Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : Lady-Gaga

Lady Gaga and Bradley Cooper - A Star Is Born

augustc

A_Star_Is_Born_Soundtrack

Lady Gaga and Bradley Cooper - A Star Is Born (2018) Interscope

    01. Intro – 0:20
    02. Black Eyes – 3:03
    03. Somewhere Over the Rainbow – 0:42
    04. Fabulous French  – 0:19
    05. La Vie en rose  – 2:59
    06. I'll Wait for You  – 0:19
    07. Maybe It's Time  – 2:39
    08. Parking Lot – 0:31
   09. Out of Time  – 2:52
   10. Alibi  – 3:03
    11. Trust Me  – 0:32
   12. Shallow  – 3:35
    13. First Stop, Arizona – 0:10
   14. Music to My Eyes  – 3:19
    15. Diggin' My Grave – 3:57
    16. I Love You  – 0:19
   17. Always Remember Us This Way – 3:30
    18. Unbelievable  – 0:28
    19. How Do You Hear It? – 0:14
   20. Look What I Found – 2:55
    21. Memphis  – 0:24
   22. Heal Me – 3:16
    23. I Don't Know What Love Is  – 2:57
    24.Vows – 0:17
    25. Is That Alright?  – 3:11
    26. SNL  – 0:13
    27. Why Did You Do That?  – 3:04
    28. Hair Body Face  – 3:22
    29. Scene 98  – 0:35
   30. Before I Cry  – 4:18
    31. Too Far Gone  – 1:26
    32. Twelve Notes – 1:03
    33. I'll Never Love Again – 4:41
  34. I'll Never Love Again (Extended Version) – 5:28

Najnowszy album Lady Gagi jest największym muzycznym bestsellerem ostatnich tygodni na świecie i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższych dniach coś się w tej kwestii zmieniło. Jest to duże zaskoczenie, gdyż gwiazda Lady Gagi od jakiegoś czasu zaczęła blednąć, a jej akcje powoli zjeżdżały po równi pochyłej. Poprzedni krążek artystki "Joanne" był co prawda wielkim hitem, ale popularnością nie mógł się równać z trzema pierwszymi albumami. Co istotniejsze i bardziej zaskakujące "A Star Is Born" jest płytą kooperacyjną, nagraną wspólnie z aktorem Bradleyem Cooperem i jest utrzymana w estetyce rockowej. Lady Gaga zawsze miała ciągotki do tego stylu. Nie na darmo wzięła pseudonim z piosenki zespołu Queen i śpiewała wraz z Metalliką.

Niestety ścieżka dźwiękowa do filmu "A Star Is Born" jest płytą mało zaskakującą i tak na dobrą sprawę nudną. Z czystym sumieniem można polecić jedynie parę jej fragmentów. Najlepszym utworem na płycie jest brzmiący niczym jakiś hit z lat 80. i toczący się w umiarkowanym tempie "Heal Me". Świetna jest w dużej mierze akustyczna ballada "Shallow", napisana wspólnie z Markiem Ronsonem. Piosenka wybrana została zresztą do promocji krążka. Na pewno warto posłuchać również takich numerów jak: trącącego estetyką country "Diggin' My Grave", nawiązującego do pieśni Springsteena "Maybe It's Time" oraz elektronicznego popu znanego z poprzednich płyt Lady Gagi w postaci "Why Did You Do That?" i "Hair Body Face".

"A Star Is Born" być może z czasem zyska w oczach? Może nastąpi to premierze filmu. Na razie ciężko wystawić temu dziełu jakąkolwiek ocenę, bo po prostu nie chce się go słuchać.

Lady Gaga - Joanne

augustc

lady_gaga__joanne

Lady Gaga - Joanne (2016) Strealine, Interscope Records

  1. Diamond Heart
  2. A-Yo
  3. Joanne
  4. John Wayne
  5. Dancin’ in Circles
  6. Perfect Illusion
  7. Million Reasons
  8. Sinner’s Prayer
  9. Come to Mama
  10. Hey Girl
  11. Angel Down

Najnowszy krążek Lady Gagi jest na pewno największą październikową muzyczną premierą. „Joanne” co prawda nie zawodzi, ale też nie oczarowuje słuchaczy od razu. Wszyscy, którzy oczekiwali od amerykańskiej piosenkarki zestawu hitów przypominającego trzy pierwsze studyjne krążki gwiazdy ze wskazaniem na przesiąknięty dyskotekową muzyką „Artpop” mogą być jednak trochę rozczarowani.

Lady Gaga na „Joanne” postawiła na bardziej finezyjne klimaty, chociaż początek płyty może być trochę mylący. Otwierający album numer „Diamond Heart”, gdzie artystka wciela się w tancerkę klubu ze striptizem prowokuje do tańca albo przynajmniej do tupania nogami. „Diamond Heart” jest co prawda kawałkiem typowo dyskotekowym, jednak istotny wkład w jego powstanie miał gitarzysta Queens of the Stone Age, Josh Homme, który wzbogacił utwór o parę akordów. Równie mocny i zapadający w pamięć jest rytmiczny utwór „John Wayne”, gdzie Germanotta śpiewa, że ma dość typowych Johnów i ich miejskich gierek i idzie się upić prawdziwym mężczyzną – dzikim Johnem Waynem!

Jednak dwa wyżej wymienione utwory nie są reprezentatywne dla piątej studyjnej płyty artystki, gdzie pop miesza się z muzyką country, soft rockiem, nowoczesnym R&B oraz brzmieniami alternatywnymi. Jednak nie jest to nic dziwnego skoro w tworzeniu albumu oprócz wspomnianego Homme'a piosenkarkę wspomogli współproducent "Joanne" Mark Ronson - autor największego hitu 2015 roku "Uptown Funk", Kevin Parker z psychodelicznej kapeli Tame Impala oraz eksperymentalny muzyk Beck, tworzący piosenki, łączące w sobie cechy różnorodnych gatunków muzycznych.

Mocnymi stronami tej płyty są oprócz wspomnianych, szybszych kawałków Diamond Heart" i "John Wayne": wybrany do promocji płyty znajomo brzmiący numer "Perfect Illusion", akustyczna ballada "Joanne", poświęcona ciotce artystki, która zmarła w 1974 roku w wieku zaledwie 19 lat na toczeń rumieniowaty oraz kończący cały album uduchowiony kawałek "Angel Down" poświęcony sprawie śmiertelnego postrzelenia nastoletniego Trayvona Martina przez George’a Zimmermana, która przyczyniła się do zamieszek w Stanach Zjednoczonych.

"Joanne" jest na pewno dobrą, spełniającą oczekiwania wielu słuchaczy płytą, jednak na pewno nie jest wielkim muzycznym dziełem, które będzie wspominane po latach jako epokowe wydarzenie. To po prostu dobra robota, za którą Stefani Germanotta już zgarnęła profity, na przykład w postaci 1. miejsca w Stanach Zjednoczonych.

Lady Gaga - Born This Way

augustc

Lady_Gaga__Born_This_Way

Lady Gaga - Born This Way (2011) Interscope Records

01. Marry the Night – 4:24
    02. Born This Way – 4:20
    03. Government Hooker – 4:14
    04. Judas – 4:10
    05. Americano – 4:06
    06. Hair – 5:06
    07. Scheiße – 3:45
    08. Bloody Mary – 4:04
    09. Bad Kids – 3:50
    10. Highway Unicorn (Road to Love) – 4:15
    11. Heavy Metal Lover – 4:12
   12. Electric Chapel – 4:12
    13. Yoü and I – 5:07
    14. The Edge of Glory – 5:20

Lady Gaga przypomina w pewnym sensie transwestytę Luisa Molinę z filmu "Pocałunek kobiety pająka" w reżyserii brazylijskiego reżysera Hectora Babenco. Bohater filmu Babenco, skazany za niemoralne prowadzenie się, fascynuje przebywającego z nim w celi więźnia politycznego swoim wyglądem i zachowaniem, ale na pewno nie opowiadanymi w kółko historyjkami - Molina w trakcie pobytu w celi próbuje zainteresować współwięźnia opowieściami o nazistowskich i fantastycznych filmach jakie obejrzał w życiu. Stefani Germanotta natomiast trzeci rok z rzędu intryguje odbiorców kontrowersyjnym zachowaniem, strojami oraz teledyskami, a gdzieś w tle jest mało ambitna muzyczka artystki przywołująca echa hitów z lat 80. i 90.

"Born This Way" to najbardziej oczekiwana premiera muzyczna 2011 roku. Pilotujący płytę tytułowy singiel z tego albumu bił rekord za rekordem. Kawałek "Born This Way" w oka mgnieniu stał się najszybciej sprzedającym się utworem w historii serwisu iTunes i przez sześć kolejnych tygodni okupował 1. pozycję na amerykańskiej liście przebojów. Album "Born This Way" również odniósł olbrzymi sukces, jednak słuchając go i mając w głowie pozytywne recenzje w najpoczytniejszych pismach muzycznych można odnieść wrażenie, że powodzenie najnowszego przedsięwzięcia Lady Gagi spowodowane jest tzw. "efektem Moliny". Lady Gaga pasjonuje odbiorców wizualną stroną swojej twórczości, a mniej już samą muzyką. Piosenki o Judaszu, jednorożcach, wyskokach seksualnych amerykańskich prezydentów, a także hymny na rzecz społeczności homoseksualnej nie wzruszają bowiem ani trochę.

Entuzjazm towarzyszący najnowszemu dziełu Germanotty jest więc wynikiem fascynacji mas zjawiskowymi postaciami objawiającymi się cyklicznie w pop kulturalnym gwiazdozbiorze, ponieważ na "Born This Way" są tak naprawdę tylko dwa bardzo dobre kawałki: spokojne, nawiązujące do gotyckiego disco "Bloody Mary" oraz wybitnie dyskotekowe nagranie "Judas" przypominające taneczne hity z pierwszej połowy lat 90. "Born This Way" to na pewno nie jest słaba płyta, ponieważ większość utworów z najnowszego albumu artystka może z powodzeniem zaprezentować podczas koncertów stadionowych, jednak określenie płyta roku zupełnie nie pasuje do tego krążka.

Nagrody 2010

augustc

The xx

Dużo wody upłynęło w rzekach od czasu przyznania ostatniej Barclaycard Mercury Prize, jednak o tym wydarzeniu piszę z dużym opóźnieniem i wielkim niesmakiem. Nigdy w historii tej nagrody nie zdarzyło się, żeby płyty do niej nominowane były tak nijakie i irytujące. Wyjątkowo męczący okazał się debiutancki krążek londyńskiego indie-folkowego kwartetu Mumford & Sons "Sigh No More", na którym można znaleźć takie perełki jak: "Thistle & Weeds" czy "Dust Bowl Dance", jednak generalnie słuchając patetycznego i modnego do bólu dzieła brytyjskich artystów nabawić się wstrętu do muzyki alternatywnej. Co ciekawe twórczość Mumford & Sons trafiła w Australii i Stanach Zjednoczonych na podatny grunt. W krainie kangurów album "Sigh No More" dotarł do 1. miejsca listy przebojów i bił rekordy popularności, z kolei Amerykanie przyznali trubadurom dwie nominacje do nagród Grammy, w tym dla najlepszego nowego artysty. Nagroda na szczęście nie trafiła do rąk członków grupy Mumford & Sons, jednak wyróżnienie zdobył młodziutki, niedoświadczony zespół The xx, wzorujący się na kawałkach grup The Cure oraz Pixies, również nie zasługujący na laury. Zdecydowanie najlepiej i najbardziej intrygująco z całego, mętnego zestawu wykonawców nominowanych do Mercury Prize wypadła kapela Wild Beasts, kolejny świetny zespół wydający płyty w wytwórni Domino Records (to właśnie z tej stajni wyjeżdżają na rynek płyty tak ważnych twórców jak: Animal Collective, Franz Ferdinand czy Arctic Monkeys).

Cee Lo Green

O dziwo o wiele lepsze wrażenie robi lista nominowanych artystów do nagród Grammy, chociaż oczywiście nie mogło zabraknąć paru niespodzianek. Największą sensacją jest nominacja dla krążka "Teenage Dream" Katy Perry w najbardziej prestiżowej kategorii album roku (aczkolwiek tę sytuację przewidziałem w jednym z poprzednich postów). Zaskoczeniem jest także brak nominacji w kategorii album roku rap dla ulubieńca amerykańskich krytyków Big Boi'a za krążek "Sir Lucious Left Foot: The Son of Chico Dusty". Członek duetu Outkast musi się zadowolić nominacją w drugorzędnej kategorii najlepszy utwór rap wykonywany przez duet lub grupę za znakomity kawałek "Shutterbug" wykonany do spółki z Cutty'm. Jeżeli chodzi o ogół nominacji obyło się bez większych rewelacji. W kategorii nagranie roku zmierzą się trzy największe hiciory ostatnich miesięcy, będące jednocześnie znakomitymi kawałkami: "Love The Way You Lie" Eminema i Rihanny, "Empire State Of Mind" Jaya-Z i Alicii Keys oraz "Need You Now" Lady Antebellum. Stawkę uzupełniają nagrania R&B: "Fuck You" Cee Lo Green'a oraz "Nothin' On You" B.O.B.'a i Bruno Marsa, jednakże tym dwóm nagraniom nikt nie daje zbytnich szans na sukces. Nie chodzi o to, że piosenki są złe, jednak Cee Lo Green oraz B.O.B. w porównaniu do Jay-a Z czy Rihanny sa malutcy jak mrówki w świecie muzycznego show-biznesu.

W kategorii album roku oprócz wspomnianej Katy Perry zostali nominowani następujący artyści: Lady Gaga za wypełnione przebojowymi nagraniami EP "The Fame Monster" (oprócz oczywistych hitów "Alejandro" oraz "Telephone" na płytce znajdują się między innymi: słodka, fortepianowa ballada inspirowana nagraniami Queen oraz Eltona Johna z lat 70. "Speechless" oraz zapadająca w pamięć, szybka, synthpopowa rąbanka "Dance in the Dark"), grupa Lady Antebellum za country-popowy krążek "Need You Now", Eminem za swój najbardziej przebojowy album w karierze (i najlepszy od czasu słynnego "The Marshall Mathers LP") "Recovery" oraz co jest przyjemną niespodzianką in plus, zespół Arcade Fire za płytę "The Suburbs". Album Arcade Fire jest chyba najsłabszą pozycją w dyskografii Kanadyjczyków, jednak przez wielu krytyków to właśnie ten krążek jest uważany za najlepsze dzieło wydane w 2010 roku.

Bardzo ambitne pozycje znajdują się w kategorii piosenka roku. Oprócz "Love The Way You Lie" Eminema i "Need You Now" Lady Antebellum członkowie Akademii wyróżnili piękną, odnoszącą się do najlepszych folkowych tradycji balladę "Beg Steal or Borrow" autorstwa uznanego pieśniarza Raya LaMontagne'a, dowcipna, sarkastyczna, naładowana mnóstwem pozytywnej energii piosenka "Fuck You!" Ce Lo Green'a oraz utwó  "The House That Built Me" w wykonaniu ślicznej, młodziutkiej supergwiazdy muzyki country Mirandy Lambert.

Bardzo ciekawie przedstawia się sytuacja w kategorii najlepsza wokalna kooperacja pop. Tutaj w szranki stanie dwóch gigantów muzyki rozrywkowej: Herbie Hancock oraz Elton John. Pierwszy za sprawą superprojektu Imagine, w ramach którego doskonale zinterpretował klasyczne nagranie Johna Lennona "Imagine" i zaprosił do jego wykonania cały tłum wybitnych artystów: kongijską grupę Konono No. 1, genialnego gitarzystę Jeffa Becka, Seala, India.Arie, Pink oraz Oumou Sangare. Elton John jest z kolei nominowany za klasyczny już kawałek "If It Wasn't For Bad" wykonany do spółki z Leonem Russellem (krążek obu panów ukazał się po 30 września 2010 roku, z racji tego nie mógł być nominowany do nagród Grammy za 2010 rok). Stawkę uzupełniają dość ciekawe hiciory: "Airplanes, Part II" B.O.B.'a, Eminema i Hayley Williams (wydaje mi się, że pierwsza część Airplanes jest ciekawsza), "California Gurls" Katy Perry i Snoop Dogga oraz "Telephone" Lady Gagi i Beyonce.

Zdecydowanie największe zdumienie wzbudziła jednak nominacja dla Christophera Tina za kawałek "Baba Yetu" w kategorii najlepsza instrumentalna aranżacja towarzysząca wokalistom. Kompozycja została nagrana bardzo profesjonalnie, w nagraniu wziął udział Soweto Gospel Choir oraz brytyjska Królewska Orkiestra Symfoniczna, jednak języczkiem u wagi wywołującym zaciekawienie słuchaczy jest fakt, że kawałek jest motywem przewodnim gry komputerowej "Civilization IV". Tym samym członkowie Narodowej Akademii Sztuki i Techniki Rejestracji po raz pierwszy zwrócili się do świata, ktory dotychczas omijali dalekim łukiem, czyli świata wirtualnej rozrywki, a sporo ciekawych ilustracji muzycznych powstało do tej pory do gier komputerowych, wystarczy wspomnieć dwie pierwsze części Quake'a.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci