Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : yeah-yeah-yeahs

Podsumowanie 2009: piosenki roku - miejsca 05-01

augustc

05. Yeah Yeah Yeahs - "Zero"

Yeah Yeah Yeahs - Zero

Yeah Yeah Yeahs to ikona współczesnego alternatywnego rocka. Nie ma żadnych wątpliwości, że grupa pojawiła się na rynku muzycznym w dobrym miejscu i dobrym czasie. Nowojorska kapela dowodzona przez charyzmatyczną wokalistkę Karen O zadebiutowała w 2001 roku, tuż po histerii jaką wywołało pojawienie się na scenie The Strokes, w trakcie mody na gitarowe, garażowe granie inspirowane nagraniami Blondie, Television, Patti Smith, Iggy'ego Popa i The Velvet Underground. Ten zespół nigdy nie był na szczycie Billboardu, jednak jego popularność jest dość duża, biorąc pod uwagę szereg podobnych projektów, znajdujących się w popkulturowej niszy, takich jak: Girl in a Coma czy Be Your Own Pet. To co zrobili ostatnio Yeah Yeah Yeahs przypomina mi trochę historię grupy Queen, która w latach 70. dumnie wszem i wobec głosiła, że przy tworzeniu muzyki nie korzysta z syntezatorów. Z Yeah Yeah Yeahs było podobnie – gitarowy zespół nierozerwalnie związany ze sceną punkrockową, zaczął opierać swoje brzmienie na dźwiękach wydobywających się z całej gamy instrumentów klawiszowych, przez co jego najnowsza muzyka przypomina trochę wczesne utwory OMD, Visage czy Talk Talk (warto w tym miejscu zauważyć, że wokalista brytyjskiej grupy Visage Steve Strange był właścicielem nocnego klubu Blitz). Mimo tego stylistycznego zwrotu Yeah Yeah Yeahs pozostali sobą, a utwory zawarte na najnowszej propozycji tria wejdą do kanonu piosenek zespołu. Pilotujący płytę numer "Zero" oparty na mocnym, pulsującym bicie został uznany przez redakcję magazynu New Musical Express za najważniejszy utwór minionego roku. Gratulacje członkom zespołu się należą, choć słuchając tego kawałka ma się nieodparte skojarzenia z twórczością formacji Tv on the Radio; w końcu nad realizacją płyty czuwał lider Tv on the Radio David Sitek.

04. The Dirty Projectors – "Stillness is the Move"

The Dirty Projectors - Stillness is the Move

Najnowsza propozycja amerykańskiej grupy The Dirty Projectors "Bitte Orca" niedługo po premierze znalazła wielu zwolenników wychwalających dzieło nowojorskiego zespołu pod niebiosa. W przeciwieństwie do amerykańskich i polskich krytyków muzycznych obsesja na punkcie "Bitte Orca" mi się nie udzieliła. Jednak z upływem czasu kompozycje formacji Davida Longstretha zaczęły być mi coraz bliższe; doceniłem kunszt i artyzm niektórych kawałków zawartych na najnowszym longplayu zespołu. Wpływ na tę ocenę miało na pewno osłuchanie z piosenkami grupy, a także przychylna opinia wielkiego Davida Byrne'a, który nagrał wraz z członkami The Dirty Projectors utwór "Knotty Pine". Awangardowy kawałek "Stillness is the Move" to zdecydowanie najciekawsza propozycja grupy, przebijająca inny znakomity fragment "Bitte Orca" zatytułowany "Useful Chamber". "Useful Chamber" to jedna z najbardziej ambitnych piosenek muzyki pop ostatnich lat. Utwór rozpoczyna się bardzo niewinnie; słuchając go ma się nieodparte wrażenie jakby obcowało się z dziełem Antony'ego lub Björk; później wchodzą mocne gitary rodem z hard rockowych standardów z lat 70. Struktura tej epickiej kompozycji, a także jej poziom przypomina "Paranoid Android" Radiohead. To ten sam wysoki poziom. Jednak "Stillness is the Move" przebija "Useful Chamber". Niebanalna melodia, rytm rodem z piosenek R&B, wokal jak u Mariah Carey i niezwykle bogata aranżacja (skrzypce, wiolonczela) sprawiają, że mamy do czynienia z dziełem nietuzinkowym, godnym najwyższych ocen, otwierającym zupełnie nowe drzwi w muzyce popularnej.

03. Bat For Lashes – "Daniel"

Bat for Lashes - Daniel

Singlowe dzieło Natashy Khan jest utworem jak najbardziej zakorzenionym w tradycji muzyki pop, ale za to niezwykle przyjaznym słuchaczom. Jak powiedział jeden z bohaterów filmu "Rejs":

- "Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.".

A "Daniel" bardzo kojarzy się z melodiami z lat 80.: utworami grupy Fleetwood Mac, piosenkami wokalistek tej kapeli: Stevie Nicks i Christine McVie oraz przede wszystkim z twórczością Kate Bush (pierwsze na myśl przychodzą singlowe hity z płyty "Hounds of Love"). Ale to był efekt zamierzony – w końcu Natasha w piosence "Daniel" wyznaje miłość bohaterowi filmu "Karate Kid".

02. The Big Pink - "Dominos"

The Big Pink - Dominos

Pierwsza płyta elektro-rockowego duetu The Big Pink "A Brief History of Love" okazała się sensacją na brytyjskim rynku muzycznym. Dziennikarze porównują grupę do takich zespołów jak: My Bloody Valentine, The Jesus and Mary Chain, The Chameleons czy Echo & the Bunnymen. Jednak żadna z tych legendarnych grup nie miała na koncie takiego hitu jak "Dominos". Piosenka oparta na potężnej szarży instrumentów perksusyjnych (w tym kawałku gościnnie bębni niepozorna Akiko Matsuura) i kosmicznym, transowym brzmieniu syntezatorów zyskała wielką akceptację w Wielkiej Brytanii – członkowie The Big Pink odebrali niedawno nagrodę magazynu NME w kategorii najlepsze nagranie roku.

01. Animal Collective – "What Would I Want?Sky"

okładka EP

Rok 2009 był bardzo udany dla zespołu Animal Collective. Płyta "Merriweather Post Pavilion" zdobyła prawie wszystkie muzyczne laury, jakie były do zdobycia. Z kolei piosenka "My Girls" wytypowana do promocji dzieła została uznana przez większość dziennikarzy za najlepszy kawałek poprzedniego roku. Jednak na najwyższe honory zasługują utwory zawarte na EP "Fall Be Kind": "Graze" oraz przede wszystkim "What Would I Want?Sky". Długi, eksperymentalny, rozmarzony kawałek "What Would I Want?Sky" to szczyt możliwości twórczych artystów z kręgu muzyki alternatywnej w ubiegłym roku i doskonały przykład na nieprzerwany rozwój muzyki rozrywkowej – muzycy z Animal Collective przy tworzeniu tego kawałka wzięli na warsztat utwór "Unbroken Chain" legendarnej, psychodelicznej, folkowej grupy Grateful Dead pochodzący z płyty "Grateful Dead from the Mars Hotel" z 1974 roku.

Podsumowanie 2009: płyty roku - miejsca 05-01

augustc

05. Dave Matthews Band - "Big Whiskey And The GrooGrux King"

Dave Matthews Band - Big Whiskey and the GrooGrux King

Fakt, że Dave Matthews Band jest w Polsce zespołem praktycznie nieznanym jest doprawdy zastanawiający. Kapela w Stanach Zjednoczonych sprzedała więcej płyt od takich gwiazd jak Janet Jackson, Green Day czy Nirvana. "Big Whiskey and the GrooGrux King" to krążek po brzegi wypełniony znakomitymi kompozycjami, głęboko zakorzenionymi w amerykańskiej tradycji. Poraża bogactwo aranżacji. Formacja dowodzona przez Dave'a Matthewsa jest jedną z nielicznych grup wykorzystujących w swojej muzyce takie instrumenty jak: saksofon, skrzypce czy mandolina. Mimo to muzyka zespołu nie jest przeznaczona wyłącznie dla koneserów doceniających aranżacyjny przepych, kompozytorski kunszt i ambitne, mądre teksty utworów. Dowodem na to jest powodzenie "Big Whiskey and the GrooGrux King"; krążek w pierwszym tygodniu sprzedaży rozszedł się w ponad 424 tysiącach egzemplarzy, dochodząc dzięki temu do 1. miejsca amerykańskiej listy przebojów.

04. Alice in Chains - "Black Gives Way to Blue"

Alice in Chains - Black Gives Way to Blue

To, że ta płyta się ukazała zakrawa na cud, a fakt, że "Black Gives Way to Blue" jest tak dobrym albumem jest absolutnym szokiem. Zespół Alice in Chains zasłynął na początku lat 90. wielkim dziełem "Dirt". Później się jeszcze ukazała płyta zatytułowana po prostu "Alice in Chains" i kapela niedługo później tak naprawdę zakończyła działalność. Wydawało się, że gwoździem do trumny Alice in Chains była śmierć charakterystycznego wokalisty zespołu Layne'a Staleya w 2002 roku. Jednak w 2006 roku świat obiegła sensacyjna wiadomość, że Jerry Cantrell i koledzy z zespołu zawitali ponownie do studia nagraniowego, po to by rozpocząć pracę nad nowym materiałem. Materiał pieczołowicie przygotowywany pod czujnym okiem nagrodzonego nagrodą Grammy, znanego głównie ze współpracy z Foo Fighters producenta Nicka Raskulinecza ukazał się we wrześniu 2009 roku i od razu wywołał poruszenie w rockowym światku. William DuVall, który zastąpił zmarłego Staleya za mikrofonem śpiewa bardzo podobnie do poprzednika. Dzięki temu charakterystyczny styl grupy został zachowany. Wystarczy posłuchać pierwszego kawałka z płyty "All Secrets Known" by nie mieć wątpliwości, że mamy do czynienia z Alice in Chains. Miałem wielkie wątpliwości czy powrót Jerry'ego Cantrella i kolegów pod szyldem Alice in Chains jest dobrym pomysłem. W końcu do ostatnich dokonań Queen odniosłem się raczej negatywnie. Jednak dobrze się stało, że formacja powróciła na rynek. Dzięki temu słuchacze mogą się rozkoszować fantastycznymi nagraniami hard rockowymi, choć nie tak dobrymi by można było je porównać z takimi klasykami jak: "Rooster", "Down in a Hole" czy "Angry Chair".

03. Grizzly Bear – "Veckatimest"

Grizzly Bear - Veckatimest

Z upływem czasu coraz bardziej doceniam najnowszą propozycję Grizzly Bear. Na tej płycie jest prawie wszystko za co ludzie kochają muzykę: pasja, dramatyzm i przede wszystkim piękne melodie. Niesamowicie zawiły i rozmarzony to album, pełen zarówno fragmentów podniosłych jak i minimalistycznych, z niezwykle uduchowionym zakończeniem godnym mistrzów z Radiohead, tj. "Foreground".

02. Alicia Keys - "The Element of Freedom"

Alicia Keys - The Element of Freedom

Alicia Keys to jedna z największych gwiazd współczesnej muzyki rozrywkowej, niekwestionowana gwiazda sceny R&B. Artystka ma wszystko co powinna mieć gwiazda muzyki pop: talent, urodę oraz fenomalny głos. W końcu nagrała też album, który powinien przypaść do gustu każdemu, nie tylko wielbicielom "czarnych brzmień". Refleksyjny, stylowy, romantyczny krążek jest po brzegi wypełniony przebojami. Rytmiczny, wesoły, nagrany do spółki z Beyonce kawałek "Put It in a Love Song", nawiązująca do estetyki synth-popowej piosenka "Try Sleeping with a Broken Heart" oraz fortepianowa ballada "Empire State of Mind (Part II) Broken Down" to najefektowniejsze fragmenty tego niezwykle równego krążka.

01. Yeah Yeah Yeahs - "It's Blitz!"

Yeah Yeah Yeahs - It's Blitz!

Fantastyczne, pełnowymiarowe dzieło nowojorskiego zespołu Yeah Yeah Yeahs jest najlepszym albumem 2009 roku. Mimo tego, że brzmienie płyty zbliżone jest do popowej estetyki to "It's Blitz!" jest albumem stricte alternatywnym, skierowanym raczej do bardziej osłuchanych słuchaczy, szczególnie tych, którzy z nostalgią wspominają lata 80. Cała gama nawiązań do klasycznych nagrań Blondie, Souxsie and the Banshees czy Kate Bush wywołują uśmiech na twarzach ludzi zakochanych w muzyce z tamtej epoki. "It's Blitz!" to jeden z najbardziej przebojowych, alternatywnych krążków jaki ujrzał światło dzienne w ciągu ostatnich kilku lat. Tym bardziej warto zapoznać się z najnowszym dziełem Karen O i kolegów.

Karen O and the Kids - Where the Wild Things Are

augustc

Kadr z filmu

Film "Where the Wild Things Are" w reżyserii Spike’a Jonze’a jest w opinii wielu krytyków uznawany za jedno z najważniejszych tegorocznych wydarzeń filmowych. Dwa nazwiska: Jonze i Orzelek, przyciągają ludzi do tego obrazu jak magnes. Spike Jonze filmem "Być jak John Malkovich" udowodnił jak zdolnym i pomysłowym jest twórcą. Autorem tego niezwykle oryginalnego i szalonego scenariusza do filmu "Być jak John Malkovich" jest co prawda Charlie Kaufman, jednak niewątpliwe brawa należą się również Jonze’owi za to, że w tak sprawny i fascynujący sposób przeniósł na ekran tak pokręconą fabułę. W skrócie w tym filmie chodzi o to, że pewien nowojorski urzędnik odkrywa w biurowcu tunel prowadzący do umysłu aktora Johna Malkovicha. Sądząc po recenzjach bardzo prawdopodobne jest, że Jonze w równie brawurowy sposób przełożył na język filmowy klasyczną powieść dla dzieci Maurice’a Sendaka "Where the Wild Things Are", o czym będziemy mogli przekonać się w listopadzie.

okładka płyty

Zaskoczeniem jest jednak fakt, że za ścieżkę dźwiękową do tego filmu odpowiada była dziewczyna Jonze’a Karen Orzelek. wokalistka alternatywnego zespołu rockowego Yeah Yeah Yeahs. Po przesłuchaniu tego ciekawego dzieła można śmiało wywnioskować, że "Where the Wild Things Are" to nie jest zwykły film dla dzieci.

Płyta "Where the Wild Things Are" nie zawiera tanecznych, inspirowanych estetyką nowej fali przebojów. Na krążku nie znajdują się również ciężkie, zadziorne rockowe utwory, z których znany jest nowojorski zespół. Ten soundtrack ukazuje wokalistkę Yeah Yeah Yeahs z nieco innej, bardziej lirycznej strony, aczkolwiek warto zauważyć, że płyta nie zawiera typowych ballad. To rzecz z zupełnie innej beczki, którą ciężko jest rozgryźć. Generalnie na płycie znajdują się lekkie, słodkie, cudaczne kawałki w których główną rolę odgrywają akustyki oraz głos Karen O.

Na pierwszy ogień poszedł wesoły "All Is Love", w którym słychać niczym nie zmąconą czystą radość, według wielu obecną tylko u dzieci. Jednak singlowy kawałek nie jest reprezentatywny dla całości sygnowanej nazwą Karen O and the Kids. Spokojny, melancholijny "Worried Shoes" czy żywiołowy, folkowy numer "Animal" to rzeczy znajdujące się na zupełnie innych biegunach niż "All Is Love". Pierwsza z wyżej wymienionych piosenek spokojnie mogłaby uchodzić za utwór Yeah Yeah Yeahs z koncertu Unplugged, jednak fortepianowy kawałek nie jest nawet utworem Karen. "Worried Shoes" to przeróbka piosenki Daniela Johnstona z albumu "Yip/Jump Music" z 1983 roku. Z kolei "Animal" to neo-folk z czystej postaci, kojarzący mi się z utworami typowych przedstawicieli tego gatunku. Głównym atutem tego kawałka są dzikie okrzyki Karen nadające utworowi niesamowitości.

Mimo tego, że płyta przedstawia Karen O oraz jej kolegów z zespołu z zupełnie innej perspektywy (pozostali członkowie Yeah Yeah Yeahs również uczestniczyli w sesji nagraniowej) to najlepsze na płycie są utwory najbardziej przypominające dokonania macierzystej formacji Karen Orzełek, czyli "Capsize", w którym głównym bohaterem oprócz wokalistki jest gitara Nicka Zinnera oraz powolny "Hideaway" mogący spokojnie znaleźć się na "Show Your Bones".

Podsumowując to bardzo nietypowy i oryginalny soundtrack mogący stawać w szranki z najlepszymi ścieżkami dźwiękowymi z tego roku. Jego szanse Oscarowe są jednak nikłe, gdyż album jest wyjątkowo niszowy. Ale kto wie, być może popularność filmu sprawi, że prawdziwie niezależni twórcy będą się cieszyć najpopularniejszą ze wszystkich nagród.

Yeah Yeah Yeahs - It's Blitz!

augustc
yeahyeahyeahs
Najseksowniejsza kobieta rocka i nowy album najlepszego zespołu XXI wieku
 

Amerykańska grupa Yeah Yeah Yeahs jest jedną z najważniejszych kapel obecnej dekady i zdecydowanie najlepszą formacją nurtu tzw. nowej rockowej rewolucji. Zespół wzbudził duże zainteresowanie fanów garażowego grania już pierwszą EP-ką zatytułowaną po prostu "Yeah Yeah Yeahs" z 2001 roku. Niespełna 14-minutowa płytka dotarła do 1. miejsca listy najlepiej sprzedających się albumów indie-rockowych w Wielkiej Brytanii. Półtora roku później ta sama EP-ka została okrzyknięta przez prestiżowy "NME" drugim najlepszym singlem 2002 roku (1. miejsce w tym podsumowaniu zajął singiel "There Goes the Fear" Doves). Już wtedy co niektóre media dosłownie oszalały na punkcie punkowej grupy. Charyzmatyczna wokalistka Karen Orzelek, której sposób śpiewania polega (albo przynajmniej kiedyś polegał) w głównej mierze na krzykach i piskach została utytułowana przez "New Musical Express" najmodniejszą osobą świata, a przez "Vanity Fair" najbardziej intrygującą wokalistką od czasów Debbie Harry z zespołu Blondie. Trzeba przyznać dziennikarzom rację. Yeah Yeah Yeahs dużo zawdzięczają mającej polskie korzenie Karen Orzełek. Ale już wyjątkowo niesprawiedliwe byłoby stwierdzenie, że Karen O całą sławę zawdzięcza ekstrawaganckim strojom, które ma na sobie w trakcie występów, zaprojektowanym specjalnie dla niej przez jej przyjaciółkę - Christian Joy, oraz szokującemu scenicznemu zachowaniu - Orzełek pluje w widownie wodą, piwem i winogronami. Popularność Karen O bierze się z namiętnego, stylowego, seksownego, momentami dość agresywnego wokalu, za który kochają ją fani na całym świecie. Ale Yeah Yeah Yeahs to nie tylko Karen O. To również doskonały bębniarz pochodzenia żydowskiego Brian Chase, uznawany przez dziennikarzy za jednego z najwybitniejszych perkusistów w historii muzyki rozrywkowej oraz gitarzysta Nick Zinner.

Pierwszy studyjny album grupy "Fever to Tell" z 2003 roku był szybkim, mocnym ciosem prosto między oczy. To był absolutny nokaut. W 2003 roku ukazało się wiele dobrych płyt, przede wszystkim "Elephant" The White Stripes - najpopularniejszej grupy nowej rockowej rewolucji czy "Hail to the Thief" kultowego Radiohead. Jednak żadna z tych płyt nie zbliżyła się nawet do poziomu pierwszego długogrającego wydawnictwa Yeah Yeah Yeahs. Hałaśliwy, energetyczny art-punkowy krążek wywołał wielką sensację w świecie muzyki popularnej. Debiutancki album nowojorczyków nie został jednak nagrodzony nagrodą Grammy w kategorii najlepszy album alternatywny. Narodowa Akademia Sztuki i Techniki Rejestracji w USA wolała zachowawczo wyróżnić The White Stripes - kapelę, która sprzedała kilka milionów płyt więcej od Yeah Yeah Yeahs.

Jeżeli album "Fever to Tell" był sensacją, to druga płyta "Show Your Bones" była niekwestionowanym wydarzeniem. Yeah Yeah Yeahs zawsze mieli tendencję do tego, by grać niezwykłe hałaśliwie - jazgotliwe gitary, mocny rytm perkusji i krzykliwy wokal Karen O to znaki rozpoznawalne nowojorskiej grupy. Ale "Show Your Bones" w niektórych momentach było głośniejsze nawet od gniewnego i brudnego debiutu. Pierwsze dwa kawałki: "Gold Lion" i "Way Out" dosłownie wgniatają w ziemię. Ale te utwory mają w sobie niezwykłą przebojowość (wielka w tym zasługa Nicka Zinnera, który wszystko genialnie zaaranżował), przez co nie odczuwa się tak tego ciężaru. Kolejne dwa utwory to dowód na wspomnianą wyżej hałaśliwość - "Fancy" i "Phenomena" są melodyjne, ale żeby odkryć w nich te melodie potrzeba co najmniej kilku przesłuchań. Niesamowity jazgot potrafi zniechęcić nawet najbardziej wytrwałych słuchaczy, ale warto tego słuchać.

Podobnie jak w przypadku pierwszego albumu kapeli na "Show Your Bones" nie ma słabych punktów. Ponadto ma więcej fragmentów skłaniających do refleksji od debiutanckiego dzieła formacji. Na "Fever to Tell" tylko jeden kawałek zmuszał do zadumy - chodzi oczywiście o singlowy, traktujący o miłości, spokojny numer "Maps", uznane przez "NME" za najlepszą alternatywną miłosną piosenkę wszech czasów. Na "Show Your Bones" są dwa co najmniej dwa refleksyjne, spokojniejsze momenty. Bliski muzyce country, folk-rockowy utwór "The Sweets" rozdziera serca słuchaczy swoją dramaturgią. Podobne doznania towarzyszą obcowaniu z "Warrior". Duża zasługa w tym Karen Orzełek, która potrafi śpiewać niezwykle emocjonalnie, w taki sposób, że co bardziej wrażliwym słuchaczom krwawią serca. "Show Your Bones" zdobyło wielkie uznanie krytyków. "NME" nadał albumowi tytuł drugiej najlepszej płyty 2006 roku (pierwsze miejsce było zarezerwowane od samego początku dla Arctic Monkeys za "Whatever People Say I Am, That's What I'm Not", głównie za nowatorską promocję w Internecie), natomiast kapituła przyznająca Grammy znowu wyróżniła Karen O i kolegów nominacją w kategorii najlepszy album alternatywny.

W 2007 roku światło dzienne ujrzała świetna EP-ka "Is Is" z piosenkami napisanymi przez wydaniem "Show Your Bones". Członkowie zespołu jak zwykle zrealizowali 300 procent normy. Otwierający EP-kę "Rockers to Swallow" miażdży odbiorców - to połączenie punkrockowej energii z pierwszego longplaya z siłą tych kilku mocarnych kawałków z drugiej płyty. Uznana przez magazyn "Rolling Stone" za jedną z najlepszych piosenek 2007 roku "Down Boy" to już wyższa szkoła jazdy - art punk, momentami łagodny, delikatny, a chwilami niezwykle mocny. Yeah Yeah Yeahs na poziomie tej płytki nawiązali też kontakt z jednym z najlepszych producentów dekady - Nickiem Launay'em, odpowiedzialnym chociażby za brzmienie trzech ostatnich albumów zespołu Nick Cave & the Bad Seeds czy płyty "Diamond Hoo Ha" Supergrass.

YYY__Its_Blitz
01. Zero - 4:25
    02. Heads Will Roll -3:41
    03. Soft Shock - 3:53
    04. Skeletons - 5:02
    05. Dull Life - 4:08
    06. Shame and Fortune - 3:31
    07. Runaway - 5:13
    08. Dragon Queen - 4:02
    09. Hysteric - 3:50
    10. Little Shadow - 3:57

Nick Launay jest też producentem trzeciej studyjnej płyty kapeli "It's Blitz!". Płyty zupełnie innej od dotychczasowego dorobku formacji. "It's Blitz!" to krążek taneczny. Poza tym nasączony elektroniką do granic możliwości. Yeah Yeah Yeahs z zespołu punkowego przeistoczyli się więc w grupę grającą muzykę pop, aczkolwiek z dużymi ambicjami. "It's Blitz!" oprócz wspomnianego Launaya produkował stały współpracownik nowojorczyków - lider TV On the Radio, David Sitek. Materiałowi z tej płyty blisko do najciekawszych dzieł tzw. ambitnego, alternatywnego popu, czyli dokonań MGMT czy The Killers.


Płytę rozpoczyna podrywający do tańca singlowy numer "Zero", kojarzący się z twórczością Blondie, jak mało który utwór formacji. Silne otwarcie, ale drugi utwór na płycie to "Heads Will Roll" - najbardziej wpadający w ucho kawałek z nowego krążka Yeah Yeah Yeahs, przypominający dokonania innego alternatywnego, amerykańskiego zespołu - Garbage.  Główny motyw klawiszowy wymyślony przez Zinnera, który odstawił gitary na rzecz starego, ledwo działającego syntezatora jest wręcz zabójczy. Słuchając "Heads Will Roll" przypominają się też lata 80. Ten niezwykle prosty, ale w gruncie rzeczy genialny kawałek kojarzy się z synth-popem z początku lat 80. spod znaku Duran Duran, Visage i Ultravox.


"It's Blitz!" nie jest niestety płytą tak idealną jak dwa poprzednie krążki nowojorczyków. Nie najlepsze wrażenie robi nudny, zbytnio rozwleczony utwór "Skeletons", gdzie ładny dream popowy motyw klawiszowy rodem z syntetycznej twórczości Kate Bush został zmarnowany. Na kolana nie powala także "Hysteric"   - to nagranie przypomina schematyczne kawałki irlandzkiego kwartetu U2 z ostatnich lat. A tak poza tym to krążek musi się podobać. Na "It's Blitz!" warto wyróżnić oprócz wspomnianych "Zero" i "Heads Will Roll" tajemniczy, wolno rozkręcający się, rockowy numer "Dull Life", słodką, w głównej mierze fortepianową balladę "Runaway" i niemalże dyskotekowe, podobne do ostatnich dokonań TV On the Radio nagranie "Dragon Queen". Są to zdecydowanie najlepsze momenty  tego znakomitego, godnego uwagi albumu.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci