), pop punkowy Fall Out Boy, nasz polski Closterkeller, muzycy reprezentujący scenę rap (P. Diddy, The Game, 50 Cent czy nieżyjący już, uznawany za geniusza w swoim fachu, producent J Dilla), a także wspomniani w poprzednim tekście: Eddie Van Halen, Paul McCartney i Stevie Wonder.

Śmierć Michaela Jacksona jest nie tylko smutnym zakończeniem dramatycznej historii niezwykle utalentowanego muzyka, ale również symbolicznym końcem epoki telewizji, która tak naprawdę zakończyła się kilka lat wcześniej. Wszyscy żyjemy już dawno w zupełnie innym świecie, zdominowanym przez inne medium – Internet, które jeszcze swojego króla nie ma, bo on się dopiero rodzi. A kto nim ostatecznie zostanie, pewnie dowiemy się już niedługo, w końcu tron nie może być pusty.

Michael Jackson - jasna strona mocy

augustc

Michael Jackson w czasach największej świetności

Gdy 25 czerwca 2009 roku świat obiegła szokująca wiadomość o śmierci największego gwiazdora muzyki rozrywkowej w historii wiele osób nie mogło w nią uwierzyć. Dużo było takich osób, które wiadomość podaną na łamach plotkarskiego serwisu TMZ.com traktowało jako kolejny chwyt marketingowy mający zwiększyć zainteresowanie piosenkarzem – w końcu za niecałe trzy tygodnie miał się rozpocząć cykl 50 londyńskich koncertów mającym być pożegnanie artysty ze sceną, w planach było też wydanie płyty z nowym materiałem, nagrywanym wraz z szeregiem wykonawców młodego pokolenia, między innymi z liderem będącego na szczycie Black Eyed Peas, Will.i.am'em. Jednak parę minut później informacja została potwierdzona przez poważniejsze media: Los Angeles Times i Associated Press. O godzinie 1:30 czasu polskiego porucznik Fred Corral, koroner miasta Los Angeles w wywiadzie dla CNN powiedział, że artysta zmarł o godzinie 14:26 czasu lokalnego (23:26 czasu polskiego). Nieprawdopodobna, szokująca dla wszystkich wiadomość stała się faktem.

W ciągu ostatnich kilu lat wielu odeszło wielu wybitnych artystów, jednak żaden zgon, nawet śmierć George'a Harrisona, członka The Beatles - najwybitniejszego zespołu w historii muzyki popularnej nie wywołał takiej sensacji. Śmierć Jacksona wzbudziła takie emocje, ponieważ artysta był ikoną popkultury i funkcjonował w masowej wyobraźni tak jak nieistniejący naprawdę bohaterowie komiksowi, czyli jak postać w pewien sposób nieśmiertelna. Michael Jackson nie przypadkowo był postrzegany w ten sposób. Mimo że w mediach mówi się o odejściu utalentowanego muzyka, profesjonalisty w każdym calu, to piosenkarz wspomnianą nieśmiertelność zawdzięczał działaniom na zupełnie innych polach, tj. operacjom plastycznym, zmianie koloru skóry, rewolucyjnym teledyskom, niewiarygodnym spektaklom scenicznym oraz dziwnym, nieracjonalnym zachowaniem (piosenkarz między innymi sypiał z młodymi chłopcami i hodował szympansa na należącym do niego ranczu Neverland).

Michael Jackson wbrew pozorom zostawił po sobie ogromny dorobek artystyczny. Wiele jego nagrań jest wartych poznania, ponieważ jest to prawdziwa klasyka muzyki popularnej, której niestety młodzi ludzie nie znają. Piosenkarz zadebiutował w bardzo młodym wieku w rodzinnym zespole The Jacksons 5. Kapela wykonywała mieszankę muzyki pop, soulu oraz funku, określaną przez dziennikarzy mało zaszczytnym określeniem bubblegum pop. Jednak to dzięki tej formacji muzyk stał się profesjonalistą, doświadczonym o wiele bardziej od niejednego artysty w branży w bardzo młodym wieku. W wieku 20 lat miał na koncie blisko 20 albumów, w tym 4 solowe. Co prawda wczesne dokonania piosenkarza nie są zbyt dobrze oceniane przez krytyków, ale to dzięki nim muzyk niezwykle się rozwinął i mógł już w 1979 roku zaprezentować dojrzały, w głównej mierze taneczny krążek "Off the Wall", doskonale przyjęty przez recenzentów. To dzięki sławie jaką osiągnął z The Jacksons 5 miał szansę współpracować przy produkcji albumu z najwybitniejszymi przedstawicielami muzyki rozrywkowej: Paulem McCartneyem, Stevie'm Wonder'em i Quincy Jonesem. Dwóch pierwszych nikomu nie trzeba przedstawiać, jednak warto zatrzymać się na chwilę przy postaci Jonesa, laureata 27 nagród Grammy (w tym za najlepszy album roku "Back on the Block" z 1989 roku). To legendarny aranżer, kompozytor i trębacz wyprodukował 5. studyjny album Michaela Jacksona, dzięki czemu był to produkt niemalże doskonały w swoim gatunku, zawierający takie taneczne arcydzieła jak: "Don't Stop 'til You Get Enough" czy "Rock with You" – obydwa przeboje doszły do szczyt amerykańskiego Billboardu i sprzedały się w ilości ponad miliona egzemplarzy każdy.

Quincy Jones był też producentem kolejnej płyty artysty "Thriller" z końca 1982 roku, najlepiej sprzedającego się albumu w historii muzyki rozrywkowej (na świecie rozeszło się ponad 100 milionów egzemplarzy tego krążka). "Thriller" był pilotowany przez spokojną, romantyczną balladę "The Girl Is Mine" wykonaną do spółki z Paulem McCartneyem dającą mylne pojęcie o nowym, niezwykle przebojowym i dynamicznym materiale, określanym bardzo często przez krytyków jako najlepszym zestawie piosenek w historii muzyki pop. Album rozpoczyna się tanecznym "killerem", niezwykle rytmicznym "Wanna Be Startin' Something". Na szczególną uwagę zasługuje końcowy fragment funkującego utworu, w którym chórek zaaranżowany przez Jacksona wyśpiewał kilkakrotnie charakterystyczną frazę "Mama-se, mama-sa, ma-ma-coo-sa", zaczerpniętą z twórczości kameruńskiego saksofonisty Manu Dibango (konkretnie z kawałka "Soul Makossa"). Jednak Michael Jackson przy nagrywaniu dzieła inspirował się nie tylko "czarną muzyką", ale też modną na początku lat 80. sceną heavy metalową. To był powód dla którego artysta skontaktował się w trakcie nagrywania albumu z gitarzystą będącej na szczycie formacji Van Halen - Eddiem Van Halenem. Efektem tej kooperacji jest oszałamiający kawałek "Beat It" ze słynnym gitarowym solem Van Halena, nagrodzony nagrodą Grammy w kategoriach: nagranie roku oraz najlepszy wokalny utwór rockowy wykonywany przez mężczyznę. Łącznie muzyk za album "Thriller" i wydawnictwa z nim powiązane zdobył 8 nagród Narodowej Akademii Sztuki i Techniki Rejestracji - 7 w 1984 roku i jedną w 1985 roku za najlepszy, długometrażowy muzyczny film "Making Michael Jackson's Thriller".

Nie można w związku z tym wyróżnieniem nie wspomnieć, że to właśnie Michael Jackson przyczynił się do rozwoju teledysków. Jego teledyski do utworów "Billie Jean", "Beat It" i "Thriller" robiły w pierwszej połowie lat 80. wielkie wrażenie. Szczególnie niesamowite wrażenie robił klip do ostatniego z tych utworów, blisko 14-minutowy, kiczowaty mini-horror wyreżyserowany przez hollywoodzkiego reżysera Johna Landisa ("Blues Brothers", "Amerykański wilkołak w Londynie"). Jednak największym przebojem Michaela Jacksona z 6. studyjnej płyty stał się kawałek "Billie Jean" - pierwszy utwór artysty, który dotarł do 1. miejsca list przebojów w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Opowiadająca o ciemnych aspektach miłości piosenka stała się hitem nie tylko z powodu świetnego wideoklipu, ale również dzięki perfekcyjnej aranżacji, nad którą artysta pracował kilka tygodni (muzyk za wszelką cenę chciał napisać idealną partię basu, w znaczący sposób przyczynił się też do brzmienia syntezatorów w tej piosence). Mordercza praca w studiu nad "Billie Jean" opłaciła się, to za ten utwór Jackson otrzymał dwie nagrody Grammy w kategoriach: najlepszy wokalny utwór R&B wykonany przez mężczyznę oraz najlepsza piosenka R&B. "Billie Jean" była jeszcze nominowana w jednej z najbardziej prestiżowych kategorii - piosenka roku (nagrodę jednak zgarnął Sting za utwór z repertuaru The Police "Every Breath You Take").

Michael Jackson otrzymał jednak nagrodę Grammy za najlepszą piosenkę roku w 1986 roku za utwór "We Are the World". Podniosła, patetyczna pieśń została napisana przez artystę do spółki z Lionelem Richie. Miała ona uświadomić skalę problemu jaką był głód w Afryce Wschodniej. Piosenka nagrana i zaśpiewana przez Jacksona wraz z najwybitniejszymi przedstawicielami amerykańskiej muzyki rozrywkowej, między innymi z Bobem Dylanem, Paulem Simonem, StevieWonderem, Billym Joelem i Bruce'm Springsteenem sygnowana nazwą USA for Africa doskonale spełniła swoją rolę, tj. poruszyła serca i kieszenie Amerykanów.

W latach 80. Michael Jackson wydał jeszcze jeden niezwykle przebojowy krążek, "Bad" z 1987 roku. To właśnie "Bad" jest tym albumem, z którego zostało wykrojonych 5 singli, które doszły do 1. miejsca listy Billboardu (nikomu wcześniej, ani później się ta sztuka nie udała). Co ciekawe największą popularnością ze wszystkich piosenek z "Bad" cieszyła się romantyczna ballada "I Just Can't Stop Loving You" wykonana wraz z piosenkarką Siedah Garrett, tak jak w przypadku "The Girl Is Mine" nic nie mówiąca słuchaczom o albumie jako całości ("Bad" do dnia dzisiejszego jest kojarzony z motorycznymi, wpadającymi w ucho kawałkami w stylu "Dirty Diana", "Bad" czy "Smooth Criminal"). Dziś ten kawałek jest prawie nieznany, a wszystko dlatego, że nie został nakręcony do niego teledysk. To wszystko jeszcze raz tłumaczy nieprawdopodobną popularność Michaela Jacksona – był on produktem w dużej mierze stworzonym przez media, przede wszystkim przez bijącą w latach 80. i 90. stację muzyczną MTV. Później gdy Michael Jackson symbolicznie przeszedł na "ciemną stronę mocy" media będą systematycznie go niszczyć.

Michael Jackson 1958-2009

augustc

Król Popu - oczywiście pośrodku, takim jakim warto go zapamiętać

Najsłynniejszy piosenkarz w historii muzyki popularnej Michael Jackson zmarł 25 czerwca 2009 roku z powodu zatrzymania akcji serca. Zgon stwierdzono o godzinie 23:26 polskiego czasu. Najprawdopodobniej jeszcze dzisiaj dojdzie do autopsji, w celu ustalenia przyczyny śmierci artysty.

Szerzej o twórczości Króla Popu wkrótce.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci