Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : kiss

Kiss - Destroyer

augustc

Kiss - Destroyer

W przedostatnim poście dość mocno skrytykowałem najnowszy album zespołu Kiss "Sonic Boom". Co prawda im dłużej słucham najnowszego materiału nowojorskiej grupy tym bardziej się do niego przekonuje, ale zdania nie zmienię. Najnowsze dzieło zespołu to krążek wybitnie skierowany do fanów.

W związku z tym, że kapela powróciła z wielkim hukiem z "zaświatów" po 11 latach milczenia warto przypomnieć najsłynniejsze studyjne osiągnięcie formacji jakim jest album "Destroyer" z 1976 roku. Kiss w połowie lat 70. był jednym z najpopularniejszych amerykańskich zespołów rockowych. Wszystko za sprawą dynamicznych, energetycznych rock 'n' rollowych piosenek, takich jak "Deuce", "Strutter", czy "Rock and Roll All Nite" oraz przede wszystkim dzięki brawurowym występom na żywo, udokumentowanym na krążku Alive! z 1975 roku. Nic więc dziwnego, że "Destroyer" był jedną z najbardziej oczekiwanych płyt tamtego okresu. Do współpracy nad krążkiem muzycy zaprosili jednego z najbardziej uznanych producentów w historii muzyki rozrywkowej – Boba Ezrina, odpowiedzialnego za brzmienie między innymi "School's Out" Alice Coopera, a także "The Wall" Pink Floyd. To dzięki Ezrinowi album brzmi inaczej od poprzednich dokonań zespołu. O ile o debiutanckiej płycie grupy "Kiss" można powiedzieć, że jest to zwykły rock 'n' rollowy krążek, najeżony znakomitymi utworami to "Destroyer" jest dziełem z zupełnie innego wymiaru. Pełno na nim efektów dźwiękowych, smyków, dziecięcych krzyków i innego rodzaju bajerów. To wszystko zasługa Ezrina, który wprowadził te wszystkie elementy do muzyki Kiss.

Album rozpoczyna się od mocnego uderzenia prosto między oczy. "Detroit Rock City" mimo że nie zrobił kariery w radiostacjach i sprzedawał się dość marnie jest jedną z ulubionych piosenek fanów Kiss. Utwór został również uznany przez dziennikarzy muzycznych za jedną z najważniejszych metalowych piosenek w historii. Napisany przez Stanleya i Ezrina kawałek opowiada o fanie zespołu, który zginął w wypadku samochodowym w drodze na koncert ulubionej grupy. Historia opowiedziana w tym utworze jest prawdziwa. Jednak sukces kawałka opiera się na czymś innym. Szaleńcze tempo, wkręcająca linia basu, charakterystyczny riff to elementy wyróżniające "Detroit Rock City" spośród setek kawałków nagranych przez Kiss. Nic dziwnego, że piosenka stała się nieoficjalnym hymnem drużyn: hokejowej Detroit Red Wings oraz baseballowej Detroit Tigers, a także inspirowała chłopaków z Metalliki. Zaraz po nim mamy na płycie trochę mniej dynamiczny, aczkolwiek również szybki  i ciekawy "King of the Night Time World" z zapadającą w pamięć solówką Ace'a Frehleya. Jednak te dwie piosenki są tylko przedsmakiem tego co ma nastąpić. Wolny, majestatyczny "God of Thunder" naszpikowany do granic możliwości różnego rodzaju efektami dźwiękowymi to nie tylko jeden z najlepszych momentów albumu, ale także stały element koncertów Kiss. Z kolei wesoły, spokojny "Great Expectations" to rzecz zupełnie z innej bajki, nie pasująca do utartego obrazu kapeli, głównie z powodu wykorzystania w nagraniu chłopięcego chóru. Inną nietypową piosenką z płyty "Destroyer" jest "Beth". Ballada zaśpiewana przez perkusistę kapeli Petera Crissa jest prawdziwym ewenementem. Ten utwór brzmi jak kompozycja napisana i nagrana przez The Beatles w okresie ich największej świetności. Fortepian, smyki, tekst opowiadający o miłości to są rzeczy kojarzące się z "wielką czwórką", a nie z Kiss. Jak się okazało umieszczenie tego kawałka na płycie było strzałem w dziesiątkę. Wydana na singlu ballada świetnie poradziła sobie na listach przebojów – w Stanach Zjednoczonych doszła do 7. miejsca listy Billboardu (najwyższego w karierze Kiss) i sprzedała się w ilości miliona egzemplarzy. Fani uwielbiają ten utwór, jednak "Destroyer" kojarzy im się z pasją, dynamiką i energetycznym rock 'n' rollowym graniem, a tego wszystkiego można uświadczyć we wszystkich pozostałych piosenkach z płyty, przede wszystkim w "Shout It Out Loud" śpiewanym przez obydwóch liderów grupy: Simmonsa i Stanleya, będącym czymś na kształt hymnu grupy.

Polecam gorąco ten album, to kawał dobrego rock 'n' rollowego grania, które warto poznać.

Kiss - Sonic Boom

augustc

kiss__sonic_boom

    01. Modern Day Delilah – 3:37
    02. Russian Roulette – 4:32
    03. Never Enough – 3:26
   04. Yes I Know (Nobody's Perfect) – 3:02
    05. Stand – 4:50
    06. Hot and Cold – 3:36
   07. All for the Glory – 3:49
    08. Danger Us – 4:22
   09. I'm an Animal – 3:47
   10. When Lightning Strikes – 3:45
   11. Say Yeah – 4:27

Kiss to bez wątpienia jeden z najlepszych, najbardziej znanych i najbardziej wpływowych zespołów hard rockowych lat 70. Mimo  tego, że grupa diametralnie zmieniła obraz koncertu rockowego zamieniając go w spektakularne, pełne efektów pirotechnicznych widowisko oraz nagrała wiele wspaniałych rockowych kawałków, między innymi: "Strutter", "God of Thunder", "Love Gun” oraz "God Gave Rock 'n' Roll to You II" jest to formacja nieco zapomniana. Nie ma się jednak czemu dziwić. Najnowsze dzieło grupy "Sonic Boom" jest zaledwie czwartym krążkiem zespołu wydanym od 1990 roku. Jakby tego było mało najnowsza płyta kapeli dowodzonej przez Gene’a Simmonsa i Paula Stanleya jest pierwszym materiałem Kiss od 11 lat. Jak dodamy, że większość piosenek zespołu z ostatnich 20 lat to wątpliwej jakości gnioty to nie będzie nas dziwiło, że grupa nie wywołuje takich emocji jak kiedyś.

Nowy krążek Kiss spowodował jednakże pewnego rodzaju renesans popularności zespołu. "Sonic Boom" doszedł do 2. pozycji na liście "Billboardu" (najwyższej w historii grupy) i jest w tej chwili jednym z najlepiej sprzedających się wydawnictw na świecie (lepiej sprzedaje się tylko najnowsza składanka Królowej Popu – Madonny i nowy krążek Michaela Bublé "Crazy Love"). "Sonic Boom" sprzedaje się rewelacyjnie, jednak poziom wydawnictwa po raz kolejny pozostawia wiele do życzenia. Wszystkie utwory na płycie są schematyczne do granic możliwości, wtórne, toporne i co najgorsze w wielu wypadkach po prostu nudne, a tego ostatniego nie mogę wybaczyć Simmonsowi i jego kompanom. Nie będę się szczegółowo rozpisywał na temat piosenek zawartych na płycie. "Sonic Boom" to stary, dobry Kiss jaki wszyscy znamy.

Muzycy nawet nie starali się wprowadzić do swojej twórczości jakichkolwiek innowacji, dobrze wiedzieli, że fani kochają ich między innymi za przewidywalność. Całość została świetnie wyprodukowana, a w wielu kawałkach słychać ciekawe gitarowe solówki (Tommy Thayer świetnie poradził sobie zastępując Ace’a Frehley’a – dla przykładu najmocniejszą stroną singlowego i nijakiego "Modern Day Delilah" jest gitarowe solo Thayera), jednak mimo wszystko "Sonic Boom" nie przekonuje. "Stand", "All For the Glory" i "Say Yeah" to najbardziej wpadające w ucho fragmenty tej mało oryginalnej całości, które nawet w porównaniu do najlepszych fragmentów poprzedniej płyty "Psycho Circus" ("Psycho Circus", "Within" i "Dreamin'") wypadają dość blado.

Podsumowując osobom nie zorientowanym w temacie radziłbym nie kupować tej płyty w ciemno i koniecznie  zapoznać się ze starszymi dokonaniami kapeli, najlepiej z płytą "Destroyer", ponieważ "Sonic Boom" to rzecz, która jest skierowana do wiernych fanów kapeli.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci