Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : damon-albarn

Gorillaz - Humanz

augustc

GorillazHumanz

Gorillaz - Humanz (2017) Parlophone

01. Intro: I Switched My Robot Off – 0:23
    02. Ascension (ft. Vince Staples) – 2:35
   03. Strobelite (ft. Peven Everett) – 4:32
    04. Saturnz Barz (ft. Popcaan) – 3:01
    05. Momentz (ft. De La Soul) – 3:16
    06. Interlude: The Non-Conformist Oath – 0:21
    07. Submission (ft. Danny Brown & Kelela) – 3:21
    08. Charger (ft. Grace Jones) – 3:33
    09. Interlude: Elevator Going Up – 0:04
    10. Andromeda (ft. D.R.A.M.) – 3:17
    11. Busted and Blue – 4:37
    12. Interlude: Talk Radio – 0:19
    13. Carnival (ft. Anthony Hamilton) – 2:15
    14. Let Me Out (ft. Mavis Staples & Pusha T) – 2:55
   15. Interlude: Penthouse – 0:11
    16. Sex Murder Party (ft. Jamie Principle & Zebra Katz) – 4:19
    17. She's My Collar (ft. Kali Uchis) – 3:29
   18. Interlude: The Elephant – 0:11
    19. Hallelujah Money (ft. Benjamin Clementine) – 4:23
    20. We Got the Power (Version 2:18:482) (ft. Jehnny Beth) – 2:17

Najnowszą płytę rysunkowego zespołu Gorillaz "Humanz" po pierwszym przesłuchaniu ma się ochotę wyrzucić przez okno, ponieważ pierwszy studyjny album Gorillaz nagrany po 7 latach przerwy nie chwyta od razu. Spowodowało to, że niektórzy fani już go ochrzcili najgorszym krążkiem Gorillaz, a inni zaczęli się zastanawiać po co Damon Albarn wznowił ten projekt. Pierwsze wydawnictwa Gorillaz były jednoznacznie czymś świeżym, interesującym i jak równy z równym konkurowały z dokonaniami raperów oraz wykonawców nu-metalowych promowanych z uporem maniaka przez dziennikarzy muzycznych, głównie ze stacji telewizyjnej MTV. Nowy album Gorillaz w 2017 r. niczym nie zadziwia, a niektórzy mówią wręcz o reaktywacji trupa. Jednak po parokrotnym odsłuchu nowej propozycji Damona Albarna następuje zaskoczenie, gdyż okazuje się, iż w tym  szaleństwie jest metoda. Nie można bowiem inaczej określić "Humanz" jak wariactwo, ponieważ pozlepiany z najprzeróżniejszych stylów muzycznych album jest doprawdy dziwaczny i gdyby został nagrany przez innego muzyka określony byłby jako niezwykle ryzykowne posunięcie. Do nagrania piątego studyjnego krążka Gorillaz Damon Albarn zaprosił całe mrowie gwiazd, z czego część mu odmówiła, ale lista osób pracujących nad płytą wygląda i tak imponująco. Do powstania "Humanz" przyczynili się między innymi tacy wykonawcy jak: Carly Simon, Jean-Michel Jarre, Vince Stapes, Grace Jones, Benjamin Clementine, Rag'n'Bone Man, Danny Brown czy Noel Gallagher. Pomimo takiego kalejdoskopu gwiazd oraz wielkich ambicji nie udało się Albarnowi nagrać numeru, który by szczególnie zapadł w pamięć, nie wspominając o tym by jakiś utwór z "Humanz" mógłby stać się wielkim przebojem. Jednak Gorillaz należy dać szansę, ponieważ pomimo początkowego dyskomfortu związanego z poznawaniem płyty słuchając takich utworów jak: klimatyczny, dancehallowy "Saturnz Barz", łączący w sobie mocne techno oraz hip-hop "Momentz", rozbujany "Submission" czy natchniony, niezwykle spokojny "Busted and Blue" można się całkiem nieźle bawić. Kto wie czy fani nie będą określać w przyszłości albumu "Humanz" jako wspaniały, gdyż im więcej razy się go słucha tym jest lepszy.

Damon Albarn - Everyday Robots

augustc

Damon Albarn - Everyday Robots

Damon Albarn - Everyday Robots (2014) Parlophone · Warner Bros · XL

Damona Albarna nie da się zignorować, ani nie docenić. Albarn, który był jedną z twarzy brit-popowego boomu w latach 90., w XXI wieku pracował nad bardzo interesującymi projektami. Artystycznego oraz komercyjnego sukcesu, który odniósł w połowie lat 90. wraz z Blur nie powtórzył, jednak nie sposób było go nie dostrzec. Produkcje Gorillaz, Monkey oraz The Good, The Bad & The Queen trzymały poziom.

"Everyday Robots" to pierwszy krążek sygnowany nazwiskiem piosenkarza. Albarn nie ukrywa się za pseudonimem i twierdzi, że jest to jego najbardziej osobisty album. Płyta "Everyday Robots" jest dziełem niezwykle wyciszonym, refleksyjnym i niedzisiejszym. Dwa najważniejsze kawałki z tego albumu: "Everyday Robots" oraz "Lonely Press Play" wybrane do promocji krążka opowiadają o wszechobecnej technologii, samotności i wyalienowaniu dzisiejszego społeczeństwa. Utwory z tej płyty są udanym połączeniem folku z nowoczesną elektroniką i zawierają pomysłowe sample ze starych płyt winylowych z lat 50. Damon Albarn trzyma tak wysoki poziom, że nawet wesoła, żartobliwa piosenka o małym słoniu "Mr Tembo" nie irytuje, chociaż u wielu innych wykonawców taka błahostka by nie przeszła.

Płyta "Everyday Robots" została należycie doceniona. Krążek otrzymał nominację do nagrody Mercury (przegrał z hip-hopową płytą "Dead" szkockiego zespołu Young Fathers), natomiast sam Albarn został nominowany do nagrody Brit w kategorii najlepszy artysta.

Płyty roku. Miejsca 6-10

augustc

10. Dla wielu osób „White Winter Hymnal” była najlepszą piosenką roku, a debiutancki album Fleet Foxes najlepszą płytą. Nawet dziennikarze najbardziej snobistycznego i najbardziej opiniotwórczego muzycznego serwisu internetowego jaki kiedykolwiek powstał, Pitchfork Media, chylą czoła przed Robinem Pecknoldem i kolegami. Aczkolwiek zaznaczają, że nie „Fleet Foxes”, ale „Fleet Foxes” w połączeniu z EP „Sun Giant” stanowi zbiór najlepszych utworów roku. W sumie mają rację, że tak zwracają uwagę na to EP, wszak to tam znajduje się jedno z najwspanialszych dokonań zespołu, „Mykonos”, a cała reszta też jest niczego sobie.

9. Najbardziej wyczekiwany album roku, „Third” Bristolskiego tria Portishead, jest płytą dziwną, wymagającą, ambitną. Jednak nie znalazł się on tak wysoko z tego powodu, że grupa jest żywą legendą, a jej powrót po 11 latach milczenia był wydarzeniem. Po prostu ten ciężkostrawny materiał jest wartościowy, bo stylem i elegancją mało kto może temu zespołowi dorównać.

8. Debiut Santogold to najlepsza popowa płyta roku. Co prawda wokalistka nie odniosła takiego sukcesu komercyjnego jak jej koleżanki po fachu: Rihanna i Lady Gaga, ale i jej muzyka jest przeznaczona dla bardziej wyrobionego odbiorcy. Dancehall, elektronika i indie rock mieszają się na „Santogold” jak w jakimś kotle, poza tym warto zaznaczyć, że debiut Santi White to kopalnia tanecznych hitów.

7. “Apologies to the Queen Mary” Kanadyjczyków z Wolf Parade było fonograficzną sensacją 2005 roku. Druga płyta „At Mount Zoomer” okazała się równie dobra co poprzednia, a może nawet i lepsza, bo bardziej przyjazna masowemu odbiorcy.

6. Wydawać by się mogło, że Damon Albarn porywał się z motyką na słońce, gdy mówił o nagrywaniu opery „Journey to the West”. W sumie gdyby to nie było dzieło z muzyką elektroniczną z elementami operowymi, tylko klasyczna opera mogłoby coś nie wyjść, ale Albarn na szczęście nie jest taki nawiedzony na jakiego wygląda i dzięki temu możemy się cieszyć najbardziej przyjazną muzyką operową dla słuchaczy komercyjnych stacji radiowych.

Bezkompromisowość

augustc
polska

1 stycznia 2009 Czechy objęły przewodnictwo UE. W związku z tym w Brukseli w budynku Rady Unijnej zawisła trójwymiarowa instalacja przedstawiająca 27 krajów unijnych. Ekspozycja zatytułowana „Stereotypy są barierami do zburzenia” miała być dziełem 27 artystów z każdego z krajów członkowskich. Jednak wystawa okazała się mistyfikacją, gdyż twórcą instalacji okazał się jeden człowiek, kontrowersyjny czeski rzeźbiarz David Czerny (warto przeczytać  tekst o artyście autorstwa Mariusza Szczygła „Wkurzacz czeski”). Wracając do wystawy okazała się ona niezwykle kontrowersyjna, choć niektórzy określili ją jako skandal, a Czechów oskarżyli o obrazę Unii. Co by tu o niej nie napisać, jedno określenie pasuje do niej jak ulał – bezkompromisowość. Dla przykładu Polska została przedstawiona w niej jako kartoflisko (czyżby to była aluzja do dwugłowego orła, wszakże Wielcy Bracia nie tak dawno temu zostali w pewnym niemieckim brukowcu przedstawieni jako kartofle), w środku którego księża wbijają gejowską flagę. Klerycy wbijający flagę w środek Polski nawiązują z kolei do historycznego zdjęcia upamiętniającego zdobycie przez Amerykanów japońskiej wyspy Iwo Jima w 1945 roku. Czyżby kolejna aluzja, tym razem do naszego bałwochwalczego stosunku w stosunku do USA? Ale nie tylko Polacy poczuli się urażeni. Krzywe miny mieli też między innymi Bułgarzy, których kraj został przedstawiony jako jeden wielki turecki szalet, Niemcy, których państwo jest pokryte siecią autostrad, układających się w swastykę oraz Holendrzy, których kraj został przedstawiony jako tonący w wodzie, nad którą wystają jedynie czubki meczetów. Zdjęcia oraz komentarze z wystawy można zobaczyć na tej stronie. Czerny jest artystą który ma pewną wizję swojej sztuki, jest też niezwykle bezkompromisowy i być może w tym tkwi jego sukces. To samo co o czeskim rzeźbiarzu można napisać też o brytyjskich twórcach z kręgu muzyki alternatywnej: członkach zespołu Portishead oraz Damonie Albarnie. To ich wydawnictwa zostały uznane za niezwykle istotne wydarzenia na rynku muzycznym w roku minionym.

third

Portishead powrócił z niebytu po 11 latach milczenia. Mroczny bristolski trip-hop jaki niegdyś prezentowali miał jednak pewną dozę melodyjności, był w jakiś sposób przyjazny dla słuchaczy. Przecież jeden z ich pierwszych i zarazem największych przebojów, „Glory Box” jest oparty na klasycznym utworze Isaaca Hayesa „Ike’s Rap II” i co by tu pisać, wpada w ucho jak mało co. A „All Mine” , „Humming” czy “Sour Times” to klasyka, grana często w niejednym radiu. Nowa płyta Beth Gibbons i kolegów jest skrajnie niemelodyjna, awangardowa i bezkompromisowa, momentami wręcz szokująca, ale na szczęście dobra. „Third” rozpoczyna niesamowite „Silence”, którego motywem przewodnim są hipnotyczne bębny. Gdzieniegdzie słuchać intrygującą gitarę, smyki,  mowę w jakimś dziwacznym jezyku, a najbardziej zaskakujące jest to, że utwór otwierający album urywa się niespodziewanie, tak jakby muzycy chcieli nas przestraszyć. Coś wywołującego gęsią skórkę jest w elektronicznych balladach, takich jak „Hunter” oraz „The Rip” które w głównej mierze wypełniają trzeci studyjny krążek pochodzących z Bristolu muzyków. Najbardziej paranoiczne są jednak inne utwory: garażowo – krautrockowy „We Carry On” oraz industrialny i hałaśliwy „Machine Gun” przenoszący odbiorców w sam środek konfliktu zbrojnego. Cały ten album jest dla słuchaczy wyzwaniem, które jednak warto podjąć. Od samego początku aż do końca, poprzez folkową miniaturkę „Deep Water” i doskonały, psychodeliczny, wydany na singlu kawałek „Magic Doors” trzyma to wydawnictwo poziom, który osiąga niewielu artystów.
monkey journey to the west
 

Aczkolwiek do tej skromnej wspomnianej grupki artystów należy jeden z najsłynniejszych rockowych intelektualistów, Damon Albarn, który po rozpadzie swojej macierzystej kapeli Blur, angażuje się w coraz to inne, ciekawe projekty (Gorillaz; The Good, The Bad & The Quuen). Jednym z takich przedsięwzięć jest opera „Journey to the West”, która jest soundtrackiem do przedstawienia „Monkey: Journey to the West”, opartego na powieści z czasów dynastii Ming, opowiadającej o małpie podróżującej na Zachód. Albarn muzyką pochodzącą z Państwa Środka interesował się już wcześniej. Muzyk ma na koncie przecież doskonały utwór „Honk Kong”, aczkolwiek tamten wyczyn można traktować w kategorii eksperymentu, mającego pogodzić chińską melodykę z anglosaskim pojmowaniem ballady Jeszcze wcześniej Albarn nagrał numer „Yuko and Hiro”. Ta piosenka znajduje się na słynnej  płycie Blur „The Great Escape”. Natomiast „Journey to the West” jest czymś więcej. Płyta jest udanym zbiorem krótkich instrumentalnych kawałków i arii śpiewanych po chińsku. Łączenie chińszczyzny, brytyjskiego popu i opery może się wydawać stąpaniem po bardzo niepewnym gruncie, aczkolwiek Albarn, jak przystało na uzdolnionego człowieka renesansu fajnie sobie z tym poradził. Warto spróbować dania przyrządzonego przez głównodowodzącego formacji Blur, zaglądając na jego stronę albo oglądając krótki filmik stworzony przez Jamiego Hewletta, stałego współpracownika Albarna.A najlepiej posłuchać w całości tej niecodziennej płyty, gdyż jest po prostu przyjemna w odbiorze.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci