Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : piosenki-i-teledyski

Podsumowanie roku - najlepsze albumy 2010 roku. Miejsca 05-01

augustc

Sufjan Stevens - The Age of Adz

05. Sufjan Stevens - The Age of Adz

Sufjan Stevens jest najbardziej uzdolnionym twórcą amerykańskiej sceny alternatywnej. Artysta gra na fortepianie, flecie, rogu, perkusji oraz wszelkiego rodzaju gitarach. Stevens jest też jednym z najbardziej aktywnych muzyków; oprócz działalności solowej artysta udzielał się też między innymi w nagraniach Danielsona, Clogs oraz The National. W 2009 roku artysta zarzucił projekt nagrania albumu o każdym z 50. stanów USA (do tej pory Stevens wydał tylko 2. płyty z planowanej serii: "Michigan" oraz "Illinois") i była to trafna decyzja. Dzięki niej muzyk zamiast na siłę nagrywać piosenki poświęcone stanowi Nowy Jork pozwolił sobie na większą swobodę twórczą. "The Age of Adz" jest kolejnym wielkim krążkiem Stevensa. Zainspirowane apokaliptycznymi wizjami amerykańskiego wizjonera Royala Robertsona monumentalne folk-rockowe dzieło jest przesiąknięte elektroniką. Poziom wykonania oraz podobieństwo stylistyczne i brzmieniowe stawiają najnowsze dokonanie Stevensa na równi z wybitnymi albumami Radiohead ("Kid A", "Amnesiac") oraz Bjork ("Vespertine") z przełomu wieków.

Erland and the Carnival - st

04. Erland and the Carnival - Erland and the Carnival

Teoretycznie Erland and the Carnival są debiutantami na brytyjskiej scenie muzycznej. Tak naprawdę muzycy tworzący grupę to starzy wyjadacze z ex-gitarzystą grupy The Verve Simonem Tongiem na czele. Materiał zarejestrowany w należacym do Damon Albarna Studio 13 to perfekcyjne połączenie folkowej tradycji z nowoczesnymi brzmieniami pop (tradyjna, folkowa pieśń "Love Is a Killing Thing" otwierająca debiutancki krążek Brytyjczyków to majstersztyk brzmiący bardzo współcześnie oraz jednocześnie odwołujący się do najciekawszych folk rockowych piosenek z lat 60.). Debiutancki album Erland and the Carnival jest propozycją ciekawszą od wychwalanych pod niebiosa krążków "Fleet Foxes" Fleet Foxes oraz "Veckatimest" Grizzly Bear, co oznacza, że brytyjscy twórcy po raz kolejny nabrali wiatru w żagle i są w stanie tworzyć muzykę udanie konkurującą z dokonaniami artystów zza oceanu.

Sharon Jones & The dap Kings - I Learned the Hard Way

03. Sharon Jones and The Dap-Kings - I Learned The Hard Way

Sharon Jones to nowa królowa muzyki soul, nawiązująca w twórczości do dokonań Arethy Franklin, Stevie'go Wondera oraz Jamesa Browna. Największym szokiem jest to, że talent artystki eksplodował późno, kiedy większość twórców najtłustsze lata ma już za sobą. To dopiero 4. studyjny krążek 54-letniej Sharon Jones nagrany wraz z bandem The Dap-Kings, jednak "I Learned The Hard Way" to zdecydowanie najbardziej przełomowe dzieło w karierze zespołu – płyta zadebiutowała na 23. miejscu listy Billboardu, a Sharon Jones and The Dap-Kings zostali uznani przez magazyn PopMatters za najlepszą koncertową grupę w Stanach Zjednoczonych.

Ariel Pink - Haunted Graffiti

02. Ariel Pink's Haunted Graffiti - Before Today

Zdecydowanie najważniejsze dzieło ekscentrycznego muzyka Ariela Pinka i jego zespołu.Muzycy dopracowali "Before Today" w najdrobniejszych szczegółach, najprawdopodobniej dlatego, że jest to pierwszy krążek wydany przez zespół w barwach legendarnej wytwórni 4AD. Najnowszy album amerykańskiej grupy jest dziełem wybitnie alternatywnym zawierającym elementy psychodelicznego popu, nowej fali oraz muzyki awangardowej, jednak korzenie utworów Pinka sięgają klasycznych popowych piosenek z lat 60., 70. i 80. - szkieletem najbardziej znanego utworu z tej płyty "Round and Round" jest wielki hit Marianne Faithfull "Broken English", "Bright Lit Blue Skies" to cover kawałka Rockin' Ramrods z 1966 roku, z kolei rozmarzone, syntetyczne "Reminiscences" to instrumentalna wersja etiopskiego przeboju "I Remember a Man" Yeshimebet'a Dubale.

Kanye West - My Beautiful Dark Twisted Fantasy

01. Kanye West - My Beautiful Dark Twisted Fantasy

Jedna z najlepszych hip-hopowych pozycji w historii hip-hopu i zdecydowanie najbardziej ambitne i najciekawsze dzieło Kanye Westa. Ciekawostką jest, że "My Beautiful Dark Twisted Fantasy" zostało w dużej mierze zainspirowane klasycznymi rockowymi kawałkami, bo jakże inaczej tłumaczyć obecność w nowych piosenkach Westa sampli z piosenek: "Iron Man" Black Sabbath, "21st Century Schizoid Man" King Crimson, "You Showed Me" The Turtles czy "In High Places" Mike'a Oldfielda. Krążek jest wyzuty z potencjalnych hitów, jedynie imponujące iście hollywodzką produkcją "All of the Lights" przypomina strukturą i melodyką stare, markowe dzieła rapera skonstruowane z myślą o masowym odbiorcy. Najbardziej oddalone od standardów charakteryzujących przeboje ostatnich lat jest bez wątpienia wyciszone, dziewięciominutowe "Runaway". Ten antyprzebój, stanowiący kulminacyjny punkt nowej płyty Westa został nie tylko uznany przez magazyn Rolling Stone najważniejszym utworem 2010 roku, ale o dziwo zyskał dużą popularność wśród słuchaczy – do tej pory jest to najlepiej sprzedający się singiel z "My Beautiful Dark Twisted Fantasy". Krążek słusznie wygrał niemalże wszystkie podsumowania płytowe 2010 roku, a słuchacze mogą mieć nadzieję, że kolejne dwa albumy zapowiedziane przez Kanye Westa na ten rok będą równie udane.

Podsumowanie roku - najlepsze albumy 2010 roku. Miejsca 10-06.

augustc

Deerhunter - Halcyon Digest

10. Deerhunter - Halcyon Digest

Dwa lata temu Deerhunter byli najgorętszym nowym indie-rockowym zespołem amerykańskiej sceny muzycznej. Smętni, poważni chłopcy dowodzeni przez charyzmatycznego, dotkniętego zespołem Marfana wokalistę Bradforda Coxa zdobyli uwielbienie mediów i fanów alternatywnego grania trzecim studyjnym albumem "Microcastle", będącym doskonałym połączeniem gitarowego brudu oraz ambientu. Pochodzący z Atlanty muzycy wysoko zawiesili sobie poprzeczkę, ale bardzo umiejętnie ją przeskoczyli łącząc w najnowszych utworach własny styl z melodyką i brzmieniem rodem z lat 60. Słuchając kawałków "Revival" i "Coronado" chciałoby się krzyknąć, że to nowe utwory The Rolling Stones, przywołujące dawny klimat z Julianem Casablancasem [The Strokes] na wokalu. Zdecydowanie najciekawszymi piosenkami na "Halcyon Digest" są: długie, przywołujace klasyczne dokonania Sonic Youth oraz Pixies "Desire Lines", będące przede wszystkim dziełem gitarzysty zespołu Lockett'a Pundt'a oraz senne, hipnotyzujące, teleportujące słuchaczy w oceaniczny bezkres "Helicopter". "Halcyon Digest" to nie tylko najlepiej oceniona płyta Deerhunter, ale zdecydowanie najlepszy i najbardziej przystępny krążek tego zespołu, aczkolwiek tak jak poprzednie dokonania zespołu nie zawierający oczywistych przebojów.

Big Boi - Sir Lucious Left Foot

09. Big Boi - Sir Lucious Left Foot: The Son of Chico Dusty

Antwan Patton szerzej znany jako Big Boi niesłusznie jest uznawany za mniej uzdolnioną połówkę hip-hopowego duetu Outkast. W przypadku krążka Sir Lucious Left Foot: The Son of Chico Dusty najważniejsze jest to, że ww. album jest dziełem bardzo przyjaznym w odbiorze dla słuchaczy nie słuchających rapu w ogóle. Big Boi nie tylko znakomicie wyczuł gust słuchaczy, ale również zaproponował im prawdziwą uczte muzyczną. Pilotujący krążek kawałek "Shutterbugg" jest oparty na samplach dwóch piosenek: "You Are in My System" działającego w latach 80. duetu The System (mieszającego w swojej twórczości elementy synth-popu oraz muzyki R&B) oraz "Back to Life (However Do You Want Me)" – tanecznego klasyku z przełomu lat 80. i 90. autorstwa grupy Soul II Soul. Artysta niczym dr Frankenstein stworzył na bazie archiwalnych, trupich kawałków nowe, wysokiej jakości dzieło, zasługujące wg wielu dziennikarzy muzycznych na najwyższe laury (Pitchork, PopMatters, Rolling Stone). Jeszcze ciekawszym kawałkiem z płyty jest "General Patton" w którym artysta wykorzystał fragment opery "Aida" Giuseppe Verdi'ego. Zazwyczaj tego typu eksperymenty są ciężkostrawne niczym groch z kapustą, jednak niezwykle przystępny w odbiorze "General Patton" to jeszcze jeden dowód na kreatywność członka składu z amerykańskiego Południa. W opartym na znakomitym bicie, monotonnym kawałku "You Ain't No DJ" palce maczał kolega Big Boi'a z Outkast Andre 3000. W tym momencie trzeba zauważyć, że nie sposób pisać o tym krążku nie wspominając o gościach i producentach biorących udział w powstaniu płyty. W nagraniach uczestniczyła sama śmietanka "czarnej sceny muzycznej". Legendarny George Clinton, Lil Jon, Janelle Monae i Jamie Foxx to tylko najgorętsze nazwiska dzięki którym Sir Lucious Left Foot: The Son of Chico Dusty jest tak wysokiej klasy produktem, choć największe wrażenie ze wszystkich piosenek z debiutanckiego albumu artysty robi wycyzelowany, popowy kawałek "Follow us", nagrany do spółki z świeżakiem w branży - Vonnegutem.

Arcade Fire - The Suburbs

08. Arcade Fire - The Suburbs

Najważniejszy zespół sceny alternatywnej w ciągu zaledwie kilku dni stał się największą kapelą na planecie detronizując U2. "The Suburbs" dotarł w lecie 2010 roku na szczyt brytyjskiej i amerykańskiej listy przebojów, ale jak się okazało to była cisza przed burzą. Prawdziwy tajfun wywracający całą zachodnią scenę muzyczną do góry nogami przyniosły pierwsze tygodnie 2011 roku, gdy Arcade Fire zgarnęli niemalże wszystko co było do zdobycia za 3. studyjny krążek "The Suburbs". Win Butler przebijający piątki z pozostałymi członkami grupy po ogłoszeniu werdyktu przez Narodową Akademię Sztuki i Techniki Rejestracji w kategorii album roku to był zaskakujący widok. Bardziej szokująca okazała się ceremonia rozdania nagród Brit, w trakcie której Kanadyjczycy również triumfowali – Arcade Fire zdobyli nagrody w kategoriach najlepszy album oraz najlepszy zespół na świecie (czyżby te nagrody są zapowiedzią powrotu do czasów gdy w Wielkiej Brytanii nagradzało się ambitnych twórców w stylu Manic Street Preachers czy Blur?). Tak jak w przypadku poprzednich płyt pochodzącej z Quebecu grupy brakuje na nowej płycie przebojów. Jednak nie sposób oderwać się od najnowszej propozycji Arcade Fire. Każda kompozycja na "The Suburbs" jest inna; wszystkie naraz natomiast tworzą barwną i fascynującą mozaikę, bardzo udanie odwołującą się popkulturalnej klasyki. Otwierający płytę, oparty na kilku cyklicznie powtarzających się akordach sielankowy kawałek tytułowy hipnotuzuje słuchacza i w oka mgnieniu przenosi się go miejskie przedmieścia o których opowiada album. "Ready to Start" to solidna porcja inde rockowego czadu, "Empty Room" jest zapisem szaleństwa rockowego skrzypka Owena Palleta, kryjącego się pod ksywką Final Fantasy, z kolei zaśpiewane przez Régine Chassagne "Sprawl II (Mountains Beyond Mountains)" to wyjątkowo udana mieszanka synth-popu spod znaku Depeche Mode oraz tradycyjnego folku. "The Suburbs" nie jest tak świetnym dziełem jak debiutancki album kapeli "Funeral" (uznany przez serwis Pitchfork za 2. najlepszy album lat 2000-2009), jednak to bardzo mocny krążek zyskujący coraz większą sympatię słuchaczy w trakcie kolejnych przesłuchań.

John Grant - Queen of Denmark

07. John Grant - Queen of Denmark

John Grant był niezłym gagatkiem. Narkotyki oraz olbrzymie ilości alkoholu były w życiu muzyka na porządku dziennym. Jak twierdzi artysta ten burzliwy etap w życiu ma już za sobą, a obecnie zajmuje się przede wszystkim tworzeniem muzyki. Dzieło życia Granta "Queen of Denmark" powstało w kooperacji z folkrockową grupą Midlake i wypełnia je 12 niezwykle przebojowych piosenek. Przepysznie zaaranżowane, barokowe "Marz", nawiązujące do klasycznych piosenek Pink Floyd "Outer Space" oraz oparte na dźwiękach akustyków "TC and Honeybear" to nie jedyne atuty tego wybitnego krążka.

The Budos band - The Budos Band III

06. The Budos Band - The Budos Band III

Nowojorska formacja The Budos Band jest zespołem skrajnie niekomercyjnym – dziesięcioosobowa funkowa grupa nie posiada lidera i nagrywa wyłącznie instrumentalne utwory. Tego typu orkiestry nie są nowością na amerykańskim rynku muzycznym – wcześniej w Nowym Jorku rozpoczęły działalność zespoły Spaceman 3 oraz Antibalas Afrobeat Orchestra, będące spadkobiercami Jamesa Browna, Fela Kuti'ego oraz Sun Ra. Trzeci, bardzo przyjazny krążek The Budos Band jest najbardziej relaksującym albumem wydanym w 2010 roku.

Podsumowanie roku - najlepsze albumy 2010 roku. Miejsca 15-11.

augustc

Black sands

15.Bonobo - Black Sands

Simon Green dzięki najnowszemu dziełu "Black Sands" stał się nie tylko rozpoznawalną postacią sceny elektronicznej, ale też wykonawcą bardziej uznanym niż legendarny trip-hopowy skład Massive Attack, który w 2010 roku powrócił do życia całkiem niezłym krążkiem "Helligoland".

Caribou - Swim

14. CaribouSwim

Daniel Snaith jest jednym z czołowych przedstawicieli kanadyjskiej sceny muzycznej, coraz bardziej odciskającej piętno na światowej popkulturze. Mimo że słuchaczom hasło Kanada przywodzi na myśl barokowe kompozycje Arcade Fire oraz zakorzenione w dźwiękach z pierwszych gier komputerowych utwory Crystal Castles to w państwie klonowego liścia najbardziej docenionym twórcą kanadyjskim pozostaje właśnie Snaith, znany jako Manitoba (nazwa zapożyczona od jednej z kanadyjskich prowincji) oraz Caribou (renifer). Tak sie stało, że dzieła nagrane pod pseudonimem Caribou zyskały największą popularność ze wszystkich kompozycji Snaitha. Poprzedni krążek artysty "Andorra" został nagrodzony nagrodą Polaris (odpowiednik nagrody Mercury w Wielkiej Brytanii). Ubiegłoroczny album wykonawcy "Swim" został oceniony nieco gorzej od poprzedniej płyty Caribou (Polaris Prize sprzątneła mu sprzed nosa Karkwa), jednak jest to czołówka najlepszych płyt muzyki elektroniczej 2010 roku. Zdecydowanie wolę piosenkowego Daniela Snaitha czerpiącego inspiracje z wesołych piosenek z lat 60. ("Melody Day"), jednak nowe syntetyczne piosenki przypominające dokonania Junior Boys, LCD Soundsystem czy Four Tet też są niczego sobie.

Flying Lotus - Cosmogramma

13. Flying Lotus (aka Steven Ellison) – Cosmogramma

"Cosmogramma" Stevena Ellisona to dzieło szalone, łamiące wszelkie schematy i łączące elementy najprzeróżniejszych gatunków muzycznych: jazzu, hip-hopu oraz muzyki ambient. Słuchaczom wychowanym na muzyce pop-rockowej kompozycje zawarte na albumie mogą wydać się niechlujne, niedokończone i dziwne, "Cosmogramma" jako całość chaotyczna, jednak taki był zamysł autora. Flying Lotus w trakcie pracy nad albumem "Cosmogramma" zapatrzył się w jazzmanów. Steven Ellison pochodzi z rodziny o wyjątkowo bogatej tradycji muzycznej. Jego wujem był John Coltrane, prekursor nurtu free jazz – gatunku muzycznego charakteryzującego się między innymi: pełną swobodą harmoniczną, inkorporowaniem elementów muzyki etnicznej oraz szeroką paletą dźwięków obejmującą zgrzyty i szmery. Dla wielu słuchaczy free jazz jest synonimem chaosu muzycznego, jednak wielbiciele jazzu uznają koncerty free jazzowe za najwspanialsze przygody muzyczne życia, w trakcie których są świadkami rodzenia się i ewoluowania niepowtarzalnych dzieł. Efekty pracy Ellisona są na tyle porywające, że śmiało można uznać 3. solowy krążek artysty za najlepszą płytę z muzyką elektroniczą wydaną w 2010 roku.

Joanna Newsom - Have One On Me

12. Joanna Newsom - Have One on Me

"Have One on Me" był największym koszmarem recenzentów muzycznych 2010 roku. Najnowsze dziecko Joanny Newsom jest jak trzygłowy potwór - składa się z trzech obrzydliwie długich części, co daje w sumie ponad 120 minut muzyki. Nawet najbardziej wytrwali słuchacze uznali, że na "Have One on Me" było za dużo "tego dobrego". Objętość albumu przyczyniła się do powstania paradoksu - najnowsza płyta Joanny Newsom zawiera jednocześnie największą ilość ciekawego oraz nudnego materiału ze wszystkich płyt wydanych w 2010 roku! Zdecydowanie najciekawsza i najbardziej melodyjna jest pierwsza część "Have One on Me" z rozkołysanym, będącym wynikiem flirtu Joanny Newsom z muzyką country-rockową "Good Intentions Paving Company" oraz majestatycznym, przywodzącym na myśl rock-opery z lat 70. "Easy" na czele. Pozostałe dwie części albumu nie są złe, znajduje się na nich wiele perełek, np. "Soft as Chalk" czy "In California", jednak o ile pierwszą częścią płyty słuchacze się zachwycają, to dwie pozostałe są ciężkie do przełknięcia w całości. Joanna Newsom nie powinna prezentować wszystkiego co stworzyła w studiu za jednym zamachem, tym bardziej, że nowy materiał artystki jest jednostajny. Mniej wytrwałym słuchaczom proponuję, żeby dawkowali najnowsze dzieło utalentowanej harfistki i piosenkarki stopniowo, fragmentami, choć i z tym może być problem – średnio jedna piosenka z "Have One on Me" trwa 8 minut:]

Edwyn Collins - Losing Sleep

11. Edwyn Collins - Losing Sleep

Kariera Edwyna Collinsa trwa już ponad 30 lat, jednak ex-lider grupy Orange Juice jest kojarzony tylko z jedną piosenką – inspirowaną twórczością Iggy'ego Popa "A Girl Like You" z 1994 roku. Płyta "Losing Sleep" raczej nie zmieni sytuacji muzyka, mimo że jest przepełniona zapadającymi w pamięć kawałkami, nagranymi z wieloma znakomitymi gośćmi: członkami grup Franz Ferdinand i The Drums oraz Johnny'm Marr'em – byłym gitarzystą kultowej kapeli The Smiths. Uznanie dla artysty tym większe, gdyż muzyk dalej boryka się z problemami zdrowotnymi spowodowanymi wylewem krwi do mózgu, którego doznał w 2005 roku.

Podsumowanie roku - najlepsze albumy 2010 roku. Miejsca 20-16.

augustc

Narzekałem na premiery muzyczne w 2010 roku. Uważam jednak, że w ciągu minionych 12 miesięcy pojawiło się na rynku muzycznym dużo wartościowych dzieł, o wiele ciekawszych od tych, które ukazały się w 2009 roku. Oto 20. najwybitniejszych albumów 2010 roku:

Sleigh Bells - Treats

20. Sleigh BellsTreats

Alfred Hitchcock zwykł mawiać, że "film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć". Nowojorski duet Sleigh Bells postanowił zastosować się do wskazówek zawartych w tej maksymie podczas pracy nad debiutanckim krążkiem "Treats". Rozpoczynający album kawałek "Tell 'Em" przenosi słuchacza na front – huk i kakofonia skutecznie obezwładniają i zaciekawiają odbiorcę. Noise-popowa sieczka zaprezentowana przez Dereka Millera i Alexis Krauss wzbudza fascynację i co najważniejsze nie nuży słuchaczy; to produkt skrojony na miarę – płyta trwa zaledwie 32 minuty, czyli niewiele więcej niż rockowa EP-ka."Treats" to krążek głośny, agresywny, najbardziej przypominający dokonania Mayi Arulpragasam oraz Crystal Castles, jednak na mnie największe wrażenie zrobił jeden z najspokojniejszych fragmentów płyty - oparty na samplu pochodzącym z zakurzonego soulowego utworu Funkadelic "Can You Get to That" kawałek "Rill Rill".

Mark Ronson - Record Collection

19. Mark Ronson And The Business Intl - Record Collection

Mark Ronson zasłynął w świecie przede wszystkim jako twórca sukcesów soulowej piosenkarki Amy Winehouse. Wyprodukowany przez Ronsona album Winehouse "Back to Black" okazał się wielkim triumfem artystycznym, przypieczętowanym nagrodą Grammy w kategorii najlepsza piosenka roku za "Rehab" oraz komercyjnym – 3. miejsce najlepiej sprzedających się albumów w Wielkiej Brytanii w latach 2000-2009. Sława producencka Marka Ronsona po tym bezprecedensowym sukcesie wybiegła daleko poza wyspy brytyjskie – artysta był zapraszany do współpracy przez liczne światowe gwiazdy, począwszy od raperów: Q-Tipa, Ghostface Killah i Nasa skończywszy na gwiazdach rocka pokroju Kaiser Chiefs. Znajomości jakie muzyk zawarł w trakcie kariery producenckiej zaowocowały w trakcie pracy przy 3. w karierze albumem Ronsona "Record Collection" - eklektycznym i przede wszystkim bardzo przyjemnym w odbiorze. Mark Ronson zaserwował słuchaczom pop na najwyższym, światowym poziomie. Mamy tu między innymi: klasyczną synthpopową piosenkę rodem z lat 80."You Gave Me Nothing", zainspirowany afropopem kawałek "Somebody to Love Me" zaśpiewany przez upadłego gwiazdora Boya George'a, instrumentalny numer "Circuit Breaker", będący po części popisem turntablistycznych umiejętności angielskiego producenta oraz hołdem dla klasycznych dokonań twórców muzyki elektronicznej: Jeana Michela Jarre'a i Giorgio Morodera oraz utwór tytułowy, powstały przy współpracy z Simonem LeBonem i Nickiem Rhodesem, będący zapowiedzią nowej, wysoko ocenionej przez krytyków płyty Duran Duran "All You Need Is Now" wyprodukowanej oczywiście przez Ronsona.

Four Tet - There Is Love in You

18. Four Tet - There Is Love in You

Niektórzy dziennikarze przedstawiający postać Kierana Hebdena, ukrywającego się pod nazwą Four Tet starają się sugerować między wierszami, że jest to muzyk dość leciwy, mający najlepsze lata kariery za sobą. Uważam to za czystą złośliwość. Kieran Hebden ma co prawda bogatą dyskografię, ale jest twórcą młodym, ledwie 30-letnim. Idąc tym tropem blisko 40-letni Alex Kapranos, lider czołowej, brytyjskiej kapeli Franz Ferdinand może czuć się dziadkiem. Oczywiście dziennikarze mają powody by sugerować, że "podstarzały" Hebden nie zaprezentuje słuchaczom niczego ciekawego. Muzyk rozwinął się artystycznie dość wcześnie, jego kariera przebiegała do tej pory bardzo intensywnie i cieżko jest wierzyć, by odkrył coś nowego w muzyce elektronicznej. "There Is Love in You" nie stanowi argumentu przeciw tej tezie, jednak nowa płyta artysty jest albumem znakomitym, dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach, oszlifowanym diamentem, śmiało mogącym uchodzić za jedną z najlepszych pozycji w dyskografii Kierana Hebdena.

Laurie Anderson – Homeland

17. Laurie AndersonHomeland

Laurie Anderson jest jedną z najbardziej niezwyłych postaci na scenie muzycznej. To co prezentuje na płytach to czysta awangarda, wymykająca się wszelkim klasyfikacjom. "Homeland" to album wyjątkowy, na który fani musieli czekać wyjątkowo długo (poprzedni krążek Anderson "Life on a String" ukazał się w 2001 roku). Pierwotnie album miał się ukazać w 2008 roku, jednak artystka postanowiła doszlifować materiał; być może dzięki dodatkowej obróbce utwory z tej płyty robią tak piorunujące wrażenie. Album otwiera uduchowiony kawałek "Transitory Life", zainspirowany muzyką południowej Syberii - melorecytacja Anderson na tle tuwińskich śpiewów gardłowych oraz dźwięków igilu przenosi słuchaczy w zupełnie inny, baśniowy wymiar. Efekt flirtu artystki z tuwińskim folkiem jest znakomity, szkoda, że to jedyny etniczny element na najnowszej płycie Laurie Anderson, biorąc pod uwagę fakt, ile trzeba czekać na nowe utwory artystki. Pozostałe utwory z płyty też są wyjątkowe. Duża w tym zasługa współpracującego z Anderson skrzypka Eyvinda Kanga – słuchając płyty mimowolnie przychodzi na myśl krążek Kate Bush "The Sensual World", w dużej mierze zawdzięczający artystyczny sukces przemyślanej kooperacji pomiędzy brytyjską piosenkarką a skrzypkiem Nigelem Kennedy. Najbardziej wyróżniającymi się fragmentami najnowszego dzieła Amerykanki oprócz "Transitory Life" są: szybki, nowoczesny, powstały we współpracy z Kieranem Hebdenem "Only an Expert" oraz ponad 11-minutowy, mroczny "Another Day in America". Ten drugi utwór ciężko nazwać muzyką – w "Another Day in America" Laurie Anderson przetworzonym elektronicznie głosem stawia diagnozę współczesnej Ameryce.

Daft Punk - Tron: Legacy

16. Daft Punk - Tron: Legacy

Nie jestem fanem filmu "Tron", jednak ścieżka dźwiękowa do kontynuacji tego filmu zrobiła na mnie ogromne wrażenie.Wszystko na tej płycie jest bezczelnie oczywiste: połączenie muzyki symfonicznej z elektronicznymi wstawkami, proste, krótkie, łatwo wpadające w ucho kawałki, nawiązania do klasycznych soundtracków Vangelisa. Wszystko zostało nagrane ze smakiem i wyczuciem godnym największych tuzów muzyki elektronicznej. Malkontenci narzekają, że ścieżka dźwiękowa do "Tron:Legacy" jest zżynką z soundtracków Hansa Zimmera i Vangelisa i brakuje na nim typowych dla formacji hitów – najbliższe dotychczasowym dokonaniom Daft Punk są kawałki: "Derezzed" oraz "TRON: Legacy (End Titles)", ale nie traktuję tych zarzutów poważnie. Ten album nie mógł być zbyt ambitny, skoro ilustruje film za 200 mln dolarów. Utwory takie jak: "The Son of Flynn", "Rinzler" czy "Outlands" miały wpaść w ucho przeciętnym odbiorcom muzyki popularnej i swoje zadanie spełniły – soundtrack do filmu "Tron: Legacy" doszedł do 4. miejsca listy Billboard 200 i osiągnął tym samym największy sukces komercyjny w Ameryce ze wszystkich albumów Daft Punk.

Podsumowanie roku. Najlepsze piosenki 2010 roku. Miejsca 05-01

augustc

Janelle Monae - Cold War

05. Jonelle Monae - Cold War

Największe wrażenie ze wszystkich nowych artystów zrobiła na dziennikarzach pochodząca z Kansas City wokalistka Janelle Monae. Hirek Wrona napisał o niej – piękna, zjawiskowa kobieta, cudownie tańcząca, a przede wszystkim genialnie śpiewająca. Podpisuję się pod tym zdaniem rękami i nogami. Monae robi muzykę pop na najwyższym poziomie. Spodobał mi się koncept jej debiutanckiego krążka "Archandroid" – nawiązania do filmu Fritza Langa "Metropolis", inspiracje twórczością Davida Bowie, Madonny oraz Outkast. To dzieło nie mogło by powstać gdyby nie pomoc Big Boi'a oraz lidera Of Montreal Kevina Barnesa, jednak to nie umniejsza faktu, jak uzdolnioną artystką jest Janelle Monae – słychać to w najbardziej przebojowym fragmencie pierwszej płyty piosenkarki, szybkim i ozdobionym szaloną, gitarową solówką "Cold War".

Rihanna - Only Girl (In the World)

04. Rihanna - Only Girl (In the World)

Najlepszy utwór Rihanny. Dyskotekowy "Only Girl (In the World)" wywodzi się w linii prostej od prostych, tanecznych piosenek euro-pop popularnych w połowie lat 90. (Culture Beat, Dr. Alban, Fun Factory, Haddaway). Nic dziwnego, skoro jej autorami są Norwegowie (większość muzyki eurodance to dzieła Skandynawów; w tym miejscu warto wspomnieć zespoły Ace od Base, Aqua czy Army of Lovers). Na tego rodzaju muzykę krytycy kręca nosami, jednak przyznam szczerze – kawałek musi się podobać, bo jest świetnie zrobiony, dlatego osiągnął tak wielki sukces – 1. miejsce list przebojów m.in. w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii.

John Grant

03. John Grant - Where Dreams Go to Die

Grupę The Czars słabo kojarzą nawet najbardziej zagorzali fani alternatywy. Dream popowy zespół działał w latach 1994-2004 i nie pozostawił po sobie ani jednego rozpoznawalnego utworu, mimo tego, że krążek The Czars "Before...But Longer" z 2000 roku został przez krytyków uznany za wybitny. W kwietniu 2010 roku były lider The Czars John Grant wydał genialną płytę "Queen of Denmark". Najbardziej chwytającym za serce momentem albumu jest bez wątpienia melancholijny utwór "Where Dreams Go to Die". Piosenka z początku przypomina twórczość Eltona Johna, głównie przez odgrywający główną rolę we wstępie fortepian. Później całkowicie zmienia się aranżacja, wchodzą gitary akustyczne oraz smyczki, a Grant śpiewa jak natchniony jeden z najbardziej zapadających w pamięci utworów ostatnich miesięcy.

Lady Antebellum

02. Lady Antebellum - Need You Now

"Need You Now" to utwór z 2009 roku, jednak płyta na której znajduje się kawałek została wydana w styczniu 2010 roku, dlatego znalazła się w zestawieniu. Zresztą country popowy utwór jak żaden inny kojarzy się z 2010 rokiem – katowany non stop w ciągu minionych 12 miesięcy przez wszystkie stacje radiowe numer nie stracił nic ze swojego czaru. Rozpisany na trzy głosy (dwa męskie, jeden żeński), świetnie, bogato zaaranżowany z piękną gitarową solówką utwór zainteresował wielu słuchaczy muzyką country.

Kanye West

01. Kanye West - jeden z utworów z nowej płyty (najbardziej chwytliwym kawałkiem jest numer All of the Lights nagrany do spółki z Rihanną i Fergie)

Kanye West ogłosił się nowym Królem Popu. Można oburzać się na zuchwałość 33-letniego muzyka, ale ciężko nie przyznać mu racji. Już kawałki z poprzednich płyt muzyka: "Gold Digger", "Homecoming" czy "Welcome to Heartbreak" zapowiadały nową jakość w muzyce popularnej, ale to nowy krążek czarnoskórego gwiazdora "My Beautiful Dark Twisted Fantasy" zyskał miano największego dzieła ostatnich lat. Spokojny numer "Runaway" jest z pewnością bardziej ambitnym utworem, jednak to "All of the Lights" jest najbardziej przebojowym kawałkiem z najnowszej płyty artysty. "All of the Lights" rozpoczynają potężne trąby, podobne do tych, które zburzyły mury Jerycha, póżniej wchodzi wokal Rihanny i rapowane kwestie. Struktura tego utworu przypomina trochę hit Jay-a Z "Run This Town" z 2009 roku. "All of the Lights" to jednak bardziej złożone i  bogatsze dzieło od "Run This Town" wzbogacone wokalami między innymi: Alicii Keys, Fergie, Johna Legenda, Drake'a oraz Eltona Johna. Piosenka bez wątpienia szokuje sposobem w jaki została wyprodukowana, ilością różnych elementów w niej zawartych oraz nazwiskami wykonawców biorących udział przy jej powstaniu. "All of the Lights" to progresywny pop, najwyższa jakość w muzyce popularnej i nie szkodzi, że nośny refren tej ambitnej piosenki służy tylko temu by wpadał w ucho. Utwór ukazał się niedawno na singlu, jednak wciąż jeszcze nie ma do niego teledysku, który zapewne wywinduje sprzedaż płyty. Znając Westa będzie to dzieło z najwyższej półki o którym będzie się sporo mówiło.

Podsumowanie roku. Najlepsze piosenki 2010 roku. Miejsca 10-06

augustc

Broken Bells - The High Road

10. Broken Bells - The High Road

Spotkanie lidera The Shins - Jamesa Mercera i Briana Burtona (Danger Mouse) w studiu nagraniowym nie przyniosło spodziewanych przez wielu dziennikarzy rewolucji. Panowie brzmią jak Gorillaz, a na debiutanckim albumie prócz utworu "The High Road" próżno szukać evergreenów(choć kilka ciekawych strzałów jeszcze na "Broken Bells" jest, chociażby "The Ghost Inside" czy "Vaporize"). Być może kolejny krążek z tej serii przyniesie więcej emocji.

Beach House - Norway

09. Beach House - Norway

Dream-popowy Beach House przez niektórych krytyków żartobliwie określany jako "najnudniejszy zespół świata" nagrał krążek genialny w swoim gatunku. "Teen Dream" jest pełen pięknych, spokojnych, wyrafinowanych pioseneczek, idealnych na jesienną słotę. Zwiewny kawałek "Norway" to jeden ze szczytowych fragmentów najnowszego krążka damsko-męskiego duetu – płynne gitary i wodniste syntezatory efektownie się tu mieszają z dźwiękami automatu perkusyjnego, a tak naprawdę jest to tylko ładna piosenka.

Hurts - Wonderful Life

08. Hurts - Wonderful Life

Angielski duet zafundował wszystkim słuchaczom całkiem udaną podróż w czasie. Słuchając "Wonderful Life" przed oczami pojawiają się migawki z teledysków Pet Shop Boys, Fiction factory, The Beloved (twórcy hitu "Sweet Harmony" mają na koncie płytę o takim samym tytule co synthpopowa grupa z Manchesteru, tj. "Happiness") oraz Black (rewelacyjnego, jedynego hitu tej kapeli "Wonderful Life" nie sposób nie znać). Można narzekać na piosenkę: że ma głupi tekst i tandetne, oldschoolowe brzmienie, ale trzeba przyznać, że jej refren zostaje w pamięci długo po wysłuchaniu całości.

The Black Keys

07. The Black Keys - I'm Not The One

Wielbiciele blues-rocka w zeszłym roku mieli dużo powodów do radości. Najpierw na rynku ukazała się udana kompilacyjna płyta Jimiego Hendrixa "Valleys of Neptune", a później albumy doskonale przywołujące niezwykłą, niespokojną atmosferę lat 60.: "Shame, Shame" Dr. Dog oraz "Brothers" The Black Keys. Wszyscy chwalą przeróbkę soulowego klasyku Jerry'ego Butlera "Never Gonna Give You Up" z 1968 roku, jednak pomysły pochodzącego ze stanu Ohio duetu również mi przypadły do gustu. "I'm Not The One" wzrusza mnie niezmiernie, ponieważ jest tak rażąco podniosłe i bezczelnie melodyjne – Fleetwood Mac w najbardziej rockowym składzie czy Lynyrd Skynyrd by tego tak teraz nie zrobili.

Foals - Miami

06. FoalsMiami

Zupełnie nieoczekiwanie Foals robił za najlepszy brytyjski zespół w 2010 roku. Złośliwi powiedzą, że to wszystko przez to, że przesunęły się w czasie premiery płyt Radiohead, Coldplay oraz Beady Eye (Oasis bez Noela Gallaghera), ale Yannis Philippakis i jego koledzy z zespołu odwalili kawał dobrej roboty i zaprezentowali światu nowoczesny, ambitny i bardzo kreatywny indie rock. Atmosferyczny "Total Lofe Forever" jest też generalnie zaprzeczeniem wizerunku grupy, jaki powstał po premierze ich pierwszego tanecznego hitu "Cassius". Być może to jest droga jaką musi przejść zespół, żeby w przyszłości zostać wyniesiony na ołtarze?

Podsumowanie roku. Najlepsze piosenki 2010 roku. Miejsca 15-11

augustc

Dr. Dog - Shame, Shame

15. Dr. Dog - Where'd All the Time Go?

Pochodząca z Filadelfii kapela otrzymała wyróżnienie za klimat zawarty w swoich piosenkach. Wszystkie utwory z ostatniej płyty grupy Dr. Dog "Shame, Shame" przywołują na myśl psychodeliczny świat lat 60., młodym znany tylko z książek, filmów oraz starych nagrań. Fajnie, że są takie zespoły jak Dr. Dog; słuchając ich na żywo można się poczuć jak w samym środku rewolucji hippisowskiej.

Wolf Parade - Expo 86

14. Wolf Parade - In the Direction of the Moon

"Expo 86" to kolejny świetny tytuł wydany przez muzyków z Quebecu. Co ciekawe, mimo znakomitych recenzji płyta została całkowicie pominięta w muzycznych podsumowaniach 2010 roku. Czyżby krążek był zbyt przewidywalny? "Expo 86" brzmi tak, jak wszyscy to sobie wyobrażali,a arcygenialnych piosenek na nim jak na lekarstwo, choć takie numery jak: "Cloud Shadow on the Mountain", "Ghost Pressure" czy przede wszystkim magiczne, powolne "In the Direction of the Moon" to kawał świetnej muzyki.

Ariel Pink - Round and round

13. Ariel Pink's Haunted Graffiti - Round and Round

Ariel Marcus Rosenberg znany bardziej jako Ariel Pink nagrywa płyty od 2002 roku, jednak dopiero jego 12. krążek "Before Today" uczynił z niego gwiazdę muzyki alternatywnej. "Round and Round" to najbardziej znany fragment bogatej twórczości kalifornijskiej grupy, odwołujący się zarówno do nagrań Steely Dan, jak i kultowego kawałka Marianne Faithfull "Broken English", z którego Ariel Pink i jego koledzy "zakosili" hipnotyzującą linię basu. "Round and round" posiada wszystkie elementy charakterystyczne dla utworu pop, począwszy od intra, poprzez refren, skończywszy na efektach dźwiękowych, jednak słuchając go odnosi się wrażenie jakby obcowało się z abstrakcyjnym dziełem nagranym przez obcą cywilizację. Brawa dla pochodzącej z Los Angeles grupy, tym większe, że piosenka została uznana przez serwis internetowy Pitchfork za najlepszy kawałek 2010 roku.

lcd soundsystem - i can change

12. LCD Soundsystem - I Can Change

LCD Soundsystem to jest zespół, którego jakoś nie mogę słuchać. Drażni mnie ta cała moda na dance-punk, jednak to nie znaczy, że zamykam przed Murphym drzwi już na samym wstępie. Relaksujący "I Can Change" brzmi jak archiwalne nagranie Depeche Mode z Vincem Clarkiem za sterami, jednak to nie dlatego ten kawałek się tutaj znalazł. Znajdźcie lepszy numer (oprócz oczywiście "Wonderful Life" Hurts) tak jawnie i udanie odwołujący się do muzyki lat 80.

arcade fire

11. Arcade Fire - We Used to Wait

Arcade Fire całkiem nieoczekiwanie wyrósł na jedną z największych gwiazd pop, a przecież jest to zespół prezentujacy bardzo wyrafinowaną twórczość, odwołującą się do dokonań Neila Younga, Bruce'a Springsteena, Depeche Mode i innych wybitnych przedstawicieli muzyki rozrywkowej ostatnich kilkudziesięciu lat. "We Used to Wait" na tle pozostałych kawałków z nominowanej do Grammy w kat. album roku płyty "The Suburbs" wyróżnia się doskonałymi melodiami oraz niezwykle zapadającym w ucho refrenem plasującym utwór na samym szczycie hierarchii najwybitniejszych dzieł muzyki pop ostatnich lat. Do tego warto jeszcze zwrócić uwagę na odważny, eksperymentalny, interaktywny teledysk do piosenki zatytułowany "The Wilderness Downtown", będący jednocześnie pokazem dużych możliwości standardu HTML5 oraz przeglądarki Google Chrome (więcej o pokazie można poczytać tu).

Podsumowanie roku. Najlepsze piosenki 2010 roku. Miejsca 20-16

augustc

Lider zespołu Deerhunter - Bradford Cox

20. DeerhunterDesire Lines

Najnowsza propozycja formacji Deerhunter "Halcyon Digest" to najbardziej piosenkowa rzecz jaką Bradford Cox i koledzy zaproponowali światu w ciągu swojej kariery, mimo tego że w najnowszej twórczości amerykańskiej kapeli słychać inspiracje awangardą spod znaku Radiohead oraz Sonic Youth. "Halcyon Digest" to nie tylko echa spuścizny dwóch najwybitniejszych alternatywnych rockowych zespołów w historii, ale fascynacja muzyczną kulturą lat 60., dokonaniami Jefferson Airplane, The Velvet Underground czy nawet The Beatles. Wielkie wrażenie robią miniaturki: "Memory Boy", "Revival" i "Fountain Stairs", ale najciekawszym kawałkiem z tej płyty jest blisko 7-minutowy "Desire Lines", który z klasycznej indie rockowej piosenki przekształca się w gitarową, psychodeliczną, hipnotyczną improwizację.

Fionn Regan

19. Fionn Regan - Violent Demeanor

Aż dziw bierze, że tak mało dziennikarzy odkryło talent Fionna Regana. Wydawało się, że nikt nie zastąpi tragicznie zmarłego Elliota Smitha, jednak takie piosenki jak "Lord Help My Poor Soul" czy właśnie "Violent Demeanor" powodują, że można ufnie spoglądać w przyszłość.

Cee Lo Green - Fuck You

18. Cee Lo Green - Fuck You

Cee-Lo Green to mniej znany członek duetu Gnarls Barkley. O ile Danger Mouse jest jednym z najbardziej cenionych producentów na planecie, mającym na koncie współpracę z takimi tuzami jak: Damon Albarn, Beck czy grupa The Black Keys to Cee-Lo wydaje się przy nim być szarą myszką. Jednak Thomas DeCarlo Callaway (prawdziwe nazwisko artysty) ma wspaniały głos i udowodnił to po raz kolejny nagrywając jeden z najzabawniejszych numerów 2010 roku. Krytycy porównują "Fuck You" do wczesnych dzieł Eminema, nie tylko ze wzgledu na tekst, ale również na sposób śpiewania, jednak antagoniści białego rapera nie muszą unikać piosenki Cee-Lo jak ognia – kawałek nie jest ani wulgarny, ani naładowany agresją; to tylko zwykły popowy utwór, odróżniający się od pozostałych dużą dawką humoru.

Karkwa

17. Karkwa - Le Pyromane

Gdyby tyko Karkwa nagrywała piosenki po angielsku kto wie, czy najbardziej znanym przedstawicielem kanadyjskiej popokultury byłby zespół Arcade Fire. Być może w przyszłości nastąpi zmiana warty; na razie Karkwa została doceniona na rodzimym gruncie, gdzie zdobyła nagrodę Polaris (kanadyjski odpowiednik Mercury Prize) za album Les Chemins de verre (warto zauważyć, że po raz pierwszy wyróżnienie otrzymała grupa francuskojęzyczna). "Le Pyromane" nie jest kawałkiem wybitnie odstającym od reszty płyty (notabene doskonałej - zaczynam się dla nich uczyć francuskiego;-) ), jednak jak to często w takich przypadkach bywa najbardziej zapadającym w pamięć utworem jest opener albumu, dlatego znalazł się na tej liście.

Yeasayer - nowy klip

16. Yeasayer - Madder Red

Pochodzącemu z Nowego Jorku grającemu psychodeliczną odmianę popu zespołowi Yeasayer ostatnio jest zdecydowanie bliżej do będącego coraz ciekawszym zjawiskiem Take That niż do innych kapel z kręgu muzyki alternatywnej. Wszystko przez nachalną wręcz przebojowość, którą obdarzone są piosenki kwintetu. Największym hitem z najnowszej płyty Amerykanów "Odd Blood" był co prawda, przerabiany i remiksowany na różne sposoby kawałek "Ambling Alp", ale to najnowszy singiel z tego krążka jest najwykwintniejszym dziełem Nowojorczyków wydanym przez zespół w ciągu minionych 12 miesięcy.

Nowa muzyka

augustc

nowa muzyka

Praktycznie wszystkie ostatnie muzyczne premiery mnie nudzą. Nie wiem co jest tego przyczyną. Czy stałem się starym zgredem, czy po prostu większość z tegorocznych płyt jest mało ciekawa. Faktem jest, że oczuwam satysfakcję słuchając starszych płyt, podczas gdy najnowsze dokonania większości artystów mnie nużą. Próbowałem przekonać się do takich albumów jak: "Bionic" Christiny Aguilery, "Nightmare" Avenged Sevenfold, "The Oracle" Godsmack, "Tiger Suit" KT Tunstall, "Contra" Vampire Weekend, "Clapton" Erica Claptona, "King of the Beach" Wavves , "Wilderness Heart" Black Mountain, "Further" The Chemical Brothers czy "Maximum Balloon" autorstwa Davida Sitka z TV on the Radio, jednak bez skutku. Wyżej wymienione pozycje irytują, denerwują i nudzą; przede wszystkim jednak słuchając ich odczuwam ogromny zawód. Godsmack, Avenged Sevenfold czy Vampire Weekend to wykonawcy z 1. miejsc amerykańskiej listy przebojów, z kolei TV on the Radio, Black Mountain czy The Chemical Brothers to czołówka sceny alternatywnej. Natomiast Eric Clapton to gitarowy bóg, geniusz, który zmienił bieg nie tylko muzyki rozrywkowej, ale przyczynił się również do zmiany obyczajów i światopoglądu społeczeństw Ameryki Północnej i Europy Zachodniej. Tym razem Clapton trochę się zagalopował, serwując słuchaczom blues-rockowe songi bardziej przypominające muzyczne starocie niż zwyczajne piosenki (trzeba jednak zauważyć, że dla niektórych słuchaczy sentymentalna podróż po muzycznej krainie zwanej bluesem będzie jedną z najbardziej ekscytujących przygód w tym roku). Jednak największą chałturę ze wszystkich artystów zaprezentował Carlos Santana. Album "Guitar Heaven: The Greatest Guitar Classics of All Time" zawierający przeróbki klasycznych kawałków The Rolling Stones, The Beatles, Deep Purple czy AC/DC nagrany do spółki z takimi wokalistami jak: Chris Cornell, Nas czy Scott Weiland to najgorzej oceniany ze wszystkich krążek jaki się ukazał w tym roku. Według recenzentów płyta "Guitar Heaven" powinna w cuglach zdobyć niechlubny tytuł najsłabszego albumu 2010 roku, choć faktem jest że dziennikarze publikujący teksty w poważnych muzycznych periodykach nigdy nie mieli do czynienia z takimi ewenementami jak: Bayer Full, Okoliczny Element, Ewa Farna czy większość wykonawców sceny techno. Nie mam zamiaru rozpisywać się, dlaczego krążek "Guitar Heaven" nie jest wart uwagi; moi koledzy po fachu w trakcie słuchania tej płyty ze złości rzucali pudełkim z "Guitar Heaven" o ścianę – wydaje mi się, że ta relacja powinna czytelnikom w zupełności wystarczyć, jeżeli nie to mogą zerknąć okiem na jedną z wielu niepochlebnych recenzji w prasie zagranicznej.

Czy rzeczywiście w ostatnich tygodniach nie ma czego słuchać? To nie do końca prawda. Powstało mnóstwo dobrych piosenek, aczkolwiek są one porozrzucane po lepszych i gorszych albumach. Debiutancki krążek Davida Sitka "Maximum Balloon" będący w zamierzeniu płytą taneczną, słuchany w całości męczy, jednak na przykład utworu "Tiger" nagranego wspólnie z Aku Orraca-Tettehem z rockowej grupy Dragons of Zynth słucha się w radiu bardzo przyjemnie. Gitary przywodzące na myśl wesołe czasy Talking Heads i Duran Duran, funkowe dęciaki oraz feria syntezatorów to elementy charakteryzujące ten dość ciekawy, w gruncie rzeczy bardzo popowy numer. Jednak ten krążek to przede wszystkim dwa znakomicie broniące się kawałki. Pierwszy z nich to efekt kooperacji ze szwecką synth-popową grupą Little Dragon "If You Return" - utwór w którym poszatkowany motyw elektroniczny ściera się z eterycznym śpiewem wokalistki Yukimi Nagano. Z kolei "Communion" nagrane wraz z Karen O spokojnie mógłby się znaleźć na ostatnim studyjnym dziele Yeah Yeah Yeahs.

"Hold My Heart" oraz "Uncharted" to dwie najmocniejsze pozycje jakie znalazły się najnowszym, niezbyt ciekawym krążku amerykańskiej pianistki i wokalistki Sary Bareilles "Kaleidoscope Heart", który zadebiutował na samym szczycie Billboardu.

Najlepsza piosenka roku znalazła się jednak na dość przeciętnym krążku amerykańskiej grupy Lady Antebellum "Need You Now". Chodzi oczywiście o country-popowy, tytułowy kawałek z tej płyty. Czterokrotna platyna jaką pokrył się ten singiel w Stanach Zjednoczonych jest niczym w porównaniu z popularnością jaką zdobyła ta kompozycja praktycznie na całym świecie. Giganci sceny country, tacy jak: Garth Brooks, Billy Ray Cyrus czy George Strait nigdy nie nagrali międzynarodowego hitu i poza Stanami Zjednoczonymi pozostają praktycznie wykonawcami anonimowymi. "Need You Now" jest co prawda piosenką traktującą o dość poważnych sprawach międzyludzkich, jednak niezwykle przyjazna dla słuchaczy melodia sprawiła, że utwór stał się chlebem powszednim popkultury, obecnym w najbardziej komercyjnych radiostacjach jak i grach komputerowych ("The Sims 3: Ambitions").

Chopin w popkulturze

augustc

Fryderyk Chopin 1810 - 1849

Decyzją Sejmu i Senatu rok 2010 został ogłoszony Rokiem Fryderyka Chopina w związku z 200. rocznicą urodzin polskiego kompozytora.

Minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski stwierdził, że Rok Fryderyka Chopina jest najważniejszym wydarzeniem artystycznym nowego wieku w związku z tym, że podczas obchodów Roku Chopinowskiego zaplanowano ponad 2 tysiące imprez na świecie. Jedna z nich "Chopin inspire Gainsbourg" miała miejsce 29 marca 2010 roku w Teatrze Wielkim w Warszawie. Artyści, w tym Nosfell, Gaba Kulka, Claire Denamur i Andrzej Smolik zaprezentowali utwory Fryderyka Chopina oraz Serge'a Gainsbourga inspirowane twórczością polskiego kompozytora, w tym nieśmiertelne "Je t’aime… moi non plus" oraz "Jane B" pochodzące z płyty "Jane Birkin/Serge Gainsbourg" z 1969 roku. Koncert miał na celu zaprezentowanie muzycznego wpływu jaki wywarł pochodzący z Żelazowej Woli wirtuoz pianina na współczesną piosenkę francuską. Trudno o trafniejszy wybór – Serge Gainsbourg w swojej hierarchii estetycznej najwyżej cenił Fryderyka Chopina, inspirował się jego nagraniami przy tworzeniu własnych kompozycji, w dodatku był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli piosenki francuskiej w historii. Serge Gainsbourg oraz muzycy którzy wystąpili w Teatrze Wielkim w Warszawie nie są jedynymi przedstawicielami muzyki popularnej ceniącymi bogaty dorobek polskiego artysty. Na zbliżającym się wielkimi krokami OFF Festivalu wybitni przedstawiciele muzycznej awangardy dadzą koncerty pod hasłem "Inspired by Chopin". W projekcie wezmą udział: elektroniczny duet Matmos znany przede wszystkim ze współpracy z islandzką wokalistką Björk w trakcie nagrywania albumów "Vespertine" i "Medulla", jeden z najwybitnejszych turntablistów na świecie Philip Jeck, kompozytor muzyki ambient William Basiński, autor jednego z najważniejszych awangardowych albumów obecnej dekady "The Disintegration Loops" z 2002 roku oraz uwielbiany przez krytyków austriacki gitarzysta i kompozytor Christian Fennesz, artysta mający na koncie takie płyty jak: "Endless Summer" z 2001 roku czy "Venice" z 2004 roku.

Perry Como

Twórczość Fryderyka Chopina wywarła wpływ nie tylko dla twórców awangardowych, lecz była inspiracją również dla twórców z kręgu muzyki pop. Największy przebój amerykańskiego wokalisty włoskiego pochodzenia Perry'ego Como "Till the End of Time" z 1945 roku jest oparty na utworze Chopina "Polonaise in A flat major, Op. 53". Perry Como nagrał ten kawałek po sukcesie filmu "A Song to Remember" ("Pamiętna pieśń"), opowiadającym o życiu polskiego kompozytora. Film w reżyserii Charlesa Vidora otrzymał sześć nominacji do Oscara i tak się spodobał Amerykanom, że rzucili się na muzykę Polaka jak stado wygłodniałych wilków. Najpierw wielkim hitem stał się utwór "Chopin’s Polonaise" w wykonaniu popularnego nowojorskiego pianisty Carmena Cavallaro, później rekordy popularności biła piosenka Perry'ego Como (utwór aż przez dziewięć tygodni znajdował się na szczycie amerykańskich list przebojów: Disk Jockey i Juke Box). Ale "Till the End of Time" to nie byle jaka pieśń. Kawałek rozpoczyna się od introdukcji Dave'a Bowmana, który starał się wiernie oddać styl gry Fryderyka Chopina, później do gry wchodzi orkiestra złożona ze skrzypków oraz saksofonistów dowodzonych przez Russa Case'a oraz oczywiście Perry Como, którego czuły i ciepły głos oraz dramatyczna intonacja do dnia dzisiejszego zachwycają miliony słuchaczy.

Nieco później, bo w latach 70. gigant amerykańskiej sceny muzycznej Barry Manilow nagrał znakomity kawałek "Could It Be Magic" oparty na chopinowskim "Prelude in C Minor, Opus 28, Number 20". Utwór zyskał dużą popularność i był nagrywany nieskończoną ilość razy przez kolejnych artystów. Najsłynniejsze wykonanie tej piosenki ma na koncie najpopularniejszy brytyjski boysband w historii Take That, który został za "Could It Be Magic" uhonorowany nagrodą Brit w kategorii brytyjski singiel 1993 roku.

Polaków zdecydowanie najbardziej zachwyci to, że do fanów talentu Fryderyka Chopina zalicza się jedna z największych gwiazd muzyki R&B na świecie Alicia Keys. Najlepiej sprzedający się krążek 2008 roku w USA "As I Am" autorstwa Keys rozpoczyna się od intra zawierającego wstawki z kompozycji "Nocturne No. 20, Op. Posth. in C-sharp minor".

okładka

W Polsce też są nagrywane utwory inspirowane twórczością Chopina, aczkolwiek ich twórcy nie mają na tyle odwagi albo fantazji, aby zrobić coś więcej niż przerobić muzykę artysty na współczesną modłę. Najsłynniejszym przedsięwzięciem tego typu jest z pewnością projekt dyrektora Stołecznej Estrady Andrzeja Matusiaka i gitarzysty Radka Chwieralskiego "Rock Loves Chopin" z 2008 roku.W nagrywaniu albumu wzięli udział między innymi giganci polskiej sceny muzycznej Jan Borysewicz oraz Grzegorz Markowski.

Innym tego rodzaju przedsięwzięciem jest album "Chopin na 5 kontynentach" Marii Pomianowskiej. Jest to dzieło o tyle ciekawe, że zawiera aranżacje utworów Fryderyka Chopina na instrumenty etniczne z całego świata. Autorka dzieła, żeby pokazać słuchaczom jak bardzo muzyka polskiego kompozytora jest elastyczna i dlaczego jest zrozumiała na całym świecie wykorzystała w studiu nagraniowym cały szereg instrumentów muzycznych, począwszy od irańskich bębnów, dud, didgeridoo, gitary flamenco, a skończywszy na staropolskich instrumentach smyczkowych: suce biłgorajskiej i fideli płockiej. Ta efektowna płyta z pewnością przybliży twórczość Chopina wielbicielom muzyki etnicznej, choć niekoniecznie zachęci ich do słuchania dzieł pianisty czy wizyty w filharmonii.

Muzyka Fryderyka Chopina często rozbrzmiewa w filmach. Pojawia się oczywiście w obrazach poświęconym genialnemu artyście.

Do najsłynniejszych biograficznych dzieł poświęconym Chopinowi należą: dramat Andrzeja Żuławskiego "La Note bleue" ("Błękitna nuta"), przedstawiający 36 godzin z życia kompozytora z Januszem Olejniczakiem i Sophie Marceau w rolach głównych oraz komedia romantyczna "Impromptu" w reżyserii Jamesa Lapine'a z brytyjskim gwiazdorem Hugh Grantem w roli Chopina (obydwa filmy zostały nakręcone w 1991 roku). Trudno zliczyć filmy, w których muzyka Fryderyka Chopina została wykorzystana. Utwory kompozytora pojawiają się między innymi w takich filmach jak: "Zezowate szczęście" Andrzeja Munka, "Barwy ochronne" Krzysztofa Zanussiego, "Aktorzy prowincjonalni" Agnieszki Holland, "Amator" Krzysztofa Kieślowskiego, "Dzień świra" Marka Koterskiego, "Krajobraz po bitwie" Andrzeja Wajdy, "Truman Show" Petera Weira czy "The Spy Who Loved Me" ("Szpieg, który mnie kochał") Lewisa Gilberta (film z serii o przygodach Jamesa Bonda).

Zdecydowanie największy hołd muzyce pianisty oddał reżyser pochodzenia żydowskiego Bob Rafelson w doskonałym obyczajowym filmie "Five Easy Pieces" ("Pięć łatwych utworów") z 1970 roku z Jackiem Nicholsonem w roli głównej. W opowiadającym o marności życia i przedstawiającym prowincjonalną Amerykę obrazie kluczową rolę pełni tytułowe "pięć łatwych kawałków": Mozarta, Bacha oraz Chopina. Rafelson wykorzystał w filmie dwa niezwykle znane utwory polskiego kompozytora: "Fantaisie in F-minor, Op. 49" oraz "Prelude Opus 28, No. 4 in E Minor", czym przyczynił się do popularyzacji twórczości Chopina bardziej niż jakikolwiek film w całości poświęcony kompozytorowi.

Gazebo -

Muzyka Fryderyka Chopina jest ponadczasowa i pewnie niejednokrotnie będzie natchnieniem dla światowej klasy twórców muzycznych i filmowych. Warto, żeby Polacy to wiedzieli i kojarzyli choć trochę twórczość pianisty, bo na dzień dzisiejszy według większości Polaków najbardziej znanym utworem artysty jest "I like Chopin" w wykonaniu włoskiego piosenkarza Gazebo. Melodia tego megahitu jest co prawda wyborna, jednak jej autorem nie jest niestety Fryderyk Chopin, a włoski kompozytor muzyki filmowej i elektronicznej Pierluigi Giombini.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci