Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : Giorgio-Moroder

Giorgio Moroder - Deja Vu

augustc

Giorgio_Moroder__Dj_Vu

Giorgio Moroder - Déjà Vu (2015) RCA

Najbardziej szanowany przedstawiciel włoskiej muzyki popularnej Giorgio Moroder powrócił w tym roku na rynek muzyczny płytą "Déjà Vu". Moroder był jednym z niewielu artystów uwielbianych zarówno przez poważnych krytyków muzycznych, jak i masy słuchaczy radiowych. Album Włocha "From Here to Eternity" z 1977 roku znalazł nawet uznanie u wyjątkowo wybrednych dziennikarzy portalu internetowego "Pitchfork", którzy umieścili krążek na 88. miejscu najlepszych albumów lat 70. Jednak Moroder pozostanie zapamiętany przede wszystkim jako współtwórca utworów, które na stałe zapisały się w historii muzyki rozrywkowej, przede wszystkim: "Call Me" nowofalowej grupy Blondie, "Cat People (Putting Out Fire)" Davida Bowie, "The NeverEnding Story" Limahla czy nagrodzonego Oscarem kawałka "Take My Breath Away" grupy Berlin.

"Deja Vu" to pierwsza płyta legendy muzyki elektronicznej od 23 lat. Decyzję, aby wydać nowy materiał Moroder podjął zapewne między innymi dzięki Daft Punk. Płyta Francuzów "Random Access Memories" z 2013 roku zawiera bowiem świetnie przyjęty hołd dla mistrza muzyki disco "Giorgio by Moroder", który przyczynił się do wzrostu popularności artysty. Album "Déjà Vu " nie okazał się na razie bestsellerem. Wpływ na to mają zapewne fatalne recenzje oraz brak rozpoznawalnych hitów na miarę produkowanych masowo przez Włocha kawałków Donny Summer z końca lat 70. Warto jednak zauważyć, iż marketing robi swoje. Nowy album Morodera to najwyżej notowany solowy krążek Włocha w całej karierze, a single wykrojone z krążka "Right Here, Right Now" oraz "Déjà Vu " zajęły 1. miejsce na liście "Hot Dance Club Songs" magazynu "Billboard".

Muzycznie ten album jest bardzo przeciętny. Moroder łączy na nim charakterystyczne dla siebie motywy z nowoczesnym, klubowym brzmieniem. Wokalnie na płycie udzieliły się gwiazdy wielkiego formatu. Dwa wspomniane klubowe hity zostały zaśpiewane kolejno przez Kylie Minogue oraz Się Furler. Oprócz nich Giorgio Morodera wspomogły Kelis, Britney Spears oraz Charli XCX. Największym mankamentem tego krążka jest przede wszystkim brak utworów, które wywarłyby jakiekolwiek wrażenie na słuchaczach. Takie numery jak "Wildstar", "4 U With Love" czy przeróbka przeboju Suzanne Vega "Tom's Diner" wlatują do głowy jednym uchem i od razu wylatują drugim. Kompozycyjnie,brzmieniowo i melodycznie nowe utwory artysty nie robią wrażenia, aczkolwiek jest parę intrygujących momentów, które warto poznać. Nagrany do spółki z Charlie XCX numer "Diamonds" jest dowodem, że młoda brytyjska gwiazda może zaśpiewać absolutnie wszystko i nawet w kawałku nawiązującym do najbardziej topornych dyskotekowych przebojów brzmi świetnie. Instrumentalny numer "74 Is the New 24" jest miłym przywołaniem klasycznych numerów artysty, przy którego odtwarzaniu na usta cisną się słowa piosenki "Forever Young" Alphaville. Natomiast zaśpiewany przez Mikkiego Ekko kawałek "Don't Let Go" przypomina po części dokonania norweskiego tria A-ha, megahit Ekko i Rihanny "Stay" oraz techno-hity Tiesto. "Déjà Vu" mimo całej swojej przeciętności jest albumem dość przyjemnym w odbiorze, jednak dla bardziej wymagających odbiorców będzie to za mało, aby go słuchać.

Premiery muzyczne: Fleet Foxes, Kleerup

augustc

fleet foxes

Debiutancki album pochodzącego z Seattle kwintetu Fleet Foxes intryguje już przy kontakcie wzrokowym. Na okładce płyty „Fleet Foxes” znajduje się obraz flamandzkiego malarza Petera Bruegla StarszegoPrzysłowia niderlandzkie”. Obraz został namalowany przez artystę w 1559 roku, a obecnie dzieło znajduje się w berlińskim Museum Island.

Okładka debiutanckiej płyty Fleet Foxes przypomina płytę Deep PurpleDeep Purple” z 1969 roku, którą zdobi słynny obraz Hieronima BoschaOgród rozkoszy ziemskich”.

Z albumem grupy Deep Purple, debiut Amerykanów ma  niewiele wspólnego, chyba tylko to, że obydwie płyty są niezwykle wyrafinowane. Wokalista, gitarzysta i kompozytor Fleet Foxes, Robin Pecknold w swoich wypowiedziach nigdy zresztą nie podawał Deep Purple jako źródła inspiracji. Artysta nie musi ich jednak wskazywać. Bardzo wyraźnie słychać, że duży wpływ na działalność zespołu mają tacy artyści jak:  Simon & Garfunkel, The Byrds oraz The Beach Boys.

Dziennikarze porównują muzykę kwintetu do dokonań Coldplay, Iron & Wine, Devendry Barnharta, The Decemberists oraz The Shins, czyli do wykonawców wykonujących muzykę ciepłą i spokojną, którym daleko do osiągnięć czołowych zespołów pochodzącym z Seattle, tj. Nirvany i Alice in Chains.

Kompozytorski kunszt Robina Pecknolda na pewno przyczynił się do sukcesu albumu, jednak przy odsłuchu płyty nie sposób nie zwrócić uwagi na wspaniały głos artysty i umiejętność jego wykorzystania.

Debiutancka płyta Fleet Foxes jest bardzo dobra, jednak tylko o trzech utworach z tego krążka: White Winter Hymnal, „He Doesn't Know Why” i „Your Protector”, można z ręką na sercu powiedzieć, że są wybitne.

kleerup

 

Spragnionym melodii i brzmień spod znaku Giorgio Morodera na pewno spodoba się debiutancki krążek szwedzkiego producenta Kleerupa. Szwed dobrze skonstruował pierwszy album. Na płycie oprócz instrumentalnych kompozycji, nawiązujących do twórczości wspomnianego Morodera, znalazło się również miejsce na trzy synth-popowe piosenki rodem z lat osiemdziesiątych.

Kawałki: Until We Bleed” zaśpiewany przez Lykke Li, “With Every Heartbeat”, będący efektem współpracy ze szwedzką artystką Robyn oraz “Longing for Lullabies”, nagrany wraz z Titiyo to numery, które stoją na wysokim poziomie artystycznym i są jednocześnie zabójczo przebojowe. Dwie ostatnie piosenki stały się zresztą wielkimi przebojami. Utwór "With Every Heartbeat" dotarł aż do 1. miejsca listy przebojów w Wielkiej Brytanii i wywindował sprzedaż czwartego,  bardzo przeciętnego krążka Robyn.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci