Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : florence-and-the-machine

Florence + the Machine - How Big, How Blue, How Beautiful

augustc

Florence + the Machine - How Big, How Blue, How Beautiful (2015) Island

Trzeci studyjny album Florence and the Machine był jedną z najbardziej oczekiwanych premier muzycznych tego roku. Album "How Big, How Blue, How Beautiful" z miejsca stał się bestsellerem docierając do szczytu listy przebojów między innymi w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Polsce. Najnowsze dzieło następczyni Stevie Nicks i Siouxsie Sioux niestety nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań odbiorców. Pierwsze dwa krążki indie rockowej formacji uczyniły z Florence Welsh jedną z najbardziej wpływowych artystek globu, a z pochodzącej z Londynu kapeli najbardziej oczekiwaną gwiazdę muzycznych festiwali. Balon oczekiwań pompowany z okazji premiery najnowszej płyty Florence and the Machine urósł do potężnych rozmiarów, które ciężko było zaspokoić. Tylko parę utworów z tego albumu można określić mianem wybitnych. Należą do nich wydany na singlu zadziorny, oparty na mocnym gitarowym riffie kawałek "What Kind Of Man", taneczny utwór "Queen Of Peace" oraz ballada "Long & Lost". Płyta może się podobać, ponieważ jest świetnie wyprodukowana, przepysznie zaaranżowana, a Flo potrafi naprawdę dobrze operować swoim przykuwającym uwagę, aksamitnym głosem. "How Big, How Blue, How Beautiful" nie jest jednak albumem na miarę największych muzycznych dokonań dekady, tylko dobrym, solidnym krążkiem, który powinien umilić słuchaczom niejedno tegoroczne popołudnie.

Podsumowanie 2009: piosenki roku - miejsca 20-16

augustc

Największy problem przy tworzeniu muzycznego podsumowania 2009 roku miałem z listą najlepszych nagrań minionych 12 miesięcy. Nie chodzi o to, że nie było dobrych kawałków. Tych było bardzo dużo; jednak większość utworów nie wybija się ponad inne. Sytuacja nie była jasna i klarowna – nie byłem w stanie stwierdzić od razu, które z ubiegłorocznych nagrań były zdecydowanie najlepsze. Po licznych przesłuchaniach i po zasięgnięciu paru opinii udało mi się skonstruować ranking 20 mocarnych kawałków, które z pewnością zapadły w pamięć słuchaczom i w przyszłości będą z przyjemnością odtwarzane przez wszystkich fanów muzyki popularnej, nie tylko alternatywnej.

20. Phoenix - "1901"

Phoenix - 1901

Przebojem Francuzów "1901" zachwycają się wszyscy. Dziennikarze muzyczni pieją nad pierwszym singlem z płyty "Wolfgang Amadeus Phoenix" z zachwytu: prestiżowy magazyn amerykański Rolling Stone uznał "1901" za 5. najlepszy utwór roku; umieścił go też na liście najlepszych piosenek minionych 10 lat. Moim zdaniem "1901" nie jest najmocniejszym punktem z 4. albumu ekipy Thomasa Marsa; popularność nagrania wynika raczej z faktu, że kawałek znalazł się na singlu, a nie z tego, że jest taki znakomity. Wiadomo - to co jest wydawane na małych płytkach jest później prezentowane przed wielomilionową widownią u Conana O'Briena, Davida Lettermana i Alexy Chang, jest też promowane w radiu. Kojarzący się z dokonaniami The Killers i po części Modest Mouse utwór spełnił swoją rolę znakomicie – wypromował zespół do tego stopnia, że ten zgarnął nagrodę Grammy w kategorii najlepszy alternatywny album roku. "Fences" to kawałek lepszy, jednak to opowiadający o Paryżu z 1901 roku utwór poszedł na pierwszy ogień i przetarł Francuzom drogę do sławy.

19. The Antlers - "Bear"

The Antlers - Bear

Płyta grupy The Antlers "Hospice" została uznana przez krytyków za jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych minionego roku. Mimo entuzjastycznych recenzji krążek przeszedł bez echa; to był najprawdopodobniej efekt tego, że album opowiada historię umierającej na raka kości pacjentki hospicjum oraz zadurzonego w niej pielęgniarza. Najbardziej rozpoznawalnym fragmentem płyty chwalonej za wyjątkowo nieprzyjemne, realne i wyjątkowo dołujące teksty oraz ekspresyjną, świetnie zaaranżowaną muzykę jest wydany na singlu kawałek "Bear". Piosenka składa się z dwóch znakomicie połączonych ze sobą części: spokojniejszej – zdominowanej przez brzmienie przywołujących wspomnienie dzieciństwa klawiszy oraz głośnej, rockowej, w której na pierwszym planie są jak zwykle w przypadku zespołu indie rockowego gitary.

18. Florence + the Machine - "Drumming Song"

Florence + the Machine - Drumming Song

Zespół dowodzony przez Florence Welch był jedną z największych muzycznych sensacji ubiegłego roku. Debiutancki krążek kapeli "Lungs" zadebiutował na 2. miejscu brytyjskiej listy przebojów, a szczytu nie zdobył tylko ze względu na śmierć wielkiego gwiazdora Michaela Jacksona (numerem 1. była w tamtym okresie kompilacja hitów artysty "The Essential Michael Jackson"). Jednak "Lungs" mimo wszystko zdobył wierzchołek zestawienia Uk Chart w styczniu 2010 roku. O indie-popowej formacji głośno było już w drugiej połowie 2008 roku, gdy światło dzienne ujrzały dwa kawałki promujące płytę: "Kiss with a fist" oraz "Dogs Days Are Over". Anglicy wiążą z Florence + the Machine duże oczekiwania – Florence Welch ma być następczynią Kate Bush z najbardziej tanecznego, przebojowego okresu. Jak na razie grupie idzie całkiem nieźle – kapela wypromowała parę radiowych hitów, zdobyła nagrodę BRIT w kategorii najlepszy brytyjski album roku i przede wszystkim nagrała kilka świetnych kawałków, między innymi: "Howl", "Cosmic Love" oraz "Drumming Song", który być może nie jest o wiele lepszy od dwóch wyżej wymienionych utworów, ale został do niego nakręcony profesjonalnie zrobiony, roztańczony teledysk.

17. Lily Allen - "The Fear"

Lily Allen - The Fear

Lily Allen to bardzo ciekawa postać w światku brytyjskiej muzyki rozrywkowej. Córce znanego komika wielokrotnie zarzucano, że wylansowała się dzięki tacie, a populaność budowała poprzez skandalizujące wpisy na blogu oraz pijackie wybryki. Między Bogiem a prawdą zachowanie tej rozpijaczonej celebrytyki nie robi na niki większego wrażenia (Allen w porównaniu do skandalistów z prawdziwego zdarzenia jak Pete Doherty czy Amy Winehouse jest wzorem wszelkich cnót). Wrażenie za to robi jeden z najnowszych kawałków piosenkarki "The Fear" opowiadający o londyńskim świecie celebrytów. Wesoły, stylowy, taneczny kawałek jest w tej chwili wizytówką Lily Allen, którą niektórzy dziennikarze obwołali najzabawniejszą i jednocześnie najlepszą brytyjską gwiazdą od czasów Jarvisa Cockera.

16. The xx - "Crystalized"

The xx - Crystalized

Wydany w sierpniu ubiegłego roku debiutancki album londyńskiej kapeli The xx okazał się sensacją na brytyjskim rynku muzycznym. Krytycy ogłosili The xx największą nadzieją brytyjskiego przemysłu muzycznego, z kolei prestiżowy NME umieścił debiutancki krążek czwórki młodych Anglików zatytułowany po prostu "The xx" na 2. miejscu podsumowania najlepszych płyt 2009 roku. Kawałkiem pilotującym całość był dość jednostajny, pełen zadumy i melancholii elegancki utwór “Crystalized” przywołujący na myśl wczesne dokonania The Cure. To zdecydowanie najbardziej rozpoznawalny fragment dzieła The xx i z tego powodu godny polecenia, jednak wielu słuchaczy preferuje inne piosenki z tego krążka, np. kojarzący się wybitnie z piosenką "Wicked Game" Chrisa Issaka kawałek "Infinity" czy zaśpiewany przez wokalistkę Romy Madley Croft zmanierowany, nocny utwór "Shelter".

Nagroda Mercury przyznana

augustc

Logo nagrody Mercury

Nagroda Mercury jak zwykle przyniosła wiele kontrowersji. Tym razem zdumienie większości zainteresowanych wzbudziły już same nominacje do The Mercury Prize. Na liście nominowanych albumów do nagrody Mercury nie znalazło się miejsce dla nowej płyty Oasis "Dig Out Your Soul", a także dla krążka "Journey to the West" Monkey, będącej niczym innym jak nowym, autorskim projektem lidera grupy Blur, Damona Albarna. Pierwszy z tych krążków to porządne, rasowe, rockowe granie, z kolei płyta Monkey była zdecydowanie jedną z najciekawszych i najbardziej pomysłowych propozycji muzycznych w 2008 roku. Wielcy i uznani artyści zostali w tym roku pominięci, jurorzy przyznający wyróżnienie zdecydowali się nominować do The Mercury Prize wykonawców młodych i przede wszystkim mało popularnych (a już na pewno mniej znanych niż Oasis czy Blur). Tak więc na liście oficjalnych kandydatów mogących otrzymać nagrodę znalazło się miejsce dla grup: Glasvegas, Kasabian, The Horrors, a także Florence and the Machine. Większość dziennikarzy zwycięzcy upatrywała w debiutującym na rynku indie-popowym zespole Florence and the Machine, którego twórczość porównywana jest do dokonań Sinead O’Connor, Kate Bush, Cat Power oraz Kate Nash. Mnie nawiedzona twórczość Florence Welch i jej kolegów z zespołu niespecjalnie przekonała. Nie uważam, że debiutancki krążek Anglików jest zły - "Lungs" to moim zdaniem nieoszlifowany diament. Przed kapelą jeszcze długa droga zanim nagrają arcydzieło godne największych mistrzów.

La Roux - La Roux

Moim faworytem była synthpopowa płyta La Roux, zatytułowana po prostu "La Roux". Prawdę powiedziawszy zacząłem jej kibicować, gdy tylko ujrzałem okładkę debiutanckiego dzieła Brytyjczyków. Elly Jackson oraz Ben Langmaid kreśląc jej projekt na pewno inspirowali się okładką klasycznej płyty Davida Bowie "Low" z 1977 roku. Debiutancki album La Roux wypełnia syntetyczna muzyka przywołująca ducha lat 80. bardziej niż ostatnie dokonania czołowych wykonawców z tamtego okresu. Co ważne na płycie znajduje się parę hitów, między innymi "In for the Kill", który zyskał status platynowego singla w Wielkiej Brytanii oraz przede wszystkim "Bulletproof", numer 1. brytyjskiej listy przebojów z przełomu czerwca i lipca tego roku, znajdujący się aktualnie na samym szczycie Billboard Hot Dance Club Songs.

Speech Debelle - Speech Therapy

Jednak The Mercury Prize dość nieoczekiwanie wpadła w ręce czarnoskórej raperki Corynne Elliot, znanej bardziej jako Speech Debelle. Oczywiście nie powinienem dziwić się temu wyborowi. Jurorzy przyznający nagrodę Mercury zwykli nie przyznawać wyróżnienia płycie najlepszej z nominowanych, tylko albumowi dobremu, ambitnemu i przede wszystkim niepopularnemu. Aczkolwiek ten wybór był kompletnym zaskoczeniem. Krążek "Speech Therapy" to dzieło prawdziwie undergroundowe, które sprzedało się w zaledwie 3000 egzemplarzy. Po drugie debiutancki krążek Speech Debelle to płyta hip-hopowa, a nie od dzisiaj wiadomo, że ten rodzaj muzyki to nie jest bajka Brytyjczyków, zakochanych w post-punkowych brzmieniach serwowanych przez Arctic Monkeys, hołubiących wybitnych alternatywnych twórców (Radiohead) oraz pop-rockowych chałturników (Robbie Williams). Być może właśnie to, że jest to album hip-hopowy przesądziło na korzyść dzieła? Ostatnio w Wielkiej Brytanii zgodnym chórem słuchacze i dziennikarze narzekali na poziom nowej brytyjskiej muzyki zarówno popowej, jak i rockowej. Być może jurorzy przyznający nagrodę Mercury prewencyjnie wyróżnili czarnoskórą wokalistkę po to, żeby nie narażać się na niepotrzebne ataki dziennikarzy i słuchaczy zmartwionych stanem brytyjskiej muzyki popularnej.  Gdyby nagrodę otrzymała inna z nominowanych płyt Brytyjczykom łatwo byłoby znaleźć jej słabe punkty, bo takie mają zarówno krążki La Roux, Florence and the Machine czy Kasabian i skrytykować wybór kapituły przyznającej The Mercury Prize. Album Speech Debelle też nie jest idealny, ale nikt nie będzie kwestionował tego wyróżnienia, ponieważ wyspiarze w przeważającej większości nie słuchają czarnej muzyki i nie zamierzają jej słuchać.

"Speech Therapy" to album bez wątpienia dobry i wbrew pozorom bardzo brytyjski. Słychać londyński akcent Speech Debelle, no i rzecz najważniejsza – w przeciwieństwie do amerykańskiego hip-hopu nie ma tutaj miejsca na sample, potężne bity, syntetyczne melodie i braggadocio. "Speech Therapy" to album bardzo bogato zaaranżowany, wszędzie słychać akustyki, gdzieniegdzie dęciaki i smyki. Takie dzieło mogło powstać tylko w UK. Ta cała wyrafinowana aranżacja sprawia, że debiutanckiej płyty Speech Debelle słucha się niezwykle przyjemnie, całość uspokaja i wprowadza w dobry nastrój. Album jest jednak nierówny. Utwory singlowe na czele z mrocznym, atmosferycznym "Better Days" wykonanym do spółki z Micachu zdecydowanie biją na głowę pozostałe kawałki z pierwszego krążka sympatycznej piosenkarki.

Co by jednak nie napisać, nagroda Mercury dużo mówi o stanie brytyjskiej popkultury, która wciąż stoi na bardzo wysokim, nieosiągalnym dla polskich artystów poziomie.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci