Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : phoenix

Phoenix - Ti Amo

augustc

phoenix__ti_amo

Phoenix - Ti Amo (2017) Loyauté

01. J-Boy – 4:08
    02. Ti Amo – 3:25
    03. Tuttifrutti – 3:52
   04. Fior di Latte – 4:03
   05. Lovelife – 2:31
   06. Goodbye Soleil – 3:55
   07. Fleur de Lys – 3:43
    08. Role Model – 4:35
    09. Via Veneto – 2:41
    10. Telefono – 3:43

Płyta "Ti Amo" miała być bombą, która miała zdewastować rynek muzyczny w tym roku. Genialni Francuzi z zespołu Phoenix wzięli bowiem na warsztat italo disco z zamiarem nagrania najbardziej przebojowego albumu z muzyką pop w tym roku! Niestety "Ti Amo" nie spełnia w ogóle oczekiwań. Zamiast płyty na maksa wypełnionej przebojami w stylu starych utworów Gazebo, Savage czy Righeiry mamy krążek z muzyką zawierająca co prawda italo disco, ale hitów tutaj jak na lekarstwo. Francuzom starczyło inwencji zaledwie na nagranie kilku naprawdę dobrych, przebojowych utworów, konkretnie czterech: "J-Boy", "Ti Amo", "Tuttifrutti" i "Fleur de Lys". Resztę płyty zajmują wypełniacze, o których słuchacze zapomną od razu po wyjęciu "Ti Amo" z odtwarzacza. Po zespole, który wymyślił ciekawe, wyrafinowane brzmienie, ma trochę rozpoznawalnych kawałków na koncie i w dodatku otrzymał nagrodę Grammy można było spodziewać się więcej. Fanom gatunku nie pozostaje nic innego jak odpalenie wysłużonych kompaktów z muzyką Fancy'ego, bo Phoenix zwyczajnie nie dali rady.  

Podsumowanie 2009: piosenki roku - miejsca 20-16

augustc

Największy problem przy tworzeniu muzycznego podsumowania 2009 roku miałem z listą najlepszych nagrań minionych 12 miesięcy. Nie chodzi o to, że nie było dobrych kawałków. Tych było bardzo dużo; jednak większość utworów nie wybija się ponad inne. Sytuacja nie była jasna i klarowna – nie byłem w stanie stwierdzić od razu, które z ubiegłorocznych nagrań były zdecydowanie najlepsze. Po licznych przesłuchaniach i po zasięgnięciu paru opinii udało mi się skonstruować ranking 20 mocarnych kawałków, które z pewnością zapadły w pamięć słuchaczom i w przyszłości będą z przyjemnością odtwarzane przez wszystkich fanów muzyki popularnej, nie tylko alternatywnej.

20. Phoenix - "1901"

Phoenix - 1901

Przebojem Francuzów "1901" zachwycają się wszyscy. Dziennikarze muzyczni pieją nad pierwszym singlem z płyty "Wolfgang Amadeus Phoenix" z zachwytu: prestiżowy magazyn amerykański Rolling Stone uznał "1901" za 5. najlepszy utwór roku; umieścił go też na liście najlepszych piosenek minionych 10 lat. Moim zdaniem "1901" nie jest najmocniejszym punktem z 4. albumu ekipy Thomasa Marsa; popularność nagrania wynika raczej z faktu, że kawałek znalazł się na singlu, a nie z tego, że jest taki znakomity. Wiadomo - to co jest wydawane na małych płytkach jest później prezentowane przed wielomilionową widownią u Conana O'Briena, Davida Lettermana i Alexy Chang, jest też promowane w radiu. Kojarzący się z dokonaniami The Killers i po części Modest Mouse utwór spełnił swoją rolę znakomicie – wypromował zespół do tego stopnia, że ten zgarnął nagrodę Grammy w kategorii najlepszy alternatywny album roku. "Fences" to kawałek lepszy, jednak to opowiadający o Paryżu z 1901 roku utwór poszedł na pierwszy ogień i przetarł Francuzom drogę do sławy.

19. The Antlers - "Bear"

The Antlers - Bear

Płyta grupy The Antlers "Hospice" została uznana przez krytyków za jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych minionego roku. Mimo entuzjastycznych recenzji krążek przeszedł bez echa; to był najprawdopodobniej efekt tego, że album opowiada historię umierającej na raka kości pacjentki hospicjum oraz zadurzonego w niej pielęgniarza. Najbardziej rozpoznawalnym fragmentem płyty chwalonej za wyjątkowo nieprzyjemne, realne i wyjątkowo dołujące teksty oraz ekspresyjną, świetnie zaaranżowaną muzykę jest wydany na singlu kawałek "Bear". Piosenka składa się z dwóch znakomicie połączonych ze sobą części: spokojniejszej – zdominowanej przez brzmienie przywołujących wspomnienie dzieciństwa klawiszy oraz głośnej, rockowej, w której na pierwszym planie są jak zwykle w przypadku zespołu indie rockowego gitary.

18. Florence + the Machine - "Drumming Song"

Florence + the Machine - Drumming Song

Zespół dowodzony przez Florence Welch był jedną z największych muzycznych sensacji ubiegłego roku. Debiutancki krążek kapeli "Lungs" zadebiutował na 2. miejscu brytyjskiej listy przebojów, a szczytu nie zdobył tylko ze względu na śmierć wielkiego gwiazdora Michaela Jacksona (numerem 1. była w tamtym okresie kompilacja hitów artysty "The Essential Michael Jackson"). Jednak "Lungs" mimo wszystko zdobył wierzchołek zestawienia Uk Chart w styczniu 2010 roku. O indie-popowej formacji głośno było już w drugiej połowie 2008 roku, gdy światło dzienne ujrzały dwa kawałki promujące płytę: "Kiss with a fist" oraz "Dogs Days Are Over". Anglicy wiążą z Florence + the Machine duże oczekiwania – Florence Welch ma być następczynią Kate Bush z najbardziej tanecznego, przebojowego okresu. Jak na razie grupie idzie całkiem nieźle – kapela wypromowała parę radiowych hitów, zdobyła nagrodę BRIT w kategorii najlepszy brytyjski album roku i przede wszystkim nagrała kilka świetnych kawałków, między innymi: "Howl", "Cosmic Love" oraz "Drumming Song", który być może nie jest o wiele lepszy od dwóch wyżej wymienionych utworów, ale został do niego nakręcony profesjonalnie zrobiony, roztańczony teledysk.

17. Lily Allen - "The Fear"

Lily Allen - The Fear

Lily Allen to bardzo ciekawa postać w światku brytyjskiej muzyki rozrywkowej. Córce znanego komika wielokrotnie zarzucano, że wylansowała się dzięki tacie, a populaność budowała poprzez skandalizujące wpisy na blogu oraz pijackie wybryki. Między Bogiem a prawdą zachowanie tej rozpijaczonej celebrytyki nie robi na niki większego wrażenia (Allen w porównaniu do skandalistów z prawdziwego zdarzenia jak Pete Doherty czy Amy Winehouse jest wzorem wszelkich cnót). Wrażenie za to robi jeden z najnowszych kawałków piosenkarki "The Fear" opowiadający o londyńskim świecie celebrytów. Wesoły, stylowy, taneczny kawałek jest w tej chwili wizytówką Lily Allen, którą niektórzy dziennikarze obwołali najzabawniejszą i jednocześnie najlepszą brytyjską gwiazdą od czasów Jarvisa Cockera.

16. The xx - "Crystalized"

The xx - Crystalized

Wydany w sierpniu ubiegłego roku debiutancki album londyńskiej kapeli The xx okazał się sensacją na brytyjskim rynku muzycznym. Krytycy ogłosili The xx największą nadzieją brytyjskiego przemysłu muzycznego, z kolei prestiżowy NME umieścił debiutancki krążek czwórki młodych Anglików zatytułowany po prostu "The xx" na 2. miejscu podsumowania najlepszych płyt 2009 roku. Kawałkiem pilotującym całość był dość jednostajny, pełen zadumy i melancholii elegancki utwór “Crystalized” przywołujący na myśl wczesne dokonania The Cure. To zdecydowanie najbardziej rozpoznawalny fragment dzieła The xx i z tego powodu godny polecenia, jednak wielu słuchaczy preferuje inne piosenki z tego krążka, np. kojarzący się wybitnie z piosenką "Wicked Game" Chrisa Issaka kawałek "Infinity" czy zaśpiewany przez wokalistkę Romy Madley Croft zmanierowany, nocny utwór "Shelter".

Podsumowanie 2009: płyty roku - miejsca 16-20

augustc

Koneserzy dobrej muzyki powinni być zadowoleni. Ubiegły rok okazał się wyjątkowo tłusty. W ciągu minionych 12. miesięcy ukazało się wiele smakowitych, godnych polecenia wydawnictw. Z tego powodu miałem też olbrzymi problem z muzycznym podsumowaniem roku. Na samym początku nie wiedziałem co umieścić na liście i dlaczego. Później olśniło mnie, aczkolwiek podsumowanie co chwila zmieniało się jak w kalejdoskopie. Jedne płyty wypadały z niego z wielkim hukiem, inne znajdowały uznanie w moich oczach, a raczej uszach i dzięki temu się w nim znajdowały.

Z tego powodu, że wielu artystów w ubiegłym roku nawiedziła twórcza wena w moim zestawieniu 20. najlepszych płyt roku zabrakło miejsca dla albumów wyjątkowych, momentami wręcz fascynujących. Nie ma na liście najnowszych propozycji muzycznych takich wykonawców jak: Manic Street Preachers, Charlotte Gainsbourg, Neon Indian czy The Horrors. Na liście nie znalazł się też monumentalny dwupłytowy album Dj-a Hella "Teufelswerk", uznawany powszechnie za życiowe osiągnięcie Niemca. Na próżno też szukać ostatniego studyjnego dokonania irlandzkiej grupy U2 "No Line on the Horizon", mimo że jest to udany krążek, spełniający oczekiwania licznych fanów względem zespołu. Największą sensacją jest jednak to, że w zestawieniu brak debiutanckiego albumu supergrupy The Dead Weather "Horebound", złożonej z członków formacji The Racounters, Queens of the Stone Age i The Kills, kierowanej przez uwielbianego przez krytyków wizjonera muzycznego Jacka White'a.

Oto najlepsze płyty 2009 roku:

20. Rihanna - "Rated R"

Rihanna -

Absolutne zaskoczenie. Pochodząca z Barbadosu niespełna 22-letnia wokalistka od samego początku trwającej już kilka lat kariery była supergwiazdą muzyki pop, ale muzycznie dotychczas prezentowała się przeciętnie. "Rated R" to duży krok do przodu, który sprawił, że do czarnoskórej piosenkarki zacząłem odnosić się z wielkim szacunkiem. Wcale nie chodzi o to, że do prac nad płytą zaprosiła wielkiego Slasha – utwór "Rockstar 101" nagrany z ex-gitarzystą Guns 'n' Roses uważam za jeden z najsłabszych momentów tego rewelacyjnego krążka. "Rated R" to po prostu stylowy album pop - namiętny, mocny, dramatyczny, z całą masą zapadających w pamięci piosenek, przede wszystkim tych wolnych, jak: "Russian Roulette", "Te Amo", "Cold Case Love" i "The Last Song".

19. Maxwell - "BLACKsummers'night"

Maxwell -

36-letni amerykański piosenkarz R&B Maxwell w Polsce pozostaje osobnikiem anonimowym, a szkoda (wspaniały głos i jeszcze większy talent Maxwella sprawiają, że ludzie nie przepadający za R&B zaczynają się interesować tym rodzajem muzyki, co należy uznać za duży sukces). Z kolei w Stanach Zjednoczonych artysta jest celebrytą; najnowszy album muzyka "BLACKsummers'night" zadebiutował na 1. miejscu amerykańskiej listy przebojów i zgarnął niemalże wszystkie możliwe branżowe nagrody (nagrodę Grammy za album roku sprzątnęła mu sprzed nosa młodziutka gwiazdka muzyki country Taylor Swift). "BLACKsummers'night" to płyta z którą bez dwóch zdań należy się zapoznać. Elegancki, namiętny, zmysłowy i świetnie zaaranżowany album to krążek dobry nie tylko do tego by spędzić przy nim romantyczny wieczór, ale również mogący służyć jako wstęp do fascynującego świata nowoczesnego R&B.

18. Yoko Ono Plastic Ono Band - "Between My Head & The Sky"

Yoko Ono Plastic Ono Band -

Mimo że Yoko Ono Plastic Ono Band tworzą zupełnie inni ludzie niż kiedyś (dla przykładu Johna Lennona zastąpił jego młodszy syn Sean) to grupa nagrała materiał stylistycznie zbliżony do dawnych osiągnięć zespołu. I być może nawet lepszy, bo bardziej przyswajalny dla przeciętnego odbiorcy od legendarnego krążka "Yoko Ono/Plastic Ono Band" z 1970 roku.

17. Phoenix - "Wolfgang Amadeus Phoenix"

Phoenix -

Nie spodziewałem się, że Francuzi zajdą tak wysoko w podsumowaniu roku. A jednak. "Wolfgang Amadeus Phoenix" zapadł mi w pamięci jako relaksujące, energetyczne, hipnotyzujące dzieło przy którym z powodzeniem można potańczyć (choć na pewno nie tak dobrze jak przy muzyce dance). Najbardziej mnie jednak zastanowia sukces wśród krytyków muzycznych – najnowsze dzieło pochodzących z Francji muzyków znalazło się w ścisłej czołówce wszystkich rankingów muzycznych (ustępując tak naprawdę miejsca jedynie płycie "Merriweather Post Pavilion" Animal Collective). Nie ma na nim wielkich przebojów; nie jest to album rewolucyjny, wywołujący gęsią skórkę, a tym bardziej arcydzieło muzyki pop – powodzenie płyty "Wolfgang Amadeus Phoenix" pozostanie pewnie dla mnie zagadką. Niemniej jednak jest to dobry album, dlatego nie mógł się nie znaleźć w tym miejscu.

16. The Pains Of Being Pure At Heart - "The Pains Of Being Pure At Heart"

The Pains Of Being Pure At Heart -

Gdy po raz pierwszy usłyszałem debiutancki album nowojorskiego kwartetu aż mnie odrzuciło. Wyjątkowa hałaśliwa indie popowa płyta wydała mi się niczym innym jak pozbawioną gracji kakofonią dźwięków, nie wnoszącą absolutnie nic do muzyki popularnej; na dodatek stwierdziłem, że zespół bezczelnie i nieudolnie zrzyna z klasyków muzyki alternatywnej z lat 80. i początku 90., przede wszystkim z My Bloody Valentine. Ale po bliższym zapoznaniu się z krążkiem odkryłem, że w tym szaleństwie jest metoda, a zestawienie najlepszych płyt 2009 roku bez tego krążka byłoby bardzo niepełne.

Phoenix - Wolfgang Amadeus Phoenix

augustc

Phoenix__Wolfgang_Amadeus_Phoenix
    01. Lisztomania - 4:08
   02. 1901 - 3:18
    03. Fences - 3:50
   04. Love Like a Sunset Part I - 5:39
    05. Love Like a Sunset Part II - 1:57
   06. Lasso - 2:50
    07. Rome - 4:49
    08. Countdown (Sick For The Big Sun) - 4:00
   09. Girlfriend - 3:24
    10. Armistice - 3:06

Dziesięć piosenek, które znalazły się na czwartej studyjnej płycie francuskiego zespołu Phoenix "Wolfgang Amadeus Phoenix" łączy się w precyzyjną i doskonale poukładaną całość. Tak precyzyjne i poukładane były też dzieła austriackiego kompozytora Wolfganga Amadeusza Mozarta, do którego odnosi się tytuł albumu, aczkolwiek płyta "Wolfgang Amadeus Phoenix"  nie nawiązuje w żaden sposób do muzyki klasycznej.

Więcej wspólnego z muzyką Francuzów ma już wokalista zespołu The Who, Roger Daltrey, który ma na koncie rolę w  filmowej fantazji Kena Russela na temat biografii węgierskiego kompozytora Ferenca Liszta zatytułowanej "Lisztomania" z 1975 roku. Wszystko dlatego ponieważ utwór o tym samym tytule co film z Daltreyem otwiera album "Wolfgang Amadeus Phoenix". Skoczny kawałek doskonale wprowadza słuchaczy w klimat tej zwariowanej płyty. Tak na marginesie warto obejrzeć niezły klip do tej piosenki nakręcony w teatrze Bayreuth Festspielhaus w mieście Bayreuth we wschodnich Niemczech, który został zainspirowany młodzieżowymi filmami z lat 80.: "Dziewczyna w różowej sukience" i "Klub śniadaniowy".

Phoenix na poziomie tej płyty jest typowym zespołem indie rockowym łączącym w swojej muzyce elementy alternatywnego rocka i muzyki tanecznej. Słuchając krążka na myśl przychodzą przede wszystkim takie zespoły jak: Spoon, Hot Chip i Empire of the Sun, ale też rockowy Kings of Leon. Wokalista grupy Phoenix, Thomas Mars śpiewa bowiem w sposób podobny do Caleba Followilla z Kings of Leon. 

"Wolfgang Amadeus Phoenix" mimo, że jest świetnie poukładanym albumem nie jest pozycją idealną. Hipnotyczny, zmanierowany numer "Fences", instrumentalny i pięknie rozwijający się utwór "Love Like a Sunset Part I", kojarzący się z twóczością MGMT oraz przebojowy, zamykający album kawałek "Armistice" są najlepszymi fragmentami tego krążka.  Pozostałe utwory z "Wolfgang Amadeus Phoenix" nie są złe. Wręcz przeciwnie - są godne uwagi, jednak ich poziom sprawia to, że "Wolfgang Amadeus Phoenix" wyląduje na półce wraz z niezłymi pozycjami takimi jak: "Ga Ga Ga Ga Ga" Spoon, "Made in the Dark" Hot Chip czy "Skeletal Lamping" Of Montreal, a nie z wybitnymi dziełami typu: "It's Blitz!" Yeah Yeah Yeahs czy "OK Computer" Radiohead.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci