Menu

Popmusik

Strona o muzyce popularnej

Wpisy otagowane : Fleet-Foxes

Fleet Foxes - Helplessness Blues

augustc

FleetFoxesHelplessnessBlues

Fleet Foxes - Helplessness Blues (2011) Sub Pop

Druga studyjna płyta amerykańskiego zespołu Fleet Foxes "Helplessness Blues" to krążek, któremu większość słuchaczy w Polsce musi dać "drugą szansę", aby odkryć jego uroki. "Helplessness Blues" to zestaw dwunastu folkowych piosenek, wyraźnie zainspirowanych dokonaniami Paula Simona oraz The Beach Boys. Zarówno Paul Simon, jak i The Beach Boys to twórcy są bardzo cenieni w Stanach Zjednoczonych. Dowodem na to, są pojawiające się często w amerykańskich mediach muzyczne podsumowania, w których zawsze obecne są płyty "Bridge over Troubled Water" duetu Simon & Garfunkel oraz "Pet Sounds" The Beach Boys. W Polsce zarówno twórczość Paula Simona, jak i Briana Wilsona wzbudza jednak jedynie wzruszenie ramion. Dokonania Fleet Foxes nie robią na polskich słuchaczach wielkiego wrażenia, jednak warto odnotować, iż "Helplessness Blues" jest jednym z najbardziej docenionych albumów w krajach anglojęzycznych, wydanych w ostatnich latach.

Lider formacji Fleet Foxes, Robin Pecknold bardzo skupił się na pracy nad piosenkami zawartymi na tym albumie. Spowodowało to kłótnie wewnątrz zespołu oraz rozpad związku artysty. Rezultat tej pracy jest całkiem zadowalający, jednak płycie "Helplessness Blues" daleko do doskonałości. Na drugiej studyjnej płycie pochodzących z Seattle folkowców znajdują się trzy bliskie ideału utwory: ballada "Lorelai", instrumentalny, akustyczny kawałek "The Cascades" oraz wybrany do promocji albumu składający się z dwóch części utwór "The Shrine/An Arguement". Ten ostatni utwór z typowego dla Fleet Foxes folkowego numeru zmienia się pod koniec w jazz-rockowy kawałek rodem z ostatnich, studyjnych dokonań Talk Talk.

Ciepłe, refleksyjne piosenki autorstwa młodych, amerykańskich brodaczy przypadną do gustu wielbicielom folku, jednak fani wyrafinowanej, rockowej muzyki również znajdą coś dla siebie. Takie utwory jak: "The Plains/Bitter Dancer" oraz wspomniana już dwuminutowa kompozycja "The Cascades" przywołują na myśl dokonania uwielbianego w Polsce irlandzkiego zespołu Clannad, z kolei "Sim Sala Bim" kojarzy się z akustycznymi kawałkami Led Zeppelin, między innymi: "Battle of Evermore" oraz "Gallows Pole".

"Helplessness Blues" to album zawierający sporo pięknych melodii, świetnie zaaranżowany, jednak największym atutem tego krążka jest uduchowiony wokal Robina Pecknolda. Fleet Foxes to folkowy zespół z absolutnej światowej czołówki, który jeżeli utrzyma formę, będzie znany nie tylko wielbicielom tego typu muzyki.

Fleet Foxes w lesie Sherwood ;) zdjęcie zespołu pochodzi ze strony t-sides.

Płyty roku. Miejsca 6-10

augustc

10. Dla wielu osób „White Winter Hymnal” była najlepszą piosenką roku, a debiutancki album Fleet Foxes najlepszą płytą. Nawet dziennikarze najbardziej snobistycznego i najbardziej opiniotwórczego muzycznego serwisu internetowego jaki kiedykolwiek powstał, Pitchfork Media, chylą czoła przed Robinem Pecknoldem i kolegami. Aczkolwiek zaznaczają, że nie „Fleet Foxes”, ale „Fleet Foxes” w połączeniu z EP „Sun Giant” stanowi zbiór najlepszych utworów roku. W sumie mają rację, że tak zwracają uwagę na to EP, wszak to tam znajduje się jedno z najwspanialszych dokonań zespołu, „Mykonos”, a cała reszta też jest niczego sobie.

9. Najbardziej wyczekiwany album roku, „Third” Bristolskiego tria Portishead, jest płytą dziwną, wymagającą, ambitną. Jednak nie znalazł się on tak wysoko z tego powodu, że grupa jest żywą legendą, a jej powrót po 11 latach milczenia był wydarzeniem. Po prostu ten ciężkostrawny materiał jest wartościowy, bo stylem i elegancją mało kto może temu zespołowi dorównać.

8. Debiut Santogold to najlepsza popowa płyta roku. Co prawda wokalistka nie odniosła takiego sukcesu komercyjnego jak jej koleżanki po fachu: Rihanna i Lady Gaga, ale i jej muzyka jest przeznaczona dla bardziej wyrobionego odbiorcy. Dancehall, elektronika i indie rock mieszają się na „Santogold” jak w jakimś kotle, poza tym warto zaznaczyć, że debiut Santi White to kopalnia tanecznych hitów.

7. “Apologies to the Queen Mary” Kanadyjczyków z Wolf Parade było fonograficzną sensacją 2005 roku. Druga płyta „At Mount Zoomer” okazała się równie dobra co poprzednia, a może nawet i lepsza, bo bardziej przyjazna masowemu odbiorcy.

6. Wydawać by się mogło, że Damon Albarn porywał się z motyką na słońce, gdy mówił o nagrywaniu opery „Journey to the West”. W sumie gdyby to nie było dzieło z muzyką elektroniczną z elementami operowymi, tylko klasyczna opera mogłoby coś nie wyjść, ale Albarn na szczęście nie jest taki nawiedzony na jakiego wygląda i dzięki temu możemy się cieszyć najbardziej przyjazną muzyką operową dla słuchaczy komercyjnych stacji radiowych.

Podsumowanie roku:20 najlepszych kawałków, vol. 3

augustc

5. Fleet Foxes – "White Winter Hymnal" z płyty "Fleet Foxes"

white winter hymnal

Takich rzeczy się w dzisiejszych czasach nie nagrywa. Jednak Amerykanie z Fleet Foxes postanowili pójść pod prąd i nagrali. Prostą, lekką, eteryczną, delikatnie zaaranżowaną (akustyki, oszczędne bębenki) pioseneczkę a la Beach Boys. I wygrali. Sam nie wiem, czy „Your Protector” nie jest lepsze, ale to „White Winter Hymnal” było na singlu i w dodatku było zobrazowane pięknym, poetyckim teledyskiem.

4. Hercules & Love Affair – "Blind" z płyty "Hercules & Love Affair"

blind

Najdziwaczniejszy utwór ubiegłego roku. Co prawda daleko mu do abstrakcyjności kawałka Paavoharju, ale nie sposób nie zauważyć tej schizofreniczności, która jest w nim zawarta. Bo „Blind” jest niby dyskotekowe, ale jednocześnie takie nie jest, bo pojawia się w nim wyrazista, rockowa linia basu, natchniony wokal Anthony’ego i instrumenty dęte. Dla wielu to było objawienie, dla mnie w sumie też, choć nie numer roku.

3. Nick Cave & The Bad Seeds – "Midnight Man" z płyty "Dig, Lazarus, Dig!!!"

midnight man

Nick Cave jest jak mityczny król Midas. Wszystko, czego się tknie zamienia się w złoto, bo przecież jest nie tylko muzykiem i piosenko pisarzem, ale również autorem powieści i scenariuszy. A może to się nazywa po prostu profesjonalizm, którego brakuje jego mniej uzdolnionym kolegom po fachu? Wracając do głównego wątku, „Midnight Man” to doskonała rzecz, która przez wszechobecne klawisze i organy przypomina mi o zespole The Doors, choć panowie nikogo tu nie starają się kopiować, po prostu dają czadu.

2. Wolf Parade – "Kissing the Beehive" z płyty "At Mount Zoomer"

parada wilków

Najdłuższy, najbardziej epicki, najbardziej rozbudowany i najbardziej wielowątkowy utwór ze wszystkich znajdujących się w tym podsumowaniu i być może najlepszy ze wszystkich długich utworów jakie pojawiły się w roku ubiegłym, na samym początku wszystkich zachwycił, po pewnym czasie się znudził, a zespół Wolf Parade z ulubieńców internetowej społeczności stał się obiektem wyjątkowo niewybrednych, niczym nie uzasadnionych szyderstw. To logiczne, że wszystko z czym się dłużej obcuje po pewnym czasie się nudzi, przecież filmów o przygodach Indiany Jonesa też nie sposób oglądać w nieskończoność. Tak samo jest z „Kissing the Beehive” opowiadającym tak jak jedna z części o przygodach dzielnego archeologa o świętym Graalu. Uwielbiam utwór, ale mam jedno ALE. Mianowicie utwory, które poniekąd były inspiracją dla twórców tego dzieła, czyli na przykład „Roundabout” i „South Side of the Sky” Yes czy „Child In Time” Deep Purple są nie do zdarcia, niezniszczalne. Wydaje mi się, że są o wiele bardziej żywotne od finału „At Mount Zoomer” (głosu Jona Andersona nawet nie będę porównywać do wokali Spencera i Kruga, bo po prostu nie wypada). Ale może ja się mylę. 

1. Shearwater – "Rooks"/Leaviathan, bound/Century Eyes/"The Snow Leopard" z płyty "Rook"

snow leopard

Cztery piosenki z piątej płyty amerykańskiej indie rockowej grupy Shearwater to  najpiękniejsza alternatywna muzyka nagrana w 2008 roku. Szczególne wrażenie robi natchniona,  rozpoczynająca się delikatnymi dźwiękami fortepianu ballada "The Snow Leopard", przypominająca spokojne kawałki Radiohead z najświetniejszego okresu działalności kapeli, głównie utwór "Pyramid Song", a także w niewielkim stopniu wczesne dokonania Kate Bush. Porywający, uduchowiony wokal Meiburga, psychodeliczne brzmienie oraz bogata aranżacja to największe atuty tego kawałka. 

Premiery muzyczne: Fleet Foxes, Kleerup

augustc

fleet foxes

Debiutancki album pochodzącego z Seattle kwintetu Fleet Foxes intryguje już przy kontakcie wzrokowym. Na okładce płyty „Fleet Foxes” znajduje się obraz flamandzkiego malarza Petera Bruegla StarszegoPrzysłowia niderlandzkie”. Obraz został namalowany przez artystę w 1559 roku, a obecnie dzieło znajduje się w berlińskim Museum Island.

Okładka debiutanckiej płyty Fleet Foxes przypomina płytę Deep PurpleDeep Purple” z 1969 roku, którą zdobi słynny obraz Hieronima BoschaOgród rozkoszy ziemskich”.

Z albumem grupy Deep Purple, debiut Amerykanów ma  niewiele wspólnego, chyba tylko to, że obydwie płyty są niezwykle wyrafinowane. Wokalista, gitarzysta i kompozytor Fleet Foxes, Robin Pecknold w swoich wypowiedziach nigdy zresztą nie podawał Deep Purple jako źródła inspiracji. Artysta nie musi ich jednak wskazywać. Bardzo wyraźnie słychać, że duży wpływ na działalność zespołu mają tacy artyści jak:  Simon & Garfunkel, The Byrds oraz The Beach Boys.

Dziennikarze porównują muzykę kwintetu do dokonań Coldplay, Iron & Wine, Devendry Barnharta, The Decemberists oraz The Shins, czyli do wykonawców wykonujących muzykę ciepłą i spokojną, którym daleko do osiągnięć czołowych zespołów pochodzącym z Seattle, tj. Nirvany i Alice in Chains.

Kompozytorski kunszt Robina Pecknolda na pewno przyczynił się do sukcesu albumu, jednak przy odsłuchu płyty nie sposób nie zwrócić uwagi na wspaniały głos artysty i umiejętność jego wykorzystania.

Debiutancka płyta Fleet Foxes jest bardzo dobra, jednak tylko o trzech utworach z tego krążka: White Winter Hymnal, „He Doesn't Know Why” i „Your Protector”, można z ręką na sercu powiedzieć, że są wybitne.

kleerup

 

Spragnionym melodii i brzmień spod znaku Giorgio Morodera na pewno spodoba się debiutancki krążek szwedzkiego producenta Kleerupa. Szwed dobrze skonstruował pierwszy album. Na płycie oprócz instrumentalnych kompozycji, nawiązujących do twórczości wspomnianego Morodera, znalazło się również miejsce na trzy synth-popowe piosenki rodem z lat osiemdziesiątych.

Kawałki: Until We Bleed” zaśpiewany przez Lykke Li, “With Every Heartbeat”, będący efektem współpracy ze szwedzką artystką Robyn oraz “Longing for Lullabies”, nagrany wraz z Titiyo to numery, które stoją na wysokim poziomie artystycznym i są jednocześnie zabójczo przebojowe. Dwie ostatnie piosenki stały się zresztą wielkimi przebojami. Utwór "With Every Heartbeat" dotarł aż do 1. miejsca listy przebojów w Wielkiej Brytanii i wywindował sprzedaż czwartego,  bardzo przeciętnego krążka Robyn.

© Popmusik
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci